Micheal Jackson “Xscape” – ucieczka z zaświatów – recenzja sPlay

Muzyka 13.05.2014
Micheal Jackson “Xscape” – ucieczka z zaświatów – recenzja sPlay

Micheal Jackson “Xscape” – ucieczka z zaświatów – recenzja sPlay

Doczekaliśmy się: “Xscape”, druga, pośmiertna płyta Jacksona, jest już dostępna w niektórych krajach. Miałem przyjemność jej posłuchać. Jakie wrażenia? O tym poniżej. Zapraszam.

Gdzieś na samym dole, pod wszystkimi keyboardami i programowanymi automatami perkusyjnymi, których celem było wniesienie muzyki z “Xscape” do 21 wieku, znajduje się prosty fakt: główny, promujący album singiel, zatytułowany “Love Never Felt So Good”, został napisany przy współpracy z Paulem Anką – jedną z największych gwiazd… Przeszłości. Paul Anka największe sukcesy odnosił w latach ’50-tych (sic!), ’60-tych i ’70-tych – od lat ’80-tych praktycznie nie istniejąc. Co prawda Michael Jackson, gdy jeszcze żył, nie zwracał uwagi na to – co więcej, nie miało to dla niego kompletnie najmniejszego nawet znaczenia. Michael uwielbiał staromodny showbiz i tradycyjne piosenkopisarstwo – i ten swoisty oldschool, vintage chciałby się rzec, wyraźnie słychać na “Love Never Felt So Good”… i na reszcie kawałków z płyty “Xscape”.

Płyta ta to druga płyta wydana od śmierci Jacksona w 2009 roku. Twórczość na niej zawarta opiera się o archiwa, skryte głęboko przed wszystkimi od roku 1983, a kto wie, czy nie jeszcze dłużej. Dokładne informacje o tym, z jakiego okresu twórczości zaczerpnięto szkielety utworów, które na “Xscape” rozwinięto w pełnoprawne kompozycje, nie zostały ujawnione – gdyż “Xscape” w założeniu nie jest płytą archiwalną. To coś całkowicie przeciwnego – album ten ma przywrócić Michaela Jacksona do życia (i na szczyty list przebojów), i z tego właśnie powodu wspomniane wcześniej “Love Never Felt So Good” zostało zremiksowane jako duet z Justinem Timberlake’iem, który wydaje się być wyjątkowo szczęśliwy, mając możliwość zaśpiewania duetu ze swoim idolem. Fakt, że brak w tym utworze swoistego dialogu, co uwydatnia swoistą sztuczność tej kolaboracji tak naprawdę nie ma znaczenia – ten featuring to swojego rodzaju udzielenie poparcia, skutkujące zwróceniem gałek ocznych na tę kolaborację, co – w przypadku wydania singla solowego – mogłoby nie mieć miejsca.

Wersja “Deluxe” albumu zawiera również, w formie bonus tracków, oryginalne wersje demo ośmiu utworów, które ostatecznie trafiły na album (jak by nie patrzeć, to wyjątkowo krótka płyta). Na swój sposób, to te szkielety są fascynujące – w stopniu, w jakim ostatecznie zmiksowane kawałki nie są, i raczej nie będą. Oszczędne, niekompletne wokale, połączone z keyboardowymi szkicami, stanowią jednak pewną, organiczną całość – na tyle, że można sobie wyobrazić, jak te kawałki – gdyby ukończył je sam Michael Jackson – wpasowywałyby się w jego poprzednie albumy, takie jak “Bad”, “Dangerous” czy “Invincible”. W wielu przypadkach zarysy utworów udowadniają, jak znakomitym twórcą, pisarzem piosenek był Jackson: kawałki, nad którymi zaczął pracę, mogłyby być zaaranżowane na wiele sposobów – dlatego też, wspomniane wcześniej “Love Never Felt This Good” jest w tak dużym stopniu instruktywne. Pierwotna wersja, opierająca się na pianinie zestawionym z wokalem Jacksona, przywodzi na myśl lśniące cekiny i klasyczny, showbizowy klimat, w którym wyspecjalizował się wspomniany wcześniej Paul Anka. Ostateczna wersja jednak, nad którą czuwali producent i impresario ze świata R’n’B, L.A. Reid, oraz znany już chyba wszystkim Timbaland – to wyjątkowo zręczna kompozycja, przywodząca z jednej strony klasyczne “Off The Wall”, z drugiej zaś – jest na tyle uwspółcześniony, że nie brzmi archaicznie w połowie 2014.

Całe “Xscape” zresztą traktuje twórczość Jacksona ze swojego rodzaju czcią i szacunkiem – mimo, że jest czysto komercyjnym przedsięwzięciem – skupiając się na wirującym, pełnym kolorów i rozbłysków soulu czy disco okresu “Off The Wall”, delegując na dalszy plan nieco bombastyczny “Thriller”… czy którykolwiek z melodramatycznych i egzaltowanych albumów, które ukazały się po tej płycie. Gdyby Jackson wciąż żył, zapewne nie zrobiłby takiej płyty, jaką zrobili dla niego – i za niego – producenci. Jego wydane za życia płyty, począwszy od “Bad”, świadczą o tym, że Jackson był w pełni świadomy popowych trendów i nośnych tematów, i starał się je wplatać w swoją twórczość – często ze szkodą dla siebie samego, a nie z korzyścią. To jednak też urok tej płyty: Timbaland i L.A. Reid wskrzeszają Jacksona sprzed lat; tego, sprzed ery klipów przypominających budżetem i długością etiudy filmowe, za którym wielu tęskniło. Brzmienie, któro przewija się przez całą płytę, niezależnie od kompozycji, jest jednocześnie nostalgiczne, i współczesne. Niełatwo jest takie coś zrobić – ale im w dużym stopniu się to udało, a “Xscape” to dobre i warte uwagi ukoronowanie, i zwieńczenie, kariery Króla Popu.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (9)

9 odpowiedzi na “Micheal Jackson “Xscape” – ucieczka z zaświatów – recenzja sPlay”

  1. “…gdyż „Xscape” w założeniu nie jest płytą archiwalną. To coś całkowicie przeciwnego – album ten ma przywrócić Michaela Jacksona do życia (i na szczyty list przebojów)…”

    O słodka naiwności! A ja myślałem, że chodzi tu tylko i wyłącznie o pieniądze.

    “Całe „Xscape” zresztą traktuje twórczość Jacksona ze swojego rodzaju czcią i szacunkiem – mimo, że jest czysto komercyjnym przedsięwzięciem…”

    Dorabiane ideologi czas zacząć. Jak można mówić o czci i szacunku działając wbrew woli artysty?

    Każdy prawdziwy fan Michaela Jacksona powinien omijać tę płytę szerokim łukiem, bo TO NIE JEST PŁYTA MICHAELA JACKSONA, tylko grupki cwaniaczków, którzy postanowili wycisnąć ile się da z nieżyjącego artysty.

    • zdarzali się pisarze, którzy wyraźnie pisali w swojej woli by zniszczyć ich dorobek, spadkobiercy się sprzeciwiali

          • Mimo wszystko to jednak artysta powinien podejmować decyzję, co publikuje, a czego nie. Michael te utwory odrzucił i w tym momencie powinien nastąpić koniec tematu w kwestii ich wydawania pod jego nazwiskiem.

    • Głupszej wypowiedzi dawno nie widziałem… dostajesz płytę z oryginalnymi demami + coś co sprawi, że znów Michael będzie wszędzie… bo tylko popularni producenci byli w stanie sprawić by wrócił na szczyt… jako prawdziwy fan uważam, że nie ma nic lepszego niż możliwość posłuchania nowych kawałków nawet w nowej nie Michaelowej aranżacji… każdy prawdziwy fan kupi tą płytę i będzie cieszył się głosem MJ.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...