Die Hard: mobilna gra to gwóźdź do trumny Johna McClane’a

Gry 21.04.2013
Die Hard: mobilna gra to gwóźdź do trumny Johna McClane’a

Die Hard: mobilna gra to gwóźdź do trumny Johna McClane’a

Jakkolwiek niefortunne jest stałe tłumaczenie “Die Hard” jako Szklanej pułapki, nie zagraża ono popularności serii. Rodzime nazewnictwo to jednak tytuł na osobny artykuł, natomiast warto przyjrzeć się temu, co dzieje się dookoła serii. Dodatkowy zarobek za wykorzystywanie licencji może twórcom przynieść mobilna gra. Tylko kto ją kupi?

Wskrzeszanie trupa dobrze wyszło Georgeowi Romero w cyklu filmów o zombie. Za to John Moore, który reżyserował również filmową adaptację gry Max Payne, nie podołał zadaniu przywrócenia niemalże zza grobu legendy Johna McClane’a. Bruce Willis się postarzał i lepiej wychodzi mu granie właśnie emerytowanych glin (jak w Sin City czy 16 Przecznic), natomiast serie, w których był głównym zabijaką, powinny zostać zamknięte, zamiast być odświeżane z młodszym zastępstwem. Tym bardziej, że jego filmowy syn nie odziedziczył po tacie zachowania prawdziwego “bad-assa”, a z wyglądu bliżej mu do swojego imiennika z Far Cry – Jacka Carvera.

jack_mcclane
Fani filmu nie wykrzykną również radosnego “Yippee-ki-yay”, eliminując kolejnych bandziorów w grze Die Hard na urządzenia mobilne. Dlaczego? Bo to zła gra jest. Reklamowana wizerunkiem jednego z głównych bohaterów filmu, przyciąga dodatkowo będąc darmową pozycją w Google Play. Już ponad dwa tysiące użytkowników dało się nabrać na to, że klimat pierwszych części kinowego hitu został przynajmniej przeciętnie oddany. Błąd.

Sama rozgrywka opiera się na znanym typie “Infinite run”, którego głównym przedstawicielem jest znany i lubiany Temple Run 2. Twórcy Die Hard postanowili dołożyć parę dodatkowych elementów do tego gatunku. Gracze otrzymali przede wszystkim dynamiczną (w teorii) strzelankę TPP. Do zmiany torów biegu i skakania dochodzi więc namierzanie celów i przeładowywanie magazynka. Sporadycznie również wymierzanie kopniaków, w chwili gdy akurat uzupełniamy amunicję. Mimo w zamyśle ciekawych patentów, programiści pozbawili swój tytuł jakiegokolwiek klimatu. Kiedy w swoje ręce dostałem Into the Dead, ciężko mi było uwierzyć, że tak wiele da się wycisnąć z Infinite Run. Natomiast w Die Hard gram jedną ręką, podczas gdy druga podpiera mi głowę. Żeby nie usnąć albo żeby w znużeniu nie trzepnąć nią w biurko.

Screenshot_2013-04-21-11-10-39
A mogło być naprawdę dobrze. Mamy standardowo kolejne zadania do pokonania, zbieraną walutę i… brak dobrych powodów, żeby ją wydać. Sensowną opcją wydają się checkpointy prowadzące nas do dalszej części misji, jednak te są tak drogie, że ciężko byłoby z nich korzystać bez płacenia realnej gotówki. Do tego grafika nie trzyma kompletnie żadnego konkretnego stylu. Z jednej strony nie ma bajkowości Temple Run, jednak mimo to zdarzają się świecące poświaty wokół gracza służące za kamizelkę kuloodporną. Niekonsekwencja irytuje.

Wychodzi na to, że John McClane na dobre już wyciągnął kopyta. Na domiar złego, kolejne produkcje bazujące na sukcesie tej postaci, tylko zniechęcają, nawet do powrotu do starych, dobrych części. Na poprawę humoru pomoże mi chyba tylko Szklana pułapka z 1988 (lub Szklanką po łapkach z 1996). A już na pewno ominę szerokim łukiem nowe produkcje z serii Die Hard.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...