Czy Daft Punk sprostali oczekiwaniom? Nie do końca. Ale słucha się tego świetnie

Muzyka 21.05.2013
Czy Daft Punk sprostali oczekiwaniom? Nie do końca. Ale słucha się tego świetnie

Czy Daft Punk sprostali oczekiwaniom? Nie do końca. Ale słucha się tego świetnie

Nie ma co się oszukiwać, mówmy tu o najbardziej oczekiwanej płycie tego roku (a przynajmniej obok nowego krążka Davida Bowie). Daft Punk, choć płyty wydają rzadko i stronią od obecności w mediach, już dawno zasłużyli sobie na miano gwiazd pop, ikon muzyki elektronicznej i prawdziwych legend tego gatunku. Nic więc dziwnego, że oczekiwania co do Random Access Memories były bardzo duże.

No właśnie, ale czy nie za duże? Daft Punk to nie są muzycy, którzy muszą już komukolwiek cokolwiek udowadniać. Na tym etapie, to raczej dwóch facetów, którzy mogą, jeśli chcą, spotkać się raz na jakiś czas i dla zabawy nagrać coś fajnego – i tak zresztą w skrócie można opisać ten krążek. Zatem wszyscy oczekujący, że Daft Punk wyłonią się nagle jak feniks z popiołów i z miejsca pozamiatają całą popową i elektroniczną scenę muzyczną, będą niewątpliwie zawiedzeni. To nie jest rewolucyjny album. To nie jest tez genialny materiał, który wywróci muzykę do góry nogami, tak jak swego czasu np. Discovery.

Ale z drugiej strony, zagorzali fani Daft Punk, znający na pamięć poprzednie dokonania duetu i oczekujący mniej-więcej tego samego i na tej płycie, również będą zapewne rozczarowani, bo choć krążek definitywnie brzmi jak Daft Punk, to muzycy nie boją się na nim podążać w rejony, których wcześniej zbyt często nie eksplorowali. Mamy zatem odwrót od samplowania, a zwrot w kierunku żywego grania oraz inspirowanie się soft-rockiem i disco z lat 70-tych i 80-tych – stąd też na płycie spotkamy kilku ciekawych gości, odpowiednich dla tychże inspiracji, a poza tym sama forma kompozycji znacznie różni się od wcześniejszych dokonań grupy. Mamy więc sporo momentów balladowych, odczuwalne inspiracje muzyką rockowa (a nawet prog-rockiem), sporo funku, a na dokładkę gitarowe i klawiszowe solówki, wszystko podlane wokalami podrasowanymi staroświeckimi vocoderami, które tylko podkreślają retro-futurystyczny klimat.

Szczerze przyznam, że po pierwszym przesłuchaniu, płyta zupełnie nie zrobiła na mnie wrażenia – wydała mi się zbyt rozwleczona, momentami nużąca i pełna dziwacznych pomysłów, zarówno na poziomie samego pomysłu, jak i wykonania. Zresztą, dalej nie do końca rozumiem, skąd pomysł zaproszenia Juliana Casablancasa w kontekście jego występu w utworze Instant Crush. Nie wiem, ale chyba przespałem moment, w którym ten wokalista z bardzo charakterystyczną barwą głosu zamienił się w jakiegoś anonimowego kolesia śpiewającego kiepskim falsetem. Dyskusyjny jest też dłużący się strasznie monolog w dziewięciominutowym Giorgio by Moroder czy strasznie łzawa ballada Within. Z drugiej strony, po każdym kolejnym przesłuchaniu nawet te utwory zyskiwały w moich oczach (uszach?), wyróżniając się na tle pozostałych kompozycji z płyty. Casablancas co prawda nie brzmi zupełnie jak on, ale na dobrą sprawę, całkiem nieźle się wpisuje w retro-estetykę całości, z kolei pozostałe dwa utwory stanowią bardzo przemyślane momenty wytchnienia i uspokojenia na tej wypakowanej muzycznymi aluzjami i całkiem zróżnicowanymi pomysłami płycie.

A przyznać trzeba, że kiedy już Random Access Memories ma swoje momenty, to są to kawałki muzyki na najwyższym możliwym poziomie. Moi faworyci? Na pewno oba utwory z Pharrellem Williamsem. Nigdy nie uważałem go za dobrego wokalistę, ale tutaj wypada bezbłędnie, pasując idealnie do funkującej stylistyki krążka. Wrażenie robi tez rozbudowana, w zasadzie wręcz progresywna kompozycja Touch, z udziałem Paula Williamsa. Utwór skrzy się zmianami tempa i nastroju, płynnie przechodząc od oszczędnej elektroniki, przez radośnie brzmiący jazz, po gąszcz splatających się psychodelicznych dźwięków, jakich nie powstydziliby się panowie z Animal Collective. No właśnie, na Random Access Memories udziela się Panda Bear, jeden z członków amerykańskiej grupy – i dzięki jego niepowtarzalnemu głosowi i tej właściwej mu zdumiewającej zdolności operowania nim w wręcz hipnotyczny, jedyny w swoim rodzaju sposób, mamy tu do czynienia z chyba najlepszą kompozycją na tym albumie. Udanych momentów jest tu zresztą więcej i niemałą radość sprawiało mi odkrywanie podczas każdego kolejnego odsłuchu następnego nowego patentu, melodii czy nawet całego utworu, jakie znienacka chwytały mnie i prowokowały do kliknięcia na ikonkę repeat. Nie chcę wam jednak psuć frajdy z odkrywania i poznawania tej płyty samemu, tym bardziej, że materiał jest na tyle zróżnicowany, iż zapewne wiele będzie tu zależało od waszych osobistych upodobań i perspektywy, jaką obierzecie.

Tak więc im dłużej tego krążka słucham, tym coraz bardziej mi się podoba, ale tutaj pojawia się problem jego jednoznacznej oceny. Jest to bowiem wyjątkowo solidna robota – problem w tym, że po Daft Punk wcale nie spodziewaliśmy się tak “bezpiecznego” podejścia i postawienia na eksplorację już dawno odkrytych terenów w miejsce innowacyjności i nowatorstwa, jakie to zwykle były cechą charakterystyczną ich twórczości. Jeśli jest jakaś grupa, która ma bezczelność, umiejętności i talent, by zaprezentować swoim fanom coś zupełnie nowego i świeżego w ramach muzyki elektronicznej czy nawet szeroko pojętego popu, to jest to właśnie duet Guya-Manuela de Homem-Christo i Thomasa Bangaltera. Jest to więc poniekąd rozczarowujące, że ci panowie – jak na złość – z premedytacją zwrócili się w zupełnie inna stronę, czerpiąc garściami z dorobku innych artystów.

daft punk 2

Ale z drugiej strony, to cholernie niesprawiedliwe, żeby oceniać tę płytę w kontekście tego, czym nie jest, zamiast w ramach tego, czym faktycznie jest. A jest naprawdę bardzo udaną produkcją, dopracowaną w każdym calu, przemyślaną i oferującą słuchaczowi szereg rozmaitych wrażeń. A że Daft Punk nie rewolucjonizują tutaj muzyki elektronicznej i nie przecierają szlaków dla rzeszy naśladowców? Cóż, to już mają przecież dawno na koncie – dajmy im po prostu grac to, na co mają ochotę, a może znów odwdzięczą się takim udanym albumem, jak Random Access Memories.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (9)

9 odpowiedzi na “Czy Daft Punk sprostali oczekiwaniom? Nie do końca. Ale słucha się tego świetnie”

  1. Nie znałem zespołu Daft Punk. Zachęcony opisem “To nie jest tez genialny materiał, który wywróci muzykę do góry nogami, tak jak swego czasu np. Discovery” przesłuchałem płytę Discovery.

    Zaskoczony jestem. Zupełnie nie rozumiem jak ta płyta miała by wywrócić muzykę do góry nogami?
    To naprawdę nic odkrywczego – zmiksowane (nie powiem czasem ciekawie) kawałki nagrane przy użyciu samplerów. Ta muzyka nie jest całkiem rytmiczna, nie ma spójnej linii melodycznej – posiada wiele z elementów chaosu. Naprawdę momentami ciężko się tego słucha. Są też sporadycznie ciekawsze momenty ale to wyjątki, nie reguła. Za najciekawszy kawałek płyty uważam “Something About Us”. Innym, który mi podpasował jest Verdis Quo. Podsumowując – z uwagi na rodzaj muzyki ten zespół musi być niszowy.

    Rozumiem, że to kwestia gustu i są ludzie, którym się to będzie podobać. Ta muzyka jednak nie nadaje się ani do radia ani na imprezę a nawet ciężko jej słuchać we dwoje z dziewczyną/żoną. Jest zbyt wtórna – co chwila występują w niej zapętlone zwrotki. To tak jakby ktoś był naćpany i ciągle walił głową w ścianę. Nie mogę tak długo słuchać powtarzających się sampli. Chcę poznawać co chwila nowe nuty, być zaskakiwany (nie losowym hałasem ale spójnymi dźwiękami, które są jak przyprawy w rękach mistrza kucharza).

    Moim zdaniem w klimatach muzyki elektronicznej (oczywiście ktoś napisze, że to nie to samo – no właśnie!) najlepsi byli Jeal Michelle Jarre (polecam Oxygene, Oxinoque i… Zoolok (w nocy jak ktoś się odważy!)), Vangelis (polecam China) , Mike Oldfield (polecam Tubular Bells, dzwony rurowe to jeden z najciekawszych albumów na świecie).

    Ale…. żeby nie było :)

    Nie neguję. Dowiedziałem się czegoś nowego. Chętnie poodkrywam nowe rytmy – najlepiej coś z kategorii spokojnego Jazzu czy Bluesa / ewentualnie z momentami elektroniki. Nie mam praktycznie żadnej wiedzy o prawdziwym bluesie czy jazzie – słyszałem tylko kilka kawałków Louisa Amstronga (najpierw w grze Fallout 2, później z Yotube), i jeden szczególny kawałek w serialu Star Trek Next Generation – w odcinku, w którym Binarowie uprowadzili okręt kosmiczny a kapitana i zastępcę umieścili w Holo Decku. Wtedy w Holo Decku grał jakiś Jazzowy zespół – trąbki, saksofon… rozpłynąłem się w tej muzyce i zakochałem :) Niestety nigdy nie odkryłem co to za kawałek (Shazaam ani SoundHound nie znalazły). Możliwe, że utwór był skomponowany specjalnie na potrzeby odcinka serialu.

  2. To jest genialny materiał, najlepiej wyprodukowany pod względem technicznym w przeciągu ostatnich 5 lat, nie licząc nowego album Timberlake’a. Świetnie zbalansowany, zawierający przeboje i może jedną zapchajdziurę. Trzeba też dodać to, że Daft Punk wraca stylem grania do czasów disco, ale nie jak parę lat temu Lady Gaga, Little Boots, czy La Roux. I tak jak Timberlake wyrwał się trochę z dzisiejszego popu, tak oni wyrwali się z dzisiejszej elektroniki i album brzmi inaczej niż konkurencja, w tym przypadku inaczej znaczy lepiej. Proponuję każemu, kto tylko może posłuchać tego materiału na jakichś dobrych słuchawkach, zamkniętych czy półotwartych. Co o Giorgio by Moroder, całkowicie się zgadzam. Czarna owca płyty, chciano chyba wskrzesić ducha starych lat analogowych syntezatorów, tylko że można było dużo ciekawiej. Sądze, że jedynym powodem wybrania Giorgio Morodera na tę płytę był jego romans z Top Gun. Płytę można w zasadzie podzielić na dwie cześci, do Lose Yourself To Dance i po. Jeszcze w jednym punkcie się nie zgodzę, ta płyta nie jest bezpiecznym pojdeściem, wystarczy posłuchać konkurencji. Kto teraz wykorzystuje głównie funkowe riffy i disco groove na albumach i robi z tego przebój?

  3. Najlepszy jest 3ci utwór… no ale to Giorgio… no i Doin’ It Right…..ogólnie płyta jest fajna, ale jak na Daft Punk to meh…

  4. Zgadzam się z autorem recencji – świetne podsumowanie RAM i błyskotliwe odniesienie się do wcześniejszej twórczości DP. Całkowicie się zgadzam z fragmentem “Cóż, to już mają przecież dawno na koncie – dajmy im po prostu grac to, na co mają ochotę, a może znów odwdzięczą się takim udanym albumem, jak Random Access Memories.” – esencja RAM w pigułce. Jeśli chodzi o głosy niezadowolenia wśród wiernych fanów DP, to owszem, najnowszy krązek nie jest tym, czym było dla nas genialne Discovery, stylem odbiega od tego, do czego Dafci nas przyzwyczaili, ale pamiętajmy, że inne nie znaczy gorsze, a gdy dobry artysta eksploruje nowe, nieznane przez siebie horyzonty i jeszcze robi to w tak dobrym stylu jak Daft Punk na RAM – tylko się cieszyć, że są jeszcze twórcy odważni i nie jadący przez całą karierę na pewnym, sprawdzonym i oklepanym przez siebie gruncie. :)

  5. Strasznie mi się podobał ten album, zwłaszcza “Instant Crush” z Julianem Casablancasem. “Touch” z Paulem Williamsem na początku mnie odrzucało, ale teraz je uwielbiam, a kawałki z Pharellem Williamsem to dla mnie absolutni faworyci. Ogólnie jestem tym albumem zachwycony. Ale i tak wolę Devotion od Anberlinu…

  6. Dziś przypadkiem trafiłem na ten wpis z archiwów internetu i… aż mi się gęba śmieje. RAM jest GENIALNE. Jeszcze chyba żadnej płyty nie słuchałem tak wiele razy przez tyle lat. Jasne – może idealnie trafiła w moje gusta, ale ciągle słyszę ją w różnych miejscach: na siłowni, w sklepach, radio… Moi synowie zdążyli przy niej dorosnąć i dalej jej słuchają :) A ja nie mogę się doczekać, czy DF coś jeszcze wypuści? Oby…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Pokaż stopkę

Czym jest Spider’s Web?

12 blogerów Spider's Web to 12 różnych blogów technologicznych, które razem tworzą jakość w polskiej blogosferze, opartą na opinii i analizie, a nie na informacji przepisanej ze źródeł anglojęzycznych. Spider's Web © 2008 - 2017. Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, modyfikacja, wprowadzanie do obrotu, publikacja, dystrybucja w celach komercyjnych bez zgody właściciela tej strony są zabronione.

Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies.Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia.

logo, design, support: Spiders.Agency | hosting: oktawave