God of War: Wstąpienie. Do czterech razy sztuka?

Gry 26.03.2013
God of War: Wstąpienie. Do czterech razy sztuka?

God of War: Wstąpienie. Do czterech razy sztuka?

Co jeszcze można wymyślić po tym, kiedy napakowany niczym koszyk z Lidla bohater wykończył wszystkich bogów zasiadających na Olimpie? Jakoś trudno wyobrazić sobie Kratosa w kolejce do pośredniaka, więc panowie z Sony wepchnęli chłopaka do więzienia Tytanów. I to jeszcze przed wydarzeniami, które uczyniły Spartiatę bogiem wojny. Oszaleli?

Niekoniecznie, bo niejeden raz przekonaliśmy się, że prequel może pomóc podupadającej serii – najlepszym przykładem jest choćby ukochana przez studentów archeologii Lara Croft. W wypadku serii God of War zadanie było zresztą trudniejsze, bo GoW III to była rewelacyjna przygoda i świetna gra niemal w każdym aspekcie, poczynając od fabuły, poprzez gameplay, aż po grafikę i muzę. Kratos po raz czwarty musiał dorównać swojej legendzie. Czy to się udało?

god3

Największą atrakcją Więzienia Potępionych są tortury zadawane przez okrutne Furie i właśnie w tym momencie Kratos wraca do gry, jeszcze jako zwykły człowiek, chociaż już wielki jak starszy brat Burneiki. Chłopak bardzo szybko dochodzi do wniosku, że dyndanie na łańcuchach to nie jest to, co chciałby robić w życiu i wyrywa się na wolność.

Zaczyna się przygoda, która niespodziewanie finiszuje po mniej więcej ośmiu, dziesięciu godzinach grania na poziomie normal. Czy to dużo? Biorąc pod uwagę kasę jaką trzeba wyłożyć na „czwórkę” byłoby to żałośnie mało, ale na szczęście GoW: Wstąpienie ma kilka jasnych punktów, które łagodzą szok krótkiego singla.

Niewielkie, ale niezgorsze smaczki to choćby dołożenie przypadkowej broni na trasie Kratosa, czy uzupełnienie arsenału ciosów akcjami w rodzaju stuknięcia przeciwnikiem o glebę. W dzisiejszych, nerwowych czasach, to dobry sposób rozwiązywania życiowych problemów i w grze też się sprawdza. Bardziej subtelna metoda dotyczy magii, której surową mocą można łomotać po głowach przeciwników. Kratos musi nauczyć się obsługi czterech żywiołów, co nie zabiera jakoś szczególnie wiele czasu. Czarowanie żywiołami to miłe urozmaicenie, bo nie ma nic przyjemniejszego od przysmażenia komuś portek.

Nieco mniej szczęścia mają fani, którym największą radość dostarczają łamigłówki i puzzle. Raz, że wyzwań tego typu jest za mało, a dwa, że stanowią trudność najwyżej dla trzylatków. Z drugiej strony, Spartiata nigdy nie chciał przecież iść na studia i robić doktoratu z rytuałów godowych muszek owocówek. Chłopak ma wyciskać przeciwników jak sokowirówka i to właśnie robi najlepiej.

Czwarta gra legendarnej serii na starzejącą się konsolę musiała ofiarować coś więcej niż kilkanaście rund mordobicia i coś takiego gracze dostali. Mowa oczywiście o trybie wieloosobowym, w którym Kratos i spółka wzięli udział po raz pierwszy w życiu. Niektóre tryby to czysty, nieskrępowany chaos w sam raz do rozpruwania uporządkowanej rzeczywistości. Nielicha deathmatchowa zabawa przypomina obsługę młocarni, ale po pewnym czasie jakoś się nudzi. Może to kwestia osobistego podejścia do gry, która przecież zawsze była singlem.

Zdecydowanie najciekawszym pomysłem jest tzw. Próba Bogów, w której można wziąć udział razem z bratem krwi lub mniej melodramatycznie – kumplem z rajdów w innych potyczkach. Wyzwanie polega na walce z potężniejącymi po każdej rundzie potworami. Za ubicie niemilucha przewidziana jest premia czasowa, tym większa, im bardziej gagatek dostanie po trąbie. Ładne to, przyjemne i nie nudzi się prędko. Zdecydowanie najlepsza rzecz, na jaką można natrafić w multiplayerze.

Oczywiście można znęcać się nad mizernością fabuły, małą ilością gigantów, czy słabym blokiem Kratosa, ale da się z tym żyć i raczej nikt nie wpadnie z tego powodu w alkoholizm. God of War w czwartej odsłonie nie jest grą idealną, ale to nadal słuszna porcja rąbaniny, emocji i sporo zabawy, z czego seria od lat słynie. Byle tylko nikt nie wpadł na pomysł dalszego odcinania kuponów od jej sukcesu bo bardzo możliwe, że byłoby już tylko gorzej.

Łysy jak kolano Kratos na razie bardzo się ceni. Aby wziąć udział w przygodach Spartiaty, trzeba przygotować niemal 180 zł. Oferta sklepu 3kropki.pl tutaj. W innych miejscach jest jeszcze drożej.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...