Taylor Swift “uciekła” ze Spotify. Dlaczego artyści nie lubią serwisów streamingowych?

Muzyka 04.11.2014
Taylor Swift “uciekła” ze Spotify. Dlaczego artyści nie lubią serwisów streamingowych?

Taylor Swift “uciekła” ze Spotify. Dlaczego artyści nie lubią serwisów streamingowych?

Czekałem, czekałem i już wiem, że się nigdy nie doczekam. Najnowsza płyta Taylor Swift (“1989”) nie ukazała się w streamingu. Co gorsze, artystka spakowała manatki i uciekła ze Spotify i Deezer, a została ze starymi krążkami na WiMPie i Rdio oraz Beats Music (na którym dostępny jest także “1989”). Dziwna to sprawa i trochę jej nie rozumiem.

Dlaczego wokalistka pop, której odsłuchy na Spotify pomagają w dostaniu się Billboard Hot 100 i dają dodatkowy zarobek, postanawia od tego się odciąć? Zacznijmy może od tego, że Swift nie pałała miłością do usługodawców takich jak Spotify czy Deezer. W porządku, to jest naprawdę zrozumiałe, wielu artystów ma podobny stosunek, ale dlaczego w takim razie jej płyty zostają w Rdio i WiMP? Zmowa? Błąd marketingowy? Rdio i WiMP nie liczą się tak jak Spotify i Deezer?

Biedni abonenci Spotify i Deezer, którzy uwielbiają twórczość Taylor Swifit, będą od dzisiaj patrzeć z zazdrością na użytkowników innych serwisów.

A do tego głowić się nad tym, dlaczego Taylor podjęła taką decyzję. Jak podaje Spotify w oficjalnej nocie, ponad 16 mln użytkowników w ciągu ostatnich 30 dni słuchało piosenek blondwłosej wokalistki. Spotify żegna Taylor, tęskni za nią i nie rozumie jej decyzji, to podobnie jak ja. W zasadzie tak młoda artystka powinna najlepiej rozumieć, że przyszłość muzycznego biznesu leży właśnie w digitalizacji, a dokładniej w streamingu. Jestem tym wszystkim naprawdę zaskoczony i kłoci się to z moim zdroworozsądkowym podejściem do takich spraw.

Ostatnio nawet pisałem o tym, że takie serwisy jak Spotify czy Deezer będą za jakiś czas podstawą rynku muzycznego, a my zbliżamy się do zmierzchu starego modelu biznesowego i zmiany sposobu dystrybucji muzyki. Wielu muzyków zdaje sobie sprawę z oczywistych zalet, jakie serwisy streamingowe dają zarówno użytkownikom, jak i artystom, ale najwidoczniej nie wszyscy. Mimo, że Spotify klarownie wyjaśnia zasady na podstawie których działa, to niektórym one się nie podobają. Taylor Swift zresztą dała temu wyraz już wcześniej, gdy jej poprzedni album “Red” pojawił się w streamingu dopiero rok po oficjalnej premierze.

Zastanówmy się więc nad tym spokojnie. Co skłoniło Swift i jej wytwórnię do takiego dziwnego kroku? Bez wątpienia wzbudził on niemałą sensację i Internet aż zahuczał od informacji o usunięciu biblioteki Swift ze Spotify. Nie sądzę jednak, że Swift jak i wytwórni chodziło o reklamę. “1989” sprzedawał się naprawdę nieźle, a singiel Shake It Off w Billboard Hot 100 zażarcie konkurował z All About That Bass. Najnowsza płyta Taylor Swift sprzedaje się jak ciepłe bułeczki, więc dodatkowy hype jest tu niepotrzebny.

taylor swift spotify

Być może więc jednym z powodów, dla których Swift usunęła swoją muzykę ze Spotify i Deezer – mając w nosie fanów korzystających z tych serwisów – jest jej chęć do pobicia rekordu sprzedaży płyty w pierwszym tygodniu od jej wypuszczenia. Do tej pory najlepszy wynik (1,319 mln) sprzedanych płyt należy do Britney Spears za jej debiutancki album. Jak podaje serwis theguardian. com, drugim z powodów może być chęć podniesienia wartości wytwórni Big Machine, z którą Swift ma kontrakt. Scott Borchetta – właściciel Big Machine – chce sprzedać wytwórnię a usunięcie biblioteki Swift ze streamingu wpłynie na zakup fizycznych krążków i wersji cyfrowej (na iTunes). Problem tylko w tym, że takie działania mogą przynieść odwrotny efekt.

Podirytowani fani Taylor Swift mogą zwrócić swoją uwagę ku nielegalnym źródłom jej twórczości. Tym bardziej, że artystka jest – przynajmniej na razie – niekonsekwentna w swoich decyzjach.

Przypominam, że “Red” i pozostałe krążki Swift dostępne są na Rdio i WiMP. Nie wiadomo jednak, czy to tylko kwestia czasu kiedy i te serwisy streamingowe dostaną po nosie, czy to zaplanowana strategia. Jeżeli jednak chodzi o strategię, to musiał wymyślić ją bardzo głupi człowiek. Na usunięciu biblioteki Swift ze streamingu traci sama artystka jak i Spotify i Deezer. Serwisy tracą wiarygodność, a Taylor Swift może stracić zaufanie niektórych fanów oraz możliwość stałego zarabiania na swoich piosenkach w przyszłości – co jest jedną z zalet serwisów streamingowych.

W krótkoterminowej prognozie Taylor Swift i Big Machine mają rację, zdecydowanie więcej pieniędzy zarabiają na sprzedaży płyt przez iTunes i w tradycyjny sposób niż przez streaming. Ale co kiedy hype na “1989” i “Red” się skończy? Sprzedaż krążków zwolni znacząco, ale odsłuch piosenek niekoniecznie, a za to przecież Spotify i Deezer płacą. Może w USA i Wielkiej Brytanii stary system dystrybucji jeszcze się jakoś broni, ale w Europie Północnej czy Środkowej już niekoniecznie. Ciężko nie wspomnieć też o bardzo banalnym aspekcie jakim jest zasięg.

Z serwisów streamingowych na smartfonach korzysta się wygodniej, szybciej i jest to opcja znacznie tańsza niż wykupywanie całych bibliotek na iTunes. Artyście dzięki Spotify i Deezer łatwiej docierają do swoich odbiorców. O zaletach takiego podejścia przekonały się już zespoły, które początkowo opierały się fali streamingu, tj. Metallica, Pink Floyd i RHCP, jeszcze tylko The Beatles brakuje i AC/DC. Racjonalnym rozwiązaniem i kompromisem wydaje się podejście, które opiera się na opóźnianiu premiery płyt w streamingu. Taką taktykę zastosowała wcześniej Taylor Swift, ale także Adele czy Coldplay. Artyści czekają aż ich płyty się “wyprzedadzą”, a następnie mogą już spokojnie patrzeć na pieniądze lecące z odtworzeniem w Spotify.

Można też pójść na wojnę ze streamingiem, czyli iść śladami Thoma Yorke’a oraz Taylor Swift usuwających swoje płyty albo Vulfpeck, walczących “cichymi albumami“. Ja nie neguję kompletnie motywów stojących za takimi zachowaniami. Jasne, że każdy chce zarobić, na tym właśnie polega biznes muzyczny. Tyle, że streaming jest idealnym lekarstwem na piractwo, przez które wytwórnie i artyści tracą. Po co kraść muzykę, gdy można ją kupić za około 20 zł na miesiąc? Najlepszym rozwiązaniem z całej sytuacji byłoby płacenie artystom za odtworzenia ich piosenek z pominięciem udziału dla wytwórni i dodatkowo zwiększenie stawek. Zwiększające się udziały serwisów streamingowych w rynku muzycznym pokazują, że ludzie chcą mieć dostęp do muzyki a nie ją posiadać. Dopiero jednak za parę lat będziemy mogli ocenić czy era iTunes i sprzedaży fizycznych krążków się skończyła, a zaczęło panowanie Spotify i innych serwisów. Póki co wojna wciąż trwa.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (55)

55 odpowiedzi na “Taylor Swift “uciekła” ze Spotify. Dlaczego artyści nie lubią serwisów streamingowych?”

  1. a ludzie się śmiali kiedy mówiłem, że streamingi to chwilowa moda. już wolę kupić mp3 – artysta zarobi normalne pieniądze, a ja jestem niezależny od dostępu do internetu. tyle w temacie.

      • Nie płacąc abonamentu nie masz kompletnie nic, dlatego zamiast płacić co miesiąc haracz warto szarpnąć się na zakup muzyki na nośniku CD, FLAC, bądź mp3. Fizycznie czy nie- będzie Twoja.

          • W przypadku Spotify płacisz za streaming muzyki, która notabene nie jest Twoja po wygaszeniu subskrypcji. Utworów offline nie odsłuchasz po jej zakończeniu. To tak jakbyś dostał płytę CD w prezencie od znajomego i ten co miesiąc przychodził po należne pieniądze za ten nośnik.

          • Filmy i seriale w telewizji też nie są Twoje po skończeniu abonamentu. Nie obejrzysz kanałów z kablówki zakończeniu trwania umowy. To samo.

          • To fakt, ale panie Jacku, czy wolałby Pan kupić co jakiś czas kilka, bądź kilkanaście płyt z utworami których słucha Pan na okrągło i mieć je w postaci CD i MP3 na własność, sluchać wszędzie i na każdym urządzeniu bez ograniczeń, czy też płacić abonament miesięcznie za nie wiedząć, że w przypadku rezygnacji z subksrypcji zostanie Pan z niczym?

          • Jasne, że wolałbym kupić. Generalnie gdyby było mnie stać, to bym kupował każdą płytę zespołu, którego słucham. Ale Spotify jest właśnie dla osób takich jak ja, które nie kupują kilkunastu płyt miesięcznie, a wolą zapłacić abonament i mieć po prostu dostęp do muzyki. Akurat o te mniej znane zespoły, których przeważnie słucham, się nie boję.Co innego wielkie gwiazdy, które mimo że zarabiają najwięcej na streamingu, to mogą się pewnego dnia po prostu obrazić i odejść. Ale cóż, jeżeli się okaże, że mojej muzyki w streamingu nie ma, to po prostu mogę zrezygnować z abonamentu. Nie ma umowy na czas określony.

          • A co jeśli ktoś nie słucha tych samych albumów na okrągło tylko preferuje składanki? Co jeśli ja chce przesłuchać listę składającą się ze 150 utworów, z czego każdy jest innego artysty i z innego albumu? Mam kupować 150 płyt za średnią cenę 50 zł? To wychodzi 7500 zł, a mówimy tylko o jednej liście. Takich list mam na Spotify załóżmy 230 to daje w sumię 1725000 zł + robocizna za ich poukładanie, zgranie na wszystkie urządzenia z których korzystam, itd. Przy takiej sumie pieniędzy mógłbym korzystać ze Spotify 7187 lat i pół roku. A co jeśli dojdą nowe listy? :)

          • Firmy jak 7digital, Googlem Music bardzo często oferują kupno pojedynczych utworów za świetną cenę. Poza tym ja nikogo nie zmuszam do czegokolwiek, bo to co każdy robi ze swoimi pieniędzmi to jego sprawa. Panie Piotrze, skąd ta nienawiść w tej całej wypowiedzi?

          • Nienawiść? Jeśli nawet gdzieś tam można coś nienawistnego wychwycić to na pewno nie była umieszczona tam z premedytacją :)

          • A tak przy okazji, korzystam ze Spotify Free i poznałem tam bardzo dużo świetnych zespołów, których płyty widnieją teraz na mojej półce ;)

          • I tu leży problem. Nie wszyscy słuchają tych samych utworów na okrągło. Są też tacy, którzy lubią odkrywać nową muzykę, do czego spotify nadaje się wyśmienicie analizując twoją dotychczasową playlistę i proponując nowe utwory. I nie, nie tylko promowane przez duże wytwórnie, w moim przypadku również niszowe kawałki nowych artystów na których nie trafiłabym nigdy sama z siebie przesłuchując kolejno wszystkie utwory ze sklepowych albumów. To świetne narzędzie do promowania młodych zdolnych, których nie stać na dużą wytwórnię i kampanię reklamową. No i najważniejsze, nie musisz płacić “haraczu”. Spotify i inne tego typu programy mają też wersję darmową. Wystarczy, że raz na kilka utworów wysłuchasz krótkiej reklamy (nie ma w tym nic złego, w końcu artyści na tym zarabiają, poza tym w dużej mierze to i tak reklamy nowych płyt i koncertów). A wersji płytowej albumu ukochanego artysty nikt nie zabroni Ci kupić tak czy siak. Ja tak robię z książkami, czytuję e-booki z racji wygody, natomiast kolekcjonuję książki ulubione w wersji papierowej.

          • płytę przesłuchuję wielokrotnie, mam ją zawsze przy sobie, słucham idąc do pracy, w samochodzie, w domu. odcinek serialu oglądam raz i o nim zapominam.nie potrzebuję mieć go na własność. a jeśli już bardzo któryś wielbię, mogę kupić całość na dvd.

          • No i to samo tyczy się muzyki :) Ja mam dostęp przez Spotify zawsze do muzyki. A jak będę chciał mieć na własność płytę, to po prostu ją kupię ;)

          • Dziwię się takim ludziom, jak Ty. Jesteście po prostu hipokrytami, sami płacicie za licencję OEM na dostęp do wersji Windowsa, za dostęp do kanałów telewizyjnych, za dostęp do sieci Internet, a mimo to negatywnie oceniacie opłacalność oferty serwisów streamingowych.
            W momencie, gdy kupisz licencję OEM na Windows to jest ona ważna do momentu zmiany sprzętu. Po zmianie sprzętu tracisz wszystko, a mimo to po raz kolejny kupujesz licencję na oprogramowanie o którym mowa. Identycznie jest w przypadku kanałów telewizyjnych, czy dostępu do Internetu. Po zakończeniu umowy tracisz dostęp do telewizji i do Internetu identycznie, jak w przypadku Spotify, a mimo to nadal z tego korzystasz i nadal negatywnie oceniasz Spotify.

          • Hipokrytą nie jestem i nie neguję jakiejkolwiek firmy, wszak każdy chce zarobić. Wskazałem jedynie złoty środek (według mnie) “optymalizacji wydatków domowych”. Co do telewizji- nie mam i nie oglądam, a co do wersji OEM systemu Windows- od wersji 8.0 masz prawo przenieść ją na każdy inny komputer, musisz być tylko jego właścicielem.

          • Odnośnie optymalizacji wydatków domowych masz mój komentarz nieco niżej. Przypomnę tylko, że Windows 8 stanowi zdecydowaną mniejszość, a prym wiedzie wciąż XP i 7.

    • Od dzisiaj zacznij nagrywać wszystkie filmy z HBO czy Canal+, itd.. Jak możesz nikczemny płacić subskrypcję za TV kablową czy satelitarną? Wstydź się!

      • Oczywiście też pewien nie jestem, ale… tak naprawdę rozsądną kasę zarabiają artyści z setkami tysięcy odtworzeń i oni zapewne są zadowoleni, gorzej z cała resztą która dostaje grosze. Jeśli z kolei braknie tych mniejszych to znowu dostaniemy średnio urozmaicony serwis muzyczny. Tu i ówdzie słychać głosy buntu ale na razie to raczej jednostkowe przypadki. Tak sobie myślę że jeśli nic się w temacie nie zmieni to można spodziewać się kryzysu, zwłaszcza patrząc na Thoma Yorke i jego koncepcję dystrybucji płyty (płatne torrenty). Sam i owszem korzystam ze Spotify ale też kupuję płyty bo są wydawnictwa które po prostu muszę mieć fizycznie :)

        • Zgadzam się, mało znani artyści zarabiają grosze i rozumiem ten bunt przeciwko Spotify. Chciałbym żeby artyści zarabiali więcej, ale prawda jest też taka, że to wytwórnie biorą większość stawek. No chyba, że dany zespół czy wokalista posiada udziały w wytwórni, wtedy sytuacja wygląda inaczej. A z tymi płatnymi torrentami, to nie wiem czy to ma sens. Czym w sumie to się różni od kupienia cyfrowej wersji płyty w iTunes?

  2. Ale Taylor z Deezera nie zniknęła od razu. Wczoraj jeszcze przed 23 spokojnie słuchałem tam całego “Red”, a dopiero pół godziny później zniknęła cała dyskografia. Moim zdaniem to tylko kwestia czasu jak Taylor zniknie z każdego serwisu

  3. Przecież wiadomo, czemu odeszła – fochnęła się :) Jak pisze Mashable, “The “Shake It Off” singer is shaking off Spotify, removing all her songs and albums from the popular music streaming platform just days after Spotify publicly criticized the 24-year-old artist for not immediately making her latest album, 1989, available to stream”

  4. Przejrzyjcie na oczy. Jej album w pierwszym tygodniu sprzedał się w milionie egzemplarzy i tym samym Taylor stała się jedyną artystką, której udało się to trzykrotnie w swojej karierze. Czy naprawdę uważacie, że warty jest hejt na nią? Takim zagraniem marketingowym osiągnęła swój cel. Czego chcieć więcej?

      • “Jestem tym wszystkim naprawdę zaskoczony i kłoci się to z moim zdroworozsądkowym podejściem do takich spraw”. Okej, przyznaję Panu rację, nie jest to hejt, lecz Pana zdziwienie i lekka irytacja, co mnie osobiście dziwi o czym wspomniałem we wpisie powyżej.

        • Dziwi mnie tylko dlatego, że jeżeli wypowiada się wojnę streamingowi, to każdemu a nie tylko Spotify i Deezer. Dlaczego WiMP i Rdio oraz Beats Music są dobrymi serwisami a reszta nie? A co do Shake It Off, no cóż, trochę głupi jak na standardy Swift tekst, ale świetny refren. Nie dziwię się, że konkuruje na liście Billboardu z All About That Bass i dlatego tym bardziej nie rozumiem posunięcia Taylor Swift, skoro mogła pokonać Meghan Trainor

  5. Po prostu firmy streamingowe płaca śmieszne pieniądze. Pewnie taka TS jeszcze parędziesiąt tysięcy$ zgarnęła ale już artyści niszowi to już ochlapy. Jakas artystka dostała – za rok – równowartość ceny 10 albumów. 10 albumów to ona sprzedawała przy kazdym swoim koncercie. Wyjściem z sytuacji jest firma/spółdzielnia, która na niskiej marży będzie sprzedawać muzykę a twórcy obniża jej cenę. Każdy wyjdzie na swoje.

    • No płacą śmieszne, ale jest to rozłożone na lata i na kilka serwisów streamingowych. Jakby miała powstać taka spółdzielnia, to by już dawno powstała :)

  6. Avicii za 160 milionów odtworzeń Wake me up na jednej z platform streamingowych ( Pandora ) dostali bagatela 12000$ ( Słownie: Nieco ponad dwanaście tysięcy dolarów ).

    Nie muszę przypominać że całe wakacje był to największy hit muzyczny. Puszczany wszędzie.

    Niech jedna osoba odtworzy klip nawet 50 razy… Da to 3 miliony unikalnych użytkowników (a było na pewno więcej jak Taylor słuchało 16 milionów). Niech co 3 kupi singiel za 1$ ( już nie mówiąc o pełnej płycie ) da to 1,000,000$ zamiast 12,000$ (od kwot odjąć należy 40% podatków i prowizji )

    Są to wyliczenia po minimum.

    I jak tu tworzyć kolejne hity, gdy na konto wpływa 12000 za najlepszy z kawałków… A opłacić trzeba muzyków, autora tekstów, studio itp…

  7. Ja niestety także korzystam ze Spotify i czekałam z utęsknieniem na 1989. Ja np. Płacęza spotify 20 zł na miesiąc i nie mogę Tay słuchać :(

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...