Zaryzykowałem z „Heroes Reborn”. Szczerze mówiąc, nie rozumiem fenomenu tej serii

Seriale 29.09.2015
Zaryzykowałem z „Heroes Reborn”. Szczerze mówiąc, nie rozumiem fenomenu tej serii

Producenci „Heroes Reborn” twierdzą, że ich serial jest przystępny zarówno dla nowych widzów, jak również fanów poprzedniej serii. Jako, że nigdy wcześniej nie oglądałem „Herosów”, postanowiłem dać szansę amerykańskiej produkcji. Ta cieszyła się przecież bardzo dobrą opinią. Po ponad 80-minutowym pilocie naprawdę nie rozumiem, skąd te pozytywne oceny.

Nie wiedziałem, czego się spodziewać, ale oczekiwałem produkcji na wysokim poziomie. O „Heroes” nasłuchałem się wiele dobrego. Niebanalna konstrukcja, unikalne prowadzenie akcji, bardzo ciekawe przedstawienie bohaterów, którzy zdobywają wyjątkowe, nadprzyrodzone zdolności, a do tego wszystkiego wciągający wątek spajający wszystkie postacie. Dla mnie, fana tych wszystkich super-bohaterskich blockbusterów i filmów sci-fi, brzmiało to jak strzał w dziesiątkę.

Kiedy obejrzałem pilota „Heroes Reborn”, pierwsze co przyszło mi do głowy, to mocno budżetowa kalka „X-Menów”.

Tak oto w świecie „Heroes Reborn” obok zwyczajnych przedstawicieli naszego gatunku żyją tak zwani Evosi – jednostki obdarzone unikalnymi, specjalnymi mocami. Jeden potrafi przechodzić przez ściany, inny miota kulami ognia, dla kolejnego podnoszenie olbrzymich ciężarów to żaden problem. Brzmi znajomo, prawda? Jako, że nie oglądałem oryginalnych „Herosów”, moje skojarzenia z komiksowymi i filmowymi „X-Menami” wydają się być oczywiste.

Tyle tylko, że każda odsłona X-Menów posiadała odpowiedni budżet, posiadała akcję, tempo i zróżnicowanych, stosunkowo ciekawych bohaterów. W „Heroes Reborn” widziałem za to bardzo skromne wykonanie, zwłaszcza w warstwie efektów wizualnych. Widok mężczyzny wznoszącego się w powietrze był tak tani, że dzisiaj połowa garażowych produkcji na Vimeo wygląda o wiele, wiele lepiej. Naprawdę nie przesadzam.

Oczywiście sama koncepcja podziału świata na zwyczajną, przestraszoną większość oraz zaszczutą, unikalną, uciekającą mniejszość jest bardzo ciekawym tematem. Od lat czerpnią z niego inpirację nie tylko rysownicy X-Menów, ale chociażby twórcy filmu „Kapitan Ameryka: Wojna Domowa”. Obserwacja podziałów na żywej, ludzkiej tkance jest dzisiaj tematem szczególnie aktualnym, przy zamieszaniu z uchodźcami i imigrantami. Niestety, nawet najciekawszy pomysł może zostać zabity przez nijakie wykonanie.

heroes reborn 2

„Nijakie” to zresztą esencja „Heroes Reborn”. Chociaż stale coś się dzieje, mamy wielu bohaterów i zróżnicowaną scenerię, ciężko walczyć z ziewaniem.

Wymiana ognia między uzbrojonym duetem, a grupą specjalnie uzdolnionych czy pościg chińskich władz za uciekającym więźniem – to wszystko sceny, w których pilot serialu powinien wgniatać w fotel. Zamiast tego są tanie efekty i średnia, naprawdę niewyróżniająca się gra aktorska. Słyszałem, że część z bohaterów oryginalnego „Heroes” pojawia się w „Reborn”. Jeżeli któryś z nich był w pilocie, tym bardziej nie rozumiem fenomenu tej produkcji.

Nawet tak ciekawe wątki, jak bohaterka potrafiąca pojawiać się w grach wideo, zostały zrealizowane całkowicie po macoszemu. W rozpoczęciu „Heroes Reborn” pojawia się kilkanaście kluczowych postaci, ale tylko dwie zrobiły na mnie jakieś wrażenie – seksowna kobieta zdolna do wskazania lokalizacji każdego człowieka na naszej planecie oraz tajemniczy mężczyzna, który zdaje się ochraniać jednego z młodych, posiadających nadprzyrodzone mocy chłopaków.

To jednak zdecydowanie zbyt mało, abym chciał obejrzeć kolejne epizody „Heroes Reborn”. Na pewno nie w sytuacji, kiedy wciąż mam do nadrobienia bardzo podobne narracyjnie „Sense8”, a niebawem na srebrnym ekranie pojawi się nowy „Flash”, „Arrow” czy „The Walking Dead”. Na tle tych produkcji „Heroes Reborn” jest po prostu słabe i na pewno nie posiada żadnych nadprzyrodzonych umiejętności.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (25)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...