Nimfomanka to nie tylko seks. To historia

Film 11.01.2014
Nimfomanka to nie tylko seks. To historia

Nimfomanka to nie tylko seks. To historia

Wczoraj (10.01.2014) do polskich kin weszła “Nimfomanka cz. 1” kontrowersyjnego skandynawskiego reżysera, Larsa von Triera. Od początku można było przypuszczać, że będzie to film, który albo zapełni salę po brzegi, albo zobaczymy nielicznych fanów tego skandalizującego kina. Jak się okazało wszystkie miejsca zostały zajęte, co niekoniecznie miało przełożenie na dobry odbiór tej produkcji.

“Nimfomanka cz. 1” rozpoczyna się zbliżeniami na detale: mokre mury, padający śnieg, podobnie jak zresztą jak w “Antychryście”, znanym filmie tego reżysera. Tym obrazom towarzyszy wspaniały utwór Rammsteina, “Führe Mich”. Pomiędzy domami, na środku dziedzińca leży kobieta. Ma zwilgotniałe ubranie, pobitą twarz, rany na całym ciele. Nagle widzimy starszego, siwego mężczyznę. Ubiera się w mieszkaniu, wychodzi po zakupy. Mija wejście do bramy, wchodzi do sklepu, kupuje mleko, wraca. Ponownie przechodzi obok wejścia na dziedziniec i już zdawałoby się przeoczy naszą główną bohaterkę. Na szczęście cofa się i próbuje jej pomóc. Ona nie chce lekarza, policji. Potrzebuje rozmowy.

Lars von Trier stworzył naprawdę wciągającą opowieść o kobiecie imieniem Joe (Charlotte Gainsbourg), która uratowana przez Seligmana (Stellan Skarsgård), tłumaczy mu dlaczego znajduje się w tym miejscu, w swoim życiu. Tłumaczy mu swoją chorobę, swoje nieprzystosowanie, swoje emocje lub ich brak. Tłumaczy, jak “poznała swoją cipę w wieku kilku lat” i jak ten świat oparty na seksie, pożądaniu, ją wciągnął.

Film podzielony jest na pięć rozdziałów, które nie następują po sobie ze względu na chronologię, ale asocjacje, myśli Joe, która jest tu narratorką. Rozdziały te związane są także z czymś, co jest obecne w życiu Seligmana – polifonia muzyczna, kobieta na portrecie. Rozmowa kobiety z mężczyzną tworzy spójną całość, zmienia nasze spojrzenie na chorobę, na samą bohaterkę. Joe, kreśląca przed widzami historię, nie jest tą samą, która w pociągu potrafi się masturbować przy wszystkich, czy zrobić fellatio przypadkowemu pasażerowi.

W “Nimfomance” seks, nagość, choroba, ciało i jego członki, zostały przedstawione dosadnie. Idąc na film, spodziewajmy się scen seksu (czasem wręcz nieustępujących tym z filmów pornograficznych), ale takich, które jednak nie zdominowały całokształtu. “Nimfomanka cz.1” to nie tylko obyczajówka z pieprzykiem, w której co i rusz możemy zobaczyć męskie przyrodzenie (rzadko albo prawie wcale nie pojawiające się w kinie). To obraz dotykający trudnych problemów, czasem w nieco dowcipny, a czasem naprawdę w przejmujący i zapierający dech w piersiach sposób.

Jeśli penis na ekranie i śmierć alkoholika, który dosłownie robi pod siebie, budzi uśmieszki na waszych twarzach i wywołuje chichot, nie idźcie do kina. Wyrządzicie tylko przysługę tym, którzy przyszli na salę, by zostać wciągnięci we wspaniałą, poruszającą opowieść. Na gołe tyłki można popatrzeć gdzie indziej.

Druga część filmu została zapowiedziana w polskich kinach na 31 stycznia. “Nimfomanka cz. 1” kończy się w taki sposób, że nie sposób chyba wyjść z sali, nie twierdząc: “Muszę obejrzeć ciąg dalszy!”. Ja rzeczywiście muszę i już szykuję się na kolejne emocje. Mam nadzieję, że “Nimfomanka cz. 2” będzie równie udana, co pierwsza część produkcji.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (15)

15 odpowiedzi na “Nimfomanka to nie tylko seks. To historia”

  1. Ja rozumiem, że każdy film można jakoś bronić, ale…

    Ten film nie zasługuje nawet na napisanie o nim recenzji. Historia w filmie? Opowieść o chorej kobiecie, która nie radzi sobie w życiu, a jej czyny są na siłę tłumaczone przez starca, którego samotność jeszcze bardziej kłuje w oczy. Do tego te wszystkie żałosne nawiązania do muzyki lub wędkarstwa. Drętwa muzyka (prócz pierwszej sceny) lub jej niepotrzebny brak. Do tego ogromna dłużyzna i sceny, których nie powinno tam być. Wrzucone na siłe, niesmaczne i rozmazujące odbiór filmy. Efekt porno? Żadnego. Film jest obrzydliwy. Jedyne co warte jest wyróżnienia w tej produkcji to kreacje Shia LaBeouf, Umy Thurman i Christiana Slatera,

    • Drętwa muzyka? Tam znaczną rolę odgrywa muzyka klasyczna, choćby dzięki rozdziałowi o polifonii. Film jest naprawdę bardzo dobrze zrobiony, absolutnie nie jest przegadany (w tym złym rozumieniu tego słowa, bo dobrze przegadane filmy lubię -> vide: “Rzeź” Polańskiego na podstawie sztuki Yasminy Rezy). Połączenie dwóch losów, opowieści, historii Seligmana i Joe daje świetny wynik. Historia jest z jednej strony dramatyczna, z drugiej zabawna i momentami figlarna. “Nimfomanka” może zmienić patrzenie na nimfomanię i w moim odczuciu pogłębić ten problem. No jeżeli spodziewany się efektu porno idąc na dramat erotyczny do kina, to na pewno się zawiedziemy. Film jest świetny! I owszem, te kreacje są godne wyróżnienia, ale nie tylko te. Irytująca, ale i zmuszająca do refleksji jest paradoksalna beznamiętność młodej Joe. Tak jak i olbrzymia pustka w dorosłej Joe, kobiecie samoświadomej.

      • 1. Polifonia, wędkarstwo, cukierki, tragedia rodzinna, tragedia osobista, tłumaczenie zachowania nimfomanki w sposób irracjonalny. Bezsens wymieszony w kotle bezsensu…

        2. Nie obrażąj Polańskiego ;)

        3. Historia dramatyczna? Nie czułem żadnego dramatu, a nawet wtedy gdy powinienem go czuć to dostawałem z liścia kolejną sceną, która nie miała żadnego sensu.

        4. Zmienić patrzenie? W życiu. Oglądając coś takiego tym bardziej uważam, że takie osoby powinny być zamknięte w szpitalnej piwnicy.

        5. Beznamietność? Bardziej nijakość. Tragiczna gra aktorska. Mówiąc wprost, widziałem w Joe żeńską i mierną wersję Nicholasa Cage’a.

  2. Żałosny i kłamliwy artykuł. Zdarzyło mi się przypadkiem oglądać kilka pierwszych minut tego czegoś.
    Jedno jest pewne – to nie film. To PORNO.

    Zwykłe pruderyjne, bezczelne porno próbujące żałośnie udawać, że nim nie jest.

      • Chcesz dosadnie?! To proszę: Próbujesz dorabiać do tego jakąś fabułę czy głębsze przesłanie, podczas gdy to jest zwykłe PORNO. Nazywaj rzeczy po imieniu.

        Już na początku filmu są sceny w których:

        – baba robi facetowi loda
        – on jej robi minetę
        – wszystko to jest dokładnie pokazane, są zbliżenia na ślinę ściekającą mu po fallusie
        – dalej jest tylko gorzej i więcej

        Tu nie chodzi o żadną fabułę. Tu chodzi wyłącznie o to, żeby pod pozorem jakiejś tam niby historii wcisnąć PORNO do sal kinowych. Dawniej reżyser i każdy właściciel kina, który by to puścił, poszedłby za kratki. Dzisiaj wciskają zwykłe PORNO do kin pod pozorem ‘mocnego’ filmu.

        Przestańcie chrzanić. Mówcie prawdę. To zwykłe porno. Różni się tym, że leci w kinach.

        • Nie ma to jak oceniać film po zaledwie kilku minutach oglądania i na podstawie tych kilku minut stwierdzić że nie ma fabuły czy głębszego przesłania. Wątpię aby osoba która pisze coś takiego była w stanie dostrzec przesłanie choćby połowy filmów które ogląda.

    • O czym stwierdzasz zobaczywszy kilka pierwszych minut tego czegoś. Dla mnie brzmi całkiem wiarygodnie. Krytyka nie tylko niezwykle trafna, ale jakże uzasadniona!

      BTW, w pierwszych kilku minutach nie ma ani jednej “odważnej” sceny. I chętnie dowiedziałbym się, co to znaczy, że widziałeś je “przypadkiem”. Pomyliłeś sale kinowe?

  3. Antychryst, nie licząc scen pięknego, komputerowego lasu stworzonego przez Polaków z Platige Image, był dla mnie obrzydliwy. Tutaj tego typu treści jest więcej, czy może sceny seksu są dzikie, namiętne, ale takie no… ludzkie?

    • W takim razie ten film prawdopodobnie też Ci się nie spodoba. ;) Seks jest tu po prostu seksem i nie należy rozpatrywać go w kategorii scen miłosnych.

    • No ja jestem dziewczyną. Czułam, że wypada mi tam być. :) Dużo par na sali. Jeśli nie jest zbyt pruderyjna i nie będziecie chichotać, czerwieniąc się i zerkając na siebie z zawstydzeniem, to jak najbardziej. :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...