„Pixels” to największa katastrofa świata gier od czasu mikro-transakcji

Film 26.07.2015
„Pixels” to największa katastrofa świata gier od czasu mikro-transakcji

„Pixels” to największa katastrofa świata gier od czasu mikro-transakcji

Branża gier ma kilka czarnych dat w swojej najnowszej historii. DLC z końską zbroją w Oblivionie. Wprowadzenie mikro-transakcji. Pierwsza konferencja prezentująca Xboksa One. Debiut Duke Nukem Forever. Do tej paskudnej listy trzeba dopisać premierę filmu „Pixels”. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek wcześniej wychodził z kina tak wykorzystany.

-Hej, zobaczcie te plakaty! Pac-Man i Donkey Kong powracają. Ekstra!” – tego typu pułapki porozstawiał Adam Sandler przed kinami na całym świecie. „Pixels” produkowane przez jego studio chce złapać w sidła starszych graczy pamiętających hity z atomatów, a także współczesnych geeków, dla których wszystko, co retro, jest modne, trendi, dżezi i tak dalej.

pixels 6

Sam stałem się ofiarą tych sideł. Podczas seansu czułem się jak torturowany. Jako wieloletni, zapalony gracz, zostałem zgwałcony wizją Sandlera. Jego podejściem do kultowych ikon gier wideo, jego spojrzeniem na społeczność graczy, jego optyką dotyczącą kobiet. To wszystko było tak straszne, że wymykało się moim ramom „słabych filmów Sandlera”. „Pixels” to zupełnie inna jakość. Poprzeczka zawieszona tak nisko, że trzeba było dla niej kopać osobną dziurę.

„Pixels” nie ma nic wspólnego z ikonami gier wideo, chociaż wykorzystuje ich wizerunki.

Pac-Man, Donkey-Kong, Galaga, Q*bert – w „Pixels” zabraknie tych postaci, chociaż są przecież pokazywane na wszystkich plakatach. Tak się bowiem składa, że olbrzymimi zlepkami pikseli sterują nieznani kosmici. Ci sami, którzy trzydzieści lat wcześniej znaleźli w kosmosie wysłaną przez ludzi kasetę VHS z zapisem rozgrywek z kultowych gier. Obcy potraktowali to jako wyzwanie i użyli przeciwko nam naszej własnej broni – gromad pikseli złożonych na ikony gier wideo z ubiegłego wieku.

pixels 5

Nie zdziwcie się zatem, jeżeli bohater waszej ulubionej gry z dzieciństwa nie będzie się zachowywał w sposób, w jaki zapamiętaliście go z ekranu waszego telewizora z olbrzymim kineskopem. To po prostu kosmici, którzy naśladują znane formy. Dlaczego wirtualne postacie nie mają wiele wspólnego z kultowymi oryginałami? Kosmici. Dlaczego Adam Sandler nie potrafi już śmieszyć? Kosmici. Dlaczego fabuła w ogóle nie trzyma się sensu? Kosmici. Dlaczego film jest tak seksistowski, że nawet mnie to razi? Kosmici.

W „Pixels” cierpi również wizerunek gracza, tak przestarzały i nietrafiony, jak to tylko możliwe.

W dzisiejszych czasach europejski gracz to osoba, która po ciężkim dniu pracy luzuje krawat, nalewa sobie drinka, siada na sofie, sięga po bezprzewodowego pada i gra godzinę w najnowszą FIFĘ. Stereotyp nerda z twarzą tonącą pod pryszczami, który nie wychyla się z piwnicy, to przeszłość tak odległa, że wręcz nieprawdziwa. Oczywiście, wciąż zdążają się skrajności, lecz jak sama nazwa wskazuje, są to przypadki ekstremalne.

pixels 4

Niestety, Sandler postanowił kultywować stary, całkowicie niezgodny z rzeczywistością obraz gracza. Główny bohater to nieudacznik – monter telewizji. Jeden z jego towarzyszy znajduje się w więzieniu, natomiast drugi nie wyściubia nosa z piwnicy, konstruując i rozpowszechniając internetowe teorie spiskowe. Nawet prezydent USA, który jest przyjacielem granej przez Sandlera postaci, ma problemy z alfabetem. Słowem – banda nieudaczników, niezależnie od piastowanych stanowisk i wykonywanych obowiązków. Przekaz jest dosyć jasny. Gracze to w 80% ludzie przegrani.

Najgorsze w „Pixels” jest jednak poczucie humoru.

Są komedie dobre, komedie słabe, komedie żałosne i jest jeszcze „Pixels”. Przyzwyczaiłem się, że polska widownia śmieje się w kinie z byle czego, byle jak. W końcu wydając 25 złotych na bilet trzeba pokazać, że dobrze się bawi. Bo inaczej się nie zwróci. Ot, taka przypadłość. W tym większym szoku byłem, kiedy w sali kinowej zapanowała grobowa cisza. Praktycznie do samego końca. Niespotykana rzecz.

W „Pixels” nie ma ani jednego udanego gagu. Kilka pierwszych minut może wydawać się ciekawych, ale później jest tylko gorzej i gorzej. Żarty o konotacji seksualnej, żarty z sikaniem, żarty z nerdami – to ten najniższy możliwy poziom. Jeżeli należycie do garstki ludzi, którzy śledzą nowe produkcje Adama Sandlera, to wiecie, że te uchodzą za najgorsze współczesne komedie. Z „Pixels” jest jeszcze gorzej. Studio Happy Madison Productions sięgnęło zupełnie nowego dna.

pixels 3

„Pixels” to mój osobisty faworyt na najgorszy film roku. Przy tym filmie „Poznaj moich Spartan”, „Jack i Hill” czy „Totalny kataklizm” to świetne komedie, natomiast drudzy „Transformerzy” uchodzą za scenariuszowy i dialogowy geniusz. Nie spodziewałem się hitu, ale w życiu bym nie przypuszczał, że zobaczę tak fatalny film. Chcę o nim zapomnieć. Chcę to już mieć za sobą. Jedna z tych produkcji, po której trzeba wziąć prysznic i zmyć z siebie bolesne wspomnienia.

PS. W filmie nie ma żadnych pikseli. Są za to woksele. Taki tam detal.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (21)

22 odpowiedzi na “„Pixels” to największa katastrofa świata gier od czasu mikro-transakcji”

  1. “W dzisiejszych czasach europejski gracz to osoba, która po ciężkim dniu
    pracy luzuje krawat, nalewa sobie drinka, siada na sofie, sięga po
    bezprzewodowego pada i gra godzinę w najnowszą FIFĘ.” to nie gracz, to każdy normalny (albo i nie, w końcu kto gra w fifę?) człowiek
    gracz wyłącza IDE, bierze przewodowego pada do ręki i siada do gry, której główny wątek zajmuje kilak razy więcej, niż zmaksowanie produkcji AAA
    albo włącza stare, dobre MMO, starsze niż wielu dzisiejszych “graczy”

      • pytaj kogo chcesz, dzisiaj gry, zwłaszcza AAA, są robione tak, żeby Janusz po powrocie d pracy włączył ją sobie na godzinę, bez większego wysiłku przeszedł w tym czasie jakieś 45-50 min fabuły i zaczął udawać, że zajmuje się domem
        dla gracza, jeśli już podejmie się takiej gierki, to jest to zajęcie na jedną, góra dwie sesje

        • Ja nie musze pytac bo sam sie wychowywalem na commodore, amidze itd. wiec pamietam tamte czasy. Może dlatego że dzisiejszy gracz nie ma tyle czasu ile miał dwadzieścia lat temu i gdyby miał poświęcić kilkaset godzin by wymaksowac grę to by tej gry nigdy nie skończyl albo by rozpieprzyl swoje życie osobiste.

          Na szczęście dzisiaj mamy ten komfort by móc tracić setki godzin na Skyrim czy Wiedzmina albo wybierać tytuły takie jak FIFA czy Battlefield 4, które można przejść w kilka godzin.

          Poza tym niech Cię nie zwodzi magia wspomnień bo gdy ją się cofam wstecz to nie przypominam sobie by Cannon Fodder, Boulder Dash, Giana Sisters, Defender for the Crown, Rick Dangerous, Desert Strome, North & South, Hostages, Sensible soccer oferowały jakieś szalenie ekstremalne wyzwanie wymagające setki godzin praktyki od gracza. A przecież to klasyki “hardkorowych czasów”. Ich trudność często wynikała z topornosci sterowania i naszego braku obycia z grami czy ułomności zastosowanych rozwiązań a nie z zamierzonego działania twórców. Po prostu to Ty wchodzisz w pokolenie ” bo kiedyś to było lepiej” ;)

          • nadal powstaje sporo gier, które nie tyle są trudne, co po prostu mają bardzo dużo treści
            a wiele krótkich gier w dawnych czasach było niewyobrażalnie trudnych, jedna głupia trampolina w Mario potrafiła zająć długie tygodnie, bo miała niewielką tolerancję
            a contra? gra tak trudna, że jak ostatnio grałem to mimo kodów czasem z kumplem staliśmy w miejscu po kilka minut bo padaliśmy
            jak ktoś nie ma czasu na granie to ciężko nazwać go graczem, ja obecnie też spędzam nie więcej niż 10h w tygodniu, zwykle bliżej 5 na graniu, ale pewnie jakbym znalazł jakąś ciekawą fabułę to bym przysiadł kilka weekendów, niestety ciężko coś znaleźć, trzeba będzie w końcu kupić 2dsa i ps3 żeby sobie pograć…

          • No ale przecież teraz też nie brakuje gier trudnych jeśli komuś na takich zależy:

            RPG: Dark Souls
            Strategia: Hearts od Iron
            Symulatory: Il-2 sturmovik, Silent Hunter, flight simulator
            Gry akcji: Ninja gaiden, serious sam (na wyższych poziomach trudności)

            Tak jak kiedyś, wychodzą gry mniej i bardziej wymagające. Tak jak kiedyś było command and conquer oraz Stell Panthers, tak teraz jest StarCraft i wargame:european escalation. :)

  2. Ten film ma tyyyyle czerwonych lampek typu “Uciekać!”:
    – Adam Sandler
    – Trówymiarowe Piksele to nie są Piksele (Jak tytuł filmu wskazuje) tylko Woksele (Voxels).
    – Adam Sandler.
    – Wygląda na zbyt Dorosły dla dzieci, a jednocześnie Zbyt Dziecinny dla dorosłych
    – Adam Sandler

    I by się znalazło jeszcze kilka innych…

  3. “W dzisiejszych czasach europejski gracz to osoba, która po ciężkim dniu pracy luzuje krawat, nalewa sobie drinka, siada na sofie, sięga po bezprzewodowego pada i gra godzinę w najnowszą FIFĘ.”

    Myślenie zyczeniowe, to bardziej pracownik korpo z dolnych szczebli z ograniczonym życiem socjalnym i watlym cialem. Przy bardziej rozwiniętej karierze zawodowej nie ma czasu gry, ten co jest alokujesz bliskim i starasz się utrzymać formę, tego nie zapewni machanie rękami przed konsola.

    • Spoko, czyli według ciebie dwa mecze w FIFA’ie na dzień oznaczają ograniczone życie socjalne i wątłe ciało… No ale cóż, ludzie sukcesu z bogatym życiem socjalnym dbający o kondycje mogą nie mieć czasu na dbanie o logiczność procesów myślowych.

  4. wkurzasz mnie człowieku co jakis film wejdzie to zawsze na nie ze slaby to kur. wa zrob lepszy i przestanpobrzydzac ludziom kina bo zeiklym ludziom nie przeszkadzaja takie pierdoly jakoch ty sie czepiasz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

“ad”

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...