Popowe gwiazdki nie mają lekko

Muzyka 21.05.2013
Popowe gwiazdki nie mają lekko

Popowe gwiazdki nie mają lekko

Żywot autora popowego hitu to prawdziwa jazda po krawędzi. O ile nie ma za sobą sztabu zdolnych menadżerów, utalentowanych producentów, ewentualnie, cóż, wrodzonego talentu i charyzmy, istnieje duża szansa, że tak jak szybko trafił na szczyt, tak równie prędko z niego z hukiem zleci.

Lista takich one hit wonders, jak zwykło określać się artystów z jednym przebojem na koncie, jest przerażająco długa. Często wręcz doskonale pamiętamy dany utwór, niekoniecznie kojarząc już jego wykonawcę – taki już los popowych artystów, którzy muszą liczyć się z tym, że nie każdy z nich ma tyle konsekwencji, talentu i kreatywności co David Bowie czy Madonna, aby utrzymywać się na szczycie przez długie lata.

Szczerze powiedziawszy, za każdym razem, kiedy zupełnie znikąd pojawia się jakiś wielki popowy superprzebój, staram się – ot, dla samego siebie – zgadnąć, czy mamy tu oto do czynienia z gwiazdką jednego sezonu, czy może z czymś bardziej znaczącym. Udaje mi się to z różnym skutkiem (np. nie mogę do dziś uwierzyć, jakim cudem pozwoliliśmy LMFAO mieć aż dwa popularne single), choć niekiedy pojawia się wykonawca tak idealnie pasujący na one hit wonder, że można być niemal pewnym jego (rysującej się w ciemnych barwach) przyszłości.

Jak np. Carly Rae Jepsen.

Call Me Maybe swego czasu było słychać wszędzie – utwór zdominował rankingi popularności, rozmaite covery i parodie wyrastały jak grzyby po deszczu, a niedługo potem stał się wręcz internetowym meme i generalnie, aż strach było otworzyć lodówkę, parafrazując klasyka. Podstawowe pytania, jakie nasuwały mi się podczas słuchania tego kawałka to:

  1. Kim do cholery jest Maybe?
  2. Jakim cudem akurat ta jedna z wielu podobnych popowych piosenek osiągnęła taki sukces?
  3. Jak szybko Carly Rae przepadnie i już nigdy więcej o niej nie usłyszymy?

Niestety nie znalazłem odpowiedzi na pytanie numer 1. Co do drugiego, trudno w sumie odmówić Call Me Maybe przebojowości – refren wpadał w ucho, a smyczki w tle sprzedały całość. Nie bez znaczenia był także głupkowaty, prosty tekst, który był tak bardzo bez sensu, że natychmiast zostawał w pamięci, dzięki czemu nucenie odbywało się automatycznie – a kawałek wcale nie chciał sobie pójść precz. Pozostało pytanie numer 3. I cóż, choć mam wrażenie, że to najwyraźniej koniec ogólnoświatowej kariery Carly Rae i ta urocza wokalistka sukcesu swojego hitowego singla już nie powtórzy, to będąc sprawiedliwym, sprawa wciąż jest teoretycznie otwarta – szczyt jej popularności przypadł w końcu całkiem niedawno, a dziewczyna jest jeszcze młoda, więc kto wie… Najbliżej powtórzenia sukcesu była z singlem Good Time, nagranym razem z Adamem Youngiem z Owl City.

I muszę powiedzieć, że ten kawałek bardzo mi się podobał, szczególnie, jeśli chodzi o wkład Carly – bo akurat Young nie jest ani dobrym muzykiem, ani wokalistą, wobec czego jego popisy trochę całość dla mnie popsuły (szczególnie to, jak desperacko próbuje nie brzmieć zbyt źle przy linijce We don’t even have to try, jak na ironię), choć on akurat figuruje jako współautor tej kompozycji. Tak czy inaczej. Good Time był pozytywny, energiczny i brzmiał tak letnio jak tylko się da, a choć na pewno został zauważony, to niestety sukcesu Call Me Maybe nie powtórzył.

A wspominam Carly Rae i zastanawiam się nad tym, jak to z nią będzie, bo niedawno trafiłem na jej nowy singiel, pochodzący z płyty Kiss (tej samej zawierającej zarówno Call Me Maybe, jak i Good Time) – Tonight I’m Getting Over You, a konkretnie remiks tego kawałka. Swoja drogą, za moich czasów, a nie jestem taki znowu stary, remiks polegał na czymś innym niż wzięcie tego samego kawałka, dołożenie elektronicznego podkładu w losowych miejscach i dorzucenie Nicki Minaj w którymś momencie. Ech, czasy się najwyraźniej zmieniły.

Efekt końcowy jest naprawdę fatalny, nie tylko utwór ten zupełnie nie wpada w ucho, jest nudny i pozbawiony jakichkolwiek hooków, ale też Nicki pasuje tu jak pięść do nosa, zresztą podobnie jak głos Carly do mocnego, eurodance’owego bitu. Cóż, tonący Nicki się chwyta – a inna sprawa, że kolaboracja słodkiej i uroczej kanadyjskiej wokalistki z bezkompromisową panną Minaj już na starcie brzmi dosyć kuriozalnie – i tak też wypada sam kawałek, który całkiem zrozumiale przepadł bez echa. Przed autorką Call Me Maybe zatem kończy się pewien etap – teraz albo uda jej się nagrać znów album z chociaż jednym hitowym singlem, albo wyda krążek, który nikogo nie obejdzie i na zawsze przypadnie w niebyt.

carly rae jepsen 2

Dola popowego artysty nie jest prosta. Szybki sukces prowadzi w prostej linii do szybkiego upadku – a do tego dochodzi presja i wysokie oczekiwania. Carly Rae Jepsen udało się złapać Pana Boga za nogi, ale teraz stąpa po kruchym lodzie i każda decyzja będzie na wagę złota. Czy uda jej się zostać na szczycie? Szczerze mówiąc, nie miałbym nic przeciwko, bo choć nie jestem wielkim fanem tej wokalistki, to trudno mi znaleźć cokolwiek, co miałoby sprawić, bym jej jakoś specjalnie nie lubił. Wydaje mi się jednak, że na dłuższą metę, może brakować jej tej konsekwencji i wyrachowania, jaka cechuje inne popowe divy, w stylu Madonny czy Rihanny. Jak będzie – zobaczymy, tymczasem mam nadzieje, że w efekcie otrzymamy mimo wszystko nieco lepsze single niż Tonight I’m Getting Over You.

Poniżej znajdziecie linki do płytki Kiss Kanadyjki.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (2)

2 odpowiedzi na “Popowe gwiazdki nie mają lekko”

  1. A co sądzicie o prawie autorskim?

    Taki wykonawca jednego utworu, tudzież wytwórnia płytowa ma wyłączne prawo korzyści majątkowych z piosenki przez 70 lat. Dla porównania wynalazca przełomowej technologii ma ochronę patentową przez 25 lat.

    Jak to się ma do innych branż, gdzie ciężką pracą wytwarza się jakieś dobra ale nie podpadają pod patent czy prawo autorskie?

    Czy sprawiedliwym jest tak długa ochrona autorska i patentowa?

    Ja postuluję zrównać i skrócić obie te ochrony do kilku lat (np. 5). Dla dobra ludzkości. Wtedy wszystkie hity takich artystów jak Jackson, The Beatles itp. były by w domenie publicznej. Artyści i tak już dawno się nachapali. Taki czas trwania ochrony motywował by też ich do dalszej ciężkiej pracy i twórczości tak jak pozostałe 99,9% społeczeństwa. Natomiast w świecie technologii taki Apple czy Motorola nie mogły by się pozywać o patenty na sieć komórkową czy przeciągnięcie palcem. Oczywiście urzędy patentowe nie powinny rozpatrywać patentów. Powinny przyjmować wszystko jak leci a dopiero kiedy ktoś chce ich użyć, powinny sprawdzać oczywiście odpłatnie zasadność i możliwość ich zastosowania. Banalnych rzeczy nie opłacało by się patentować bo i tak nie można by tego użyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...