W telewizyjnym Fargo czuć ducha braci Coen

Seriale 19.04.2014
W telewizyjnym Fargo czuć ducha braci Coen

W telewizyjnym Fargo czuć ducha braci Coen

Do serialu Fargo, w wersji Noah Hawley podchodziłem dwa razy. Za pierwszym razem serial mnie wynudził, za drugim mnie urzekł. Eksperyment przeniesienia kultowego dzieła braci Coen na małe ekrany wyszedł całkiem nieźle. Można powiedzieć, że operacja się udała, a pacjent – o dziwo – żyje. Czarny humor i postacie wycięte z papieru to atuty, dzięki którym Fargo jest (i będzie) dobrym serialem.

Zacząłem od laurki, ale musiałem to z siebie wyrzucić, po tym jak na samym początku zebrała się we mnie żółć. Po pierwszym spotkaniu z serialem Hawleya, czułem zniechęcenie, znudzenie, po czym podarłem plakat z braćmi Coen, którzy – koniec końców – byli wśród producentów Fargo (emitowanego przez kanał FX). Jedynym jasnym punktem na planszy Hawleya okazał się antybohater, grany przez Billy’ego Boba Thorntona – Lorne Malvo. Psychopatycznego zabójcę nie dało się nie lubić, z głupia grzywką, mroczną otoczką, bezwzględny morderca homo sapiens, ale okazujący współczucie najsłabszym – zwierzętom i Lesterowi Nygaardowi (Martin Freeman).

serial Fargo

Malvo był powodem, dla którego obejrzałem pilotażowy odcinek Fargo jeszcze raz i nie żałuję (dzięki Malvo). Gdy już wszystko miałem poukładane w głowie, serial wydał mi się bardziej wartościowy i wszystko się zmieniło. Nawet początkowe napisy (o tym, że serial oparty na faktach) wywołały u mnie uśmiech, potem było już tylko lepiej. Malvo zaskarbił sobie moją sympatię już za pierwszym razem, więc o niego się nie martwiłem. Pierwsze minuty spędzone z tą postacią, dają widzowi do zrozumienia, że to taki antybohater, którego rozumie się bez słów. I faktcznie, początkowo Malvo nic nie mówi, widzimy tylko jak przyjeżdża do jakiejś „dziury” (Bemidji) w Minnesocie, a my już wszystko o nim wiemy.

lester

Malvo to zabójca do wynajęcia, który swoją aurą zmienia nagle porządek w miasteczku, do którego przybył. W spokojnej miejscowości trup ściele się gęsto, a życiowy nieudacznik (Lester Nygaard) zamienia się w wyrachowanego mordercę. Tego nieudacznika, niedorajdę i popychadło gra nie kto inny, jak Martin Freeman, który do takich ról nadaje się idealnie. Już sam wyraz twarzy Lestera wzbudza odrazę. Typ człowieka, któremu zamiast współczuć, chce się uderzyć w brzuch i spokojnie odejść. Lester jest poniżany przez żonę, na tle „jestem zwycięzcą” brata wypada jak Twój Ruch w sondażach, jako agent ubezpieczeniowy jest beznadziejny, a spotkanie z kolesiem, który go gnębił przez całe życie kończy się dla niego złamaniem nosa – i to nawet nie w wyniku bójki a poślizgnięcia.

Wizyta w szpitalu zmienia jednak życie Lestera kompletnie, tam poznaje Malvo, który uświadamia mu, jaką „dupą” był do tej pory. Ba, Malvo tak się wczuł w beznadziejną opowieść Lestera, że sam postanawia mu pomóc i na celownik wybiera już swoją pierwszą (w Bemidji) ofiarę. Raz wprawiony w ruch morderczy mechanizm, nie zatrzymuje się na chwilę. Bemidji zmienia się nie do poznania, człowiek staje się człowiekowi wilkiem, a to wszystko za sprawą jednego bohatera.

molly fargo

Akcja serialu nie szybuje jednak jak nasze F-16, wręcz przeciwnie, groteska rozlewa się powoli, a czarny humor jednostajnie przybiera na sile – co też było powodem mojego znudzenia podczas pierwszego seansu. Hawley wykreował swoje postacie w podobny sposób co bracia Coen, bohaterowie są szarzy, z jedną twarzą i papierowi. Lokalny cwaniaczek, (Sam Hess) nawet jako dorosły chłop i ojciec dwóch (prygłupich) synów, ciągle jest jednowymiarowym skurczybykiem. Ta reguła dotyczy w zasadzie każdej z postaci, żony Lestera, brata Lestera, rodzinki Hessa i wszystkich mieszkańców Bemidji oprócz… Lestera (który staje się „fajny”) i policjantki Molly Solverson, która wraz z rozwojem serialu ewoluuje, stając się stróżem prawa, jakiego mieszkańcy miasteczka będą potrzebować.

fargo lester

Fargo jest serialem, który chce się oglądać i patrzeć jak sprawy będą się rozwijać. Widz niczym wprawny socjolog, dostaje do ręki lupę, dzięki której może przyglądać się zmieniającej społeczności. Mimo oczywistego oparcia serialu o fabułę Fargo z 1996 roku i odczuwania spuścizny braci Coen, serial Hawleya broni się jako niezależne dzieło. Obojętne jest to, czy widz oglądał film Coenów czy nie, telewizyjne Fargo i tak będzie się dobrze oglądać, dzięki świetnemu klimatowi.

Teksty, które musisz przeczytać:

Chris Rock bossem mafii w czwartym sezonie Fargo

Fargo bardzo szybko weszło do pierwszej ligi amerykańskich seriali. Na czwarty sezon docenianej przez fanów i krytyków serii przyjdzie nam poczekać aż do 2020 roku. Nie oznacza to jednak, że nie trwają prace nad nową odsłoną. Właśnie okazało się, że weźmie w nich udział sam Chris Rock.

News/Seriale 03.08.2018

Dołącz do dyskusji (5)

5 odpowiedzi na “W telewizyjnym Fargo czuć ducha braci Coen”

  1. Mam problem z “za pierwszym razem serial mnie wynudził, za drugim mnie urzekł”… Był TYLKO pilot serialu, (czyki JEDEN odcinek) który, jak każdy pilot, rządzi się swoimi prawami. Można pokusić się najwyżej o próbę oszacowania potencjału serialu, obsady etc. Na wszelkie oceny i podsumowania, czy serial (a nie pilot) broni się i jak ma się do “pierwowzoru”, jest stanowczo za wcześnie ;)

    • I tak, i nie. Po obejrzeniu całej serii zweryfikuję mój entuzjazm, ale pilot jest wyznacznikiem tego, co może nastąpić. Jeżeli Hawley przedstawił swoje postacie już w konkretny sposób, to już się to nie zmieni. Wybrani aktorzy też nagle nie staną się drewnianymi kukłami, jedynie mogę się martwić o scenariusz i dalsze poprowadzenie fabuły. Rękę daję sobie jednak uciąć, że jeżeli poziom miałby się obniżyć, to zaledwie o parę centymetrów. Jakoś nie sądzę żeby Coenowie nagle dostali pomroczności jasnej.

      • “Drewnianymy kukłami” zapewne nie, ale mogą zacząć irytować. Mam tak z głównym aktorem – Freemanem. Dobry aktor, który ma poważny problem z szufladkowaniem. On gra pewien typ bohatera, który ma za dużo wspólnych mianowników. Bez względu na to, czy w tolkienowskich klimatach, jako Dr Watson, czy teraz – Nygaard, gra BARDZO podobnie. Dobry scenariusz nie pomoże, jak bedę czekał na sceny, w których nie ma postaci, będącej osią intrygi ;)

        • Zostało tylko 9 odcinków, mało czasu żeby coś spieprzyć, no ale… A co do Freemana, to zgadzam się, ciągle gra tak samo, liczę jednak, że coś innego mu się trafi i przestanie grać takich niedojdów i domatorów w ciepłych kapciach. W sumie w Hobbicie już trochę inaczej wygląda :P

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...