Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy – czy warto oglądać nowy film bez znajomości poprzednich epizodów?

Film 17.12.2015
Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy – czy warto oglądać nowy film bez znajomości poprzednich epizodów?

Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy – czy warto oglądać nowy film bez znajomości poprzednich epizodów?

Przebudzenie Mocy to już siódma część Gwiezdnych wojen. Chociaż trudno to sobie wyobrazić, to są na świecie osoby, które jeszcze nie widziały poprzednich epizodów. Czy warto pójść na siódmą część sagi Star Wars bez znajomości dotychczas wydanych filmów?

Gwiezdne wojny są fenomenem na skalę globalną. Pod koniec lat 70-tych ubiegłego wieku pierwsza część Sagi nakręcona przez George’a Lucasa zmieniła na zawsze świat kina. Miecze świetlne, Moc i czarny strój złowrogiego Dartha Vadera na stałe weszły do kanonu popkultury.

star wars the force awakens

Pierwsze Gwiezdne wojny zatytułowane później Nowa nadzieja powstały w 1977 roku.

Film doczekał się dwóch kontynuacji, a po dwóch dekadach od premiery czwartego (chronologicznie) epizodu George Lucas nakręcił trylogię prequeli. Te trzy filmy ukazują kulisy wydarzeń, które doprowadziły do powstania Galaktycznego Imperium.

Ostatni aktorski film spod bandery Star Wars o tytule Zemsta Sithów trafił do kin w 2005 roku. Lucas miał z początku w planach nakręcenie 9-ciu części filmowych przygód rodu Skywalkerów, ale trzecia trylogia kontynuująca historię po ostatnim chronologicznie filmie Powrót Jedi nigdy nie powstała.

Coś się… przebudziło.

Jak już tylko fani zdążyli się pogodzić z tym, że nowe filmy się nie pojawią… Disney wykupił prawa do marki Star Wars i niedługo później zapowiedział zupełnie nowy film. Powracają w nim tak ikoniczne postaci jak Luke, Leia i Han Solo. Ich zadaniem jest przekazanie pałeczki nowemu pokoleniu bohaterów.

star wars episode VII the force awakens leia han

Nowy film miałem już okazję obejrzeć i możecie już zapoznać się z pozbawioną spoilerów recenzją Przebudzenia Mocy. Po seansie zacząłem się jednak zastanawiać, czy ten film jest w stanie istnieć jako samodzielna całość. Czy brak znajomości poprzednich sześciu filmów zabije radość z seansu?

Jaka jest w ogóle kolejność filmów Star Wars?

Pierwszy film z 1977 roku zatytułowany wówczas po prostu Gwiezdne wojny był tak naprawdę czwartym epizodem Sagi. George Lucas zaczął opowiadać swoją historię od środka, stąd filmy z przełomu wieków są tzw. trylogią prequeli.

Najważniejsze wydarzenie czwartego epizodu nazwane Bitwą o Yavin stało się “rokiem zero” dla kalendarza w Uniwersum. Oznacza to, że na filmową kontynuację przygód bohaterów widzowie czekali bagatela… 32 lata.

star wars episode VII the force awakens rei 5

Filmy Star Wars chronologicznie.

Rok zero dla świata Gwiezdnych wojen to Bitwa o Yavin. Tak jak w naszym kalendarzu zapisujemy daty z dopiskiem p.n.e. (przed naszą erą) lub n.e. (w naszej erze), tak w Odległej Galaktyce przyjęło się zapisywać daty BBY (Before Battle of Yavin) i ABY (After Battle of Yavin).

Trylogia prequeli

  • 32 BBY Epizod 1: Mroczne Widmo (1999)
  • 22 BBY  Epizod 2: Atak Klonów (2002)
  • 19 BBY Epizod 3: Zemsta Sithów (2005)

Oryginalna trylogia

  • 0 ABY Epizod 4: Nowa Nadzieja (1977)
  • 3 ABY Epizod 5: Imperium Kontratakuje (1980)
  • 4 ABY Epizod 6: Powrót Jedi (1983)

Trylogia Disneya

  • 34 ABY Epizod 7: Przebudzenie Mocy (2015)

Jak oglądać Gwiezdne wojny?

Wiele osób przed premierą nowego filmu zastanawia się, czy i jak nadrobić poprzednie części. Osobom wahającym się gorąco polecam obejrzenie przynajmniej Nowej Nadziei, Imperium Kontratakuje i Powrotu Jedi, bo to do tych filmów Przebudzenie Mocy bezpośrednio nawiązuje.

Jeśli ktoś chce obejrzeć wszystkie filmy, to są tak naprawdę… trzy drogi. Można obejrzeć epizody po kolei (1-6), lub kolejne filmy tak, jak były kręcone (4-6, 1-3). Jest jeszcze trzecia droga, moja ulubiona, tzw. Machete Order: 4, 5, 1, 2, 3, 6 – opcjonalnie z pominięciem Mrocznego Widma.

star wars episode VII the force awakens rei 1

Dochodzę do wniosku, że J.J. Abrams naprawdę sprytnie to rozegrał.

Przebudzenie Mocy garściami czerpie z Oryginalnej Trylogii. Scenografie, kostiumy, efekty specjalne i pewna kameralność przywodzą na myśl Nową nadzieję, czyli film, od którego wszystko się zaczęło. Jest cała masa nawiązań i zabawnych one-linerów, które zrozumieją tylko osoby oglądające poprzednie części.

Trylogii prequeli z perspektywy wydarzeń z The Force Awakens równie dobrze… mogłoby nie być. Dla bohaterów wydarzenia z Mrocznego Widma, Ataku Klonów i Zemsty Sithów to niemal prehistoria; ba, dla nowego pokolenia bohaterów nawet postaci z Nowej nadziei wydają się mityczne.

Oglądanie poprzednich filmów nie jest tak naprawdę konieczne.

Nawiązania spodobają się fanom, a w nowych widzach mogą wzbudzić konsternację, ale Przebudzenie Mocy broni się jako samodzielny film. Mamy zarysowanych nowych bohaterów, a Han, Leia i Luke pełnią rolę mentorów – podobnie jak Obi-Wan będący bohaterem Mrocznego Widma był mentorem dla Luke’a w Nowej Nadziei.

star wars episode VII the force awakens han

Trylogia prequeli jest dla Starej Trylogii tym, czym dla Przebudzenia Mocy jest… właśnie Stara Trylogia. Fabuła siódmej części to odbicie historii, którą już dobrze znamy. Film nawet zaczyna się podobnie: młodzi ludzie, pustynna planeta, tajna misja i bardzo ważny robot.

Bohaterowie jeszcze nic nie wiedzą o swoim przeznaczeniu i pochodzeniu, ruszają ratować Galaktykę.

Finn i Rey, czyli główni bohaterowie Przebudzenia Mocy, tak jak Luke z Nowej Nadziei nie mają zbyt dużo informacji o wydarzeniach sprzed kilku dekad. Tak jak Wojny klonów dla bohaterów Starej Trylogii były owiane tajemnicą, tak zmagania Rebelii i Imperium to w czasach Przebudzenia Mocy dawno zapomniany konflikt.

Disney i J.J. Abrams stworzyli dzieło, który może być furtką do świata Gwiezdnych wojen dla kolejnego pokolenia fanów. Dla widzów Przebudzenia Mocy to Oryginalna Trylogia będzie tym, czym dla mnie była trylogia prequeli – nada głębi podstarzałym bohaterom z dawnych lat, którzy stanowią tło dla opowiadanej w nowym filmie historii.

Mam tylko nadzieję, że 40-letnie filmy nie wystraszą wizualnie współczesnych widzów, których Hollywood przyzwyczaił do przekombinowanego CGI. Na szczęście J.J. Abrams starał się uchwycić ducha Star Wars nie tylko fabularnie, ale również minimalizując wykorzystanie efektów specjalnych.

Oglądanie Nowej nadziei po Przebudzeniu Mocy będzie z pewnością… ciekawym doświadczeniem.

Czytaj również: Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy – recenzja bez spoilerów

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (25)

25 odpowiedzi na “Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy – czy warto oglądać nowy film bez znajomości poprzednich epizodów?”

  1. Obejrzeliśmy z przyjaciółmi w niedzielę Nową Nadzieję i ubawiłem się przy niej setnie. Świadomość, że to przecież pierwszy film, w którym pojawił się miecz świetlny (i to, jak był zrobiony), pojęcie Mocy, jak latały Tie Fightery… to wszystko jest tak kosmicznie stare, a jednocześnie budzi ogrom szacunku…
    Zanim pójdę na Przebudzenie chcę nadrobić jeszcze V i VI. Longboard Family Pekiel Star Wars Crew! :D

  2. Nie jestem jakimś specjalnym fanem “Gwiezdnych Wojen”. Ba! Nie jestem nawet ich zwykłym fanem. Generalnie wiem o co chodziło w poprzednich częściach, jak te historie tworzą spójną całość itd.

    Ale…

    Jakieś to wszystko zaczyna być obce. “Gwiezdne Wojny” to George Lucas. On stworzył całe uniwersum, postaci, pojazdy, relacje interpersonalne i wydarzenia. To jego dziecko. Skoro tyle się ostatnio mówi o “Gwiezdnych Wojnach” czyli o dziecku George’a Lucasa, postanowiłem poszukać wzmianki o tej wspaniałej postaci, na filmwebowej stronie traktującej o najnowszym filmie kosmicznej sagi.

    Reżyseria: J.J. Abrams – nie znam, czytałem przedwczoraj jak ktoś napisał gdzieś “Jar Jar Abrams”, co wywołało uśmiech na mej twarzy. Jedźmy dalej!

    Scenariusz: Lawrence Kasdan, J.J. Abrams, Michael Arndt – nie znam.

    Czyli wiemy już kto napisał scenariusz oraz kto wyreżyserował. No dobrze, ale to przecież “Star Wars”! To przecież George Lucas! No to gdzie on się podział? Straaaż! Znaleźć mi tu George’a Lacasa ale to już! Zjeżdżam niżej rolką myszy, klikam na [twórcy] i znajduję.

    George Lucas materiały do scenariusza (postacie)

    Stworzyć całe uniwersum (jak to napisałem wyżej), mieć genialną wizję całości, którą zamknie się w 9 epizodach, które ostatecznie staną się pełną dziewięciologią czy jak tą logię nazwać, dopiero w bardziej dalekiej, niż bliskiej przyszłości, mieć uzasadniony powód do dumy ze swojej spuścizny i na końcu co? Przy epizodzie 9 nie być już w ogóle wspomnianym albo w najlepszym wypadku być uwzględnionym w napisach końcowych, że się trzymało wysięgnik z mikrofonem nad głowami aktorów?

    Nie takie “Gwiezdne Wojny” znam od dzieciństwa. I teraz wstaję, by na stojąco, z należnym szacunkiem napisać ostatnie zdanie… Nie tak wyobrażałem sobie przyszłość George’a Lucasa!

    • 1. Lucas sprzedał prawa do marki Disneyowi, bo sam nie zamierzał kręcić EP7-9

      2. Abrams to ten gość, który zrewitalizował Star Treka i nieźle mu to wyszło

      3. Lawrence Kasdan pisał scenariusze do… Imperium Kontratakuje i Powrotu Jedi. Więc tak naprawdę znasz ;) było zreszatą tak, że Arndt miał scenariusz napisać – ale finalnie Kasdan wrócił z nim na deskę kreślarską.

      • Jestem zwolennikiem powiedzenia, że “starych drzew się nie przesadza”, mam konserwatywne podejście. Jeśli do czegoś się przyzwyczaję, to chcę, żeby tak było zawsze. Zmiany? Czasem są dobre, czasem potrzebne. Ale ciężko mi je czasem akceptować. Teraz to już dla mnie nie to samo.

        Wracając do Twojego punktu 1. No tak. Disney przejął, coś tam kiedyś czytałem. Ale czemu tak to jest? Dlaczego Lucas sam nie zamierzał kręcić ostatniej trylogii? Takie się to wszystko robi (jak to mówią) rozmamłane. Czytam wszędzie pozytywne recenzje “Przebudzenia Mocy”, więc Abramsowi się udało. Ale…

        Nie chcę żeby było, że siadaj, żryj popcorn i oglądaj i ma Ci się podobać! Nie ważne kto stoi za scenariuszem, kto za kamerą itd. Niemal z klapkami na oczach łykać obrazy i dźwięki. To za mało dla kogoś, kto kojarzy “Gwiezdne Wojny” z Lucasem i myślał, że wszystkie części miały scenariusz i reżyserię i ogólną pieczę sprawowaną właśnie przez George’a Lucasa. A było inaczej. I jest inaczej. To już nie to samo! Za 30 lat będą epizody 10, 11 i 12? Pewnie tak. Ale z “Gwiezdnymi Wojnami” to już chyba tylko tytuł będą miały wspólny. Marudzę, wiem.

        • Też byłem bardzo sceptyczny. Ale mają do wyboru “koniec Gwiezdnych wojen” (Lucas chyba stracił werwę po słabo przyjętych prequelach i chciał się zająć czymś kameralnym, innym) a “Gwiezdne wojny w innej interpretacji” wolę te w innej interpretacji – zwłaszcza, gdy robił je Abrams, który zrobił baaardzo dużo, by klimat Nowej nadziei zachować. Miałem ogromne obawy, tym bardziej jestem ogromnie na tak.

  3. Jestem świeże po seansie i powiem szczerze że film warto zobaczyć bez względu na znajomość lub nieznajomość przednich części. To była fantastyczna przygoda jakiej nie dała mi żadna produkcja w ostatnim czasie a przecież było ich sporo. Dodam jeszcze że na jakiś czas odpuszczę sobie chyba oglądanie innych filmów :).

  4. obejrzałam i jestem rozczarowana!!!! Tak na ten film czekałam klasyczną trylogie z przełomu lat 70 i 80 obejrzałam wiele wiele razy. w latach 80 byłam na nich w kinie kilkanaście. Czesto też do trylogi wracałam. Preqele niespecjalnie do mnie przemawiały a najlepsze sa moim zdaniem części 5 -imperium kontratakuje i 6-powrót jedi. Ta dorobiona 7 naśladuje poprzednie klasyczne i kultowe części ale scenarzystom chyba zabrakło własnej wyobrażni i trochę czasu aby powiązać wątki. Fakt, niekoniecznie trzeba znać poprzednie odcinki serii ale bez tej wiedzy młodzi widzowie niewiele dowiedza sie o jasnej i ciemnej stronie mocy i niezwykłych umiejetnosciach jakie posiadali i szkolili rycerze Jedi Bez nawiązania do kultowych historii to filmik jakich wiele. Dla wielbicieli i fanatyków niespójna fabuła i pojawienie się znikąd postaci obdarzonych mocą to obraza . Kim jest niby mistrz ciemnej strony tajemnicza postać która rządzi Nowym Porządkiem a zupełnie nie istniała w poprzednich częściach to jakaś reinkarnacja imperatora którego zabił Darth Wader? dziwne bo ta reinkarnacja przypomina jako żywo Goluma z Władcy Pierścienia .Fajne i pozytywnie przeze mnie odebrane sa postaci nowych bohaterów ale i tu zabrakło konsekwencji scenarzystów w wyjaśnieniu jakim cudem nikomu nieznana dziewczyna w kilka dni posiadła moc i umiejetności które Jedi szkolili latami? scena walki Finna z rycerzem ciemnej strony mocy niezła , ale skąd biegłość w posługiwaniu sie mieczem swietlnym u osoby która ma go po raz pierwszy w ręce? i walczy z uczniem skylwakera? Wow? scenarzysci nie zadali sobie trudu by chodź pobieżnie wyjaśnić ten fenomen.

  5. Można sobie darować ten film. Jak zwykle jest rodzinna walka na jarzeniówki, jest niewiasta do której nieśmiało jak się zdaje zaczyna ktoś tam wzdychać, szturmowcy jak zwykle nie mogą nikogo trafić (za to w nich wszyscy trafiają), a na koniec znowu cały sprzęcior imperium wypucha w megadetonacji z której w ostatniej chwili, jak to drzewiej bywało wylata Sokół Milenium. Momentami nawet sceny są jakby żywcem wzięte ze starych części, że nie wiem czy to dla jak, czy tak wyszło?

  6. ja tam nie jestem jakims psychofanem GW ale to serial o wojnach klonow wciagnal mnie tak ze postanowilem obejrzec je sobie wszystkie i to chronologicznie i uwazam ze nie ma sensu ogladac jakims glupim sposobem “na maczete” bo to jest calkowicie bez sensu. jak ktos lubi retrospekcje to najlepiej obejrzec chronologicznie a jesli ktos lubi prolepsisy – przywolywanie wydarzen przyszlych, to tak jak zostaly wyrezyserowane. ogladajcac je numerycznie latwiej sobie to wszystko poukladac i hostoria jest przekazana stopniowo, jedyne co mnie dreczy to ta dluga przerwa miedzy 3 i 4 epizodem gdzie niewiadomo co sie dzialo przez te 15 czy troche wiecej lat. mogliby jakies epizod miedzy te czesci wcisnac lub przynajmniej zrobic jakis serial. a ci ktorzy pisza ze najlepsze byly wlasnei stare czesci to po prostu jest to dobre wrazenie ktore zostalo zrobione bo nie powiem ze efekty byly zle, jak na tamte czasy byly wrecz wspaniale. ale pojedynki na miecze zostawialy wieeeele do zyczenia. w 6 czesci juz bylo lepiej ale 4 i 5 to tragedia. mi sie podobala najbardziej 3 czesc gdzie byl ten przelomowy moment gdzie wszystko w praktycznie jednej chwilii zmienilo sie o 180 stopni. pojedynek obi-wana z anakinem ktorego naprawde polubilem z serialu wojen klonow no i to jak imperator zrobil z niego dartha vadera. no naprawde cos wspanialego ! tylko brakuje czesci “pomiedzy” gdzie byloby pokazanae jaka vader ma moc i jak asymilowal sie do nowego zycia i swiata.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...