“Jane the Virgin”, czyli jak nie będąc świętą dziewicą, zostać matką. Recenzja sPlay

Seriale 15.10.2014
“Jane the Virgin”, czyli jak nie będąc świętą dziewicą, zostać matką. Recenzja sPlay

“Jane the Virgin”, czyli jak nie będąc świętą dziewicą, zostać matką. Recenzja sPlay

“Jane the Virgin” to historia, którą przerabialiśmy już na polskim gruncie. Wenezuelski format “Juana la Virgen” w Polsce przejęła stacja TVN, tworząc serial “Majka”, który opowiada o dziewczynie poddanej pomyłkowej inseminacji, czyli sztucznemu zapłodnieniu. Durny pomysł? Idiotyczna fabuła? Zgadza się, ale Amerykanie radzą sobie z nią o niebo lepiej niż nasi rodzimi twórcy.

Główną bohaterką serialu jest – uwaga, nie zgadniecie – Jane! To dziewczyna, która jest typową nastolatką poczętą przez kilkunastoletnią matkę. Jane jak ognia boi się seksu (widocznie nie tylko u nas źle jest z edukacją seksualną), unika wszelkiego braku odpowiedzialności i całe życie – co podkreśla w pilotażowym odcinku niejednokrotnie – pracowała na to, by nie zajść w ciążę i być porządna. A tu los, to ci łapserdak, robi jej psikusa. Jane udaje się na rutynową wizytę do ginekologa i tam przez pomyłkę poddana zostaje inseminacji. Jakby tego było mało jej facet właśnie się jej oświadczył, a ona na imprezie przypadkowo spotkała mężczyznę, w którym kiedyś się zauroczyła.

jane the virgin 1

Dużo zbiegów okoliczności? To co powiecie na to, że ojcem dziecka jest… Dam wam się nacieszyć tą niepewnością. Dodam tylko, że do zapłodnienia doszło z winy jego siostry. Wydaje się kuriozalne i niemożliwe? Tak, bo takie zaiste jest w całej swej okazałości.

Na szczęście wszystkie absurdy, które występują w serialu, doskonale wpisują się w jego konwencję. “Jane the Virgin” nie jest paskudnym tasiemcem. Owszem, całymi garściami czerpie z tego typu produkcji, co widać choćby w kreacji postaci (cała rodzina Jane to latynosi) oraz wtedy, gdy Jane, jej matka i babka oglądają z zachwytem jakąś telenowelę na modłę południowoamerykańską, ale robi to ze smakiem i przymrużeniem oka. Całość jest całkiem zabawna i choć korzysta z ogranych schematów przyjemna w odbiorze. Nieźle sprawdza się motyw silnych i gadatliwych kobiet, które co prawda są stereotypowym przedstawieniem latynosek, ale to właśnie dzięki prostym skojarzeniom i bazowaniu na schematach “Jane the Virgin” ma szansę się sprawdzić.

jane the virgin

Już w pierwszym odcinku, w porównaniu do wersji polskiej, dzieje się wiele. Akcja jest dynamiczna. Jane i jej rodzina od razu dowiadują się, że dziewczyna jest w ciąży. Dziewczyna poznaje też ojca dziecka. Pozostaje jej podjąć decyzję, czy usunąć potomka i być szczęśliwą ze swoim przyszłym mężem, czy donosić ciążę i oddać dziecko jego “prawowitym” rodzicom, mającym – ze względu na chorobę ojca dziecka – ostatnią szansę na rodzicielstwo.

Cholernie obawiałam się tego serialu i powtórki z nieudanej “Majki”. Jednak mimo głupkowatości całej fabuły, “Jane the Virgin” da się oglądać. To przerysowanie, pójście w stronę pewnego kiczu idealnie komponuje się z tematem. Żebyście mnie źle nie zrozumieli – nie mam zamiaru rozpływać się tu nad serialem, który opowiada o tym, że ktoś zostaje przez przypadek zapłodniony i który wykreował postaci dość papierowe, o nieskomplikowanej motywacji. Chcę po prostu powiedzieć, że jest całkiem dobrze. Bo jeśli taki temat da się ugryźć z jajem, bez przesadnych wzruszeń i zażenowania to jest to naprawdę coś. A twórcom “Jane the Virgin” się udało. I dlatego z przyjemnością zobaczę kolejne odcinki.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

Jedna odpowiedź do ““Jane the Virgin”, czyli jak nie będąc świętą dziewicą, zostać matką. Recenzja sPlay”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...