Star Wars: Uprising miało być trzęsieniem ziemi. Nic nie poczułem, tym bardziej Mocy

Mobile 14.09.2015
Star Wars: Uprising miało być trzęsieniem ziemi. Nic nie poczułem, tym bardziej Mocy

Pierwsza gra w uniwersum Gwiezdnych Wojen osadzona czasowo po wydarzeniach z filmu „Powrót Jedi” miała otworzyć przed nami zupełnie nowy, wspaniały świat. Niestety, aplikacja na Androida oraz iOS nie sprostała oczekiwaniom pokładanym przez fanów.

Program na urządzenia mobilne nie może być kamieniem węgielnym dla tak ważnych i dochodowych marek jak Gwiezdne Wojny. Drapałem się więc po głowie, kiedy czytałem szumne zapowiedzi producentów z Kabam, jakoby ich nadchodzące „Star Wars: Uprising” było dla każdego fana uwielbianej przez miliony serii czymś wyjątkowym.

Brwi podnosiły się jeszcze bardziej, gdy „Star Wars: Uprising” nazywano grą cRPG.

Darmowa produkcja od początku wyglądała na dungeon crawlera pokroju popularnego Demon Huntera od Gameloftu. Zastanawiałem się, czy może coś jest nie tak z moimi oczami, gdy inni przypuszczali, że „Uprising” będzie niczym mobilne „Knights of the Old Republic” – skomplikowane, z fantastyczną historią i fantastycznym światem.

„Star Wars: Uprising” miało premierę kilka dni temu. Od razu rzuciłem się na tę grę, pomimo sceptycyzmu z tyłu głowy. Darmowa aplikacja zaskoczyła mnie miłym dla oka kreatorem postaci, pozwalającym na wybór rasy, płci, a nawet wyglądu. Chociaż w pełni trójwymiarowej grafice bliżej było do Dinsey Infinity niż Jedi Academy, pojawiła się we mnie iskierka nadziei. Fatalny błąd.

To właśnie ta iskierka nadziei wiodła mnie przez kilkanaście pierwszych, dokładnie takich samych misji. Pod względem mechaniki zawsze robiłem to samo. W zasadzie, to nawet tło się nie zmieniało. Od czasu do czasu zakładałem po prostu lepszy pancerz, ale wszystko sprowadzało się do identycznej sekwencji strzelania z blastera do kolejnych fal bezimiennych przeciwników. Gdzieś tam w tle był licznik doświadczenia i kredytów. To by było na tyle.

star wars uprising 1

Z czasem dochodzi do mylnego wrażenia, że „Star Wars: Uprising” poszerza się o nowe mechanizmy i możliwości.

W praktyce nie zmienia się nic. Chociaż możemy podróżować po różnych planetach, uczestniczyć w grupowym czacie, a nawet rozgrywać misje w trybie kooperacji, absolutnie wszystko sprowadza się do tego samego – strzelania na oślep, korzystania ze specjalnych umiejętności, pospiesznego pomijania chmurek dialogowych i otwierania kolejnych skrzynek z „losowymi” nagrodami.

Oczywiście za „Star Wars: Uprising” stoi cały zmyślny system alternatywnych walut i dodatkowych możliwości. Na szczęście nie mogę napisać, że darmowa aplikacja żebrze o pieniądze bardziej perfidnie i nachalnie, niż inne produkcje tego typu. Niestety, problem polega na tym, że po „Star Wars: Uprising” oczekiwałem znacznie, znacznie więcej.

Pod względem wpływu na sam świat Gwiezdnych Wojen, „Uprising” nie pokazuje zupełnie niczego nowego. Ot, mamy po prostu Imperium dementujące śmierć Imperatora, z konfliktem między kartelami i szturmowcami w tle. To w zasadzie tyle. Jeżeli liczyliście na nowe, ciekawe postaci czy przerywniki filmowe – nie, nie tutaj.

star wars uprising 2

Na całe szczęście sama warstwa wideo prezentuje się stosunkowo okazale. Nie jest to co prawda „Knights of the Old Republic”, ale „Star Wars: Uprising” na ekranie Note 4 wygląda bardzo żywo, kolorowo i niemal baśniowo. Powstaje jednak pytanie, czy tego chcą fani. Po bajkowej animacji „Rebels”, bajkowym MMORPG „The Old Republic” i bajkowym Disney Infinity może najwyższy czas na nieco bardziej poważną i dojrzałą formę prezentacji?

„Star Wars: Uprising” to przeciętna produkcja, która została napompowana marką Gwiezdnych Wojen. Darmową aplikację jak najbardziej można pobrać z poniższych odsyłaczy, ale niekoniecznie trzeba.

Dołącz do dyskusji (1)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...