Penny Dreadful – kolejne „Hollywood” na małym ekranie. Recenzja sPlay

Seriale 15.05.2014
Penny Dreadful – kolejne „Hollywood” na małym ekranie. Recenzja sPlay

Penny Dreadful – kolejne „Hollywood” na małym ekranie. Recenzja sPlay

Powinienem się już do tego przyzwyczaić, że jakościowy skok seriali telewizyjnych nastąpił już jakiś czas temu, ale za cholerę nie mogę się przestawić. Nowym doświadczeniem, a zarazem zaskoczeniem był dla mnie pilotażowy odcinek “Penny Dreadful” – bardzo zjadliwego horroru (a raczej thrilleru), osadzonego w epoce wiktoriańskiej, z Londynem jako miejscem akcji. Czekałem na ten serial od dawna i spodziewałem się, że będzie dobrze, nie wiedziałem jednak, że aż tak.

Na początku, oglądając promo i czytając co nieco o serialu myślałem, że Showtime (stacja emitująca “Penny Dreadful”) chce po prostu wypełnić lukę pozostawioną przez “American Horror Story” i podebrać FX trochę widzów – czyli po prostu zrobić to, czego nie potrafi WGN z “Salem”. Sprawa jednak wygląda zupełnie inaczej. Jeżeli czekaliście na coś w stylu “AHS”, “Penny Dreadful” może was zaskoczyć, ale jak najbardziej pozytywnie. Ten serial jest całkowicie inny od “American Horror Story” i – nie boję się tego napisać – jeszcze lepszy.

Penny Dreadful

Serial od Showtime bazuje na pomyśle makabrycznych noweli, wydawanych w Wielkiej Brytanii w XIX wieku. Te tzw. „penny dreadful” – historyjki kosztujące jednego pensa – były kiczowate niczym opowieści typu „Gęsia Skórka”, tylko że bardziej „krwiste”, wulgarne i brutalne. Dla brytyjskiego motłochu w tamtym czasie, były to idealnie odmóżdżające lektury. Dzisiaj w zasadzie mógłbym je porównać do wszelakiego rodzaju dzieł z rodzaju „exploitation”, w których chodzi głównie o dobrą, niezobowiązującą zabawę dla (nie zmuszanego do myślenia) widza. Twórcy “Penny Dreadful” (czyli John Logan i Sam Mendes) czerpią garściami z tego dziedzictwa literackiego, ale robią to w bardzo umiejętny sposób. Na tyle umiejętny, że mimo iż mamy do czynienia z „tanimi” historyjkami, czujemy jednocześnie hollywoodzkość tej produkcji i genialną realizację, co przekłada się na prosty wniosek – ten serial ogląda się świetnie.

penny dreadful showtime

“Penny Dreadful” bazuje na prostym pomyśle, który się sprawdza doskonale – wykorzystać klisze literackie oraz kiczowate i „straszne” historyjki, a na końcu zapakować to w piękny, lśniący serialowy papier. Jednym słowem, cud, miód i orzeszki. Fabularnie rzecz ma się wyjątkowo przeciętnie w sumie, bo scenariusz widzieliśmy już w każdym możliwym horrorze czy thrillerze. Poznajemy grupkę bohaterów, istny klub do śledzenia paranormalnych zjawisk i walki ze mistycznym złem, które czai się w ciemnych miejscach Londynu (zdeprawowanego miasta, w którym znajduje się granica między światem żywych i umarłych).

penny dreadful serial

Na początku poznajemy historię z perspektywy Ethana Chandlera (Josh Hartnett), czarującego dżentelmena, wprawnie posługującego się bronią palną, dającego popis swego kunsztu podczas występów trupy wędrownej. Życie Chandlera płynie sobie spokojnie, dopóki nie odwiedza go Vanessa Ives (Eva Green), medium skrywająca mroczny sekret, pracująca dla Sir Malcoma Murraya (Timothy Dalton). Murray najmuje Chandlera do niebezpiecznego zadania, jak się jednak okazuje, plany Murraya wykraczają poza jedno zlecenie. Bogaty i ekscentryczny Brytyjczyk, w celu znalezienia swojej córki i „wyleczenia” jej, chce stworzyć supergrupę, do której w następnej kolejności werbuje genialnego naukowca… Victora Frankensteina (Harry Treadaway).

Patrząc na nazwiska aktorów, łatwo przewidzieć, że kreacje bohaterów po prostu muszą być dobre i tak właśnie jest. Dalton i Hartnett spisują się świetnie, ten pierwszy gra stonowanego dżentelmena oraz zatroskanego ojca, który poświęci wszystko ( gotów „wymordować pół świata), natomiast Hartnett wciela się w pewnego siebie bawidamka, który skory jest do wkraczania w nieznane. Victor Frankenstein, to z kolei bardzo dziwny człowiek, który poświęciłby wszystko, aby poznać wszystkie tajemnice życia i śmierci, albo – jak on sam twierdzi – poznać „prawdę”. Wydaje się, że problemy etyczne dla tego bohatera nie istnieją, ale ostatnie minuty serialu pokazują, jak bardzo wrażliwy jest to człowiek i pełen sprzeczności. Na końcu zostaje nam bohaterka, w którą wciela się Eva Green. O Vanessie Ives wiemy w zasadzie tylko tyle, że zajmuje się okultyzmem, że w jakiś sposób jest związana z Murrayem i próbuje odpokutować za swoje grzechy z przeszłości. Dzięki tej aurze tajemniczości, to właśnie Ives kradnie całe show dla siebie, a od Green nie sposób oderwać wzroku – nie wiemy co stoi za czynami Vanessy Ives i jaki jest jej cel.

penny dreadful frankenstein

Wspaniała gra aktorska i dobrze napisane postacie są tylko połową sukcesu pilotażowego odcinka “Penny Dreadful”. Widok obskurnego Londynu, miejsca (pełnego brudu i rozczłonkowanych zwłok), gdzie łączy się świat magii i nauki, powoduje ciarki na plecach i strasznie wciąga. Do tego stroje, charakteryzacja, tło wydarzeń i – co bardzo ważne – muzyka Abla Korzeniowskiego dopełniają klimat serialu. Twórcy postarali się również, aby akcja toczyła się szybko, a dialogi nie nużyły, dzięki czemu 50 minut wydaje się trwać o połowę mniej czasu. Jeżeli w ten sposób mają wyglądać kolejne odcinki serialu (a jest ich tylko osiem), to ja jestem kupiony.

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...