“Na streamingu nie zarobiłam nawet na ciastko z kremem” – wywiad z Justyną Steczkowską

Muzyka 21.03.2015
“Na streamingu nie zarobiłam nawet na ciastko z kremem” – wywiad z Justyną Steczkowską

“Na streamingu nie zarobiłam nawet na ciastko z kremem” – wywiad z Justyną Steczkowską

Autorka 14 studyjnych albumów. Laureatka 6 Fryderyków. Na polskiej scenie obecna już od 20 lat. Z Justyną Steczkowską rozmawiamy między innymi o tym, jak zmienił się rynek muzyczny i kontakt z fanami od czasu jej debiutu, o jej stosunku do serwisów streamingowych i o tym, jak Internet wpływa na pracę artysty.

Czwartego lutego minęło 20 lat od Twojego debiutu w 1995 roku. Wówczas jeszcze prym wiodły kasety magnetofonowe. Stopniowo zastępowały je płyty cd, później – mp3, a teraz muzyka strumieniowa. Dla słuchaczy to zdecydowanie najwygodniejsza z dotychczasowych form i z tej perspektywy cyfrowa rewolucja, która się dokonała – a może: dokonuje, jest w pełni zrozumiała. Ale jak to wygląda z Twojej strony? Jakie zalety i jakie wady ma dla artysty taka forma?

Tak, rzeczywiście rewolucja jest nieunikniona. W ostatnich latach to bardzo dynamiczne zmiany i w wielu dziedzinach niezwykle ważne. Jeśli chodzi o muzykę, jest chwilowo na najgorszej z możliwych pozycji. Jej wytworzenie i promocja generuje duże koszty, a ściągnąć ją można jednym kliknięciem i to za darmo. Wciąż jest więcej nielegalnych niż legalnych serwisów i nie ma uczciwego prawa, które broni artystów. To wszystko jest w fazie początkowej i trudno jest powiedzieć, ile lat przyjdzie nam czekać na uczciwe rozliczenia.

Twoich utworów można posłuchać bezpośrednio na Twojej stronie internetowej, znajdują się także w różnych serwisach streamingowych – wychodzisz naprzeciw oczekiwaniom słuchaczy. Ale czy żałujesz albo czy przeszkadza Ci, że teraz każdy może przesłuchać Twoją najnowszą płytę bez potrzeby jej kupowania? Czy nie przekłada się to bezpośrednio na spadek zysków?

Cieszę się, kiedy ludzie słuchają mojej muzyki i naprawdę mnie to uszczęśliwia. Ale nie będę mogła jej nagrywać wtedy, kiedy nie zwrócą się chociaż koszty nagranej płyty. To jest tak, jak w każdym innym interesie. Wkładasz w coś pieniądze i jeśli je odzyskujesz, jesteś w stanie znowu zainwestować. Jeśli nie, zamykasz firmę. Wszelkie serwisy streamingowe, do których artyści mieli na początku dużo zaufania, okazały się jednak większym spryciarzem, niż nam się wydawało. Najlepszym przykładem tego jest Rihanna, która w zeszłym roku pokazała, ile przyniosły jej serwisy streamingowe. Więc skoro jej – topowej światowej gwieździe show-businessu przyniosły tak nikłe zyski, to ja dzięki tym serwisom na swojej płycie nie zarobiłam nawet na ciastko z kremem (śmiech).

Przed jakimi wyzwaniami stoi artysta w dobie muzyki dostępnej w serwisach strumieniowych?

Musi się liczyć z tym, że będzie zawsze inwestował w muzykę i liczyć się również z tym, że być może nigdy na niej nie zarobi. Więc jeśli myśli o tym, jak o lukratywnym zawodzie, to może od razu o tym zapomnieć. Artyści to zawsze byli ludzie z pasją i pieniądze nie były dla nich najważniejsze, ale oczywiste jest to, że są nam niezbędne do życia i pracy, więc musimy je posiadać w jakiejś bezpiecznej ilości, aby móc się dalej rozwijać.

Sprzedaż płyt w Polsce i na świecie utrzymuje się na podobnym poziomie od lat, ale od dawna mówi się, że ten model będzie coraz bardziej wypierany przez serwisy strumieniowe – nie boisz się tego?

Nie boję się zmian, bo są nieuniknione. Mam tylko nadzieję, że prawo będzie jasno określać, co jest kradzieżą, a co nią nie jest. Bo na razie na ogromnej ilości nielegalnych serwisów na świecie ludzie kradną ogrom dóbr intelektualnych i pomimo tego, że złapanie kogoś takiego jest dosyć proste, mamy minimalną liczbę ukaranych za takie drobne przestępstwa. Kradzież muzyki niczym nie różni się od kradzieży jakiegokolwiek innego towaru, bo każda rzecz, aby móc powstać w rzeczywistości, nie mieszkać tylko w naszej głowie, wymaga realnego stworzenia jej, czyli inaczej wyprodukowania. A to są koszty, które artysta lub wytwórnia musi ponieść z nadzieją, że je odzyska.

Moje płyty są w produkcji zawsze bardzo drogie, bo staram się, aby brzmiały doskonale, żeby były dopieszczone, zatrudniam kilku producentów, czasem kilkunastu muzyków, staram się nagrywać w najlepszych studiach. Za to wszystko muszę zapłacić. Muszę poświęcić też ogrom czasu na to, żeby te utwory skomponować. Potem wymyślić, jak je zaśpiewać, potem nagrać w studio, potem siedzieć z realizatorem kilkadziesiąt godzin i zgrywać materiał. To naprawdę ogrom pracy. Więc jeśli ktoś jednym kliknięciem zabiera mi to wszystko, nie płacąc, to mam mieszane uczucia.

Z jednej strony cieszę się, że ją przesłuchał, bo wierzę, że coś wniosła w jego życie, z drugiej mam świadomość tego, że ten sam człowiek właśnie podciął mi skrzydła, bo ściągając coś za darmo, nie daje mi szansy nagrać kolejnej płyty. Dlatego też zdecydowałam się opublikować część moich utworów na www.justynasteczkowska.pl. Muzyka jest streamingowana z chmury Microsoft do strony opartej na technologiach open-source. Chłopaki z agencji Brandoo pięknie posklejali wszystko w jedną całość.

Nie kusiło Cię nigdy, żeby pójść śladami Taylor Swift i po prostu wycofać swoją muzykę z Internetu. Artystka była krytykowana za swoją decyzję, jednak jej najnowszy krążek rozszedł się jak ciepłe bułeczki, będąc o krok od pobicia rekordu Britney Spears z 2000 roku w liczbie sprzedanych kopii w pierwszym tygodniu w USA.

Jestem pewna, że dokładnie tak zrobię i pomyślałam o tym, widząc, jak działają serwisy streamingowe.

Popularność mp3 sprzyjała piractwu – mało kto chciał wtedy płacić za utwory w wersji cyfrowej, tym bardziej, że bez problemu można je było pobrać za darmo z nielegalnych źródeł. Czy serwisy oferujące muzykę w strumieniu mają szansę wyplenić albo chociaż znacząco ograniczyć piractwo?

Myślę, że moje poprzednie wypowiedzi jasno określają moje stanowisko. Musisz pamiętać również o tym, że po pierwsze nie ma co porównywać wielkich, światowych gwiazd, które zarabiają pieniądze na całym świecie, bo ich popularność jest olbrzymia – z lokalnymi gwiazdami, które nie mają takiej siły rażenia ani zasięgu. Poza tym zawsze zarobki artystów to podział zysków. Większość trafia do wytwórni, potem jest artysta i manager. Więc jeśli masz przykładowe sto złotych, to z tych stu co najmniej sześćdziesiąt zabiera wytwórnia, między dziesięć a dwadzieścia zabiera manager, a potem ze swojego honorarium musisz zapłacić prawie trzydzieści procent podatku państwu. Więc sam policz, ile ci zostało.

Dzięki nowym technologiom dzisiaj właściwie każdy może być popularnym artystą i wypromować się za pośrednictwem Internetu. A czy artystka taka jak Ty, działająca na scenie od wielu lat, rozpoznawalna i doceniona, mogłaby istnieć, nie korzystając z Internetu w celach promocyjnych? Czy obecnie jest to już absolutnie niemożliwe?

Obecnie jest to już niemożliwe. Z Internetu korzysta nawet moja ciocia, która ma lat 60 i Sieć jest jej głównym źródłem informacji. Nie wiem, co będzie za 20 lat, bo nikt z nas tego nie wie, ale jeśli Internet będzie rozwijał się w takim tempie jak do tej pory, to w kwestii muzyki bez restrykcyjnego prawa będzie słabo. Muzyka już bardzo straciła na jakości, bo musi być tańsza w produkcji, żeby w ogóle być. Na szczęście pozostaną jeszcze koncerty. Tutaj nie da się kliknięciem ściągnąć artysty, żeby na żywo zagrał. Tak więc ci, którzy mają realny talent, charyzmę sceniczną i rzetelnie pracują na swoją koncertową popularność, mają szansę przetrwać.

Jak uważasz, czy streaming to wciąż melodia przyszłości czy już teraźniejszość? A może to chwilowy trend, który wkrótce wyginie, zastąpiony przez coś innego lub powrót do płyt cd?

Nie wiem. Jedno jest pewne – jeśli prawo nie zacznie chronić wartości intelektualnych, sztuka stanie się mniej ważna i bardziej użytkowa, a to nigdy nie jest dobre dla nikogo. Sztuka to nie polityka. To, że ktoś cieszy się większą popularnością, nie może sprawiać, że będzie określany jako lepszy. Bo co to znaczy w sztuce lepszy. Żeby ta dziedzina naszego życia miała jakikolwiek sens, potrzebna jest różnorodność, szacunek do innej wrażliwości i postrzegania świata, a także szansa dla tych, którzy nie staną się nigdy Beyonce, Celine Dion czy Lady Gagą, bo to nie jest ICH droga rozwoju ani wrażliwość, ani sposób komunikowania się ze światem. Ale czy oznacza to, że są przez to gorsi?

25 listopada ukazał się Twój bardzo dobrze przyjęty album „Anima” – jak wygląda stosunek sprzedanych płyt do ogólnej liczby odtworzeń na serwisach streamingowych, Twojej stronie, YouTube?

O to musisz się spytać moją manager. Jestem nieustannie zajęta tworzeniem muzyki, koncertowaniem, pracą i życiem rodzinnym i nie zajmuję się liczeniem słupków.

Jak od premiery „Dziewczyny Szamana” zmienił się rynek muzyczny? Czy – z Twojej perspektywy – powszechny dostęp do Internetu znacząco wpłynął na sposób promocji muzyki? Jak nowe technologie, na przykład serwisy społecznościowe, wspierają proces komunikacji z fanami?

Zmienił się diametralnie. Ale plusem jest to, że Internet jest wielkim oknem na świat i nigdy nie wiadomo, co może wydarzyć się jutro. Szybkość komunikacji w dzisiejszych czasach jest nieporównywalna z niczym, co było kiedyś. W jednej minucie ktoś na drugim końcu świata dostaje Twojego maila, piosenkę, może też ściągnąć film, jaki chce, nie musi nawet wychodzić z domu. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy to dobrze, czy to źle. Po prostu jest jak jest. Bardzo cenię sobie kontakt z moimi fanami i pewnego rodzaju bliskość, jaką mamy dzięki serwisom społecznościowym. Dlatego też nieustannie inwestuję w moją stronę internetową. Zależy mi na tym, aby była bogata, interesująca, pełna życia, kontaktu z ludźmi, najnowszych wiadomości. Moja strona to mój skarb. Jestem wdzięczna moim reklamodawcom, że pomagają mi w utrzymywaniu wysokiej jakości tego medium i swoim fanom, że tworzą ją razem ze mną.

Twoja strona internetowa przeszła ostatnio gruntowną modernizację. Spora część Twoich utworów znajduje się teraz w chmurze i można ich posłuchać bezpośrednio na witrynie. Skąd taka decyzja? Dlaczego nie wolałaś za jej pośrednictwem promować swoich utworów umieszczonych na Spotify albo YouTube? To kwestia niezależności?

Bycie w stałym kontakcie z moimi fanami jest dla mnie niezwykle istotne. Nie chodzi tutaj tylko o standardową, jednokierunkową komunikację, ale także o tworzenie wzajemnych, bliskich relacji. O budowanie poczucia, że ja jestem dla nich, a oni dla mnie. Moja poprzednia strona WWW spełniała swoją rolę przez wiele lat, ale przez to, że nie wykorzystywała tak fantastycznych możliwości, jakie dają nowe technologie, stała się reliktem minionej epoki. Nadszedł więc czas, aby stworzyć nowoczesną stronę WWW. Taką, dzięki której moi fani mogą się ze mną bezpośrednio kontaktować, która będzie w pełni mobilna i multimedialna, a także niezawodna i dostępna nawet wtedy, kiedy wchodzić będzie na nią jednocześnie setki, a nawet tysiące osób.

Dołącz do dyskusji (31)

31 odpowiedzi na ““Na streamingu nie zarobiłam nawet na ciastko z kremem” – wywiad z Justyną Steczkowską”

  1. Brakuje uczciwego napisania ile jej piosenek jest dostępnych w streamingu i ile na tym zarobiła. Bo porównanie swoich zarobków do zarobków Rihanny to trochę za mało.

  2. Nie przepadam za utworami tej pani więc w tej kwestii nie powiem nic więcej niż to że ta muzyka mi nie “leży”, ale wypowiem się ogólnie o piractwie. Tutaj trzeba zrozumieć obydwie strony, z 1 strony mamy artystę który coś tworzy (w tym przypadku utwory muzyczne) i jeżeli komuś się podoba ta piosenka powinien ją kupić bo tym docenia pracę jaką artysta włożył w to, dzięki czemu stać go na stworzenie kolejnej płyty oraz na swoje życie. Porównując to dla zwykłego Kowalskiego to jest jakbyś pracował ciężko cały miesiąc a dostał tylko 1/10 tego co masz na umowie, miło by Ci nie było nie nieprawdaż? Z 2 strony mamy typowego człowieka który zarabia tyle że ledwo wiąże koniec z końcem i gdy chciałby mieć jakąś przyjemność posłuchać jego ulubionej piosenki to musiałby dodatkowo jeszcze znaleźć pieniądze na to żeby kupić całą płytę bądź utwór to jest prawie niewykonalne (choć podejrzewam że ludzie którzy mają swobodę finansową robią tak samo, to już jest wtedy ludzka zawiść “dlaczego mam za coś płacić jak ktoś może mieć za darmo” itp). Możliwość ściągnięcia utworu jest na wyciągniecie reki i to nas kusi bo możemy mieć to dużo łatwiej ale niekoniecznie fair. Reasumując złotego środka na to nie ma jak na razie, ale można coś zrobić, zamiast ściągać piosenki nielegalnie można ich słuchać na np. Youtube, wtedy nie kradniesz a z Twoich odtworzeń kanał artysty zawsze coś zarobi (lepsze to niż nic). Co do sprzedawania utworów na Google Play bądź iTunes czy innym podobnym serwerze, myślę że więcej osób kupowałyby na nich piosenek gdyby były w .flac bądź innym formacie bezstratnego audio niż 320 kbps (nie wiem jak jest na iTunes ale na Google Play właśnie tyle) to sprzedaż mogłaby wzrosnąć. Co do Spotify i innych streamingów to nie moja bajka jakoś nie widzę w tym przyszłości. Czy zmiana prawa wpłynęłaby na obecną sytuacje – niekoniecznie, czy jeśli to prawo byłoby bardziej respektowane i służby odpowiedzialne za to byłyby skuteczniejsze – owszem.

    • sa serwisy, ktore sprzedaja flac – chocby bandcamp. w ogole argument jakosci uwazam za nietrafiony. gdyby tak bylo plyta cd czy kasety nigdy nie przebilyby w sprzedazy winyli

      • A to nie słyszałem o tym serwisie chętnie sprawdzę ;) Choć mam nadzieje że GP wprowadzi niebawem też taką opcje dużo wygodniejsze by było ;) Winyle coraz ciężej jest otrzymać, gdzie CD jest multum + nie potrzebujesz dodatkowego sprzętu do opalenia CD. Sądzę że niedługo do CD (dla muzyki) niedługo przeminie i zostanie dystrybucja przez internet, dzięki czemu też zmaleją koszty produkcji albumu.

        • tia… taki długi wywód o jakości muzyki i nawet nie wiesz że można kupić gdzieś flac. Po prostu uzasadniasz jakoś piractwo i tyle.

          • Napisałem że tego serwisu nie znam, pomyśl czasem ;) oraz napisałem to że na GP byłoby mi wygodniej (z poziomu smartfona jakbyś nie wiedział ;) )

  3. Nie rozumiem narzekania na piractwo (jeżeli chodzi o muzykę), w dobie streamingu to jest margines, jeszcze kilka lat i pewnie w ogóle zniknie. Fakt, że nie daje już tak dobrze zrobić, no trudno. Po to się sprzedaje popularność, koncerty itp itd. Aż że rihane nie będzie stać na prywatnego odrzutowca … jakoś mi jej nie szkoda;)

  4. stawki za przesluchane utwory na poszczegolnych platformach mozna znalesc w sieci. ok, sa za male, ale jesli nasza wielka gwiazda zarabia na tym az tak malo to nalezaloby sie zastanowic kto tak naprawde jej slucha i czy jej popularnosc to nie wylacznie kwestia promocji w radiu i tv, bo wychodzi na to ze prawie nikt z wlasnej woli nie chce jej sluchac…

    • Dodałbym jeszcze, że w Polsce te pieniądze przechodzą jeszcze przez jedną dodatkową parę rąk, jaką jest ZAiKS.
      W takim razie polakom gratulujemy Żywca i życzymy powodzenia w odzyskaniu pieniędzy z tej instytucji.

  5. Steczkowska ma rację. Padła ofiarą złego modelu rozliczeniowego serwisów streamingowych, który bardzo silnie promuje największe gwiazdy kosztem tych lokalnych (nie mówiąc już o indie). W skrócie: najwięksi dostają WIĘCEJ niż im się nalezy po podsumowaniu tylko liczby odsłuchań. Mniejsi dostają MNIEJ niż im się należy. To oczywiście prowadzi do jałowienia rynku muzycznego – wszystkie niezależne eksperymty stają się w tym systemie z definicji niedochodowe a Calvin Harris, Rihanna, czy Maroon 5 pożerają zyski niezależnych zespołów. W tym Steczkowskiej, bo nawet ona, ze swoimi ponad 1000 subsrybentami na Spotify to mały Kazio przy gwiazdach światowych.

    Dobrze to tłumaczy ten artykuł: http://kernelmag.dailydot.com/issue-sections/staff-editorials/12136/spotify-royalty-payment-model/

    Dopóki to się nie zmieni to można zapomnieć o zarobkowaniu na muzyce.

  6. Śmieszą mnie narzekania Polskich artystów/gwiazdek/celebrytów na dystrybucje cyfrową. TV, radio i inne Gwiazdy Tańczą Na Wodzie płacą im duże pieniądze i lansują ich na kolejne Opola, Sopoty, Nowe Roki, Stare Roki, reklamy, itp. Natomiast w necie dostają kasę za ILOŚĆ sprzedanych/odsłuchanych nagrań, czyli mało kupujących mało pieniędzy. Nie wspomnę już o cenach za albumy analogowe i cyfrowe polskich wykonawców, czasem są wyższe niż światowych…

  7. Sorry, ale artyści (piosenkarze, kabareciarze, etc.) to kuglarze… Ich praca służy rozrywce mas, a ta z założenia jest tania. Przypomnijcie sobie jak to z nimi było od zarania dziejów. Byli biedakami prowadzącymi koczowniczy tryb życia, występując na miejskich placach, za „co łaska”. I nagle przyszedł XX wiek i zrobił z nich celebrytów. To, że się przyzwyczaili do tego sztucznego, napompowanego stanu, to już naprawdę nie jest wina pospólstwa, tylko ich.
    Co powiecie szewcowi narzekającemu na brak popytu na jego usługi? „Zmień pan branżę!” To samo należy odpowiedzieć marudzącym artystom. Sorry, czasy się zmieniają, i nikt nie będzie się oglądał wstecz i porównywał. Nie podoba się – zawsze można iść do osiedlowego sklepu ser kroić. To przecież też jest praca. Człowiek nie rodzi się z zawodem. Wybiera taki, jaki daje mu w danej chwili zarobić na chleb.

    • bzdury piszesz. ” przyzwyczaili do tego sztucznego, napompowanego stanu,” sztucznego? oni tworzą coś czego słuchają i co oglądają miliony ludzi. kiedyś musiałeś za to zapłacić, teraz ich okradasz. skoro jest to “napompowane i sztuczne” to nie słuchaj muzyki i nie oglądaj filmów.
      poza tym całe setki lat artyści dobrze żyli – byli utrzymywani przez mecenasów – królów, biskupów, magnaterię.
      artysta to nie tylko podwórkowy grajek.

      • Kiedyś, to PAN był pierwszym który spał z (przyszłą) żoną zwykłego chłopa. (prawo pierwszej nocy). A ci chłopi to byli tacy my, teraz. Czyli dymana większość :) Więc jeśli dla Ciebie tak ważne jest to co było kiedyś, i co obowiązywało “miliony” no to zapraszam..

  8. A swoją drogą, jeśli ktoś nie ma kasy, to nie stać go chyba na internet, więc jakie piractwo?? :) A jeśli stać go na łącze internetowe, to ma pierdylion internetowych stacji radiowych (+stacje radiowe w normalnym radiu, ale tam trzeba płacić abonament za posiadanie odbiornika ( za kompa już chyba też?). A jeśli musi mieć flac bo ma dobry sprzęt.. No to chyba ma kasę..

    I jeszcze jedno. Pobieranie piosenek tej (i innych) pań i panów w tym kraju nie jest nielegalne. Nielegalne jest ich udostępnianie (ustawodawca tworząc to prawo sugerował się chyba jakością polskiej muzyki :) rozpowszechnianie jest szkodliwe i nielegalne :) ). Więc nie wiem czemu ta pani się upiera że jej twórczość jest nielegalnie pobierana :) No chyba, że chodzi jej tylko o torrenty.

    I zgadzam się z kimś kto napisał wyżej, że się w dupach poprzewracało “artystom”. Miliony, miliony, limuzyny koka, hera :) celebryci i gwiazdy mające w dupie plebs :) Naprawdę, to że ktoś śpiewa trochę lepiej niż tysiące innych, albo miał więcej szczęścia i akurat jego kawałek (podobny do tysiąca innych) został wypromowany na hit, to nie jest powód do zakupu nowego pałacu i prywatnego pałacu. To oczywiście tyczy się “światowej skali”.

    Zabawne jest to, że nikt tej Pani nie chce płacić, a ta Pani twierdzi, że powinni.
    Nie rozumiem tego rozumowania :D:D:D
    Zabieram się za malowanie obrazków, i lobbowanie za prawem, które nałoży na Was wszystkich opłatę abonamentową za “możliwość” oglądania moich obrazków. 1 zł rocznie. Nie stać Was? No stać :) A ja będę miał trzydzieści pare milionów na rozwijanie swojej twórczości. No i zapłacicie jeszcze 10 groszy za zakup kompa, na którym możecie oglądać mój obrazek, 1 grosz za każdą kartkę ksero (możecie kserować moje obrazki !!!), 5 groszy od smartfona (mmsy itp).. itp itd..

    A. i podatek od luksusu. Bo mam taki kaprys.
    A jak nie zapłacicie to do więzienia. Bo takie prawo. I macie płacić za możliwość podziwiania mojej twórczości.

    To jest chore.

    Wiem, że jesteśmy jak Ci chłopi od prawa pierwszej nocy. Dymani jak ich żony.
    Bo różnym “im” się należy.

    Pozdrawiam.

    • Ściąganie jest legalne, bo to jest luka w prawie wynikająca z tego, że prawo autorskie powstało w czasach kiedy piractwo polegało na kopiowaniu kaset i do dzisiaj prawo to nie zostało zmienione (bo i nikomu na tym nie zależy – wiadomo, że społeczeństwo będzie się burzyć, bo lubi mieć za darmo, a po co się narażać na krytykę?).

      • dawno takich bzdur nie czytalem. w czasach gdy piractwo polegalo na kopiowaniu kaset, w ogole nie bylo regulacji prawnych dotyczacych piractwa. obecnie stosowane prawo, czyli karanie za rozpowszechnianie (p2p), a nie za sciaganie (www/ftp) funkcjonuje z powodzeniem w wielu krajach. ten ktory ma ukrasc i tak ukradnie i zadne prawo tego nie zmieni.

    • Chyba czytaliśmy inny tekst. Pani Steczkowska nie żali się że jej nie słuchają, a tylko że stawki w streamingu są za niskie.

      Śpiewaniem zarabia na życie i chyba musi wyjść na plus, a robi to sprzedając płyty i grając koncerty.

      Streaming jest bardzo wygodny dla użytkownika końcowego, ale nie jest odpowiedni dla artysty, szczególnie takiego który mocno wystaje ponad średnią.

      Podatki i Zaiks to inna historia. Lepiej tu tym nie mieszać.

  9. Do dzisiaj zastanawia mnie pokrętna logika, która każe uważać kopiowanie za kradzież.

    “Kradzież muzyki niczym nie różni się od kradzieży jakiegokolwiek innego towaru”

    Poważnie? Jak ktoś ukradnie Kowalskiemu samochód, to wiąże się to z tym, że Kowalski nie będzie miał czym dojechać do pracy. Czy piracąc utwór powoduję, że ktoś inny nagle nie jest w stanie go posłuchać?

    Rozumiem utyskiwania artystów, bo na muzyce w Polsce to najbardziej ZAiKS zarabia, ale nie lubię chrzanienia od rzeczy.

  10. A ja powiem tak: lata temu (druga polowa lat 90) mialem okazje spotkac pania Steczkowska na jakims tam bankiecie w Gdyni na Skwerze Kosciuszki. Wiekszego buractwa i zadufania w sobie nigdy wczesniej i pozniej nie widzialem.

  11. Steczkowska powiedziała to co powie każdy inny polski artysta śpiewający po Polsku!.
    Nikt nie zarobił więcej jak na waciki.

  12. Ja bym zrobił inaczej. Nagrałbym krążek i udostępnił wszystkim za darmo. Wrzucił wszystkie utwory na swój profil na YouTube. Płyta rozeszła by sie błyskawicznie. Na YouTube miałbym miliony odsłon, i to na tym bym zarabiał. Poza tym są jeszcze koncerty i przeróżne imprezy na których można zarobić. Nie wierze ze artysci pokroju pani Steczkowskiej traca na swojej twórczości.

  13. Takie tam gadanie.

    Przecież ci wszyscy “gwiazdorzy” to zarabiają na reklamach i koncertach, a nie na płytach. W XV wieku płyt nie było, a artyści byli i żyli lepiej lub gorzej. Nie trzeba narzekać, tylko się dostosować. A jak stawki za streaming są za niskie to należy się inaczej dogadać z dystrybutorem lub wycować się z tego kanału sprzedaży. Jakoś nie widzę, aby prezes Comarchu narzekał,że programiści są za drodzy! Jeżeli to jest normalny biznes to trzeba kombinować, a nie liczyć, że nagra się płytę i będą kokosy! Szkoda też, że płyty nagrane na komputerze lub w amatorskim studio czasami brzmią lepiej niż te, gdzie zatrudnionych jest “kilku producentów”, “kilkunastu muzyków” i nagrane w “najlepszych studiach”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...