Wstyd słuchać, czyli muzyczne guilty pleasures

Muzyka 16.05.2013
Wstyd słuchać, czyli muzyczne guilty pleasures

Wstyd słuchać, czyli muzyczne guilty pleasures

Czasami bywa tak, że spodoba nam się jakiś utwór i nie do końca umiemy wyjaśnić, dlaczego. Pal licho, kiedy mowa tu o jakimś powszechnie lubianym kawałku – gorzej, kiedy w jakiś niewyjaśniony sposób wpadła nam w ucho piosenka, która niestety jest… zła.

Prawdziwa grecka tragedia – doskonale wiemy, że ów obiekt uwielbienia jest fatalnym i obciachowym kawałkiem muzyki, ale mimo to zakładamy słuchawki i po cichu, w konspiracji przed złośliwymi komentarzami, odpalamy sobie nasz ukochany koszmarek. I to jest właśnie guilty pleasure – muzyka wstydliwa, zła, kiczowata, ale mimo to wzbudzająca u nas pozytywne odczucia. z jakichś nie do końca zrozumiałych powodów. (I nie należy mylić tego z pojęciem muzyki tak złej, że aż dobrej – to już trochę inna sprawa)

Pytanie brzmi, co zatem zrobić z tym fantem? Wstydzić się swojej miłości do obciachowych wykonawców i ich dziełek? Udawać, że to słuchanie LMFAO czy Miley Cyrus to tylko tak ironicznie? Oczywiście, że nie! Nie bójmy się złej muzyki, nie bójmy się tandetnych piosenek, nie wstydźmy swojego gustu, jakkolwiek by był dziwaczny. W końcu muzyka nie musi być dobra, by była fascynująca, prawda?

Postanowiłem więc dać dobry przykład – oto moja siódemka popowych utworów, które są złe – i ja doskonale sobie zdaję sprawę, że są złe – ale jednocześnie słucham ich z (wstydliwą) przyjemnością.

Black Eyed Peas – I Gotta Feeling

Każdy chyba wie doskonale, że will.I.am to muzyczny Hitler i osoba, która za cel postawiła sobie zniszczenie muzyki produkowanie coraz gorszych singli celem znalezienia granicy, po przekroczeniu której przeciętny zespół pop zamienia się w groteskową karykaturę. Muzyka will.I.ama solo i Black Eyead Peas już dawno przekroczyła tę granicę. Ba – zaszła tak daleko, że obeszła ją z drugiej strony i przekroczyła ją znowu, podwójnie, a potem potrójnie. I nagle, spoza tego zalewu koszmarnych wręcz tracków, pojawiło się I Gotta Feeling – prosty, bujający, przyjemny kawałek o grupie ludzi spędzających miło czas. I choć tekst jest głupi, a muzyka nie różni się niczym od setek innych kawałków masowo wypluwanych przez Davida Guettę, to nie potrafię nie ulec jego optymistycznej atmosferze – słuchając tego utworu zwyczajnie wierzę w to, że dziś szykuje się dobra noc.

Losowe linijki:
Fill up my cup (Drink!)
Mazel tov (Lechaim!)

Cher Lloyd – Want U Back

Cher Lloyd jest jedną z uczestniczek jakiegoś talent show z Wielkiej Brytanii. I choć zdarzyło jej się tam pokazać, że naprawdę potrafi śpiewać, to jej debiutancki krążek to głównie wyjątkowo irytujący zlepek połamanych dźwięków, przeciętnego popu i bardzo, bardzo złego rapu w wykonaniu samej wokalistki. Want U Back jednak wyróżnia się tym, że to zwyczajnie cholernie uroczy kawałek, przynajmniej dla mnie – głos Cher jest słodki jak miód, podobnie jej akcent, a to dziwaczne wrrrr samplowane tu i tam tylko dodaje uroku. Co więcej, cała piosenka jest napisana z ciekawej perspektywy. Kojarzycie motyw takiej harpii, która zostawia swojego faceta z błahego powodu, a kiedy widzi go razem z jego nową dziewczyną, robi się zazdrosna i ma pretensje o to do całego świata? Ano, Cher wciela się w taką to przemiłą osobę. I wypada w tej roli aż za dobrze.

Losowe linijki:
You clearly didn’t think this through
If what I’ve been told is true
You’ll be crawling back like boo hoo hoo

Flo Rida – The Club Cannot Handle Me Right Now

Ech, Flo Rida należy do tej wąskiej grupy raperów, których natura pozbawiła absolutnie jakichkolwiek znamion osobowości. Szczerze mówiąc, nie tylko nie wiem kompletnie nic o tym gościu, ale nawet nie mam ochoty tego stanu zmieniać. Tak też wypada jego rymowanie – zupełnie bezbarwnie i bez polotu. Paradoksalnie, to tylko służy temu kawałkowi – kolejnemu utworowi o zabawie w klubie, kolejnemu, w którym palce maczał David Guetta i kolejnemu, który zaraża energią i optymizmem. I jasne, Flo Rida jest tu bezjajeczny jak zawsze, całość to wydmuszka o niczym, a takich kawałków leci w stacjach radiowych masa – ale jakimś cudem tutaj mi te wszystkie elementy zagrały ze sobą idealnie, a refren nie może mi wyjść z głowy.

Losowe linijki:
Celebrate coz that’s all I know
Tip the groupies taking off their clothes

Big Sean – Dance (A$$) Remix feat. Nicki Minaj

Ciekawa sprawa z tym kawałkiem. Szczerze mówiąc, całość jest tak dziwaczna, że nie mam zielonego pojęcia, czy ten utwór jest tak niesamowicie zły, czy zwyczajnie tak genialny i wyprzedzający epokę, że nie potrafię go pojąć swoim ograniczonym umysłem. Ta pierwsza opcja jest bezpieczniejsza, więc postawię mimo wszystko na nią. Tyle tu groteskowych linijek, patentów muzycznych kompletnie od czapy czy dziwacznych dźwięków, że brzmi to trochę jak jeden wielki trolling. I nie powiem, jest to na swój sposób fascynujące. Ale nie dbam o to, czy Big Sean nie postanowił właśnie zaśmiać się rynkowi muzycznemu w twarz i zrobić najgorszy utwór pop w historii muzyki dla picu – i tak słucham go zdecydowanie zbyt często. Może to zasługa samplowania klasyku MC Hammera?

Losowe linijki:
Kiss my ass and my anus, ’cause it’s finally famous
And it’s finally soft, yeah, it’s finally solved!

Nicki Minaj – Starships

Nicki jeszcze raz – przyznawałem się już do sympatii do niej, czas więc na krok nr 2: pochwała dla tego maksymalnie kiczowatego utworu, który brzmi, jak gdyby panna Minaj stwierdziła, że ma wszystko gdzieś i zamierza nagrać ze cztery różne utwory w ramach jednego kawałka. Nic tu się nie trzyma kupy, obciachowy europop miesza z wokalem w stylu Britney Spears, by nagle ustąpić miejsca stadionowym okrzykom… Wow. Nie mogę się oderwać. Mam wrażenie, że sama Nicki bawiła się podczas nagrywania lepiej, niż ktokolwiek podczas słuchania tego utworu. No, poza mną.

Losowe linijki:
Jump in my hoopty hoopty hoop, I own that
And I ain’t paying my rent this month, I owe that

Pitbull – Back In Time

Macie może tego jednego znajomego, który zazwyczaj (całkiem serio) opowiada całkowite pierdoły bez sensu, w związku z czym nikt już się tym nie przejmuje i po prostu nie traktuje już gościa poważnie, starając się tylko czerpać trochę radości z tego bełkotu? Cóż, dla mnie taką postacią w muzyce pop jest właśnie Pitbull. Posłuchajcie tego kawałka – nie wierzę, że ktokolwiek napisał i zrealizował taki komediowy wręcz twór na serio, jeszcze tym bardziej w ramach motywu przewodniego do filmu s-f. To przecież brzmi jak żart, ten skoczny sampel, harmonijka, kompletnie bezsensowny tekst… Monty Python. I mnie to bawi, Back in Time jest tak rozbrajające, że automatycznie klikam repeat.

Losowe linijki:
Despite a big loss, I’d bet it all
And fought blind against the world, Ray Charles

Gwen Stefani – Wind It Up

Gwen nie jest złą artystką, jej debiutancka solowa płyta była wręcz bardzo dobra i chętnie ją sobie przypominam od czasu do czasu. Schody zaczęły się przy średnio udanym, kolejnym albumie, a konkretnie absurdalnie złym singlu, Wind It Up. Kompletny bełkot w tekście, dziwaczne sample, no i… jodłowanie. Tak, wszyscy swego czasu drapali się po głowie, co Gwen strzeliło do głowy, żeby wpleść jodłowanie do swojego popowego singla – i moim zdaniem jasne, wyszło tak jak można się było spodziewać (głupio i bez sensu), ale… cholera, jodłowanie! Nie wiem, coś ten kawałek ma w sobie, może to ta dziwaczność, może to ten retro-klimacik, może głos Gwen wyśpiewujący te idiotyczne linijki o nakręcaniu się, kto wie – grunt, że czegoś takiego nie słyszy się często, wobec czego ja niestety czuję się kupiony.

Losowe linijki:
High on the hills with the lonely goatherd, lay-od-lay-od-lay-he-hoo
Yodell back with the girl and goatherd, lay-od-lay-od-low

***

Macie jakieś swoje guilty pleasures? Ostatnia popularność PSY czy polskiego Weekend wskazuje, że chyba nikogo z nas to zjawisko nie omija – pytanie, czy macie odwagę się do tego przyznać…

Teksty, które musisz przeczytać:

Kto się wstydzi „Przyjaciół” i „Harry’ego Pottera”? Polacy ujawniają prawdę o swoich popkulturowych guilty pleasures

Zjawisko grzesznej przyjemności używane w kontekście filmów, seriali, gier czy książek funkcjonuje w popkulturze od wielu lat. Nowy raport badawczy poświęcony guilty pleasure pokazuje jednak, że wśród wstydliwych tytułów wskazywanych przez Polaków nie brakuje niezwykle popularnych dzieł. Czyli oglądamy, choć uważamy je za fatalne?

Artykuł/Trendy 21.09.2020

Dołącz do dyskusji (12)

12 odpowiedzi na “Wstyd słuchać, czyli muzyczne guilty pleasures”

  1. każda muzyka ma swoje miejsce, niektóre utwory słucha się wręcz z religijnym uwielbieniem
    inne są świetne do biegania albo sprzątania
    nawet disco polo ma swoje miejsce, przecież nie może być wesela na wsi bez Białego Misia

    od strony psychologicznej: wykryto, że podoba nam się muzyka, którą znamy, ludziom więc podobają się proste skoczne kawałki – inaczej mówiąc trzeba spędzić trochę czasu zanim się doceni bardziej wartościową muzykę, a taka prosta da się lubić od razu

  2. Witam, mojego ulubionego krytyka!!! Gratuluję tekstu. Tym razem w pełni popieram… popieram przede wszystkim podejście. Tylko czy to jest zła muzyka? Proponuje nazwę “skuteczne produkty muzyczne”. Takie twory królują w naszej rzeczywistości. Wymieniany przez Ciebie Pitbull jest dla mnie fenomenem. Facet w tak krótkim okresie wypuścił tyle hitów w duecie z chyba wszystkimi gwiazdkami… Pokaż mi kogoś kto w ostatnich latach był tak “płodny”. To nie wszystko, zaskoczył mnie, gdy zobaczyłem go gościnnie w teledysku Cypress Hill. Ci kolesie nie nagrywają z byle kim. Wróćmy jednak do meritum. Wstydzi się młodzież, która w jakiś jeszcze sposób traktuje muzykę jak ideologię. Przychodzi jednak czas kiedy zaczynają się żenić znajomi, my sami również i dochodzimy do szokującego odkrycia… wesele bez disco polo? Nie!!! to tradycja gminna, narodowa, która musi być w ilości zbliżonej do butelek wódki. Tacy jesteśmy wszyscy… dopiero na takich impreza okazuje się, ze znamy całą listę piosenek nie tylko o majteczkach w kropeczki, czy białym misiu…
    Czym są te kicze, o których piszesz jeśli nie takimi właśnie śmiesznymi, niezobowiązującymi utworami. Polecam taki zestaw do biegania. Trzymając się tempa z bułgarskiego hitu Sexualna możesz ściągnąć zegarek, prędkość 6:00 na kilometr. Biegniesz i micha się cieszy, że ktoś coś takiego wymyślił, a z drugiej strony duma, ziomkowie z południa zakasowali teledyskiem i dziewczynkami najlepszych producentów ze Stanów.
    tym razem podpisuję się obiema rękami. Słuchajmy produktów i śmiejmy się nie z nich ale do siebie, inni myślą, że uśmiechamy się do nich i robi się miło… :):):)

    • Ja myślę, że wcale nie musi. Tzn. zależy co uważasz za dobrą muzykę, ale nie mogą nazwać muzyki Nicki M. dobrą muzyką, no ludzie, plis :D Rozumiem że są ludzie, zazwyczaj z małą wiedzą na temat muzyki, którzy właśnie głównie takich kawałków słuchają, bo w radiu lecą, w sklepach tak samo i jest to rzecz im znana, a że sprawiają one wrażenie “taneczne, pozytywne i optymistyczne” to mówią sobie “fajna nuta”. Ja mimo wszystko się przy nich męczę, bo znam wiele mniej znanych piosenek, które poprawiają mi nastrój i przy okazji nie powodują bólu głowy i mają jakąś wartość (dla mnie) :)

  3. Każda beznadziejna piosenka, którą polubiłam w dzieciństwie, to jest spore prawdopodobieństwo, że z sentymentu dalej będę jej słuchać z przyjemnością :D Ale i z dzisiejszych hitów, nie za często, ale od czasu do czasu coś mnie złapie, tylko nie jest to chyba coś aż takie tragicznego jak Nicki “kiss my a$$” :D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...