“Rycerz Siedmiu Królestw” – w oczekiwaniu na “Wichry Zimy”

Książki 19.02.2014
“Rycerz Siedmiu Królestw” – w oczekiwaniu na “Wichry Zimy”

“Rycerz Siedmiu Królestw” – w oczekiwaniu na “Wichry Zimy”

George R.R. Martin nie słynie raczej z szybkiego tempa pisania kolejnych tomów Sagi Pieśni Lodu i Ognia. Na zadane jakiś czas temu pytanie ile trzeba będzie jeszcze czekać na najnowszą, szóstą część, zatytułowaną Winds of Winter (“Wichry Zimy”) odpowiedział po prostu: “długo”. Wywieranie presji na autorze nie jest jednak zbyt dobrym pomysłem, ponieważ ten niekrótki czas oczekiwania przekłada się na wysoką jakość jego książek.Poza tym, ponoć za każdym razem, gdy Martin słyszy pytanie “kiedy”, jeden Stark ginie. 

Cóż więc robić, jeśli podobnie jak ja, zostaliście absolutnie pochłonięci przez wykreowany przez niego świat i każdy dzień bez ulubionych bohaterów jest prawdziwą męką? Możecie oczywiście przeczytać wszystkie dotychczas wydane tomy po raz kolejny, ale po pierwsze to jednak nie to samo, a po drugie – zakładam, że macie to już za sobą. Na szczęście pojawiła się alternatywa. Niedawno bowiem, ukazał się zbiór opowiadań “Rycerz Siedmiu Królestw”, których akcja rozgrywa się w Westeros, mniej więcej 100 lat przed wydarzeniami z “Gry o Tron”.

rycerz siedmiu królestw - okładkaIch bohaterami są młody wędrowny rycerz – Dunk, znany również jako Ser Duncan Wysoki, oraz jego giermek – Jajo. To postaci, których nie da się nie polubić. Ten pierwszy, choć niezbyt lotny, to wyjątkowo poczciwy i honorowy człowiek, kierujący się w życiu rycerskim kodeksem i radami, które przekazał mu jego mistrz. Ten drugi to młody chłopiec, obdarzony niewyparzonym językiem i wyjątkową jak na swój wiek inteligencją, za którym stoi pewna tajemnica, której – choć wyjaśnia się dość szybko – nie zamierzam tutaj zdradzać. Przed oboma rysuje się świetlana przyszłość, czego dowiedzieć można się już z noty od wydawcy, zamieszczonej na odwrocie okładki.

Pierwsze opowiadanie – “Wędrowny Rycerz” – pierwotnie zostało opublikowane w 1998 roku. Przedstawia początki kariery Dunka jako rycerza, który próbuje się odnaleźć w świecie po śmierci swojego mistrza. Marzy mu się chwała i podziw ze strony innych wojowników, postanawia więc spróbować swoich sił w turnieju. Cel ma prosty – w grę wchodzi tylko i wyłącznie zwycięstwo. Gdy na swej drodze spotyka łysego chłopca o imieniu Jajo, który pragnie zostać jego giermkiem, początkowo traktuje go z dystansem i nie przystaje na jego prośby. Jednak każdy rycerz potrzebuje giermka, ostatecznie więc ich losy łączą się. I to właśnie Jajo będzie tym, który spróbuje wyciągnąć Dunka z tarapatów, w które ten wpadnie przez swoją przyzwoitość i prostolinijność.

“Zaprzysiężony Miecz”, druga nowelka ze zbioru, opowiada o dalszych losach dwójki bohaterów. Tym razem trafią w sam środek kompletnie nieistotnego z punktu widzenia wielkiej polityki, ale wyjątkowo ważkiego dla dwóch pomniejszych lenników konfliktu. Dunk nagle zostanie jedyną osobą, która jest w stanie podjąć mediację i załagodzić spór. Jednak wodzony za nos przez obie strony staje w obliczu dylematu: jakie działanie w tej sprawie będzie najbardziej właściwe i czy w tym wypadku właściwe znaczy również honorowe.

Ostatnie opowiadanie – “Tajemniczy Rycerz” – to historia o tym, jak Dunk ponownie chce spróbować swoich sił w turnieju i po raz kolejny wplątuje się w wielką kabałę. Okazuje się bowiem, że zaproszeni na ów turniej rycerze nie znaleźli się na nim przypadkiem, a tajemniczy i darzony zaskakującym szacunkiem wędrowny rycerz jest kimś więcej, niż mogłoby się początkowo wydawać.

“Rycerz Siedmiu Królestw”, choć między publikacją pierwszego i ostatniego opowiadania upłynęło 12 lat, napisany jest bardzo równo i z właściwą dla Martina sprawnością. Nie brakuje więc znakomitych opisów, żywych dialogów i wartkiej akcji.

"Opowieści z Siedmiu Królestw" ukazały się również w formie komiksu
“Opowieści z Siedmiu Królestw” ukazały się również w formie komiksu

Tym, co po raz kolejny okazuje się najmocniejszą stroną tego autora, są oczywiście bohaterowie. Intrygujący, niejednoznaczni, niewyrzeźbieni z kryształu, budzący emocje – sympatię i niechęć, słowem: przekonujący. Prawdziwi.

Nieszczególnie inteligentny Dunk, który zdaje się momentami nie mieć zadatków nie tylko na wielkiego rycerza, ale na rycerza w ogóle, mógłby być przecież wspaniałym wojownikiem w błyszczącej zbroi. Jajo – sprytnym giermkiem, który za sprawą dziecięcego uroku potrafi załatwić wiele spraw. Ale Martin nie lubi schematów i potrafi zbudować wiarygodnych bohaterów, przedstawiając ich z różnych perspektyw. Ten, kogo jeszcze przed chwilą nienawidziliśmy okazuje się jednak mieć trochę racji, a ten, który wzbudzał naszą sympatię nagle przestaje zasługiwać na pomnik.

“Rycerz Siedmiu Królestw” jest “lżejszy” niż pozostałe dzieła sagi Pieśni Lodu i Ognia. Wielka polityka, choć obecna, jest tylko tłem – tu głos mają maluczcy. To historia o ich ambicjach, tęsknotach, żalach i planach. Czyta się właściwie jednym tchem, a po przewróceniu ostatniej kartki pozostaje niedosyt, wynikający ze świadomości, że to już koniec. Że znów trzeba czekać na Winds of Winter, by przenieść się do tego cudownego świata, dobitnego dowodu talentu Georga R.R. Martina.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (10)

10 odpowiedzi na ““Rycerz Siedmiu Królestw” – w oczekiwaniu na “Wichry Zimy””

  1. “niekrótki czas oczekiwania przekłada się na wysoką jakość jego książek”
    imho każda kolejna książka jest nudniejsza, pierwsze trzy tomy ok, potem coraz wolniej się akcja toczy. W szóstym tomie utknąłem w połowie. Po prostu nie mam już siły czytać o przydługich ucztach, dialogach, które nigdy się nie kończą. Pierwsze tomy lubiłem na częste zmiany akcji, dużo się tam działo. W szóstym tomie trzeba przeczytać ze 3 rozdziały opisów zbierania zapasów na zimę, aby dostać trochę akcji, a potem znowu kolejne 3 rozdziały, gdzie nic się nie dzieje.

    • Zgoda, od końca drugiego tomu Nawałnicy Mieczy zdarza się coraz więcej dłużyzn, wprowadzonych zostaje coraz więcej bohaterów, z którymi nie bardzo wiadomo o co chodzi i po co oni tam są, a akcja trochę siadła. Jednak mnie każdy kolejny tom czyta się nad wyraz przyjemnie i choć ostatnie są wyraźnie słabsze, wciąż stoją na niezłym poziomie.

      • Nawałnica mieczy była jeszcze do przejścia, ale Taniec ze smokami to już mordęga. Np. jeden cały rozdział jest poświęcony liczeniu zapasów na murze. W dodatku akcja wcale się nie posunęła do przodu, tylko poznaje się wiele wydarzeń z innej perspektywy. Ale ponieważ Martin pisze tak długo i wymienia tak wielu bohaterów, że chyba tylko książka telefoniczna ma więcej, nie sposób pamiętać pierwszej perspektywy. Chyba racje miało Amazon, kiedy przy wypuszczaniu nowego “kundelka” wstawili opcję przeglądania książki pod względem głównych bohaterów, których u Martina jest trochę za dużo. I to jest druga wada książki (dla mnie). Kiedy już przyzwyczaję się do bohatera i chciałbym wiedzieć co się dalej z nim dzieje, autor przeskakuje na kogoś, kto mnie zupełnie nie obchodzi. Przecież budowanie postaci robi się właśnie po to aby trzymać czytelnika – budujesz postać, a czytelnik coraz bardziej się z nią zżywa. Martin stworzył genialne postacie, np. karła. Ale co z tego jak w kolejnym tomie czytamy o podróży karła na statku i tylko dowiadujemy się o winach, serach i religiach siedmiu królestw. Podróżuje, podróżuje. Ile można tego czytać.
        Readers Digest robi skróty książek. Takie skróty, że nawet autorzy czytający nie zauważają, że czegoś brakuje. Fajnie by było jakby zrobili skrót książek Martina, tak aby dało się je czytać.
        Tolkien napisał swoje książki, gdzie akcja dość płynnie idzie do przodu (kiedyś pisało się trochę inaczej, ale mimo wszystko idzie szybciej niż u Martina). A potem napisał Silmarillion, czyli encyklopedię nt. Śródziemia. Mi się czasem wydaje, że Martin chce zawrzeć swój Silmarillion w książkach i nauczyć nas wszystkiego o serach.

        • Co do tego skakania po bohaterach też muszę przyznać Ci rację. I o ile faktycznie na początku (w tych 3 pierwszych tomach) to tylko podkręcało zainteresowanie tym, co ma się wydarzyć i co będzie dalej, tak w Tańcu… to było faktycznie męczące. Szczególnie w drugim tomie, gdzie dużo ciekawych postaci odpadło z tych czy innych względów i trzeba było czytać o jakichś nowych, generalnie kompletnie nieinteresujących ziomkach. I tak, podróż Tyriona na statku to mordęga, przy całej mojej sympatii dla tej postaci. Mimo wszystko Martin potrafi to potem wszystko tak sprytnie połączyć i intrygująco zakończyć, że choć w trakcie lektury bywa różnie, koniec końców oceniam ją zawsze pozytywnie.
          Ale jak mówię, nie sposób nie zgodzić się z Twoimi zarzutami.

          • Wiem, że Martin planował trylogię, potem zmienił plany na 7 tomów, a teraz każdy z nowych tomów składa się z dwu tomów, pewnie ostatnia część sama stanie się trylogią :-P
            Może kiedyś zachoruję i będę miał dużo czasu leżąc w łóżku, wtedy zabiorę się ponownie za te smoki…

  2. […] Wydarzenia, umieszczone w zbiorze opowiadań, rozgrywają się w Westeros, ale 100 lat wcześniej niż akcja „Gry o Tron”. Bohaterami książki są: wędrowny rycerz – Dunk i jego giermek – Jajo. Obaj, zbudowani z krwi i kości, budzą sympatię czytelnika od pierwszych stron „Rycerza Siedmiu Królestw”. Każde opowiadanie to inna historia, która mówi o niecodziennych przygodach naszych dwóch postaci. Zarówno Dunk, Jajo jak i inni bohaterowie opowiadań są fascynujący, a wydarzenia, w których biorą udział intrygują i porywają czytelnika. Książka ma też jedną, ważną zaletę – aby ją przeczytać, nie trzeba sięgać po Sagę Pieśni Lodu i Ognia. To, co przedstawione w „Rycerzu Siedmiu Królestw”, nie jest bowiem powiązane z fabułą cyklu Martina. Dłuższą i rozbudowaną recenzję, możesz przeczytać tutaj. […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...