Chciałem zrozumieć fenomen „Pięćdziesiąt twarzy Greya”. Sięgnąłem po audiobook i… wynudziłem się na śmierć

Audiobooki 24.03.2015
Chciałem zrozumieć fenomen „Pięćdziesiąt twarzy Greya”. Sięgnąłem po audiobook i… wynudziłem się na śmierć

Chciałem zrozumieć fenomen „Pięćdziesiąt twarzy Greya”. Sięgnąłem po audiobook i… wynudziłem się na śmierć

Chcę być na bieżąco z popkulturowymi fenomenami mediów masowych. Kiedy “Pięćdziesiąt twarzy Greya” zostało światowym bestsellerem, obiecałem sobie – kiedyś dowiem się, co jest niesamowitego w tych poplamionych kleistą mazią kartach książki. Kalendarz mam jednak napięty na tyle, że nie widziałem nawet filmu. Zdecydowałem się więc na rozwiązanie optymalne – audiobook, którego będę słuchał w trasie.

Ostatnie kilkanaście dni w samochodzie i środkach komunikacji miejskiej spędziłem z obrzydliwie bogatym panem Greyem. Kurs po kursie, przystanek po przystanku dawałem się wciągnąć w fikcyjną relację zbudowaną na pejczach, poddaństwie, bólu i przyjemności. Cały problem polega na tym, że… wynudziłem się na śmierć. Tak po prostu.

50 twarzy greya recenzja

Naprawdę podziwiam Joannę Koroniewską. Piszę szczerze. Przeczytać słuchaczom “Pięćdziesiąt twarzy Greya” i nie usnąć to niesamowite osiągnięcie.

Zupełnie szczerze i bez żadnych złośliwości – Joannie Koroniewskiej gratuluję cierpliwości. Tej, której zabrakło aktorce podczas czytania “Nowego oblicza Greya”. Jej “zaraz się zrzygam”, które właśnie obiega Internet jest najlepszym podsumowaniem również moich doświadczeń. Mam odruch wymiotny. Nie z powodu jakichś niezwykle ostrych i mocnych scen łóżkowych, ale przez nudę i bylejakość tej powieści.

Mój główny zarzut wobec książki jest bardzo jasny – „Pięćdziesiąt twarzy Greya” zostało fatalnie napisane. Nie wiem na ile to wina polskiego przekładu, ale stylistycznie dotknąłem dna jakiegoś młodzieżowego bajora. Warsztat pisarki jest znikomy. Słownictwo – zubożałe. Główna bohaterka posługuje się prostackim językiem. Jest do bólu nijaka, szara i całkowicie pozbawiona charakteru. Jedynie jej wewnętrzna „bogini” pokazuje pazur. Dwa razy na kilkanaście godzin odsłuchu.

“Pięćdziesiąt twarzy Greya” nie posiada praktycznie żadnej akcji. To ogromny zbiór powtórzeń i pisania o niczym.

Nie jestem w stanie zliczyć, ile razy Koroniewska mówiła mi do ucha głosem bohaterki “Jaki on jest przystojny”. “Ech, te jego ciemne oczy”. “Jego włosy są cudowne”. Tak dalej, tak po kolei. Cudowne stopy. Cudowne dłonie. Cudowne plecy. Cudowne oczy. Cudowne przyrodzenie i cudowny dotyk. Jak spiker z Mango TV reklamujący najnowszy produkt z bonusami, o ile zadzwonisz w przeciągu następnych 15 minut.

Pan Grey zdaje się być ucieleśnieniem 27-letniego ideału mężczyzny. Główna bohaterka – awatarem każdej zwyczajnej, przeciętnej, szarej kobiety. “Pięćdziesiąt twarzy Greya” to z tej perspektywy obietnica na miarę american dream – każda może przeżyć szokujący romans z nieziemsko przystojnym, obrzydliwie bogatym mężczyzną. Nawet ty, szara myszko w średnio udanym małżeństwie czy bez partnera. Problem jest taki, że z perspektywy młodego mężczyzny w “Pięćdziesięciu twarzach Greya” nie ma niczego, co by naprawdę szokowało.

50 twarzy greya recenzja 2015

Wydaje mi się, że połowa internetowych witryn z filmami porno zawiera znacznie mocniejsze, bardziej żywiołowe i dosadne treści.

Nie jestem miłośnikiem pejczy, podwieszania czy obcisłych, lateksowych strojów. To zupełnie nie moja bajka, chociaż wychodzę z założenia, że kto co robi w łóżku to tylko i wyłącznie jego sprawa. Mimo skromnej wiedzy w zakresie tematyki „bondage” i „BDSM” autorce “Pięćdziesięciu twarzy Greya” nie udało się mnie niczym zaskoczyć czy podniecić. Wręcz przeciwnie – poczynania bohaterów stały się dla mnie synonimem… łóżkowej nudy.

Podczas odsłuchiwania audiobooka miałem wrażenie, że tylko fikcyjne postacie są w stanie czerpać przyjemność z kolejnych wydarzeń. Emocjonowały się każdym dotykiem, każdym wiatrem we włosach, każdym muśnięciem i każdym spojrzeniem. Przez kilkanaście minut słuchałem jak Grey w cudowny sposób je babeczkę do kawy. Kilka kolejnych to opis tego jak wychodzi ze sportowego samochodu. Sucho, wody dajcie.

fifty shades of grey recenzja

Myślałem, że „Pięćdziesiąt twarzy Greya” emocjonuje głównie nastolatki. Po odsłuchu audiobooka nie jestem już taki pewien. Książka może być mocna chyba tylko dla nieco starszych wiekiem pań (i panów?), którzy nie potrafią bądź nie chcą zaglądać w te ciemniejsze, bardziej wyuzdane zakątki sieci. Dla takich odbiorców “Pięćdziesiąt twarzy Greya” faktycznie może być czymś mocnym i nowym. To chyba jednak za mało, żebym mógł zrozumieć ten fenomen.

Dla mnie “Pięćdziesiąt twarzy Greya” okazało się publikacją zdumiewająco nudną. Książka jest kiepsko napisana. Ubogie słownictwo wtóruje powtarzalnej akcji. Stylistyczne warstwy dolne, z konstrukcjami jakich nawet nastolatkowie by nie używali. Wszystko jest tutaj przyziemne, oparte na fizyczności i banalne. Co jak co, ale zjawiska popularności tej marki po prostu nie jestem w stanie zrozumieć.

Audiobook “Pięćdziesiąt twarzy Greya” w Audiotece

Audiobook do recenzji udostępniła Audioteka

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (17)

17 odpowiedzi na “Chciałem zrozumieć fenomen „Pięćdziesiąt twarzy Greya”. Sięgnąłem po audiobook i… wynudziłem się na śmierć”

  1. Szymon jak ja Ci współczuję:P Przebrnąć przez całą tę książkę to jest koszmar. Jak słyszę(a słyszę często!) że “50 Twarzy Gray’a” ożywiło czyjąś sypialnię, to się zastanawiam, czy to właśnie przypadkiem nie była sypialnia emerytów:P. Dla normalnego człowieka nawet w średnim wieku, który czyta książki, ogląda filmy i seriale, taki “hardcore” to zwyczajna zwyczajność. Zero szoku, lub raczej szok, że kogoś to szokuje.

  2. trzeba zaznaczyć że książka zaczeła się na fanowskim blogu gdzie dziewczyna zaczeła ją tam pisać jako fikcyjne opowiadanie zmierzchu w wersji erotycznej – zmierzchowe nastolatki to podchwyciły, co potem się przełożyło na ebook, tłumaczenia, i potem książke… i na końcu tej lawiny z ziarnka grochu, powstał film.

  3. Książka nie jest skierowana do młodych mężczyzn, tylko znudzonych życiem kur domowych, które nie oczekują już niczego w swoim życiu seksualnym nie doświadczą. Myślę, że dla takich osób ta powieść to odskocznia od szarej rzeczywistości. Podróż do krainy zakazanej. Myślę, że takie osoby też nie wiedzą co do Hard Porno i nie znają stron internetowych o takiej tematyce. Co do książki, to czytałem i powiem tak. Zgadza się – słownictwo to jakiś żart. Natomiast sama powieść da się przeczytać, jeśli nie oczekuje się nie wiadomo jakiego szoku w sferze erotycznej. Mnie te wszystkie opisy “łóżkowe” po prostu zanudziły, natomiast trochę się ożywiałem przy normalnej powieści. Summa summarum – dałem radę 1 tom przeczytać ale już mi się nie chciało kolejnych.
    PS. Był ktoś na filmie? Warto obejrzeć?

  4. Znam osoby, które są zafascynowane tymi książkami (I tomem również) i nie są to 50 letnie kury domowe.
    Książka jest fenomenem, film gniotem. Po prostu.

  5. No tak, w pruderyjnej, zaściankowej Polsce nie wypada wczytać się ze zrozumieniem w książkę, która inaczej niż Biblia traktuje sprawy seksu. A już wystawienie jej pozytywnej oceny to intelektualne samookaleczenie.
    Recenzent, zupełnie pomija bogactwo ironii, która bohaterka bombarduje pewnego siebie megalomana, zwracajac w ten sposób na siebie uwagę znudzonego erotycznymi podbojami Greya. Tak naprawdę mocne sceny erotyczne, na których skupiają się wszyscy powierzchownie traktujący książę recenzenci, są tylko sztafażem dla psychologicznej gry rozgrywającej się między bohaterami. No, ale żeby to dostrzec, to oprócz recenzenckiego warsztatu trzeba jeszcze być odrobinę błyskotliwym.
    Owszem, książki nie czyta się jednym tchem, irytowała mnie tasiemcowa wymiana maili, która szczególnie kiepsko wypadła w wydaniu audio. Niemniej jednak sporo sie z nich dowiadujemy o bohaterach, stanowią coś w rodzaju psychologicznych didaskalii.
    Zarzut braku akcji jest dla mnie zupełnie śmieszny – o to samo można pomówic Prousta czy Joysa!
    Nie wiem jak Pan Szymon, ale ja – cóż, trzeba się do tego przyznać – regularnie zaglądam w ciemne zakątki sieci. Mimo, że należę, przynajmniej z racji Peselu do inkryminowanej przez recenzenta grupy wiekowej. I wcale nie czytałem książki z wypiekami na twarzy!. Bardziej interesowało mnie w jaki sposób inteligentna absolwentka wyższej uczelni owinie sobie wokół palca zadufanego przedsiębiorcę…
    Co do Koroniewskiej śmieszy mnie, że trąbi sie o jej prywatnej opinii na temat książki, zapominając, ze przeczytała ja naprawdę z werwą. Bardzo odpowiadał mi jej timbre głosu, modulacja i akcentowanie.
    Cóż, czasami, zeby zarobić parę groszy trzeba się wyrzec siebie.
    No nic pora kończyć, żona każe gasić światło, spuścic rolety i zaszyć się pod kołdrę, zeby przypadkiem nikt nie widział, jakie to sprośne rzeczy bedziemy nocą czynić…
    Aż sie sąsiadom gęby szare z zazdrości zrobią :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...