Justin TimberlakeThe 20/20 Experience 2 of 2 – recenzja

Muzyka 14.10.2013
Justin TimberlakeThe 20/20 Experience 2 of 2 – recenzja

Justin TimberlakeThe 20/20 Experience 2 of 2 – recenzja

Chciało by się rzec, że JT jest jak wino, im starszy tym lepszy, problem tylko w tym, że to czym nas ostatnio raczy jest takim cienkuszem, że nawet Papkin by w kąt splunął. Od Justified (2002) do Future Sex/Love Sounds (2006) wszystko ładnie się układało, nawet The 20/20 Experience jest całkiem przyzwoitym albumem. Dlaczego więc JT postanowił opublikować materiał odrzucony w postaci The 20/20 Experience 2 0f 2? Ja tego nie wiem, krytycy na całym świecie tego nie wiedzą i pewnie sam JT nie wie.

Sprawy mają się okropnie, mógłbym w zasadzie recenzję streścić do jednego zdania: zostawić Take Back The Night, połowę TKO i Gimme What I Don’t Know, resztę wywalić do kosza, tam gdzie było jej miejsce i nie pokazywać tego światu. Justin jest po prostu zbyt dobry na takie muzyczne ekstrementy.

Problem z The 20/20 Experience 2 of 2 jest taki, że kawałki są niemiłosiernie długie, o ile w „oryginalnym” Experience to nie przeszkadza, bo utwory są dobre, to już na dwójce wleczą się niemiłosiernie i zmuszają człowieka do używania przycisku „przewijania”. Weźmy np. taki Only When I Walk Away, który zaczyna się niesamowicie fajnym rockowo-bluesowym riffem gitarowym – trochę nie pasującym do klimatu płyty, ale co tam, może coś z tego wyjdzie. Co jednak dalej następuje?

Ciekawy motyw zostaje przemielony na papkę, gdy tylko wchodzi Justin z tekstem. Tutaj po prostu coś nie pasuje i jest to przede wszystkim Justin, ale też i część rytmiczna. Po takim wstępie naprawdę oczekiwałem, że zostanie użyta perkusja akustyczna a nie kiepsko brzmiące sample – szczególnie ten „biczowaty” werbel.  Na domiar złego, ten kawałek zżera też inna choroba – tak samo zresztą jak większość płyty – i jest nią przekombinowanie.

Tam gdzie podkład/piosenka powinien się kończyć, wchodzi jakaś dziwna, całkowicie niepotrzebna część. Jakbym słuchał Animal Collective ok, rozumiem, ale popowa płyta JT? Kanye West też eksperymentował na swoim nowym albumie, ale czynił to od początku do końca i nie zmieniał klimatu piosenki dwa razy w ciągu jej trwania. Dla przykładu w  Only When I Walk Away jest to moment od 3:47 (który co ciekawie trochę przypomina Yeezus) i od 5:40 kiedy włącza się imprezkowe reggae, dub, dancehall i bóg jeden wie co jeszcze.

Kolejna sprawa z The 20/20 Experience 2 of 2 jest taka, że płyta jest zbyt… Timbalandowa. Poważnie, dosyć już mam tych bongosowych i beatboxowym sampli i loopów, ile można? Wyjątkiem jest tutaj Gimme What I Don’t Know, nawet fakt, że ten sam beat przewija się przez prawie całą (5-cio minutową) piosenkę nie irytuje jakoś strasznie, pewnie dzięki temu, że refren jest tak bujający.

Skoro już jesteśmy przy dobrych elementach płyty, to wspomnę szybko o Take Back The Night, który niesamowicie porywa. Piosenka jest wręcz nieziemsko taneczna i chwytliwa. Pewnie to zasługa klimatu á la Michael Jackson, disco syntezatorów, świetnej sekcji dętej, smyczkowej, genialnego groove wybijanego prostym basem, wspomaganego przez równie prostą perkusję. W zasadzie w tej piosence jest ogromny instrumentalny tłok, tyle tylko, że to wszystko układa się w jedną spójną całość. Nie dziwię się zatem, że Take Back The Night nie trafił na pierwotne The 20/20 Experience, ponieważ jest jedynym jaśniejącym punktem „śmieciowego” The 20/20 Experience 2 of 2.

A te naprawdę złe momenty płyty? No cóż, jest ich naprawdę wiele, Not A Bad Thing brzmi jak tani, plastikowy utwór z repertuaru One Direction, pościelowa Amnesia jest zdecydowanie za długa a i przez to okropnie nudna, ale i tak chyba nic nie pobije Murder, który brzmi jak połączone wszystkie poprzednie utwory Timbalanda w jeden. Widocznie sample z Missy Elliott i Nelly Furtado po raz kolejny musiały wyjść z szafy, bo tutaj jest ich multum. Oczywiście Timbaland użyczył także swojego beatboxu, jakżeby inaczej! A jakby tego było mało, to musiał mnie na koniec dobić Jay-Z – wciśnięty na siłę ze swoją zwrotką. To samo co w Murder objawia się w True Blood, dlatego nie będę się powtarzać, jedyna różnica w tym kawałku jest taka, że True Blood brzmieniowo wydaje się być odrzutem z Future Sex/Love Sounds.

Dokąd zatem Justin Timberlake zmierza? Ciężko to ocenić po odrzutach czyli The 20/20 Experience 2 of 2, w końcu to kawałki, które nie były na tyle „cool” aby trafić na pierwsze wydanie. Dlatego za podstawę swoich przemyśleń uznam płytę The 20/20 Experience, która mówi mi tyle, że JT ma nam jeszcze sporo dobrego popu do pokazania. Życzę sobie tylko żeby książę popu się pośpieszył, bo w takim tempie w jakim teraz wydaje płyty, to można przewidywać, że nowy materiał ukaże się za około 13 lat.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Pokaż stopkę

Czym jest Spider’s Web?

12 blogerów Spider's Web to 12 różnych blogów technologicznych, które razem tworzą jakość w polskiej blogosferze, opartą na opinii i analizie, a nie na informacji przepisanej ze źródeł anglojęzycznych. Spider's Web © 2008 - 2017. Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, modyfikacja, wprowadzanie do obrotu, publikacja, dystrybucja w celach komercyjnych bez zgody właściciela tej strony są zabronione.

Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies.Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia.

logo, design, support: Spiders.Agency | hosting: oktawave