“Hobbit: Bitwa Pięciu Armii” to doskonałe zwieńczenie przygody Bilbo Bagginsa i jego kompanów. Recenzja sPlay

Film 19.12.2014
“Hobbit: Bitwa Pięciu Armii” to doskonałe zwieńczenie przygody Bilbo Bagginsa i jego kompanów. Recenzja sPlay

“Hobbit: Bitwa Pięciu Armii” to doskonałe zwieńczenie przygody Bilbo Bagginsa i jego kompanów. Recenzja sPlay

Według Filmweb.pl, “Hobbit: Bitwa Pięciu Armii” jest najbardziej oczekiwaną premierą tego roku. Ostatnia część przygód Hobbita do polskich kin wejdzie 25 grudnia 2014 roku, a więc za niecały tydzień. Wczoraj w wybranych kinach IMAX odbył się specjalny pokaz przedpremierowy obrazu Petera Jacksona. Jak wypada ostatnia odsłona losów Bilbo Bagginsa i jego zaprzyjaźnionej kompanii krasnoludów? Czy zakończenie hobbickiej trylogii jest równie udane jak poprzednie części?

Odpowiedź na to pytanie jest zawarta oczywiście w tytule, ale do przymiotnika “doskonałe” należy się parę słów wyjaśnienia. Filmy Petera Jacksona traktujące o Hobbicie są świetnie zrealizowanymi przygodowymi kolosami. W nosie mam to, czy wszystko zgodne jest z fabułą Tolkiena, czy postaci są takie, jak je sobie wyobrażaliście, czytając książkę “Hobbit, czyli tam i z powrotem”.

Dla mnie to świetna rozrywka i świat, który fascynuje swoimi niebezpieczeństwami, pięknem, różnorodnością. Ale ja nigdy fanką J. R. R. Tolkiena nie byłam.

hobbit bitwa pieciu armii smaug

I choć zawsze będę pod wrażeniem świata, który stworzył, dopracowania każdego detalu, historii, języków, to samo oglądanie adaptacji jego książek będzie dla mnie odbierane na takim samym poziomie jak przygodowej serii “Powrót do przyszłości”, z korzyścią dla tej ostatniej. W moim odbiorze tych ekranizacji brak mistycyzmu i cóż, prawdziwego fana Śródziemia, bo nim nie jestem. Jeśli to profanacja, wybaczcie, ale wolałam zaznaczyć to na początku.

Pierwszą myślą, jaka zawsze towarzyszyła mi odnośnie hobbickiej trylogii, było zdziwienie, po co tak krótki utwór literacki rozbijać na trzy części.

Wydawało mi się to zabiegiem zgoła niepotrzebnym, wydumanym i nastawionym wyłącznie na potrojenie zarobków. Prawda jest jednak taka, że wystarczy zobaczyć najpierw pierwszą część, potem drugą, a potem jeszcze trzecią, by zrozumieć, że to naprawdę był dobry pomysł. I nawet jeśli tej idei przyświecała tylko myśl o złocie, jak Thorinowi z części trzeciej, to ja, jako widz, czuję się usatysfakcjonowana.

Usatysfakcjonowana po wczorajszym wieczorze tym bardziej, bo “Hobbit: Bitwa Pięciu Armii” jest prawdopodobnie najlepszą częścią trylogii.

hobbit bitwa pięciu armii 1

Tak, nie przesadzam. Może to kwestia tego, że ten film jako jedyny widziałam na dużym ekranie, a może tego, że do kina szłam bez żadnych oczekiwań, a jedynie z obawami. Nie wiem, ale jedno jest pewne – “Hobbit: Bitwa Pięciu Armii” to świetna rozrywka, cudownie spędzone ponad 2 godziny, podczas których zagryzasz palce, a twoje emocje skaczą wyżej niż Legolas podczas walki z orkami.

Po obejrzeniu filmu “Hobbit: Pustkowie Smauga” zastanawiałam się, jak twórcy chcą rozwiązać najbliższe pewnie trzy godziny akcji. Bitwa trwająca kilka godzin? Naprawdę? To nie może się udać. A figa, udało się!

I choć “Hobbit: Bitwa Pięciu Armii”, podobnie jak poprzednie części, jest pełen klisz, momentów absurdalnych i walk, które czasem wywołują salwy śmiechu jest też filmem, który pozwala widzowi całkowicie się w nim zatopić i przeżywać całym sercem każdą sekundę z jego ulubionymi bohaterami.

hobbit bitwa pieciu armii

Śmieszą zawieszenia akcji, nieprawdopodobne sytuacje, to jak Legolas podczas bitwy cudem przeżywa dzięki swojej nadzwyczajnej zdolności wbiegania po spadających kamieniach niczym po ruchomych schodach. Jest to jednak śmiech pełen sympatii, bo pełni sympatii jesteśmy dla armii 13 krasnoludów i jednego niepozornego Hobbita, który… tak naprawdę uratował całą wyprawę. Postać Bilbo Bagginsa, jego przemiana, są oczywiście bardzo stereotypowe, ale to nie zmienia faktu, że ten mały bohater budzi nasz podziw. Tak jak podziw budzą jego sztuczki, spryt, oddanie, lojalność.

Ze wzruszeniem obserwujemy rodzącą się przyjaźń pomiędzy nim a krasnoludami i Gandalfem. Możecie się śmiać, ale mnie naprawdę zakręciła się łezka w oku, że to już koniec.

“Hobbit: Bitwa Pięciu Armii” to świetna realizacja, wspaniałe krajobrazy, cudowna symetria, którą mamy okazję obserwować podczas walki. Zastępy orków, elfów, krasnoludów i ludzi tworzą wyśmienitą całość. I nawet jeśli pojedyncze walki są czasem kuriozalne i naprawdę nieprawdopodobne to przecież hej, to jest fantasy. Tu wszystko wolno, a na pewno po prostu dobrze się bawić!

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (24)

24 odpowiedzi na ““Hobbit: Bitwa Pięciu Armii” to doskonałe zwieńczenie przygody Bilbo Bagginsa i jego kompanów. Recenzja sPlay”

  1. Ja rozumiem, że De gustibus non est disputandum, ale ten film był po prostu kiepski. Dla mnie jedyna nadzieja w tym, że wersja rozszerzona usunie przynajmniej część braków. Np. ta przyjaźń z krasnoludami. W którym momencie Bilbo doszedł do takiej zażyłości, że mógł nazwać Thorina przyjacielem??? Wątek miłosny jest totalnie bez sensu i też w zasadzie nie wiadomo kiedy się ta miłość rozwinęła. A sceny walki to już humor pełną gębą – np. jazda na kozie pozwala przedrzeć się przez szeregi strasznych orków. Nie wiem czy zamiarem reżysera było osiągnięcie PG-13? Bo to raczej komedia niż film klasy Powrotu Króla.

    • A czytałeś książkę? Tak właśnie miało być. Hobbit jest właśnie tą powieścią bardziej baśniową. Władca pierścieni jest bardziej mroczny, czyli w filmach wszystko się zgadza. Ile razy jeszcze będzie trzeba to powtórzyć, żeby internauci przestali wymuszać na hobbicie to, czym nie jest?

      • Oczywiście, że czytałem. Nawet w mojej recenzji ( http://audioksiazki.blogspot.com/2014/12/hobbit-bitwa-pieciu-armii.html ) odsyłam do wspaniałego słuchowiska zrobionego przez BBC. Ten argument (o baśniowości) jest słaby, ponieważ ta trylogia to luźna adaptacja. Jackson pozmieniał wiele i w zasadzie zrobił prequel do swojego Władcy Pierścieni. Tak więc walka powinna być podobna do tej z władcy. Poza tym sam Hobbit podaje, że była bardzo krwawa. Była to typowa bitwa średniowieczna (ta opisana w książce, gdzie król bije się wśród żołnierzy). Niestety ta w filmie to była jakaś parodia – nie miała nic wspólnego z książką i dodatkowo była niekonsekwentna.
        Najgorsze jest jednak to, że zbyt słabo rozwinięto wątki, np. ten miłosny, przyjaźni z krasnoludami itd. Choć może to zostanie naprawione w rozszerzonej wersji.

          • Mam nadzieję, że te braki rozwiąże wersja rozszerzona. We Władcy Pierścieni nie było takiego problemu, np. Sam rzucił się do wody nie umiejąc pływać. Czy scena, gdzie Boromir uczy Hobbitów walczyć. To takie sceny budujące postacie i ich relacje. Tego zabrakło w Hobbicie, a zabrakło bo powstawiał niepotrzebne wątki. Największym problemem była ilość krasnoludów. Większość z nich to po prostu tłum bez imion. Jest tam jeden gruby, jeden stary, jeden łysy, a reszta to nawet trudna do scharakteryzowania. A reżyser zamiast nami ich przybliżyć pokazuje wymyślone elfki, albo wyprawę Gandalfa, która tak na dobrą sprawę nie ma nic wspólnego z przygodą Hobbita. Wszystko to decyzje reżysera, ale w tym tłumie postaci trudno się połapać kto gdzie jest i co robi.

  2. Idę dzisiaj na polską przedpremierę do kina (nocny maraton Hobbita). Jakim cudem już to oglądaliście? Wszyscy zagranicą? Kto został w kraju na Święta się pytam?!

  3. Hobbit to pierwszy film jaki znam w ktorym scena rozszerzona nie rozszerza o te ktore sie nie zmieściły tylko zmienia istniejące. Dziwny zabieg ale tak właśnie było w Pustkowiu Smauga.

  4. Niestety ostatnia część nie jest już tak dobra jak jej poprzednie. Moim zdaniem twórcy położyli główny nacisk na pokazanie jaką technologią dysponują, próbując wycisnąć z 3D dosłownie wszysko co pozostawiło pewien niesmak. Przeciąganie scen natomiast sprawiało, że film robił się nudny. Zawiodłem się i tyle w tym temacie.

  5. Jestem wielkim fanem Tolkiena. Ekranizacje jego powieści są niezłe, ale książkom nie dorównują (trudno zresztą dorównać ideałowi). Co do trzeciej części “Hobbita” – obejrzę go za tydzień, dwie poprzednie części widziałem. Od początku zastanawiało mnie, jak z książki, która ma w porywach 200 stron (zależy od wielkości czcionki i liczby rysunków), można zrobić operę mydlaną? Spokojnie można byłoby wszystko zawrzeć w jednym filmie trwającym powiedzmy trzy godziny (żeby rozwinąć niektóre wątki). A tak zrobiono film, który podzielono na trzy części, trwające łącznie prawie osiem godzin. W dwóch poprzednich częściach było sporo dłużyzn, sceny walk były miejscami nużące. Zgaduję, że “Bitwa pięciu armii” będzie filmem, w którym 90 procent czasu zajmie rzeczona bitwa :). Przekonam się za tydzień :).

  6. “Hobbit to coś, co najlepiej oglądać ciągiem (proponuję: w czasie jednego dnia lub nocy). Niezwykła podróż to początek, Pustkowie Smauga to część rozwijająca, a Bitwa Pięciu Armii, to niestety już prawie same kulminacyjne sceny walki. Jako część większej całości, Bitwa jest tworem całkowicie satysfakcjonującym, ale jako osobny film – bardzo rozczarowującym. Nie radzę oglądania go po rocznej przerwie od poprzednich części.”

    http://magazyn-opinii.blogspot.com/2014/12/hobbit-bitwa-pieciu-armii-peter-jackson.html

    • A ja jednak wręcz nie polecam do oglądania ciągiem całej trylogii Hobbita. Byłem w kinie na nocy hobbita przedwczoraj i o ile 2 pierwsze części jak najbardziej nawet z tego co o nich pamiętałem to mi się podobały a trzecia (czyli ta na którą czekałem całą tę noc) zawiodła moje oczekiwania – ja rozumiem, że hobbit był książką dla dzieci ale jakoś dziwnie do kina wpuszczali na hobbita od 16 LAT a mniej dopiero za pisemną zgodą rodziców. Ja rozumiem elementy fantasy bo w WP też było ich sporo ale choćby akty z Legolasem były strasznie przerysowane i jak już wspomniano gdzieś po prostu budziły śmiech nie napięcie (że nie wsponę o zamykaniu wątków na siłę, sztucznym wątku miłosnym i niektórych absurdalnych scenach walki) Ogólnie jak dla mnie ten film był wspaniałym przykładem jak można spier***ić wspaniale zapowiadającą się trylogię. Mówię to (niestety) jako zagorzały fan całej twórczości Tolkiena poświęconej Śródziemiu. Muszę wrócić do książki bo niestety ekranizacja zawiodła moje oczekiwania.

    • nie nazwę tego co próbujesz uzyskać i to w bardzo perfidny sposób i nie cytuj: ” JAK BOGA KOCHAM” nie mówisz nawet poprawną polszczyną! i nie jesteś kimś, kto mógłby się w tym temacie wypowiadać„ twoja wypowiedź jest co najmniej prymitywna. Chyba chciałeś zaimponować “grzybiarkom” i to ,nie stojącym przy trasie, ale tym leżącym na piachu….

  7. Szczerze? Jedna wielka rzeźnia i nic więcej… Tylko szkoda mi tych przerażonych dzieci, które rodzice zaciągnęły na “bajkę” do kina…

  8. Spoko szkoda że nikt nie zauważył że w momencie gdy ojciec Legolasa kazał mu odnaleźć obieżyświata ten nie mógł jeszcze żyć -.- historia drużyny pierścienia ma miejsce 100 lat później…

    • Jedynym błędem w tej rozmowie było to, że Aragorn w czasie Bitwy Pięciu Armii miał 10 lat i przebywał jeszcze w Rivendell. Między powrotem Bilbo do Shire, a początkiem akcji Władcy Pierścieni mija dokładnie 76 lat. Aragorn to Dunedain, starzeje się dużo wolniej niż inni ludzie. We Władcy Pierścieni, gdy poznaje hobbity ma ~86/87 lat.

  9. Jestem na gorąco po seansie Bitwy Pięciu Armii i z kina wracam zadowolony. Co prawda niektóre sceny mogłyby być krótsze (sceny walki) i mniej zbajerzone (wyczyny Legolasa), ale Hobbita od pierwszej części wszystkim polecałem i teraz nic się nie zmieniło. Moim zdaniem wiele zarzutów w stosunku do ekranizacji jest wydumanych, a już na pewno wyolbrzymionych. O 5 najbardziej naciąganych napisałem zresztą na moim blogu: http://randomowerankingi.pl/5-naciaganych-zarzutow-wobec-ekranizacji-hobbita/

    P.S. Trochę Wam się śmietnik robi w tych komentarzach, przydałaby się jakaś moderacja. ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...