Grammy 2013 – rzut okiem na zwycięzców

Muzyka 13.02.2013
Grammy 2013 – rzut okiem na zwycięzców

Grammy 2013 – rzut okiem na zwycięzców

10. lutego 2013 w Los Angeles odbyła się 55. już edycja rozdania nagród Grammy, mniej lub bardziej celnie dokumentująca, kto rozdawał karty na rynku muzycznym w minionym roku. Nie każdy ma jednak wystarczająco dużo czasu i przede wszystkim samozaparcia, by przesiedzieć całą długą ceremonię – przed Wami zatem esencja tegorocznego rozdania złotych statuetek w kształcie gramofonu.

Najważniejsza kategoria to rzecz jasna Album roku, gdzie, co ciekawe, nie znalazły się dokonania żadnych stricte popowych artystów i piątkę nominowanych tworzyli artyści wywodzący się z rockowych lub alternatywnych rejonów. Zwyciężył album “Babel” zespołu Mumford & Sons, co nie było specjalnym zaskoczeniem. Folkrockowe brzmienia grupy zaskarbiły sobie masę fanów już przy okazji poprzedniego albumu Mumfordów, a nowy krążek jest jeszcze ciekawszy – bardziej urozmaicony, lepiej dopracowany, a momentami zaskakująco przebojowy.

Nagranie roku to kolejna kategoria, która wywoływała emocje, tym bardziej, że tutaj ciężko było wskazać zdecydowanego faworyta. Zarówno Taylor Swift, jak i fun. mieli na koncie wyjątkowo popularne single, jednak pogodził ich utwór znany z tysięcy facebookowych profili – “Somebody That I Used to Know” w wykonaniu Gotye i Kimbry. Co ciekawe, ów utwór wydany został dwa lata temu, jednak dopiero w ostatnim roku zdobył ogromną popularność w USA. A Gotye jest kolejnym (po zespole fun. zresztą) wykonawcą niezależnym, który nagle, zupełnie znikąd, po wcześniejszej działalności w swojej niszy, awansuje do rangi gwiazdy pop. Australijsko-belgijski wokalista zwyciężył także w kategorii Najlepszy album alternatywny ze swoim krążkiem Making Mirrors, aczkolwiek tutaj konkurencja nie była zbyt mocna – rywale tacy jak M83 czy Björk nagrali całkiem przeciętne płyty (jak na swoje możliwości).

Bliźniaczą kategorią do nagrania jest piosenka roku – i pewnie zastanawiacie się, czym to się różni od poprzedniej pozycji. Otóż, upraszczając całą sprawę, nagrodę za nagranie roku otrzymuje wykonawca utworu wraz z ludźmi odpowiedzialnymi za jego produkcję, natomiast statuetka za piosenkę roku wędruje do kompozytora danego kawałka. Tak więc w tym przypadku złoty gramofon otrzymali członkowie zespołu fun. wraz z producentem Jeffem Bhaskerem – autorzy utworu “We Are Young”, nagranego w duecie z Janelle Monáe.  I był to faktycznie przełomowy utwór dla tej grupy, który nie tylko wypromował album, ale i sam zespół, definiując przy okazji jego brzmienie – a podniosłą melodię tego kawałka nucił niemal cały świat w 2012 roku. Ta sama ekipa triumfowała także w kolejnej kategorii – na najlepszego nowego artystę. Choć co prawda fun. mieli przed nagraniem “Some Nights” już jeden album na koncie (“Aim and Ignite z 2009 roku), to faktycznie dopiero w tym roku udało im się wykrystalizować swoje charakterystyczne brzmienie, jednocześnie trafiając ze swoim materiałem do szerokiej publiczności. I choć ta kategoria była bardzo mocno obsadzona (albumy Alabama Shakes, Franka Oceana czy The Lumineers były mocnymi punktami na muzycznej mapie 2012 roku), to akurat fun. dało o sobie znać zdecydowanie najdosadniej.

Kolejna statuetka, za Najlepsze wykonanie – pop przypadła ubiegłorocznej wielokrotnej zwyciężczyni… choć to za mało powiedziane – rok temu Adele zrównała swoich konkurentów z ziemią, zdobywając aż sześć statuetek. W tym roku dołożyła kolejną – za wykonanie live utworu “Set Fire to the Rain”. I nie jest to żadne zaskoczenie, Adele konkurencję miała niemal zerową – Carly Rae Jepsen, Katy Perry czy Rihanna mogą teoretycznie (i “teoretycznie” to słowo klucz) mieć na koncie lepiej brzmiące lub lepiej napisane utwory, ale żadna nie może się równać z Brytyjką pod względem umiejętności wokalnych.

Jeden faworyt był także w równoległej kategorii Najlepsze wykonanie – rock – tutaj pewne było zwycięstwo The Black Keys z utworem “Lonely Boy”. Ekipa ta regularnie pojawia się w roli faworytów we wszelkich rockowych kategoriach, było więc oczywiste, że będą na czele stawki ze swoim najlepiej radzącym sobie na listach przebojów singlem. Podobnie było w kategorii Najlepsza piosenka rock. Nie tracąc nic ze swoich bluesowo-hardrockowych wpływów, Black Keys nagrali wyjątkowo chwytliwy i przebojowy kawałek i wykonali go bezbłędnie, z ogromną pasją i energią. Nie mogło być innego zwycięzcy. I kiedy zorientujecie się, że takimi kapitalnymi utworami wypełniony jest cały krążek tej grupy (“El Camino” – niestety jeszcze niedostępny w Spotify, Deezerze i podobnych, za to do kupienia na iTunes), nie będzie chyba wątpliwości, kto wygrał kategorię Najlepszy album rock. To się nazywa hegemonia.

Najlepsze wykonanie – rap to zwycięstwo dwóch najjaśniejszych gwiazd tego gatunku – duetu Jay-Z i Kayne West w utworze “Niggas in Paris”. Mamy tu do czynienia z utworem zdecydowanie niesinglowym, pozbawionym chwytliwych hooków, jakiegokolwiek refrenu, w zasadzie czegokolwiek, co mogłoby przyciągnąć mniej oswojoną z surowym rapem widownię  – a jednak, utwór (a także wspólny album artystów, “Watch The Throne”) okazał się wielkim sukcesem. Magia nazwisk (czy raczej pseudonimów)? Możliwe, ale choć obaj panowie to prawdziwe instytucje, to przy tym także fenomenalni muzycy, którzy na tym etapie kariery mogą sobie pozwolić na wszystko. Nawet napisanie wybitnie nieradiowego utworu, który staje się wielkim komercyjnym hitem. Z tej samej płyty pochodzi także utwór “No Church in the Wild”, zwycięzca w kategorii Najlepsze połączenie rapu i śpiewu. Statuetką z Kanye i Jayem-Z podzielili się tutaj Frank Ocean i The-Dream.

Jednak Najlepszy album – rap nagrał ktoś zupełnie inny. Wreszcie, po latach dobrego zapowiadania się i (bardzo udanych) gościnnych występów u innych artystów doceniony został Drake i jego album “Take Care”. I bardzo słusznie, bo Drake nie tylko ma ciekawą barwę głosu i specyficzną (acz interesującą) manierę wokalną, ale potrafi też pisać solidne (oraz naprawdę dojrzałe) utwory.

W kategorii Płyta roku – pop wygrała Kelly Clarkson z albumem “Stronger”, w którym zwróciła się znów w kierunku przystępnego, radiowego popu i jak widać – opłaciło się. Kategorie z muzyką elektroniczną zdominował Skrillex – zwycięzca kategorii Najlepszy album elektroniczny/taneczny (“Bangarang”) oraz najlepsze nagranie dance (“Bangarang” z udziałem Sirah). Statuetki dostały się także w ręce kilku artystów, którzy mają już wyrobione nazwisko w braży – nagroda za Najlepszy teledysk powędrowała do Rihanny i Calvina Harrisa za klip do “We Found Love”, Beyoncé zgarnęła nagrodę za Najlepsze tradycyjne wykonanie R&B (“Love On Top”), Usher za Najlepsze wykonanie R&B (najwyraźniej już nie takie tradycyjne – za piosenkę ”Climax”), a niezmordowany Paul McCartney za Najlepszy tradycyjny album pop (“Kisses on the Bottom”).

To oczywiście nie wszystkie kategorie – Grammy mają to do siebie, że nagrody przyznawane są nawet w najbardziej niszowych kategoriach, jak np. Najlepszy instrumentalny album jazzowy czy Najlepszy album dla dzieci. Pełną listę znajdziecie tutaj. Natomiast na Spotify znajduje się oficjalna playlista z nominowanymi utworami – warto posłuchać sobie całego przekroju najlepszych utworów 2012.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...