Flash lepszy od Arrow, tyle mi wystarczy. “Flash”, recenzja sPlay

Seriale 09.10.2014
Flash lepszy od Arrow, tyle mi wystarczy. “Flash”, recenzja sPlay

Flash lepszy od Arrow, tyle mi wystarczy. “Flash”, recenzja sPlay

Od czasu cameo Barry’ego Allena w “Arrow”, wyczekiwałem pilota serialu “Flash” z wielkim niepokojem. Kolejna superbohaterska produkcja w ramówce The CW zapowiadała się całkiem nieźle, biorąc pod uwagę trailery. Na tamten czas przeszkadzał mi jedynie karmazynowy kostium Allena. A teraz? Strój nadal kłuje w oczy, ale o pilocie mogę powiedzieć wiele dobrego, choć nie jest idealnie.

„The fastest man alive”

Pilot serialu  to – jak można było się spodziewać – typowe origin story Flasha (Barry’ego Allena), w tym konkretnym przypadku oparte częściowo o mini serię komiksów “Flash: Rebirth” i wykorzystujące wiele elementów z New 52. Odcinek zaczyna się jednak powiedzonkiem „My name is Barry Allen. I’m the fastest man alive”, które oryginalnie należy do innego Flasha, tj. Wally’ego Westa. Narracja w pierwszej osobie zaczyna oraz kończy odcinek, co bardzo przypomina inną produkcję od The CW – “Arrow”. Jednak podobieństwa między tymi serialami na tym się kończą. “Flash” jest utrzymany w lżejszym tonie, a sam Barry Allen nie jest tak patetyczny jak jego kolega ze Starling City.

flash recenzja

Krótkie wprowadzenie w historię głównego bohatera jest w zupełności wystarczające zarówno dla osób, które kojarzą komiksowego protoplastę, jak i dla tych zupełnie zielonych w temacie. Dowiadujemy się zatem, że Barry Allen (Grant Gustin) to młody mężczyzna, który w dzieciństwie nie należał do najpopularniejszych dzieciaków, a że dodatkowo nie umiał szybko biegać, jego kontakt z rówieśnikami kończył się zwykle siniakami. Względnie spokojne dzieciństwo Allena nie trwało jednak zbyt długo, ponieważ w tajemniczych okolicznościach ginie na jego oczach jego matka. Oskarżenia padają na ojca Barry’ego, z czym chłopiec nie może się pogodzić, dążąc przez całe życie do znalezienia prawdziwego mordercy.

W związku tym traumatycznym wydarzeniem wiąże się kariera Allena, który zostaje znakomitym śledczym, pracującym pod okiem detektywa Joe Westa (Jesse L. Martin). Joe jest także ojcem Iris West (Candice Patton), przyjaciółki Barry’ego dzieciństwa, w której się skrycie podkochuje. Po krótkim zapoznaniu widza z bohaterami, twórcy podkręcają tempo i przechodzą do przemiany Barry’ego Allena we Flasha, czyli najszybszego człowieka na Ziemi.

Kicz i lekki humor z domieszką patosu

Nie ma co owijać w bawełnę, że “Flash” jest serialem, który kupi każdego widza. Fabuła w pilocie pędzi dosyć szybko, aby pokazać superbohaterskie wcielenie głównego bohatera. Chodzi przede wszystkim o lekkie podejście do tematu i pokazanie kim jest Flash, jakie są jego możliwości, skąd ten facet w ogóle się wziął. Szkoda, że do tego celu wykorzystuje się trochę drętwe dialogi, momentami nawet patetyczne – najgorzej wypadło cameo z Arrow, przy którym parsknąłem ze śmiechu. Generalnie jednak, “Flash” jest utrzymany w znacznie lżejszym klimacie niż “Arrow”. Allen nie patrzy zmartwiony w niebo, nie przeżywa, że musi mordować złoczyńców i nie wdaje się w dziwne relacje z kobietami, przynajmniej na razie.

flash serial recenzja

Fabuła biegnie póki co dwutorowo, Allen chce wyjaśnić tajemnicę morderstwa swojej matki i jako superbohater będzie walczyć z innymi meta-ludźmi, których moce – podobnie jak Flasha – wzięły się od wybuchu akceleratora cząstek w S.T.A.R. Labs. Pierwszy wątek zbliża nas do Big Bada (Eddiego Thawne’a aka Proffesora Zooma), a drugi do walki z przeciwnikami Flasha z kart komiksów. W zmaganiach ze złoczyńcami, Flasha wspiera drużyna dr Harrisona Wellsa (Tom Cavangh), odpowiedzialnego za budowę akceleratora cząstek i za wybuch “epidemii” meta-ludzi. Z Harrisonem współpracują dr Caitlin Show (Danielle Panabaker) oraz Cisco Ramon (Carlos Valdes) – postacie w komiksowym świecie znane, jako Killer Frost i Vibe – którzy w zamyśle twórców serialu mają być zapewne odpowiednikami Felicity i Diggle’a z “Arrow”.

flash serial

Na razie między tymi bohaterami nie ma chemii, jaka panuje między starszymi kolegami z siostrzanego serialu, ale z czasem może się to zmieni. Najważniejsze jednak jest to, że aktorzy do swoich ról pasują naprawdę dobrze, a z ich grą aktorską nie ma najmniejszych problemów. Jeżeli jednak miałbym kogoś wyróżnić, to z pewnością byłby to Grant Gustin, który wydaje się być po prostu stworzony do roli inteligentnego, dobrodusznego Barry’ego Allena. Ciężko w zasadzie nie polubić tego bohatera, co w przypadku Arrow (Oliveria Queena) nie było tak oczywiste.

Gustin wprowadza mnóstwo energii i trochę humoru, co w połączeniu z fabułą serialu i dialogami daje efekt podobny do komiksów (comic strip) znanych z pulp magazines. Kreacja postaci nie powala na kolana, a niektóre kwestie można po prostu przewidzieć, ale mimo wszystko te elementy razem tworzą zgrabną całość dostarczającą porządnej, choć czasem kiczowatej rozrywki.

Mnóstwo Easter eggów i efekty specjalne

flash recenzja serialu

Jeżeli jesteście fanami DC i Flasha, to w pilotażowym odcinku serialu pewnie dostrzegliście parę oczywistych i wiele mniej oczywistych nawiązań do komiksów oraz innych produkcji telewizyjnych. Tych jest zbyt wiele żeby przedstawić w tej recenzji (pojawi się oddzielny tekst na ten temat), ale wystarczy chociażby przytoczyć postać ojca Allena, w którego to wciela się John Wesley Shipp, odgrywający rolę Flasha w serialu z lat 90-tych. Typowo komiksowym Easter eggiem rzucającym się w oczy było chociażby pokazanie klatki z Groddem, odwiecznym wrogiem Flasha z kart komiksów. W zasadzie w każdej scenie twórcy serialu zadbali, aby fani DC czuli się jak u siebie w domu.

flash serial the cw

Problem stanowił tylko strój głównego bohatera… Nie mogę narzekać na resztę efektów specjalnych, przestawienie poruszania się głównego bohatera czy moce pierwszego złoczyńcy (Clyde Mardon aka Weather Wizard) wyglądają całkiem dobrze, jednak karmazynowe gatki Flasha już nie.

Obawy

Wiemy już, że w pierwszych odcinkach “Flash” będzie walczyć z meta-ludźmi i obawiam się, żeby nie zaprowadziło to fabuły w kozi róg, jak to miało miejsce w “Smallville”. Po którymś epizodzie, “Smallville” straciło swój urok, a trójkąt Clark – Lana – Lex zaczął nużyć. Dopiero z czasem, gdy pojawiali się inni superbohaterowie, a miejsce akcji zaczęło się zmieniać, serial ruszył do przodu. Mam nadzieję, że tego samego błędu nie powtórzą twórcy “Flasha”. Cieszy mnie jednak niezmiernie fakt, że nowy serial od The CW nie idzie drogą Batmanów Nolana i Supermana Snydera i mam nadzieję, że już tak pozostanie.

flash the cw serial

Równie pozytywnym zaskoczeniem było, że Flash nie polega wyłącznie na swoich mocach, a do walki używa – co nie jest wcale tak oczywiste, ekhm “Man of Steel” – mózgu. Szkoda jedynie, że pierwszy wróg Flasha został potraktowany w tak powierzchowny sposób, ale winę za to zrzucam na formułę pilotażowego odcinka, gdzie wszystko trzeba opowiedzieć w jak najkrótszym czasie. Liczę także gorąco na to, że twórcy “Flasha” trochę zaszaleją z fabułą wykorzystując specyficzne zdolności głównego bohatera, być może cofając go w czasie?

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (8)

8 odpowiedzi na “Flash lepszy od Arrow, tyle mi wystarczy. “Flash”, recenzja sPlay”

      • Źle napisałem. Nie przypomina Diggle’a i Felicity, bo jeden jest tym który pomaga w fizycznych potyczkach, a Felicity jest 100% nerdem. A ta dwójka to właśnie Fitz&Simmons, gdzie zawsze są “tłem” i nigdy nie walczą. Chyba, że sytuacja od nich wymaga.
        Może w komiksie to podobieństwo widać, w serialu (po pilocie)-nie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...