Miłośc na bogato, czyli najlepszy polski serial komediowy jaki kiedykolwiek powstał

Seriale 02.09.2013
Miłośc na bogato, czyli najlepszy polski serial komediowy jaki kiedykolwiek powstał

Miłośc na bogato, czyli najlepszy polski serial komediowy jaki kiedykolwiek powstał

Nie, to nie jest żart. Miłośc na bogato to moim zdaniem najlepszy, a przynajmniej jeden z najlepszych seriali komediowych jakie w życiu widziałem. A trochę ich widziałem…

W internecie narobiło się już mnóstwo szumu i komentarzy, że Miłość na bogato to gniot jakiego nie widzieliśmy od czasów Kac Wawa, że aktorstwo to jeszcze niższa liga niż Sędzia Anna Maria Wesołowska, Pamiętniki z Wakacji i Dlaczego Ja? I wiecie co? To wszystko prawda!

Poziom żenady i absurdu jest tak niebotycznie wysoki, produkcja jest tak przaśna i beznadziejna, aktorzy grają gorzej niż gwiazdy filmów porno, że…  pokochałem ten serial! Zacznijmy jednak od samego początku, żebym przynajmniej części z was nie wydał się człowiekiem niezrównoważonym emocjonalnie.

Co to… jest?

Miłość na bogato to serial Vivy, który możecie obejrzeć w każdy czwartek o 19:30 na antenie stacji, a także online. Żebyście od początku wiedzieli „o co kaman” (wybaczcie mi język, ale wczuwam się w klimat serialu) pozwolę sobie przytoczyć opis, którym opatrzony jest serial na stronie Vivy: Piękni, młodzi, bogaci, ale czy do końca szczęśliwi? Serial balansujący na granicy fikcji i realu opowiada o grupie młodych, zamożnych ludzi z Warszawy. Ich walka o odnalezienie miłości i szczęścia w życiu pokaże, że prawdziwe emocje nie są regulowane stanem konta w banku.

Już niezwykle wyrafinowane słownictwo wywołuje u mnie salwy śmiechu, jak chociażby zdanie: Serial balansujący na granicy fikcji i realu (…). Rozumiem, że targetem tej produkcji nie jest polska elita intelektualna, a raczej młodzież od 13 do 18 roku życia i to raczej ta część, która przygodę z rodzimą literaturą zakończyła na Plastusiowym Pamiętniku, ale to już nawet nie można napisać „rzeczywistość” zamiast „real”? Real jest bardziej cool? Być może…

Mniej więcej w tym momencie macie pewnie już obraz tego, jak to wszystko może wyglądać. Opowieść o „zamożnych ludziach z Warszawy”, którzy będą musieli dojść do jakże poważnych wniosków, że „prawdziwe emocje nie są regulowane stanem konta” – tak, to wszystko jest na poważnie! Dorośli i majętni ludzie, którzy coś osiągnęli muszą dojść do tego, że emocje nie zależą od grubości portfela – po prostu czekam tylko na bogate intelektualnie rozprawy filozoficzne bohaterów Miłości na bogato i przytaczanie cytatów z Heideggera.

Tak naprawdę, to fabuła opiera się na tym, że zaściankowa (bo tacy są oczywiście wszyscy którzy przyjeżdżają do Warszawy, tylko później pod wpływem wielkiego miasta wyrastają na „porządnych” ludzi) Justyna (Justyna Banasiak) przyjeżdża do Warszawy, do swojej kuzynki Marceli (Marcela Leszczak – podobno znana z Top Model), aby stać się mega gwiazdą w świecie modelingu. Marcela od razu bierze swoją kuzynkę w obroty i wprowadza Justynę w świat pełen pieniędzy, blichtru, umięśnionych kolesi i najlepszych warszawskich klubów, czyli inny wymiar, do którego zwykłe polaczki nie mają wstępu.

Patrząc na te opisy, w pewnym momencie zacząłem zastanawiać się, że może ten serial to tylko jakiś żart, a autorzy przybiegną do mediów i powiedzą: „ziomki bez spiny, to taki dowcip, nie bierzcie tego tak serio”. Nic jednak takiego nie widziałem ani nie słyszałem, więc ludzie zaczęli traktować to wszystko na „serio” i tutaj pojawia się ogromny błąd, którego ja nie popełniłem. Mimo braku komunikatu ze strony producentów, ja do Miłości na bogato podszedłem z całym kontenerem dystansu i optymizmu, czekając z zapartym tchem na dobrą zabawę.

Tak złe, że aż genialne!

Aktorzy rzeczywiście grają źle, grają wręcz okropnie, w przeciwieństwie jednak do tych wszystkich polsatowskich czy tvnowskich paradokumentów, tutaj istnieje cień szansy na to, że… (strasznie ciężko mi to przechodzi przez gardło/palce) aktorzy poprawią swój warsztat. Z fabułą nic jednak nie da się zrobić i bardzo dobrze! Po co zmieniać coś co jest doskonałe? Dialogi? Ta sama historia!

Scenarzyści starając się (chyba) wczuć w klimat świata warszawskich „celebrytów” stworzyli dzieło wręcz wybitne. Język jest tak soczysty, taki żywy i (co najważniejsze) młodzieżowy, że aż mi ciarki szły po plecach gdy słuchałem pełnych pasji dialogów. Gdy tylko wcisnąłem play, już szykowałem się do ataku – jak wszyscy recenzujący serial – ale po usłyszeniu takiej oto wymiany zdań:

Justyna: A kto to Janek?

Marcela: Janek? Mój facet. Jesteśmy już od jakiegoś czasu ze sobą, bardzo fajny facet, najlepsza partia dla mnie. Ma super klub, modny klub w mieście.

– spadłem z krzesła ze śmiechu. Podniosłem się, otrzepałem i popędziłem czym prędzej do lodówki po butelkę piwa i pomyślałem sobie, że szykuje się przednia zabawa, miałem rację, dalej był już tylko lepiej.

Poza totalną głupotą scen i bzdurnymi konwersacjami, które prezentują nam autorzy, to wisienką na torcie była hiperpoprawność i zwroty jak: „zaskoczę Ciebie”, „mnie ta opcja bardzo odpowiada”, „pokażę Tobie”. Z chęcią przytoczyłbym tutaj wszystkie dialogi, ponieważ każdy, dosłownie każdy jest świetny, ale popsułbym wam tylko zabawę.

“Highlife” pełną gębą

W rzeczywistości to nie jest tak „bogato” jak tytuł serialu mógłbym nam to sugerować. Niby główna bohaterka mieszka w (jak mniemam) apartamentowcu, niby jakieś tam cabrio (stare M3) jest i niby ubiera się jak diva i pija szampana do płatków na mleku (a co, kto bogatemu zabroni?!), ale to wszystko wygląda trochę jak wieś potiomkinowska – jak na razie Warszawa też niezbyt interesująco wygląda.

Jak już tak na „bogato”, to dlaczego nie willa? Dlaczego nie szofer i limuzyna? Ano dlatego, że rzecz dzieje się w Polsce i u nas niestety takie produkcje, choć może mają opływać w luksusie, to summa summarum wychodzi z nich jedno wielkie tanie g… No chyba, że właśnie chodziło o taką majętność, która za bardzo w oczy nie kole, bo wiadomo, Polak to zazdrosny zaraz i jeszcze by z zawiści nie oglądał.

Oglądać?

Jak najbardziej! Poważnie, nic śmieszniejszego nie zobaczycie w polskiej telewizji. Wystarczy tylko podejść z odpowiednim dystansem, otworzyć paczkę czipsów i butelkę „szampana” i oglądać. Po pierwszym odcinku mam taki głód, że już nie mogę doczekać się czwartku!

Teksty, które musisz przeczytać:

To już koniec stacji VIVA. Znika muzyczne okno na świat mojego dzieciństwa

Dzieje się to, co nieuniknone. Od lat przepowiadam, że pierwszymi ofiarami streamingu, szeroko dostępnej muzyki w internecie oraz platformom wideo typu YouTube będą telewizyjne kanały muzyczne. I mamy pierwszy tego dowód. Legendarna, w naszej części Europy, stacja VIVA wraz z końcem 2018 roku przestaje istnieć. Skorzystajmy z tej okazji i przypomnijmy sobie jej zasługi dla … Continued

Felieton/Muzyka 25.06.2018

Dołącz do dyskusji (2)

2 odpowiedzi na “Miłośc na bogato, czyli najlepszy polski serial komediowy jaki kiedykolwiek powstał”

  1. To nie na moje nerwy! Przecież już sam tytuł jest kretyński.

    Myślałem, że po “perełkach” typu “Next” czy “Co na to tato?” już nic mnie nie zaskoczy, bo przecież poniżej dna zejść się nie da. Pomyliłem się. Viva powinna robić w górniczym biznesie. Jak tak dalej pójdzie, w przyszłym roku dokopią się do jądra ziemi. Poziom żenady jest absolutnie rekordowy i strach pomyśleć o ludziach, którzy wezmą to na poważnie, a zapewne tacy się znajdą.

    Podziw i wielki szacunek z mojej strony dla Jacka, że wytrwał do końca. Ja nie dałem rady.

    PS Świetny tekst. Czekam na więcej.

    PS 2 Szkoda, że Candy Girl wzięła w tym udział. Lubię ją, choć nie do końca za repertuar.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...