“Mad Max: Na drodze gniewu” to prawdziwe arcydzieło gatunku – recenzja sPlay

Film 17.05.2015
“Mad Max: Na drodze gniewu” to prawdziwe arcydzieło gatunku – recenzja sPlay

“Mad Max: Na drodze gniewu” to prawdziwe arcydzieło gatunku – recenzja sPlay

Panie i panowie, przed wami najlepszy film tego roku – “Mad Max: Na drodze gniewu”. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak dobrze bawiłem się w kinie i nie pamiętam innego seansu, który publiczność na koniec nagrodziłaby brawami.

“Mad Max: Na drodze gniewu” to dzieło totalne, w którym zachwyca dosłownie każdy element. To ostra, postapokaliptyczna jazda bez trzymanki od pierwszej do ostatniej sceny. Po przedpremierowych zapowiedziach i zwiastunach spodziewałem się udanego widowiska, ale nigdy bym nie przypuszczał, że George’owi Millerowi po trzydziestu latach od realizacji “Pod kopuła gromu” uda się stworzyć coś tak doskonałego.

Nie wiem, czy nowy “Mad Max” jest lepszy czy gorszy od trylogii z Melem Gibsonem, ale po prawdzie nie ma to znaczenia.

Trudno porównywać ze sobą filmy, które dzieli taki szmat czasu. Choć “Na drodze gniewu” utrzymane jest w nieco innej konwencji, ma zdecydowanie większy budżet i powstało w innej epoce, czuć tu ducha “Wojownika szos” i na tym – jeśli chodzi o porównania – pozwolę sobie poprzestać.

mad max na drodze gniewu

Rzeczy zaczyna się od schwytania Maksa Rockatansky’ego przez bandę trepów Immortana Joe’ego, władcy Cytadeli – ostatniego bodaj zielonego zakątka postapokaliptycznych pustkowi. Prześladowany przez demony przeszłości Max ma być od teraz dawcą krwi dla żołnierzy Joe’ego. Szansa na wydostanie się z niewoli nadarzy się, gdy Cesarzowa Furiosa uprowadza potężny, bojowy pojazd wraz z cennym ładunkiem i usiłuje przedrzeć się przez pustkowia, by uwolnić się spod jarzma tyrana. Ten jednak nie zamierza łatwo odpuścić, zwołuje wszystkie okoliczne bandy i wyrusza w pościg.

mad max na drodze gniewu 2

Jest intensywnie już od pierwszej minuty i nawet na moment nie zwalnia tempa.

“Mad Max: Na drodze gniewu” po brzegi wypchany jest akcją – pościgami, w których udział biorą fantastyczne pojazdy, strzelaninami, mordobiciami i efektownymi wybuchami. Wszystko to w oparach cudownego, komiksowego campu.

Czuć tu pasję i uwielbienie Millera do tego gatunku, a także głębokiego zrozumienie potrzeb i oczekiwań jego odbiorców. Każdego fana post-apo ogarnia dzika euforia na widok wszystkich tych totalnie odjechanych maszyn, strzelającej ogniem gitary i mechanicznej ręki Furiosy. Rewelacyjnie skonstruowani są wszyscy bohaterowie, celowo przerysowani, którym udało się poświecić dość miejsca w tym szalonym, nieustającym pościgu, by mogli zaprezentować swoją osobowość i w których nie sposób się nie zakochać.

mad max na drodze gniewu

Cudowne jest też to, że praktycznie nie ma tu bezsensownego patosu, choć w wielu scenach mógł się pojawić.

Max też nie jest ostatnim rycerzem w lśniącej zbroi, a jego sojusz z Furiosą opiera się początkowo wyłącznie na fakcie, że oboje wzajemnie się potrzebują. Dopiero z czasem pojawia się między nimi zaufanie, może nawet jakaś sympatia, ale też nie znajdziecie tu żadnej ckliwości i kiełkującej historii miłosnej.

Wybitny jest soundtrack, wykorzystujący dźwięki otoczenia, choć w oderwaniu od filmu nie robi aż takiego wrażenia. W ogóle pod względem technicznym to świetne widowisko, jest tu dosłownie wszystko, czego potrzeba do szczęścia: obłędne ujęcia, popisowy montaż, wyrafinowana scenografia i charakteryzacja…

Nawet jeżeli bardzo by się chciało, nie ma się do czego przyczepić.

“Mad Max: Na drodze gniewu” to widowisko niezwykle emocjonujące, w którym nie ma ani czasu ani miejsca na zbędne pogaduszki. Nawet większość dialogów odbywa się w trakcie scen akcji.

Nie sposób się tu nudzić, a z dość prostego pomysłu na film Miller i jego ekipa wycisnęli wszystko, co się dało.

To film nieco pulpowy, mocno komiksowy, który – w swojej klasie – jest dziełem absolutnie wyjątkowym, zasługującym na najwyższą ocenę. Takim, do którego z przyjemnością będę wracał i to z całą pewnością bardzo często. Jeżeli do kina chodzicie tylko raz w roku, to w 2015 wybierzcie “Na drodze gniewu”. Nie pożałujcie.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (14)

14 odpowiedzi na ““Mad Max: Na drodze gniewu” to prawdziwe arcydzieło gatunku – recenzja sPlay”

  1. “Nawet jeżeli bardzo by się chciało, nie ma się do czego przyczepić” ;-)
    przecież pół internetu się czepia, że to feministyczna propaganda i że tytułowy Mad Max to tak naprawdę postać drugoplanowa…
    nie oglądałem jeszcze, ale też słyszałem, że to najlepszy film akcji ostatnich 10 lat

  2. Co wy pierdolicie? wszystko to odgrzewany kotlet, a najlepszy dowód to ta cała scena na pustyni, kiedy widać wszystkie auta….. ta sama fabuła, te same sceny co w pierwowzorze…..Nawet nie dorasta do Mad Max’a. Młodzi widzowie, ktorzy nie widzieli oryginały będą zachwyceni. Osoby które były nastolatkami w chwili premiery Mad Maxa będą zawiedzeni……..

      • Tak to jest jak ktoś sądzi, że jego zdanie musi być podzielane przez ogół. Dla mnie stare MM i nowy to komercyjna kiszka. Zwłaszcza ten nowy. Film, po którym nie pozostaje nic poza uczuciem znużenia nadmiarem bodźców, zbędnymi udziwnieniami i stadem przebierańców. Tyle, że to moje osobiste zdanie i nie odmawiam nikomu prawa do zachwycania się MM. Starym czy nowym – obojętne. Wolę SFy bez zbędnego efekciarstwa. Ostatnio Ex Machina zrobiła na mnie pozytywne wrażenie. Nawet lekko infantylny Chappie podobał mi się bardziej niż MM. W obu przypadkach miałem lekki niedosyt, ale oba trzymały mnie w napięciu prawie do końca czego nie doświadczyłem w nowym MM.

    • Zgadza się. MadMax to Mel Gibson to dzięki niemu Max był szalony i odniósł taki sukces, a to co widziałem w trajlerze to jakiś kiczowaty pokaz fajerwerków fx dla odmóżdżonej światowej gim-bazy. Trochę to przypomina szybkich i jakiś tam tyle że w gratach ze złomu i ciuchach ze śmietnika.
      Jeszcze jeden odgrzewany kotlet który nie umywa się do pierwowzoru. Nawet nie chce mi się marnować czasu na to coś. Następni cwaniacy żerują na sentymentach.

  3. Wczoraj miałem okazję oglądać film.
    Niestety 6.5/10. Przerysowane, skarykaturzone 2h bezsensu post-apo. Zamiast mrocznego post-apo mamy 5 modelek uciekających niczym szybcy i wsciekli w edycji guitar hero (Pan z gitarą).
    Na szczęście !! Charlize Theron ratuje ten film + epizodziki “białych”. Rozumiem,że to preludium przed kolejnymi DOBRYMI częściami !!
    6.5 na 10 bo Miller nawet nie zbliżył się do klimatu Mad Maxa do jakiego przywykliśmy. Wiem,że to a’la spin-off i nie spin-off w jednym, ale na litość Boską…bez przesady.

    • Dzień wcześniej oglądałem “Maggie” z Arnoldem S. Wg.mnie 8.5/10. Poruszający smutny film o ojcu, który chce zatrzymac czas, który nieubłagalnie pustoszy jego i córki świat.
      Jego najlepsza rola. Polecam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...