Po co nam nowa Edyta Bartosiewicz?

Muzyka 27.09.2013
Po co nam nowa Edyta Bartosiewicz?

Po co nam nowa Edyta Bartosiewicz?

Edyta Bartosiewicz wraca. I nie, tym razem nie na moment, nie na jeden występ, nie z jedną tylko piosenką. I nie jest to przedwczesna zapowiedź. To już staje się faktem. Pierwszego października ukaże się pierwszy od piętnastu lat nowy, premierowy album Edyty “Renovatio“. Zamiast ekscytować się samym tym wydarzeniem, zastanówmy się nad jedną rzeczą – czy nowa Edyta jest nam potrzebna?

Jakąś dekadę temu Edyta wypuściła singiel Niewinność. Potem niemal zniknęła z życia publicznego i muzycznego. Zero wywiadów, zero występów, zero nowych utworów. Można było jedynie słyszeć od czasu do czasu w radiu dawne przeboje, a raz wystąpiła gościnnie u Krzysztofa Krawczyka. W ciągu tej dekady zapowiadała powrót kilkakrotnie, i za każdym razem już wszyscy mieli nadzieję że “to już, ona wraca”. Ale po co nam jej powrót? I czy ona wraca dla nas, czy wraca dla siebie?

Śmiem twierdzić że polska publiczność nie tęskni za nią. Tęskni bardziej za latami 90. Bowiem Edyta jest ostatnim ich muzycznym symbolem, którego słuchanie nie wywołuje obciachu. A w dodatku ona sama skończyła się na latach 90. Nie, nie mam tu na myśli żadnej obrazy. Ona była gwiazdą tamtych czasów, zresztą jeszcze wtedy ukazał się jej ostatni pełny album. Zresztą w aktualnie wypuszczonych singlach słychać bardzo wyraźnie że ona wciąż żyje tamtą dekadą. Czy “Rozbitkowie” albo “Upaść by wstać” jakkolwiek przypominają dzisiejsze przeboje, nawet te puszczane w radiowej Dwójce czy Trójce?

Za tym tak naprawdę tęsknią Polacy. Bo czy za samą Edytą, albo jej muzyką? Niekoniecznie. Dała nam już wiele. Pięć świetnych płyt, mnóstwo przebojów. Wszyscy pamiętający dobrze lata 90. znają doskonale “Zegar”, “Jenny” czy “Ostatniego”, a te płyty wszyscy mają w domu. Nie tęsknią za samą muzyką Edyty. Bo nie chodzi o powrót Bartosiewicz do muzyki. Chodzi o jej powrót do showbiznesu, i jej wygraną ze światem.

Dobrze wiemy, dlaczego Edyta tak długo odkładała wydanie płyty. Długoletnia depresja i narastająca presja publiczności nie pozwalały jej wracać do pracy. A z każdym rokiem, i z każdą jakąkolwiek zapowiedzią – czy to po duecie z Krawczykiem, czy po występie na koncercie 10-lecia Myslovitz, czy po występie na Orange Warsaw Festival w 2010 roku który trwał aż cztery godziny, czy po nagraniu premierowej piosenki do filmu o Kubusiu Puchatku – oczekiwania polskiej publiczności wciąż rosły. A jakkolwiek mocno by nie urosły, to Edyta mimo wszystko się sprzeda. “Renovatio” obecnie znajduje się na trzecim miejscu bestsellerów empiku.

A czy nowa muzyka Edyty jest również nam potrzebna? Niekoniecznie. Zostawiła po sobie niezły, muzyczny pomnik. Mogłaby już spokojnie odejść na emeryturę, zamiast robić wszystkim nadzieje przez ostatnie 10 lat. Ale w końcu wróciła. Nie wiadomo jednak czy sama tego chciała, czy została przyciśnięta do studia na siłę lub przez presję. A i bez niej mamy mnóstwo dobrej polskiej muzyki AD 2013 – Podsiadło, Koteluk, Fismoll, Skubas, Dyjak, Waglewscy.

Na koniec kilka pytań.

Czy nowa Edyta Bartosiewicz jest nam potrzebna? Oczywiście, że nie.

Ale czy Polacy chcą nowej Edyty? Oczywiście, że tak.

Ale czy tego powrotu chce ona sama? Tego się prędko nie dowiemy, nawet od niej.

Teksty, które musisz przeczytać:

Polska muzyka w 2013 – powroty, hity i platynowe płyty

Polacy nie gęsi, swoją muzykę mają. Zarówno tę kiepską, tę średnią, i tę genialną. Jeśli jesteście malkonentami sądzącymi że w “polskiej muzyce nic się nie dzieje”, to gwarantuję wam, że po tym podsumowaniu jakie dla was przygotowałem – będziecie musieli odszczekać to zdanie! Gdzie ci wielcy z tamtych lat? W tym roku większość muzycznych legend … Continued

Muzyka 31.12.2013

Dołącz do dyskusji (9)

9 odpowiedzi na “Po co nam nowa Edyta Bartosiewicz?”

  1. Polecam obejrzeć wywiad, którego udzieliła w programie “Inny punkt widzenia”, a także ten, który miał miejsce na antenie Radiowej Czwórki. Bardzo wiele kwestii w nim wyjaśnia. M.in to, co określiłeś “życiem w tamtej dekadzie”. Nowa płyta to zapis pewnych przeżyć, pewnej elementarnej części muzycznej drogi Edyty. Wypowiada się także na temat wartości jaką jest dla niej ten “powrót” i jak bardzo na niego czekała. Jedno pytanie z listy mógłbyś wykreślić.

    Myślę, że dowiedziałbyś się również ile prawdy jest w rzekomej “długoletniej depresji”. Niektóre rzeczy są łatwiejsze do przyswojenia, gdy się je zdefiniuje, wrzuci do pewnego worka. Nie sądzę, by było to właściwe, gdy sama zainteresowana się na ten temat w ten sposób nigdy nie wypowiadała. Po dwóch singlach słychać, że Edyta nie przeszła do lamusa. Wręcz przeciwnie. Utrzymuje poziom znany z wcześniejszego dorobku muzycznego.
    “Dzisiejsze przeboje” stają się na ich tle blade. Dlatego, że mało jest w nich takiego ładunku prostych ludzkich emocji, które serwuje Bartosiewicz.

    Płyta dostępna jest już w Empikach. Posłuchajmy najpierw, a później oceniajmy.
    Zróbmy też porządny research zanim napiszemy taki artykuł w ogólnodostępnym miejscu z niepełnymi informacjami.

  2. “Czy nowa Edyta Bartosiewicz jest nam potrzebna? Oczywiście, że nie.”

    Oczywiście, że tak!
    Nie na darmo nad moim łóżkiem do dnia dzisiejszego wisi taki oto plakat:

  3. “Czy nowa Edyta Bartosiewicz jest nam potrzebna? Oczywiście, że nie.”

    Oczywiście, że tak!
    Nie na darmo nad moim łóżkiem do dnia dzisiejszego wisi taki oto plakat: :-)

  4. Jak śmiesz się wypowiadać za nas skoro piszesz takie brednie?? Mnie osobiście ta płyta jest potrzebna, tak samo jak powrót Edyty. Tamtej, Dzisiejszej – wszystko jedno.
    Po co w ogóle ten artykuł? Piszesz bo musisz?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...