Wakacje na replay’u, czyli zgarnij kody Spotify Premium [KONKURS]

Muzyka 01.09.2014
Wakacje na replay’u, czyli zgarnij kody Spotify Premium [KONKURS]

Wakacje na replay’u, czyli zgarnij kody Spotify Premium [KONKURS]

Wakacje się skończyły, więc i pogoda przestała nas specjalnie rozpieszczać. Ci z was, który mają przed sobą jeszcze trochę dni wolnego, niech wykorzystają w pełni każdy promień słońca… najlepiej przy muzyce. Spora część z was przeżyła już pewnie tegoroczne nadmorskie szaleństwo, kosztowanie zagranicznych smakołyków czy piesze górskie wycieczki. Redakcja sPlay.pl chętnie wysłucha waszych letnich opowieści!

Wraz z rozpoczęciem wakacji mogliście wziąć udział w naszym konkursie zorganizowanym wspólnie ze Spotify. 20 czerwca przygotowaliśmy dla was zestawienie najlepszych, wakacyjnych hitów wszech czasów i poprosiliśmy o uzupełnienie tej listy własnymi propozycjami, które należą do tzw. letnich pewniaków. Konkurs został przyjęty entuzjastycznie i nasza lista szybko wzbogaciła się o kilkadziesiąt nowych hitów.

skok do wody lato summer spotify

Tym razem, na zakończenie wakacji 2014, chcemy abyście podzielili się z nami swoimi wspomnieniami z letnich wypadów.

Zadanie jest proste – w komentarzach pod tym tekstem musicie napisać, jak spędzaliście wakacje i jaka płyta lub piosenka towarzyszyła wam przez cały pobyt i sprawiła, że był on niezapomniany. Mile widziane jest ujęcie wyjątkowych momentów, chwil, sytuacji. Dajcie się ponieść i powspominajcie! Może zdjęcia rozbudzą waszą pamięć?

Do zgarnięcia są dwa kody Spotify Premium ufundowane przez Spotify, pozwalające cieszyć się muzyką bez ograniczeń przez trzy miesiące.

wakacje summer spotify

Aby wziąć udział w konkursie należy napisać kilkuzdaniowy komentarz, który zawierał będzie link do płyty bądź utworu znajdującego się na Spotify. Pamiętajcie, że muszą być to utwory – lub utwór – które były dla was wyjątkowe w wakacyjny czas. Kolejnym warunkiem jest ciekawe, dowcipne, elektryzujące, inspirujące opisanie tego, gdzie byliście i co robiliście. W jury zasiądzie nasza redakcja, więc dajcie nam się trochę rozmarzyć. Szczegółowe informacje dotyczące konkursu i jego zasad znajdziecie TUTAJ.

Poniżej nasza redakcja przedstawia swoje propozycje. Przebijcie nas!

Jacek Zajączkowski

Jacek Zajączkowski

Kicz, coś co już było, reanimacja rockowego niepopularnego nieboszczyka, proste riffy i niezwykle przebojowe numery. Tak w skrócie wygląda obcowanie z The Struts – brytyjskim zespołem, który niedawno zadebiutował krążkiem “Everybody Wants” – i ostatnie tygodnie moich wakacji. Wypad pod namiot? The Struts wylewa się z głośników. Rowerowa przejażdżka, która po raz kolejny skończyłaby się złamaniem nadgarstka? The Struts sączą się ze słuchawek. Brytyjczycy dają takiego energetycznego kopa, że ciężko w zasadzie usiedzieć przy ich muzyce na miejscu. Połączenie opera rockowego stylu i przebojowości glam rocka The Struts, przypominają mi cudowne chwile z 2003 roku, kiedy ukazał się longplay The Darkness. Upłynęło 11 lat od wydania “Permission to Land”, a ja wciąż tęsknię za tym kiczowatym graniem, przy którym każde wakacje płyną znacznie przyjemniej. Dla mnie słuchanie The Struts, to powrót do beztroskich lat, kiedy jedynym zmartwieniem było to, że wrzesień zbliża się coraz bardziej.

Joanna Tracewicz

Joanna Tracewicz

Tegoroczne wakacje zdecydowanie upłynęły mi pod znakiem najnowszej płyty Die Antwoord, “Donker Mag”. Intrygująca i przerażająca Yo-Landi, szorstki i twardy Ninja, jak zwykle sprawdzili się fantastycznie. Cały album porywa i zmusza do podniesienia się z krzesła. Najlepsze kawałki, które na Spotify przesłuchałam chyba kilkaset razy to “Ugly Boy”, “Cookie Thumper!”, “Pitbull Terrier” czy “Ranging Zef Boner” i “Girl I Want 2 Eat U”. Dziecięcy i przenikliwy głos tej blondynki o niewinnej twarzy, genialne bity i sample oraz wejścia Ninjy i… nie mogę ustać spokojnie. Spokojna też nie mogłam być w drodze na ich koncert, który 12 sierpnia odbył się na warszawskim Torwarze. To było coś! Die Antwoord dało znakomity występ, którego chyba nigdy nie zapomnę. Pot, krzyk, kocie ruchy… Są cudowni!

Szymon Radzewicz

Szymon Radzewicz

Wakacje? Jakie wakacje. Mój odpoczynek zaczyna się najszybciej o 19:00. Dopiero wtedy mam czas, żeby się zrelaksować. Codzienny reset rozpoczyna się od powrotu samochodem do domu i to właśnie w tym samochodzie odsłuchuję płytę, która kojarzy mi się z wolnością, brakiem zobowiązań i elektronicznych przypomnień oraz alarmów. Mowa o “OutRun” Kavinskiego, krążku wydanym w 2013 roku w oparach popularności filmu “Drive”. Chyba każdy z nas słyszał utwór “Nightcall” Kavińskiego. Jazda samochodem przy zachodzącym słońcu, z czerwoną łuną rozciągającą się na szerokości horyzontu to bardzo mocne, zawsze osobiste doświadczenie. Inne kawałki z płyty, takie jak “Roadgame, Rampage” czy “First Blood” doskonale wpisują się w ten sam, mocno elektroniczny, retro-styl. Ten idealnie pasuje do żaru lejącego się za oknami, wprawiając w kompleksy nawet nowy krążek Daft Punk.

Jakub Grygiel

Jakub Grygiel

Może to i mało wakacyjna płyta, ale tego lata w moich głośnikach i słuchawkach niepodzielnie panował Ten Typ Mes i jego “Trzeba było zostać dresiarzem”, ustępując miejsca jedynie Kubie Knapowie w bardziej chilloutowych momentach. Zadanie miał mocno ułatwione, bo jedną z moich ulubionych form odpoczynku jest tak zwany “działking”, więc kawałek “Będę na działce” nie mógł nie zostać oficjalnym hymnem tej aktywności. “Trze’a było” czy “Janusz Andrzej Nowak” bujały, kiedy trzeba było, a “Esc”, “As” i “Ponagla mnie” przyjemnie odprężało podczas częstych powrotów znad jeziora. Wakacje 2014 bezsprzecznie należały do Mesa i już zawsze kojarzyć mi się będą z jego najnowszym krążkiem.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (21)

21 odpowiedzi na “Wakacje na replay’u, czyli zgarnij kody Spotify Premium [KONKURS]”

  1. Dla mnie niezapomnianym momentem będzie tegoroczny wyjazd nad polskie morze.

    Jako człowiek z natury ceniący sobie raczej prawa Murphy’ego niż prognozy Pana Actimela wybrałem środek lata, jako ten okres, w którym lać akurat nie powinno.

    Muszę przyznać się, że moje plany na 7 dniowy wyjazd sprawdziły się prawie idealnie.
    Padało tylko raptem 2 razy, raz przez 3 dni, a drugi raz przez 2.

    Ale za to wielkie i lśniące (niczym glaca łysego z serwisu co wy wiecie, a ja się nie przyznam) słońce cieszyło mnie bezpośrednio swoim blaskiem prosto w nieosłonięte od światła (bo kto, zabiera w trasę dwie par okularów jak nigdy pierwszej nie zgubił) oczy w dniu przyjazdu i wyjazdu.

    Ach te polskie morze. Trzeba było posłuchać teścia, zostać w domu…remont można by było zrobić.
    Tortilla – Róbmy Remont

  2. Moim najmilszym wspomnieniem były samotne powroty do domu od znajomych. Jednego ciepłego, letniego wieczora miałem ze sobą zimne ognie, które zostawiłem sobie po sylwestrze. Włączyłem piosenkę City Of Angels zespołu 30 Second To Mars i trochę mnie poniosło. Odpaliłem wszystkie ognie i przeszedłem się z nimi przez środek miasta. Zdziwione twarze przechodniów były bezcenne i chyba nigdy tego nie zapomnę. (Dołączam zdjęcie i z góry przepraszam za jego jakość. )
    https://play.spotify.com/album/2P1mjsH61jGlUtdi7EJSks/6tSDIggM6oqJQAqmfAA43A

  3. Najlepszy moment moich wakacji? Samodzielna podróż do Irlandii, która rozpoczynała się w Katowicach, wiodła przez Wrocław, a stamtąd – samolotem do Cork. Dla mnie przeżycie niesamowite, że ja – taka ciepła klucha, straszek wybrałam się sama w odwiedziny do rodziny, na wyspy. Zwiedzałam piękne klify, grzałam stopy w delikatnym piasku i patrzyłam na bezkresny ocean, a także wzburzone morze. Chyba byłam grzeczna tego roku, bo nawet pogoda dopisała! :)) I wtedy, na plaży Inch powiedziałam sobie : “Wrócę tu za rok”. Nie tylko dla pięknych widoków – tych które przyszło mi oglądać, ale także dla tych, które do zwiedzenia mi pozostały. A także dla słodyczy Cadbury <3
    A piosenka, która najczęściej mi towarzyszyła podczas irlandzkich wojaży to "Counting Stars" z albumu 'Native' One Republic (w radio grało non stop) ( https://play.spotify.com/album/42UJjk8i8L0De7lQtu7sqi/1QzFhzIOW7CyRJLpmq5CM0 ). A irlandzkie stacje radiowe są patriotyczne – dużo w nich było Kodaline :)

  4. Te wakacje na pewno należały do bardzo pracowitych aczkolwiek znalazły się chwile odprężenia. Jedną z nich i taką, która na pewno utkwi mi w pamięci to pewien wypad nad jezioro. Pierwsza sprawa, że pogoda była piękna, a i towarzystwo dopisało. Druga sprawa to niestety mała stłuczka, która też dodatkowo ubarwia ten cały wypad. Jeżeli chodzi o muzykę to jest to takie wspomnienie: jedziemy autem, nie ma radia, bo coś tam się popsuło więc muzyka leci z komórki kolegi… Nie jest on wielkim koneserem więc nie uświadczyłem koncertu Chopinowskiego, tylko coś mu się zacięło i powtarzała się ciągle piosenka Cris Cab – Liar Liar. Przyznaję, że mi się spodobała i utkwiła na tyle w pamięci, że na zawsze będzie mi się kojarzyć z wakacjami, które właśnie upłynęły… Na koniec zostawiam pytanie, czy to jej chwytliwość spowodowała, że ją tak zapamiętałem czy awaria telefonu kolegi? :) Tego nie wiem..

  5. Moją niezapomnianą przygodą jaką przeżyłem tego lata był wyjazd do Hiszpanii śladem św. Jakuba. Polegała ona na tym iż rowerem przemierzało się dziennie około 100 km od wioski do wioski w przeróżnorodnym krajobrazie i terenie m.in. przez piękne Pireneje. Widoki zapierają dech w piersi. Lokalne jedzenie przepyszne. Poznałem mnóstwo ludzi a przy tym różne kultury. Wspólne posiłki z mieszkańcami różnych ludzi z całego globu a także- polakami. Myslałem że będę jedyny lecz udało się spotkać aż 10 osób–polaków oraz polki w czasie tej “drogi życia”. Poznałem gościnę i serdeczność hiszpan którzy mnie gościli w noclegowniach oraz gdy bładziłem. Raz nawet pewno babcia zamiast pokazać mi tylko kierunek do noclegowni, zaprowadziła mnie tam z uśmiechem na twarzy. Zobaczyłem miasto Pampelunę słynne z gonitw byków, czy finalnie przepiękną katedrę w Santiago de Compostella. Opłacało się przemierzyć ponad 800 km rowerem zaczynając w saint jean pied de port a kończąc w Santiago de Compostella. Na koniec totalny smażing i plażing w A Coruna gdzie przez 3 dni odpoczywałem. Niestety to opowiadanie jest to tylko namiastka tego co zobaczyłem- polecam wybrac się każdemu kto jest rządny przygód i chce odmienić swoje życie.

    Polecam każdemu piosenkę która mnie zagrzewała do jazdy, która była u mnie na słuchawkach przez całą Hiszpanię – https://play.spotify.com/album/2LF7OJLOwIyyVBMNMEQxv3 La temperatura- Maluma. Aż chciało się jechać dalej.

  6. Dla mnie niezapomnianym momemntem nie były te jakże cudowne wakacje nad oceanem, takie wakacje mogą zdarzyć się kilka razy w życiu. Niezapomnianym momentem była sama podróż.

    Otóż po wyjeździe z polski wszystko szło gładko, brak korków, wjazd do niemiec też bardzo okej, autostradą wszystko szło głądko. W pewnym momencie samochód zaczął się trochę trząść, wszyscy myśleli że to wina tych płyt autostradowych. Tata zmienił pas na 2, trzęsie nadal. Jedziemy tak minutę, prędkość 160. Nagle zaczyna mocniej trząść, wibrować, buczeć. Tata zwalnia do 130. Nagle huk, wibracje jak w startującym Concorde. Tata zjeżdża na pas awaryjny, wysiada. Tylna opona znikneła, zamieniła się w proszek, i rozpadła. Na dojazdówce przejechaliśmy 560 km. A we Francji przywitała nas piosenka Calogero – Un Jour Au Mauvais Endroit ( dzień w złym miejscu ).

    Tak więc ja zapamiętam wybuchającą oponę do końca życia, bo teraz się z tego śmieje, ale jak by to była przednia opona, to w Niemczech nie mieli by co zbierać.

    Całe wakacje towarzyszyła mi piosenka Calogero – Un Jour Au Mauvais Endroit i nowy hit Mr Proby – Waves [ Robin Schulz Remix ].

    Drugim takim momentem jest zamieszczone na fotografii złote Lamborghini Aventador, widziane w Paryżu. Akurat wtedy hitem była piosenka Sia – Chandelier.

  7. Wiiiiitam! W te wakacje wzięłam udział w faaajoskim openerowym festiwalu. Koncert na który chyba czekałam najbardziej – Foals, pozostawił po mnie jakiś niedosyt, więc najchętniej w każdy wolny czas słuchałam ich najlepszego, jak dla mnie albumu, który wreszcie mogę powiedzieć śmiało, brzmi lepiej na żywo! https://play.spotify.com/album/4FIDNlGVXZ4pCxdMjJXHoE Aż milej było cokolwiek robić. A no i cały opener to jest jak ciarki na rękach.

  8. Wiiiiitam! W te wakacje wzięłam udział w faaajoskim openerowym festiwalu. Koncert na który chyba czekałam najbardziej – Foals, pozostawił po mnie jakiś niedosyt, więc najchętniej w każdy wolny czas słuchałam ich najlepszego, jak dla mnie albumu, który wreszcie mogę powiedzieć śmiało, brzmi lepiej na żywo! https://play.spotify.com/album/4FIDNlGVXZ4pCxdMjJXHoE Aż milej było cokolwiek robić. A no i cały opener to jest jak ciarki na rękach..

  9. Minione wakacje uważam za jedne z najlepszych w moim życiu ! Nie za żadną granicą, jednak nad naszym pięknym polskim morzem. Wraz ze znajomymi pojechaliśmy do jednej z nadmorskich miejscowości, gdzie przez 10 dni korzystaliśmy z życia jak najlepiej. Wszystko co kojarzy się Wam ze słowem “wakacje” miało u nas miejsce. Nie zabrakło niczego, a przede wszystkim słońca było pod dostakiem ! Także plażing było na porządku dziennym ;) Wieczory spędzaliśmy przy ognisku, bądź w mieście, gdzie nie brakowało atrakcji. Przede wszystkim nastawiliśmy się na wypoczynek i dobrą zabawę, także plan zrealizowaliśmy w stu procentach. Muzyka nam towarzyszyła każdego dnia, w domku mieliśmy wieżę hifi, natomiast na plaży głośnik przenośny. Bawiliśmy się przy każdych piosenkach, jednak zdecydowanym faworytem został utwór Manu Chao – Bongo Bong. Napełniał nas pozytywną energią i gdy tylko ktoś usłyszał go to na twarzy od razu malował się uśmiech ;) Chciałbym wrócić do tych chwil !

    Manu Chao – Bongo Bong
    http://open.spotify.com/track/1OkqhhiH4TEYtqxiSISYen

  10. Myślę że dla mnie niezapomnianym “momentem” będzie tegoroczny wyjazd do Chorwacji.
    Pogoda dopisywała w każdy z 7 dni, na niebie zobaczyłem może kilka chmurek.
    Wrażenia były niesamowite ponieważ mieliśmy idealne miejsce jak dla siebie (Plaża z dużymi kamieniami wyrastającymi z morza z których można było skakać)
    Ta piosenka będzie mi przypominać tamto miejsce nie bez powodu ponieważ były to najlepsze letnie wakacje w moim życiu :)

    https://play.spotify.com/album/0IGsZsrvIe5AQKvMmVobYq/7b71WsDLb8gG0cSyDTFAEW

  11. Album tych wakacji? Oniryczny w swej słoneczności i psychodeliczny w swej delikatności:
    Kevin Morby i jego album Harlem River.
    https://play.spotify.com/album/0DP6oSVu75inYj3jJ7tvLR?play=true&utm_source=open.spotify.com&utm_medium=open

    Dlaczego? Po pierwsze. Imaginacyjny wpływ. Kevin Morby łączy w sobie wrażliwość Nicka Drake z romantyczną stroną Devendry Banharta. Ciężko sobie to wyobrazić, ciężko to opisać. To tak jakbyście stali o zachodzie nad Wisłą w Zawichoście (tak jak ja w sierpniu 2014) , a do was przytulałaby się dziewczyna o oczach w kolorze płatków róż. Coś ściska, coś wzrusza. Fale brudnej rzeki przypominają Morze Śródziemne, a pałki trzcinowe kokosowe palmy. Czyli – dzięki tej muzyce wyobraźnia od razu się uruchamia i przenosi nas dokładnie tam, gdzie chcemy. I to dzięki muzyce z solowego albumu Kevina, w czasie wizyty u rodziny w Zawichoście, czułem się jak król życia na Ibizie (mnóstwo hipisów mieszka na tej wyspie, doczytajcie).

    Po drugie. Głos. Brzmi nieśmiało, brzmi jakby to był głos zmęczonego bitnika, który od dwóch tygodni jest w podróży.I co tu ukrywać, nie jest to operowy sopran, tylko głos przeciętny, ale za to prawdziwy, szczery, nie z plasteliny, lecz z krwi, kości i krtani. A taki głos łatwiej zaakceptować jako towarzysza podróży. I mi towarzyszyły, gdy na stopa jechałem do Wiednia. Wiedeń jest poważny, dostojny i rzadko się uśmiecha. Harlem River wręcz przeciwnie. I to dzięki niemu w Wiedniu nie nudziłem się tak bardzo, jak mogłem się nudzić.

    Po trzecie. Wehikuł czasu. Morby niektórym może być znany z zespołu Woods. Tak, Woods. Podobno każdy kto usłyszał kiedyś ten zespół, zachorował nieskończenie na tęsknotę za latami 60. Kalifornia, kwieciste tatuaże z henny, wieczory psychodelicznej poezji. Na Przystanku Woodstock wraz z przyjaciółmi urządziliśmy sobie tego typu wieczór (wiersze bitników, fragmenty “W drodze”, album ze zdjęciami z Woodstocku 69) . A ścieżką dźwiękową tamtych cudownych chwil był album, którego atuty właśnie wam opisałem. Howgh!

  12. Wakacje jedne z lepszych w życiu. Przygoda goniąca przygodę za minimalną cenę, jak na prawdziwego polskiego studenta przystało.

    Przystanek 1 – Majorka. Wycieczka, za którą płaciło się tylko za przeloty. Istne marzenie biednego studenta. Przywitały nas istne upały, przepiękne plaże, ciekawi ludzie. Lekkie jeżdżenie stopem jako lekkie wprowadzenie do przystanku nr 2, o którym zaraz napiszę. Gołe kąpiele w morzu śródziemnym w środku nocy, szalone imprezy w stolicy wakacyjnego, majorkowego melanżu – Magalufie. Podczas powrotu, w nocy miałyśmy do przejścia z bagażami na pieszo 11km na lotnisko, bo oczywiście nocnych autobusów brak, nie to co w Polsce. Ale jak to mówią – POLAK POTRAFI. Dystans został pokonany, z sombrero na głowie i ciągnąc małą walizkę z torbą położoną na niej, gdzie łączna waga wynosiła ok. 20kg. Zmiana co kilometr – bardzo polecam.

    Przystanek 2 – Norwegia. Dzięki wspaniałym propozycjom Ryanaira (tak tak dziękujemy) dostanie się do Norwegii kosztowało nas grosze w dwie strony. Zamysł był jeden – wspiąć się na Trolltungę, jeden z najbardziej znanych fiordów, a przy okazji mając w kieszeni tylko 300 koron (bo jak survival to survival) przejechać trasę, która liczyła ok. 1000km stopem. Już pierwszej nocy było pod górkę, pierwsze 100km bez problemu. Niestety okazało się, że namiot jest niekompletny. Więc znowu, skoro Polak potrafi, zaczęło się kombinowanie. Tak oto powstało tipi, czyli namiot przywiązany wszystkimi sznurkami do drzewa. Zabrane przez tira dostałyśmy się pod Trolltungę, gdzie już na początku czekały nas 1km schody. Mile spędzone 1.5h, polecam. Bez namiotu ok. godziny 19 zaczęłyśmy się wspinać dalej i na szczęście znalazłyśmy małą chatkę, gdzie można było całkiem przyzwoicie spędzić noc. Trochę wystraszone położeniem otworzyłyśmy 0,5 smakowej wódki, kupionej jeszcze w strefie bezcłowej, i tak na wysokości ok. 1200m.n.p.m rozkręciła się niezła, dwuosobowa impreza. Następnego dnia szczyt został podbity, zejście zajęło ok. 6h. Czekał już na nas ten sam tirowiec, który nas wiózł pod górę. Specjalnie dla nas wrócił, a ponieważ znał naszą sytuację pozwolił nam się nawet u siebie przespać. Kupił nam herbatę, kawę, ciastko, magia! (w tym miejscu pozdrawiam Tonnego!). Spełnił nasze małe marzenia m.in. dotknięcia śniegu w sierpniu i moje o poprowadzeniu tira. Następny dzień spokojny w Oslo, i na kolejny powrót do Polski.

    Tak oto wyglądały moje wakacje.
    A teraz: przy drodze na lotnisko (11km), podczas imprezy w środku gór (1200m.n.p.m) oraz podczas pierwszej nocy w Norwegii, gdzie nasze położenie bez namiotu było niezbyt dobre leciała nasza ulubiona piosenka!

    https://play.spotify.com/track/5fnA9mkIfScSqHIpeDyvck

    A teraz jeszcze zdjęcie, żeby zobaczyć jak nam się to wszystko udało. Już z ucieszonymi mordkami na szczycie Trolltungi + piesze wycieczki z sombrero.

    Pozdrawiam również Katarzynę K.! Bez ciebie to by nie były te same przygody :)

    Tak więc stopem przez świat! Pozdrowienia z Łodzi

  13. Generalnie to lato było jak zawsze piękne w naszym kraju, choć nie za wiele z niego zapamiętałem. Ze Stachem Paluchem oglądaliśmy mundialeiro, żona moja Zofia donosiła nam zimne piwko bo upały były niemiłosierne,a śpiewała dla nas Lopezka (no to jednak seksbomba jest) z niejakim Pitbulem.

    https://play.spotify.com/track/4pn0G7yHNfTgRYRWca8gYA

    Pięknie było i się s…partoliło bo na koniec wygrali Niemcy. Psia Mać!

  14. Najbardziej muzyczne wakacje zaczęły się na Life Festival w Oświęcimiu gdzie Eric Clapton pokazał się z najlepszej strony ale na tym festiwalu moje serce zdobył berliński zespół Abby, którego piosenka Streets towarzyszyła mi przez resztę lata aż do Leeds Festival na którym to moje wakacje się symbolicznie kończyły. Najlepiej bawiłem się przy muzyce Foster the People mimo tego, że na scenie pojawiały się bardziej znane zespoły. Kiedy we wrześniu zacząłem słuchać Streets, dopiero wtedy poczułem nostalgię i uświadomiłem sobie, że skończyły się jedne z najlepszych, jeśli nie najlepsze wakacje jakie miałem. A na zdjęciu Arctic Monkeys na scenie.
    https://play.spotify.com/album/0rXFEyroMpBjyg7y1gdCMC

  15. W tegoroczne wakacje spełniłem moje marzenie.
    Wyruszając z Krakowa przez Słowację i Węgry zajechałem na Chorwację. I nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że pokonałem ten dystans na rowerze. W upalne dni wyprawy nucąc utwór:
    David Guetta – Lovers on the Sun (feat. Sam Martin), (zwłaszcza fragment “Let’s enjoy the ride”) , pokonywałem kolejne pagórki. Piątego dnia trud został wynagrodzony, poprzez dojazd do Balatonu (1 zdjęcie). Dwa dni później byłem u celu. Widok który ujrzałem zapierał dech w piersiach (foto nr 2). Wiedziałem, że zaplanowany tydzień wypoczynku, spędzę dobrze.
    Zwłaszcza, że nie musiałem już oszczędzać baterii telefonu i mogłem zacząć rozkoszować się muzyką.

  16. To było festiwalowe lato. Szalone, piękne, wymarzone, wyśnione, takie, na które czekałam od zawsze. Beztroskie, pełne emocji i wrażeń. Pełne widokówek, które schowam do swojego klasera ze wspomnieniami.

    Jarocin, OFF, Męskie Granie w Chorzowie, Tauron Nowa Muzyka. Tylu artystów, ile gwiazd na niebie. Tyle dźwięków, ile kropel wody w katowickich Trzech Stawach. Jak oddać wielkość tego, co przeżyłam w oszczędnej formie, żeby was nie zanudzić? Oto mój telegram.

    Mamo. STOP. Co u mnie? Muzyka gra. STOP. Dosłownie. Tyle festiwali. STOP. Męskie Granie w Chorzowie. Zapuściłam BRODKĘ, zjadłam FISZA, a potem ktoś chciał mnie oSKUBAS dźwiękami. STOP. W Jarocinie spotkałam DEZERTERA. Nie, nie z wojska, taki zespół. STOP. OFF Festiwal. Miało być grzecznie i hipstersko, a pojawiły się SAME SUKI, choć zwykłe KOBIETY też były. Tauron Nowa Muzyka. Pierwszy raz widziałam UFO. BEN UFO to taki dj. Odleciałam przy jego secie. STOP. Nie martw się. STOP. To byłby najpiękniejsze wakacje mojego życia. STOP. Całuski Nela.

    Linki do piosenek, które mi towarzyszyły:
    Kobiety – Kaszubski szaman
    https://play.spotify.com/track/5Zt6ymtIuWbQ2yX7jVNJgG?play=true&utm_source=open.spotify.com&utm_medium=open

    Skubas – Linoskoczek
    https://play.spotify.com/track/6wJPynYr4PgDhHwkanR4Bt?play=true&utm_source=open.spotify.com&utm_medium=open

    Dezerter – Spytaj milicjanta
    https://play.spotify.com/track/0blyhLlyT5oTGn3y9yukO4?play=true&utm_source=open.spotify.comutm_medium=open

    SOHN – Artifice
    https://play.spotify.com/track/02MDFQ1vsB01uvmxrptDMY?play=true&utm_source=open.spotify.com&utm_medium=open

  17. W tym roku weszłam na kolejny stopień wtajemniczenia w windsurfingu. W Chałupach w sierpniu dobrze powiało, więc nic tylko pływać. Kluczem do doskonalenia moich umiejętności był luz. Luz w poruszaniu się, utrzymywaniu równowagi i luz w głowie, żeby zrobić wszystko jak należy, ale nie przedobrzyć. I tu z pomocą przychodzi alt-J – Left Hand Free . Czyli z lewej strony luz. Nic tylko płynąć w prawo. A potem wrócić w lewo, ale w lewo to już luz… ;)
    https://fbcdn-sphotos-h-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xpf1/v/t34.0-12/10637945_814363568603511_51208518_n.jpg?oh=bb84293a17876fb92465a4574d13ff72&oe=540F89BA&__gda__=1410282791_edc00e8c1eacd05fb66db7fea76ac244

  18. Dziękujemy wszystkim za wzięcie udziału w konkursie! Dostaliśmy od was mnóstwo fantastycznych zgłoszeń i długo trudziliśmy się nad wyborem zwycięzców. Żałujemy, że nie jesteśmy w stanie nagrodzić większej liczby osób, bo wielu z was na to zasługuje. Ostatecznie zdecydowaliśmy się wyróżnić grzesznego oraz Karolinę Jatkowską.

    Do zwycięzców właśnie wysyłamy kody Spotify Premium.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...