10 najlepszych utworów R’n’B na letnie wieczory

Muzyka 16.07.2014
10 najlepszych utworów R’n’B na letnie wieczory

10 najlepszych utworów R’n’B na letnie wieczory

Lato już w pełni. Problemem dzisiejszej muzyki jest jednak to, że koncentruje się zbyt mocno na imprezach – gdy szukasz hitów na domówkę, czy imprezę do klubu, utworów jest Ci dostatek. Gorzej jednak z kawałkami na chillout i spokojne (romantyczne?) wieczory we dwoje. Poniżej więc selekcja 10 kawałków R’n’B, które idealnie sprawdzają się letnią porą, w trakcie ciepłych wieczorów. Zapraszam na wycieczkę w lata ’90-te (i miejscami również ’80-te).

Case “Touch Me, Tease Me”

Case zadebiutował w 1996 roku albumem “Case”. Dość mała finezja i pomyślunek w wymyślaniu tytułów na album – możnaby nawet rzec, że to podręcznikowy przykład “pójścia na łatwiznę”. Niemniej, to właśnie z tego krążka pochodzi utwór “Touch Me, Tease Me”, z gościnnym udziałem ówczesnych supergwiazd – Foxy Brown (o której mało kto dziś już pamięta), oraz Mary J. Blige (o której pamięta trochę więcej osób). Samego Case’a pożarł biznes muzyczny, w sumie nadal nagrywa – w tym roku ma wydać swój piąty album – ale jakoś kompletnie nikt nie zwraca na niego uwagi. Na szczęście, jest co powspominać:

Tamia “Who Do You Tell?”

Nie tylko w Ameryce robią dobre R’n’B. Pod koniec lat ’90-tych ukazał się bowiem debiutancki album wokalistki z Ontario w Kanadzie, noszącej pseudonim Tamia. Dzięki niej dostaliśmy jedną z fajniejszych kołysanek, jakie ukazały się w tej dekadzie – nawet, jeśli jest to utwór z tych mniej znanych. Do “Who Do You Tell”, bo o tym numerze mowa, nie powstał niestety teledysk – ale możecie ten kawałek sprawdzić poniżej. Zapraszam.

Surface “Happy”

Surface to nieco zapomniana, choć naprawdę bardzo fajna grupa, z lat ’80-tych. Tworzona przez trójkę wokalistów: Bernarda Jacksona, Davida Conleya i Davida Townsenda, nagrała kilka hitów, i kilka płyt. Co prawda dziś mało kto o niej pamięta – ale od czego, w końcu, macie mnie. Klip do jednego z największych ich przebojów, fenomenalnie sprawdzającego się w trakcie letnich wieczorów, relaksującego i nastrajającego pozytywnie “Happy”, możecie zobaczyć poniżej. To fajna odmiana po, wałkowanym ostro przez pierwszą połowę tego roku, mega-przeboju Pharrella Williamsa… o tym samym tytule.

Aretha Franklin “Honey”

Cóż – Królowa Soulu i R’n’B. Na tym, w sumie, możnaby poprzestać. Jako, że jednak opisy klipów muszą być nieco dłuższe, to tutaj trochę więcej na temat tej kompozycji: To miód na moje uszy – zresztą nie tylko moje, myślę, bo każdy, kto ma parę uszu, sprawnych na dodatek, musi się zgodzić, że Aretha Franklin to prawdziwa mistrzyni. Specjalistka nie tylko od nastrojowych pościelówek, ale też od romantycznej muzyki w ogóle. Jej “Honey”, wydane w 1994 roku, wielkim przebojem niestety nie było – a szkoda, bo to wyjątkowo dobry utwór. Tym większa jednak szansa, że tego kawałka nie znacie – i dzięki temu zestawieniu dowiecie się czegoś nowego.

Tony Rich Project “Nobody Knows”

Tony Rich, czego możnaby się w sumie spodziewać: stojący na czele Tony Rich Project, naprawdę nazywa się Antonio Jeffries (czego możnaby się spodziewać już, w sumie, nieco mniej). W 1996 roku zadebiutował płytą “Words”, wydaną w legendarnym LaFace Records należącym do Babyface’a – wytwórni często nazywanej “Motownem lat ’90-tych”, w dużej mierze ze względu na olbrzymią wprost ilość znakomitego soulu, który został w tej wytwórni wydany. Właśnie z albumu “Words” pochodzi debiutancki singiel, i również jednocześnie największy przebój Tony’ego Richa vel. Antonio Jeffreisa – “Nobody Knows”. Romantyczna, nostalgiczna, sentymentalna ballada, która okazała się ostatecznie być wielkim hitem (#2 na liście przebojów Billboardu).

SWV “Weak”

Sisters With Voices – znane szerzej jako SWV – to, obok En Vogue, jedna z największych, żeńskich grup wokalnych z lat ’90-tych. “Weak” – pomimo tytułu, oznaczającego “słabość”, to wyjątkowo solidny i dobry utwór – i jeden z największych przebojów w historii zespołu. Temu nowojorskiemu trio, któro współpracowało – między innymi – z Babyface’em, Missy Elliott czy Teddym Rileyem z Blackstreet, wyjątkowo dobrze wychodziły powolne utwory. Przekonajcie się zresztą sami poniżej.

Dru Hill “These Are The Times”

Dawni tytani wokalnego R’n’B, specjaliści od nastrojowych pościelówek, którym rejwodził srebrnowłosy Sisqó. Choć dziś wydaje się, że przepadli jak kamień w wodę – nadal istnieją, cośtam tworzą (ponoć “praca wre” nad albumem “The Second Coming”) – ich okres świetności to jednak druga połowa lat ’90-tych, potem Sisqó sam grzał się w blasku fleszy oraz reflektorów dzięki solowemu mega-przebojowi o damskich stringach, “The Thong Song”. Po Dru Hill pozostał jednak całkiem konkretny katalog rewelacyjnych utworów – w tym i współprodukowane przez Babyface’a “These Are The Times”, z 1998. Sprawdźcie poniżej.

LL Cool J feat. LeShaun “Doin’ It”

Trochę bardziej hip-hopowo, ale nadal mocno nastrojowo. LL Cool J i LeShaun (nieobecna na klipie), w kawałku opartym na samplu z “My Jamaican Guy” androgynicznej piosenkarki/modelki Grace Jones. Jeden z najbardziej namiętnych kawałków nagranych w historii – i jednocześnie swoista, hip-hopowa wersja “Je T’aime… Moi Non Plus” Serge’a Gainsbourga z Jane Birkin. Rewelacyjny kawałek będący dialogiem dwójki kochanków w trakcie akcji – i mogący stanowić niezłą inspirację na letnie wieczory.

Janet Jackson “Let’s Wait Awhile”

Siostra Michaela Jacksona była, w latach ’80-tych i ’90-tych, całkiem popularną wokalistką – wystąpiła też we, według niektórych rankingów, wciąż najdroższym klipie wszech czasów – “Scream” Michaela Jacksona właśnie. Jej solowa działalność zaś zawsze była inspirowana muzyką soul i R’n’B. Jednym z lepszych przykładów jej twórczości jest, wydane w 1987 roku ale wciąż świetnie słuchające się, “Let’s Wait Awhile”.

Marvin Gaye “Sexual Healing”

Legendarny utwór – jeden z pierwszych, w których na szeroką skalę zastosowano automat perkusyjny Roland TR-808, który to z czasem stał się nierozłącznym elementem house’u w latach ’80-tych, Miami bass i crunku w późniejszych latach; mało tego – automat ten używany jest po dziś dzień, m.in. w trapie. W 1982 roku jednak zastosował go Marvin Gaye, w swoim superhicie – kto wie, czy nie jednym z największych przebojów lat ’80-tych w ogóle – “Sexual Healing”. Ten dudniący bas stopy, i nieco blaszana perkusja, przyjemnie kontrastują z ciepłymi klawiszami i znakomitymi, fenomenalnymi wprost wokalami nieodżałowanego Marvina Gaye. To zdecydowanie najlepszy numer na letnie noce. Sprawdźcie zresztą sami poniżej:

Tagi: , ,

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...