Przy tej grze o Zombie, Left 4 Dead to bajka dla dzieci

Mobile 09.04.2013
Przy tej grze o Zombie, Left 4 Dead to bajka dla dzieci

Przy tej grze o Zombie, Left 4 Dead to bajka dla dzieci

Inwazja Zombie to już nie tylko literacka, filmowa czy komiksowa fikcja. Chodzące trupy to zjawisko, które naciera na nas z każdej strony. Czasem do przesady, czasem z uzasadnieniem serwując solidną dawkę rozrywki i grozy.

Był czas, kiedy zwyczajnie męczyło mnie słuchanie tych wszystkich bzdur o Zombie, ich krwiożerczości i ludziach żyjących tym mitem. Do czasu, kiedy nie rozbiłem się za miastem. Jakimś cudem wydostałem się z wraku pojazdu tylko po to, żeby odkryć, że jestem w szczerym polu. Koło mnie tłoczyła się horda tego, co pozostało z ludzkich ciał. Powoli kroczące w moją stronę monstra wyły zawzięcie, a ich liczba szła w setki, a nawet tysiące. Są tu także teraz.

Nie mogę przestać biec. Chociaż może rozsądniej byłoby się gdzieś schować, udawać jednego z nich, gnam pod prąd. Jedyne, co mogę zrobić, to przechylać się to na prawo, to na lewo, manewrując między wyciągającymi po mnie swoje łapska trupami. Pędzę co sił, wsłuchując się w kolejne odgłosy pazurów zaczepiających się o moje ubranie. W pewnym momencie dostrzegam stłumiony błysk flary. To ktoś z powietrza zrzucił zaopatrzenie. Chociaż od leżącej skrzyni dzieli mnie kilku umarlaków, wykonuję między nimi błyskawiczny slalom i dopadam zdobycznego pistoletu. Jedyne co mam w świadomości to metry, które przebiegłem i ilość pocisków w magazynku. Nabojów jest zbyt mało, a drogi do przebiegnięcia zbyt dużo.

Lawiruję między kolejnymi zastępami trupów. Jest ciemno, a widok roztaczający się przede mną zdaje się być zadymiony, jak gdybym nosił zaplamione gogle, jak gdyby mój mózg powoli się poddawał. Widzę przed sobą zbity szereg, nie ma szans, żeby skręcając w pełnym biegu, przedostać się przez taki trupi mur. Pociągam za spust. Po pierwszym, celnym strzale, jedno z ciał osuwa się na ziemię i oto pojawia się moja szansa – wyłom w wyciągającej swoje łapska barykadzie. Przeskakuję przez płot i wbiegam na pole kukurydzy. Rośliny wyższe ode mnie sprawiają, że kilka pocisków posyłam na oślep, tylko dlatego że zdaje mi się, że na swojej drodze, za pnączami widzę ruch. Wiem, że pociągnąć za spust mogę już tylko dwa razy. Widzę leżącą nieopodal strzelbę, jednak otacza ją zbyt wielu Zombiaków. Dwa strzały. To starczy na jednego, góra dwa trupy. Kolejny raz blokują moją drogę. Ściskam język spustowy. Jeden dostał w ramię, ale dalej stoi mi w przejściu. Przymierzam, wciąż biegnąc. Czas na pewny strzał. W chwili, gdy niemal słyszę wylatujący wraz z wybuchem pocisk, pod moją stopą wyrasta korzeń. Zachwiałem się na nim i ostatni nabój poleciał w powietrze. Chwilę potem para trupiozimnych rąk przyciska mnie do ziemi, dodając do tego impet opadającego ciała, którego nie mogę zwyciężyć. To mój koniec.

into_the_dead_1

Umarłem. Patrzę jak podlicza się ilość przebytych metrów i pokonanych przeciwników. To już kolejny raz, kiedy zdecydowałem się na morderczy bieg w Into the Dead, najbardziej klimatycznej grze o Zombie, w jaką miałem okazję zagrać. W tej misji zostały jeszcze tylko dwa cele – pokonanie 3000 metrów bez oddania strzału oraz diametralnie inny – zabicie czterech wrogów na raz jednym granatem. Gdy tylko je ukończę, przejdę na wyższy poziom i może w nagrodę gdzieś na swej drodze otrzymam karabin, który pozwoli mi skuteczniej przebijać się przez hordy trupich zastępów. Już wiem, że kolejnych kilkadziesiąt minut spędzę z tabletem w dłoniach.

Wiele już było gier, które średni pomysł i schematyczność podpierały otoczką popularnych ostatnio Żywych Trupów. Zdarza się, że produkcja jest dobra sama w sobie, a wykorzystując Zombie, stara się dodać sobie zwolenników. Tak było choćby w przypadku Samurai vs Zombie Defense 2, gdzie potwory niemal w niczym nie przypominały umarlaków, a równie dobrze w ich miejsce można było wstawić dwugłowe kurczaki. Jednak Into the Dead w stu procentach wykorzystuje potencjał drzemiący w ciężkim klimacie rodem z trupiej apokalipsy. Od pierwszych minut czuje się ciężki oddech kierowanego bohatera, jego paniczną niemożność zatrzymania się i wyłaniające się z mroku sylwetki przeciwników. Broń jest tu błogosławieństwem, a zużycie każdego pocisku to przemyślana decyzja.

Opisywana aplikacja należy do popularnego typu “infinite run”, czyli gier polegających na tym, żeby raz za razem rozpoczynać bieg, pokonując tę samą trasę i zdobywając punkty na dalsze ulepszenia. Tu jednak porażka jest znacznie cięższa do przyjęcia, niż na przykład w Temple Run 2. W tej ostatniej, gracz na pamięć uczy się przeszkód i kiedy po chwili nieuwagi spada w przepaść, jest w stanie machnąć na to ręką i zacząć bieg jeszcze raz. W Into the Dead, każda śmierć jest bolesna, mimo że raz po raz zaczyna się z nowym życiem.

into_the_dead_2

Na koniec wspomnę tylko o kwestiach technicznych. Programiści zrobili kawał dobrej roboty udostępniając trzy modele sterowania. Można więc urządzenie wychylać, naciskać daną stronę ekranu w celu skręcenia albo też z jednej połowy panelu zrobić pad kierunkowy, natomiast z drugiej strefę wciskania spustu broni. Jest to najlepsze rozwiązanie, jakie do tej pory widziałem w grach. Przechodzenie kolejnych poziomów pozwala na wykonywanie specjalnych zadań. Jeśli jednak którekolwiek okaże się zbyt trudne, można je wykupić dzięki wewnętrznej walucie, otrzymywanej za pokonywane metry i eksterminowane potwory. Dzięki przechodzeniu na dalsze poziomy, możliwe są do odblokowania dwa tryby. Pierwszy z nich zamiast zliczać metry wędrówki, stawia na zabijanie Zombie, natomiast drugi znacznie zwiększa poziom trudności, ograniczając pojemność magazynków i od początku zsyłając gęstsze trupie barykady. Wyniki można oczywiście porównywać ze znajomymi za pomocą konta na Facebooku.

Jako, że gra jest darmowa, nie można było uniknąć reklam i mikropłatności. Mimo to, nie są one drażliwe, a wydanie realnych pieniędzy nie wpływa znacząco na rozgrywkę. Przede wszystkim daje możliwość kupna innych tekstur nakładanych na Zombie (drużyna futbolowa lub postacie rodem z II Wojny Światowej). Da się tego dokonać i przy braku jakichkolwiek płatności, jednak wymaga to długiej i zaciekłej gry nastawionej na zbieranie monet. Ciężko to jednak uznać za wadę. Ciężko w ogóle znaleźć jakąkolwiek wadę, nie przeszkadza nawet fakt, że gra jest mało urozmaicona. W “zbrojowni” już widać zapowiedzi dalszych aktualizacji. Nawet bez tego, to najbardziej klimatyczna gra o Zombie na urządzenia mobilne. O ile Left 4 Dead na PC i konsole straszyło graczy, dając jednocześnie szansę na eksterminację wrogów, o tyle Into the Dead przede wszystkim wprowadza klimat grozy, pokazując że gracz jest z góry na słabszej pozycji. To produkcja do polecenia każdemu, tym bardziej że właśnie skończył się sezon The Walking Dead i taki tytuł świetnie zapełni pustkę oczekiwania na kolejne trupie historie.

Tagi:

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (4)

4 odpowiedzi na “Przy tej grze o Zombie, Left 4 Dead to bajka dla dzieci”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...