Piotr Barycki / 29.11.2017

Szukałem przygody, a znalazłem… praktyczność. Volkswagen Tiguan Allspace – pierwsza jazda

3 interakcje Przejdź do dyskusji

Kiedy napakujesz auto praktycznością po brzegi, nie ma wyboru – musi trochę urosnąć. I to właśnie przytrafiło się nowemu Tiguanowi Allspace, którym mieliśmy okazję jeździć.

Jaki jest Tiguan obecnej generacji – wie każdy. Nie jest wprawdzie najtańszy, nie ma porywającego wnętrza, ale trudno mu cokolwiek zarzucić. Może poza tym, że do środka zmieści się maksymalnie 5 osób, a bagażnik – choć jak najbardziej akceptowanych rozmiarów – trudno nazwać przepastnym. Niezbyt poważne zastrzeżenia.

Najwyraźniej takich zarzutów było jednak całkiem sporo. Dlatego Volkswagen stworzył… Tiguana w longu. Czyli Allspace’a.

Najnowszy, 21 (!) model w polskiej ofercie niemieckiego producenta, jest niczym innym, niż przedłużoną wersją popularnego, małego SUV-a.

Przynajmniej na pierwszy rzut oka…

215 mm, które robią różnicę

I to naprawdę dużą. O właśnie 215 mm dłuższe jest nadwozie nowego Tiguana Allspace w porównaniu do jego standardowej wersji. Nie liczcie jednak na to, że gdy go kupicie, sąsiedzi od razu będą widzieć, że kupiliście bardziej wypasioną wersję. Choć Allspace ma kilka innych detali wykończeniowych, więcej chromu, inne końcówki wydechów, a także bonusowe 21,5 cm długości (w sumie 4,7 m), mało kto rozpozna tę odmianę na pierwszy rzut oka. A że to Volkswagen, to bądźmy szczerzy – drugiego zerknięcia raczej już nie będzie.

Jeśli wpuścimy kogoś na fotel kierowcy albo posadzimy na miejscu pasażera z przodu, też nie pozna, że cokolwiek się święci. Ot, wszystko takie same – wygodne, przyjemne w dotyku, przemyślane tak, że aż czasem sami byśmy na to nie wpadli.

Cała magia dzieje się bowiem za plecami pierwszego rzędu.

Prawie połowa (109 mm) rozrostu Tiguana Allspace poświęcona została na zwiększenie rozstawu osi – teraz wynosi on 2787 mm. Resztę dodatkowej długości upchnięto w bagażniku – nie jest to więc mały SUV przerobiony na luksusową limuzynę.

Co więc zrobiono zamiast tego? Po pierwsze takie wydłużenie Tiguana pozwoliło na powiększenie pojemności bagażnika. Według specyfikacji ma teraz aż 760 l (700 l w wersji 7-osobowej) i na żywo robi świetne wrażenie. Płaska podłoga, foremny otwór załadunkowy, masa praktycznych rozwiązań (haczyki, schowki, miejsce na roletę bagażnika, latarka, etc.) i do tego oczywiście ogrom miejsca.

Po złożeniu tylnych siedzeń jest jeszcze lepiej. W sumie do dyspozycji mamy około 1920 l (1,775 l w wersji 7-osobowej), przy głębokości niemal 2 metrów (1,95 m).

Jeśli ktoś nadal uważa, że SUV-y są bez sensu, bo są mniej praktyczne od kombi, to wynik Tiguana Allspace jest lepszy niż Passata w wersji Variant (aczkolwiek gorszy np. od Skody Kodiaq).

Allspace wygrywa też w innej kategorii. Maksymalnej liczby pasażerów.

I to może być dla wielu osób kluczowy powód, żeby zainteresować się Allspace’em.

Jeśli zdecydujemy się dopłacić przy konfiguracji (a pewnie większość tak zrobi – ok. 2000 zł przy tej cenie auta to niewiele), w bagażniku znajdziemy dwa dodatkowe, rozkładane oparcia siedzeń.

Nie oczekujmy jednak, że zamienimy tym samym Tiguana w busa. Owszem, dostęp do tych miejsc jest całkiem komfortowy, na upartego zmieści się tam dorosły, a z tyłu znajdziemy nawet uchwyt na kubek, ale to wciąż miejsca dla dzieci. Niezbyt dużych dzieci.

Jeśli wsadzimy z tyłu kogoś większego, będziemy musieli przesunąć środkowy rząd – miejsca na nogi w trzecim rzędzie nie ma tak dużo, do tego siedzenia są dość nisko nad podłogą. Teoretycznie więc możemy przewieźć tych 7 dorosłych, ale wygodnie będzie tylko tym, którzy siedzą z przodu.

Poza tym dodatkowe fotele nie tylko kosztują ekstra, ale i kradną nieco przestrzeni z bagażnika. Na szczęście składają się tak, że zachowujemy niemal w pełni płaską podłogę bagażnika.

Za to jeśli już zapakujemy komplet pasażerów do 7-osobowej wersji, lepiej od razu przygotujmy bagażnik dachowy (na szczęście relingi są w standardzie Allspace’a). W tym, co zostaje po rozłożeniu wszystkich foteli, nie zmieści się zbyt wiele (260 l).

Czyli mamy tak naprawdę dwa nowe modele.

Nazwijmy je roboczo Allspace 5 i Allspace 7.

Ten pierwszy ma gigantyczny bagażnik i więcej miejsca dla pasażerów drugiego rzędu. Czyli taki trochę… SUV w kombi. Z niemal wszystkimi zaletami jednego i drugiego.

Ten drugi natomiast poświęca nieco bagażnika na rzecz możliwości okazjonalnego przewożenia 7 osób. Czyli z jednej strony SUV, ale jednak trochę mini-VAN.

Sam nie miałbym problemu z podjęciem decyzji przy konfiguracji, ale niektórzy mogą mieć. Choć zawsze lepiej mieć wybór.

A jak jeździ nowy Tiguan Allspace?

Mniej więcej tak samo, jak jego mniejsza wersja – może tylko z delikatnymi różnicami wynikającymi z dłuższego o około 10 cm rozstawu osi.

Jeśli więc szukamy jakichkolwiek emocji – zapomnijmy lepiej od razu o Tiguanie Allspace. Miałem okazję jeździć najmocniejszą, 240-konną odmianą z silnikiem Diesla po pięknych, krętych drogach Sudetów i… nic nie drgnęło. Nawet w trybie Sport, który – szczególnie w połączeniu z adaptacyjnym zawieszeniem – mocno zmienia charakterystykę jazdy.

Nie zrozummy się przy tym źle – Tiguanem Allspace, a już na pewno wersją 240 KM, da się jeździć szybko – nie tylko po prostych, ale i po zakrętach. Auto prowadzi się łatwo, każdy ruch kierownicą przynosi oczekiwane rezultaty, nadwozie jest zwarte, a swoje robi też napęd na cztery koła, montowany seryjnie do większości silników. Cały czas czujemy, że auto robi dokładnie to, co mu rozkażemy.

Tyle tylko, że szybsze pokonywanie zakrętów w Allspace nie sprawia żadnej frajdy. Wysoka pozycja za kierownicą, fotele umiarkowanie dobrze (o ile w ogóle) trzymające kierowcę przy ostrzejszych manewrach na górskich drogach, a do tego wychylenia nadwozia – niezbyt dokuczliwe, ale jednak obecne – powodują, że Tiguana Allspace trudno uznać za pojazd natchniony.

Jeśli natomiast szukamy po prostu wygodnego auta do pokonywania długich dystansów w kilka osób albo z dużym bagażem, i niekoniecznie planujemy naszych pasażerów rozsmarować pod drzwiach i oknach, to trafiliśmy bardzo dobrze.

Allspace, nawet na opcjonalnych, 19-calowych felgach jest samochodem ponadprzeciętnie komfortowym. Szum wiatru i hałas opon są w trakcie jazdy z przepisowymi prędkościami bardzo dobrze wyciszone. Jedynie na mokrej lub ośnieżonej drodze w nadkolach generowane jest trochę więcej hałasu, który i tak nie powinien jednak przeszkadzać w przyjemnej jeździe.

Tak samo dobrze Tiguan radzi sobie z nierównościami na drodze. Nie ma tutaj mowy o pełnej separacji od jezdni (zwłaszcza na 19-calowych felgach, a auto samo w sobie jest sztywne), ale nawet przy maksymalnym utwardzeniu zawieszenia jazda po dolnośląskich drogach nie była uciążliwa. Poczujemy wprawdzie, że wjechaliśmy na nierówność, ale nie wbijemy sobie przy tym zębów i nie uderzymy głową o podsufitkę. W trybie Comfort natomiast dalej mamy świadomość, że wpadliśmy w dziurę, ale o jakimkolwiek poważnym wstrząsie w kabinie nie ma mowy.

Jedynym miejscem, gdzie zawieszenie Tiguana Allspace na 19-tkach średnio sobie radziło, były ostre progi zwalniające – tam niestety było już czuć, że tej gumy mamy na felgach nieco za mało.

Nie jestem natomiast pewien, jak wiele osób zdecyduje się na wersję silnikową, z którą ja miałem do czynienia. Połączenie 240-konnego diesla z 7-biegową skrzynią DSG jest wprawdzie świetne, ale jest to też absolutnie najdroższa wersja Tiguana Allspace, występująca tylko w jednej, najdroższej wersji wyposażeniowej.

Jeśli ktoś jednak wybierze tę opcję, raczej nie będzie żałował. Wyciszenie silnika stoi na wysokim poziomie, DSG umiejętnie kontroluje pracę silnika odpowiednio do wybranego przez nas trybu, a mocy, cóż, nigdy nie powinno nam zabraknąć. Ba, nawet pompowany przez głośniki dźwięk TDI potrafi sprawić, że mimowolnie uśmiechniemy się podczas wyprzedzania…

Wady? Cóż, DSG w parze z TDI lubi opóźnić czasem szybki start, dodając do niego zupełnie niezrozumiałą, sekundową dziurę. Przy jeździe po bezdrożach nie zakładajcie też lepiej wyjściowych spodni – drzwi wprawdzie osłaniają w teorii nadkola, ale w praktyce – o czym miałem okazję się dziś przekonać – jeśli zbierzecie zbyt dużo np. śniegu, to i tak macie spore szanse ubrudzić sobie garderobę przy wysiadaniu…

A jak w ogóle jest w środku?

Praktycznie do bólu albo nudno. Albo jedno i drugie. Nie jestem w stanie napisać, że projekt wnętrza dużego (czy wcześniej małego) Tiguana w jakikolwiek sposób mnie urzekł. To auto z wnętrzem nie tyle zaprojektowanym, co wykalkulowanym. Co dla wielu osób może być zaletą.

Wszystko zostało tu obliczone do granic możliwości. Schowki? Jest ich pełno i pomieszczą prawie wszystko, co będziemy chcieli schować w trakcie jazdy. Uchwyty na kubki? Tak, ale też z wkładkami, które pozwalają utrzymać mniejsze butelki czy puszki. Stoliki piknikowe w oparciach? Jasne, ale w bonusie z uchwytami na napoje. Schowek i uchwyt na napoje dla trzeciego rzędu? Oczywiście. Wygodne paski do składania siedzeń drugiego rzędu (trójdzielna – 40/20/40)? Jasne. Wygodna opcja przesuwania tym samych siedzeń? Proszę bardzo.

Miejsce na ukrycie rolety bagażnika, kiedy wieziemy coś większego? Oczywiście, z dedykowaną pokrywką. A że fotele drugiego rzędu są za daleko, żeby złożyć je z bagażnika? To dodamy jeszcze odpowiednie uchwyty. Do tego haczyki, latarki, siatki, regulacja niemal wszystkiego w niemal każdej płaszczyźnie – tego się po takim praktycznym SUV-ie od Volkswagena spodziewamy.

Drobnym, ale naprawdę przyjemny dodatkiem jest system Easy Close – możemy teraz otworzyć bagażnik, wcisnąć przycisk zamykania, a po oddaleniu się od samochodu bagażnik zamknie się samodzielnie. Przydatne, jeśli wyjmując coś z bagażnika będziemy mieć zajęte ręce.

Tak samo spodziewamy się odpowiedniej jakości wykonania. Nie luksusowej, ale – przynajmniej w wersji Highline – z całkiem wysokiej półki. Wszystko jest tutaj spasowane wzorowo, a do tego przyjemne w dotyku.

Oczekiwać możemy też bogatego wyposażenia i tu też nie powinniśmy czuć się rozczarowani. Lista dodatków wciąż jeszcze nie jest tak długa, jak na półce premium, ale jest w czym wybierać. Elektrycznie sterowane fotele z pamięcią i podgrzewaniem, wielki, panoramiczny dach, trójstrefowa klimatyzacja, wyświetlacz zamiast zegarów, spory ekran nawigacji, CarPlay i Android Auto, informacje on-line o sytuacji na drodze, oświetlenie ambientowe, wybór trybów jazdy, adaptacyjne zawieszenie, asystent pasa ruchu… jest na co wydawać pieniądze.

I dostajemy to wszystko, tylko niestety to wszystko ma swoją cenę.

Cena? No właśnie…

Zwykły Tiguan na tle konkurencji nie jest tani i dokładnie tak samo jest z Tiguanem Allspace. Bazowa wersja, wyposażona w benzynowy silnik 150 KM i manualną skrzynię biegów (manualna w tej wersji jest też klimatyzacja) kosztuje prawie 118 tys. zł. Standardowy Tiguan o takiej samej mocy kosztuje natomiast 102 tys., a większa pod każdym względem Skoda Kodiaq – 109 tys. zł.

Z pozoru różnica jest więc ogromna, ale wystarczy rzucić okiem na listę wyposażenia, żeby zobaczyć, że dopłaca się nie tylko za te centymetry. Lista standardowego wyposażenia jest w przypadku Allspace’a o wiele dłuższa – na tyle długa, że niektóre wersje większego Tiguana różnią się (w podobnej konfiguracji) od mniejszego odpowiednika o kilka tysięcy złotych.

Zresztą jeśli ktoś rozważa zwykłego Tiguana, ale gdzieś tam w głowie kołacze mu się, że może przydałoby się więcej miejsca (niekoniecznie na 7 osób), warto samemu sprawdzić, ile wyniosłaby różnica pomiędzy małym i dużym Tigiem – wariantów jest bowiem tyle, że trudno jednoznacznie określić, ile wynosi różnica między nimi.

A bonusowego miejsca nigdy przecież zbyt wiele…

Advertisement