The Dumplings – No Bad Days. Najlepszy polski debiut od czasów Brodki

Muzyka 07.05.2014
The Dumplings – No Bad Days. Najlepszy polski debiut od czasów Brodki

The Dumplings – No Bad Days. Najlepszy polski debiut od czasów Brodki

Młodzi, piękni, zdolni, z Polski i tworzą muzykę elektroniczną – no jak tu ich nie kochać? Kuba Karaś (18 lat) i Justyna Święs (17) zaskoczyli mnie swoim debiutem tak bardzo, że moje kapcie wylądowały wczorajszego wieczoru u sąsiadów, w bloku naprzeciwko. “No Bad Days” – longplay tego duetu – jest kolejnym przykładem na to, że Polacy są genialni w tworzeniu muzyki elektronicznej.

Przy okazji Cyfrowych nowości muzycznych stwierdziłem, że na “No Bad Days” brak „hicioru z krwi i kości”, ale wiecie co? G… prawda! Po drugim przesłuchaniu zauważyłem, że to z moim uchem było coś nie tak, ponieważ znalazłem taki „hicior” i to już na samym początku. Everything Is A Circle jest poszukiwanym Świętym Graalem, czymś co napawa me serce ogromną radością i dumą – bo w końcu polskie to.

Nie zrozumcie mojego wywodu opacznie. “No Bad Days” to świetna płyta, bardzo wyrównana, wciągająca słuchacza od początku do końca i porywająca momentami tak bardzo, że zapomina się o bożym świecie. Ja jednak szukałem tego jednego utworu, który świeciłby złotym blaskiem na tle całej reszty. I o dziwo, najprotszy wybór, czyli singlowy Słodko-słony cios, uważam za gorszy od Everything Is A Circle, mimo że to właśnie Słodko-słony cios posiada wpadający w ucho (polski) tekst i to wyraziste „r” klejące ładnie nutki, przypominające mi momentami dokonania Brodki.

Mimo, że na jednym polu Everything Is A Circle przegrywa, to wygrywa na wszystkich innych, czyli w brzmieniu i melodyjności. Bas wykręcony przez Karasia świdruje mi uszy bardziej niż dentysta ząb (szczególnie „klangowa” wstawka), a melancholijny wokal Święs uroczo kołysze. I tym zdaniem mógłbym równie dobrze podsumować całą płytę “No Bad Days” tylko, że byłoby to straszne lenistwo z mojej strony. Bo jest w czym wybierać i jest co opisywać.

Przede wszystkim czuć świeżość w nagraniach, brak zmęczenia materiału i chęć brnięcia przez ściany w kierunku ogólnie pojętej „dobrej muzyki”. The Dumplings weszli do studia w styczniu i dzięki Bartoszowi Szczęsnemu (1/2 zespołu Rebeka), nagrali w jego studiu longplay… w cztery miesiące. No widać jak na dłoni, że The Dumplings po prostu się chce tworzyć, rozwijać, a nie zbijać bąki. W krótkim czasie duet przygotował naprawdę dobry materiał – z tekstami, może nie wyrafinowanymi, ale takimi, które chce się słychać i z melodiami, które zostają w głowie. Poza tym – tak na marginesie – miło, że nasze młode pokolenia muzyków nie mają problemów z angielskim i ich akcent nie powoduje krwawienia z uszu.

I tak się akurat złożyło, że to anglojęzyczne kawałki są najlepsze na “No Bad Days”, stanowiąc kwintesencję dobrze zrobionego synth popu. Momentami tylko denerwować może miks wokalu, który najwyraźniej musi, przez całą płytę, być na pogłosie. Jednak na tle wszystkich zalet krążka i świetnych podkładów Karasia, wydaje się to być mało znaczące.

“No Bad Days” oficjalną premierę będzie mieć 13-go maja, dlatego przedpremierowo możecie posłuchać go na razie tylko dzięki serwisowi Wimp. Jeżeli nie korzystacie z Wimpa, część kawałków możecie posłuchać na YouTube albo na Soundcloudzie – zaręczam, że warto.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (7)

7 odpowiedzi na “The Dumplings – No Bad Days. Najlepszy polski debiut od czasów Brodki”

  1. Zdecydowanie warto ich obserwować biorąc pod uwagę, że mają 17/18 lat – kiedy nabiorą doświadczenia mogą nieźle namieszać.
    Dobrze, że im się chce tworzyć, bo pokazują, że własnymi siłami w młodym wieku można stworzyć coś ambitniejszego niż “Biegnijmy!
    Przecież jeszcze mamy czas!” ;)

  2. Tym bardziej wielki szacunek dla Łukasza Jakóbiaka z 20m2 za odkrycie tych dwóch nowych talentów. Słodko słony cios i Wide Smiles przesłuchane już kilkadziesiąt razy :)

    • Tzn. w zasadzie sami się odkryli, bo jak dobrze pamiętam, to wysłali do niego list, ale i tak fajnie z jego strony, że nie odkręcił się na pięcie i zaprosił ich do programu.

  3. Straszne to jest. O co chodzi z tym hajpem? Tyle dobrej muzyki, a ludzie na taką przeciętność (komplement) koncertową i studyjną się rzucili – ktoś mi wytłumaczy DLACZEGO?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...