Łukasz Kotkowski / 24.01.2019

To najpiękniejszy, najmocniejszy i najbardziej wyjątkowy komputer Microsoftu. Sprawdziłem Surface Studio 2 i mówię, jak jest

72 interakcje Przejdź do dyskusji

Nigdy jeszcze nie korzystałem z takiego komputera, jak Surface Studio 2. I nic dziwnego – najpotężniejszy komputer Microsoftu nie ma konkurencji.

Przez długi czas Polska wykluczona była z listy rynków, na których dostępny był Surface Studio. Dopiero teraz, kilka miesięcy po premierze drugiej generacji urządzenia, możemy cieszyć się jego obecnością nad Wisłą.

Microsoft zaprosił mnie przedpremierowo do Warszawy, bym mógł spędzić trochę czasu z ich najnowszym sprzętem. Po dwóch dniach nie poważę się oczywiście napisać pełnej recenzji, ale ten czas wystarczył, bym mógł zrozumieć, na czym dokładnie polega „wyjątkowość” Surface Studio 2. I dlaczego ten – bądź co bądź – kosztujący mnóstwo pieniędzy komputer jest w pełni wart swojej ceny.

Surface Studio 2 czyli właściwie… co?

Od zagranicznej premiery urządzenia minęło co prawda kilka miesięcy, ale nie każdy musiał o nim słyszeć. Spieszę więc z pigułką niezbędnych informacji.

Surface Studio 2 to komputer typu all-in-one: w jednym (dodajmy: przepięknym) opakowaniu otrzymujemy podzespoły zamknięte w niewielkiej podstawie oraz 28-calowy wyświetlacz dotykowy.

To właśnie ten wyświetlacz jest największym wyróżnikiem Studio 2. Ma rozdzielczość 4500 x 3000 pikseli i proporcje 3:2, i wykonano go w technologii, którą Microsoft nazywa Pixel Sense. Jest on też fabrycznie skalibrowany i oferuje trzy profile barw: sRGB, „żywe kolory” oraz DCI-P3.

Co najważniejsze – jest on zawieszony na zawiasie Zero Gravity, który pozwala ustawić ekran pod kątem 20 stopni w najniższym położeniu oraz -2 stopni w najwyższym. Zawias jest idealnie wyważony, więc niezależnie od tego, za który element wyświetlacza chwycimy, poruszanie nim jest nie nastręcza trudności.

Do ekranu jeszcze wrócimy. Tym, co napędza wyświetlane na nim treści, jest kombinacja czterordzeniowego procesora Intel Core i7-7820HQ, 32 GB RAM-u i grafiki GeForce GTX 1070 z 8 GB pamięci operacyjnej. W testowanej konfiguracji dostępny był także terabajtowy napęd SSD na dane.

W zestawie z komputerem znajdziemy najlepszą niskoprofilową klawiaturę dedykowaną Windowsowi 10 – Surface Keyboard – myszkę Surface oraz pióro Surface Pen. Szkoda, że Surface Dial, czyli pokrętło kontrolujące rozmaite opcje, jest opcjonalnym akcesorium, kosztującym 499 zł.

Naturalnie Surface Studio 2 wyposażony jest w łączność Bluetooth i Wi-Fi, więc do podłączenia wystarczy jeden kabel zasilający.

Gdybyśmy chcieli podłączyć coś więcej, do dyspozycji mamy 4 porty USB A, port Ethernet, gniazdo 3,5 mm, slot na karty SD oraz złącze USB-C 3.1.

Tyle w teorii. Jak Surface Studio 2 spisuje się w praktyce?

Przez dwa dni pobytu w Warszawie napisałem na Surface Studio 2 kilka tekstów, obrobiłem ponad setkę zdjęć w Lightroomie i Photoshopie, oraz zacząłem montaż nagranego w 4K wideo, które możecie zobaczyć powyżej. Obejrzałem odcinek serialu na Netfliksie, zagrałem w Forzę Horizon 4. Przeczytałem kilkanaście artykułów. Innymi słowy: używałem komputera dokładnie tak, jak używam prywatnego peceta w domowym zaciszu.

Z każdego z powyższych zadań Surface Studio 2 wyszedł obronną ręką. Nie doświadczyłem cienia przestoju czy jakiejkolwiek czkawki podczas najbardziej wymagających zadań.

Nie odczułem też jakiegokolwiek braku mocy, pomimo tego, że w domu pracuję na znacznie mocniejszym pececie. Choć parametry Surface Studio 2 mogą dla niektórych wydać się zaskakująco umiarkowane, w praktyce wydajności mu nie brakuje.

Komputer działa szybko i płynnie w każdej sytuacji. Co bardzo istotne, nie nagrzewa się przy tym w sposób, który wpłynąłby odczuwalnie na płynność działania. To naprawdę imponujące, zważywszy jak niewielkie gabaryty ma podstawa, w której zmieszczono podzespoły.

Surface Studio 2 pod względem projektu jest arcydziełem inżynierii. W niewielkim opakowaniu upchnięto wszystkie komponenty niezbędne do pracy komputera, a także trzy wentylatory, odpowiadające za ich schłodzenie. Swoją rolę w chłodzeniu urządzenia gra też materiał, z którego jest wykonane – kombinacja stopów magnezu i aluminium odprowadza ciepło znacznie lepiej niż robiłoby to samo aluminium, a przy tym nigdy nie nagrzewa się na tyle, by być prawdziwie gorąca w dotyku.

Jest też zaskakująco cichy. W czasie niewymagających zadań wentylatory są praktycznie bezgłośne, a nawet rozkręcone do maksimum nie osiągają irytującego natężenia głośności.

Niezwykle pozytywnie zaskoczyły mnie głośniki. Surface Studio 2 ma ich aż 5 – po dwa z każdej strony u dołu ekranu (schowane w tak genialny sposób, że nie ma śladu po nich na zewnątrz) oraz subwoofer w podstawie.

Na tle chociażby iMaca, którego głośniki są najwyżej przeciętne, Surface Studio 2 gra fantastycznie, nie przesterowując nawet na najwyższych poziomach głośności i oferując szczegółowość brzmienia, jakiej nie mają praktycznie żadne głośniki wbudowane w komputer.

Głośniki Surface Studio 2 zostały też zaprojektowane w taki sposób, aby po złożeniu ekranu do najniższego poziomu tworzyć „komorę akustyczną”; fale dźwiękowe emitowane z głośników odbijają się między powierzchnią blatu i obudową ekranu, zwiększając natężenie dźwięku. Nie tylko wpływa to na głośność dźwięku, ale też gdy np. montujemy wideo pochylając się nad ekranem, czujemy wibracje, co dodatkowo podnosi immersję w czasie pracy i sprawia, że dosłownie „dotykamy treści”, którą tworzymy. To absolutnie wyjątkowe doświadczenie.

Z innych pozytywnych zaskoczeń: mamy tu nowy moduł kamer na podczerwień do odblokowywania biometrycznego Windows Hello. Wszystkie maszyny z linii Surface od czasów Surface Pro 3 odblokowują się błyskawicznie, ale podwójny moduł w Surface Studio 2 jest jeszcze szybszy i w zasadzie bezbłędny. W czasie dwóch dni korzystania dokładność Windows Hello była stuprocentowa.

Jak na maszynę z Nvidią GTX 1070 pod maską (czyli układem o porównywalnej wydajności do Xboxa One X) Surface Studio 2 nie rozczarowuje też w grach. Nie jest to oczywiście dedykowany komputer gamingowy; za porównywalne pieniądze złożymy nieporównywalnie mocniejszą maszynę służącą tylko do rozrywki.

W przerwach od kreatywnej pracy pozwala on jednak zrelaksować się przy w zasadzie każdej produkcji. Forza Horizon 4 bez czkawki działa w natywnej rozdzielczości i średnich detalach, trzymając płynne 30 fps. Jeśli chcemy pograć w 60 fps-ach, wystarczy obniżyć rozdzielczość. Wydajność Surface Studio 2 jest na tyle adekwatna, że – o ile będziemy trzymać się rozdzielczości Full HD – bez problemu zagramy w najnowsze, najbardziej wymagające sprzętowo produkcje.

Opis możliwości sprzętowych nie oddaje tego, czym Surface Studio 2 tak naprawdę jest.

Powyższe akapity można by było zastosować do recenzji wielu komputerów. Na rynku nie brakuje szybkich maszyn, które radzą sobie z każdym wyzwaniem. Nie ma jednak ani jednej, która dawałaby porównywalne WRAŻENIA z korzystania, jak Surface Studio 2.

Trudno jest ubrać w słowa to, jak bardzo „inne” jest korzystanie ze Studio 2 na tle typowych komputerów. Kluczową rolę w tej „inności” pełni wielki dotykowy ekran. Jest coś absolutnie niesamowitego w dotykaniu treści na cyfrowym płótnie tej wielkości.

Chcąc coś szybko sprawdzić w Sieci, nie siadałem przy biurku, jak zrobiłbym to przy zwykłym komputerze stacjonarnym. Po prostu podchodziłem i dotykałem ekranu. Jakbym miał wielki tablet, czekający na polecenia.

Z przyjemnością korzystałem też z pióra Surface Pen. Artysta-malarz ze mnie żaden; prostej kreski namalować nie potrafię. Doceniłem jednak pióro w codziennych zastosowaniach, jak robienie notatek, czy dodawanie opisów i strzałek do zrzutów ekranu. Naturalnie sprawdziłem też piórko w zastosowaniach bardziej „kreatywnych” i choć sam nie maluję, tak wiem, że projektująco-malujący koledzy i koleżanki będą zachwyceni możliwościami, jakie daje Surface Studio 2.

Ekran można położyć pod kątem 20 stopni, jak prawdziwy stół kreślarski. Studio 2 wzorowo radzi sobie z rozpoznawaniem dłoni, więc nie jesteśmy narażeni na przypadkowe „mazy”, kładąc dłoń na wyświetlaczu. Konstrukcja ekranu jest też na tyle wytrzymała, że można się o nią bezpiecznie oprzeć całą masą ciała (wytrzymuje nacisk do 90 kg) i na tyle dobrze wyważona, że niezależnie od miejsca oparcia ekran pozostaje sztywny.

Samo piórko rozpoznaje 4096 poziomów nacisku i można nim też szkicować pod kątem. Nie cierpi też na przypadłości pierwszej generacji piórka, które w połączeniu z pierwszym Surface Studio borykało się ze sporą paralaksą (różnicą między punktem nacisku pióra a punktem faktycznej obecności kursora) i jitterem (szarpaniem krawędzi linii). Te problemy w Surface Studio 2 nie występują.

Ogromnym zaskoczeniem okazał się Surface Dial.

„Koło”, bo tak nazywa się Dial w ustawieniach Windowsa 10 po polsku, uznawałem dotychczas za kompletnie zbędny bajer. Po dwóch dniach z Surface Studio 2 i Surface Dialem moje zdanie zmieniło się o 180 stopni.

Surface Dial jest obowiązkowym akcesorium dla Surface Studio 2; tym większa szkoda, że nie ma go w zestawie.

Jak to działa? Pokrętło możemy postawić na biurku lub używać go bezpośrednio na wyświetlaczu. W samym systemie może pełnić rozmaite funkcje – regulować głośność, przewijać strony, powiększać treści. Prawdziwą potęgę Dial pokazuje jednak w kompatybilnych aplikacjach.

W programach do szkicowania pod pokrętłem mamy dostęp do takich funkcji jak grubość pędzla czy kolory. W programach muzycznych jak djay Pro przy pomocy Surface Dial możemy scratchować wirtualnymi płytami lub stosować inne efekty – zależnie od tego, w którym miejscu interfejsu przytkniemy pokrętło.

Dial okazał się na tyle przydatnym narzędziem, że używałem go nawet pisząc teksty w Wordzie. Wirtualne kartki papieru (które przy 28” mają wielkość idealnie odpowiadającą prawdziwym kartkom A4) układają się w stosy w układzie poziomym, a nie pionowym i z pomocą Diala można je płynnie przewijać. Pewnie, niby to samo można zrobić pokrętłem myszy, ale złapałem się na tym, że wygodniej jest mi oderwać lewą dłoń i poruszyć nią Kołem niż oderwać prawą dłoń i sięgać po myszkę.

Surface Dial sam w sobie jest też małym inżynieryjnym arcydziełem. Wewnątrz ukryte są motorki wibracyjne, które symulują wrażenie analogowego pokrętła, a obudowa jest idealnie wyważona, stawiająca identyczny opór niezależnie od tego, czy wciskamy ją na krawędzi czy pośrodku.

Całość zasilana jest dwoma bateriami AAA, ukrytymi pod magnetyczną podstawką. Raz włożone baterie wystarczają aż na rok pracy.

Łyżka dziegciu w beczce miodu

Jak każdy sprzęt, również i Surface Studio 2 ma wady. Nie ma ich wiele, ale niektóre mogą się okazać decydujące przy ewentualnej decyzji zakupowej.

Koronną wadą Surface Studio 2, której nie da się przemilczeć, są podzespoły. Jasne, rozumiem, że Studio 2 powstał zanim Intel czy Nvidia wypuścili najnowsze wersje swoich układów, ale czterordzeniowy procesor w komputerze za ponad 20 tys. zł? Nawet jeśli potencjalnego nabywcy nie interesuje liczba rdzeni, to mimo wszystko w podstawie Studio 2 powinien się znaleźć sześciordzeniowy układ, a mocniejsza karta grafiki powinna być przynajmniej opcją.

Nie umiem też znaleźć usprawiedliwienia dla braku złącza Thunderbolt 3. Jego obecność pozwoliłaby zaradzić pierwszej wadzie, podłączając zewnętrzną kartę grafiki, gdy ta wbudowana przestałaby być wystarczająca (efektywnie wydłużając żywot urządzenia). Złącze TB3 staje się też nowym standardem dla nowoczesnych peryferiów, z których korzystają kreatywni profesjonaliści, którym przecież Studio 2 jest dedykowany. Ktoś, kto kupi ten sprzęt, z pewnością chciałby móc podłączyć doń super-szybki zewnętrzny dysk czy profesjonalny interfejs audio ze złączem Thunderbolt 3. Niestety tutaj takiej opcji nie ma.

Przy całym uwielbieniu do wyświetlacza, nie mogę go polecić osobom z nerwicą natręctw. Jak na dotykowy ekran pokryty szkłem Gorilla Glass i warstwą oleofobową przystało, panel Studio 2 błyskawicznie zbiera odciski palców i szybko przestaje pięknie wyglądać. To będzie ogromne wyzwanie dla promotorów sprzedających Studio 2 na wyspach Microsoftu w elektromarketach – utrzymać ten sprzęt w czystości.

No i wreszcie… Surface Studio 2 nie może pracować jako sam wyświetlacz. Więc gdy podzespoły za kilka lat będą zbyt przestarzałe, by nadal na nich pracować, komputer Microsoftu będzie w zasadzie do wyrzucenia. Nie można go też w żaden sposób rozbudować; komponenty są szczelnie zamknięte w podstawie, bez możliwości samodzielnej wymiany czegokolwiek.

Nie mówiąc już nawet o tym, że tak wielki, piękny, dotykowy ekran mógłby zrobić furorę sprzedawany jako oddzielny monitor. Na ten moment Microsoft nie ma jednak takich planów, więc możemy sobie jedynie gdybać.

Czysto subiektywnie muszę też dodać, że boli mnie w wyświetlaczu Surface’a Studio 2 brak pełnego pokrycia przestrzeni barw Adobe RGB. Według oficjalnych pomiarów gwarantuje on jedynie 90 proc. pokrycia tego gamutu i nie jest pod niego fabrycznie kalibrowany. To spora wada dla fotografów pracujących z drukiem. Brak pokrycia Adobe RGB oznacza, że nawet mając do dyspozycji tak piękny wyświetlacz, fotograf będzie musiał podłączyć zewnętrzny monitor graficzny, aby dokonać krytycznej korekty kolorów.

Nie. Cena Surface Studio 2 nie jest jego wadą.

Jeśli spodziewaliście się, że wymienię cenę zakupu Surface Studio 2 jako wadę, to niestety – nie uważam, aby jego cena była przesadzona.

Tak, za Surface Studio 2 trzeba dać dużo pieniędzy. Ale jak powiedział pewien mądry człowiek, „dużo pieniędzy” nie zawsze oznacza to samo, co „drogo”.

Gdyby przeliczyć sumę podzespołów porównywalnego stacjonarnego PC, dodać do tego profesjonalny monitor graficzny i akcesoria, z pewnością wyszłaby nam niższa kwota, niż 22499 zł, które kosztuje testowana konfiguracja Surface Studio 2. Nie na tyle niższa jednak, aby uznać komputer Microsoftu za abstrakcyjnie drogi (przypomnę, że same profesjonalne monitory graficzne o tej przekątnej i rozdzielczości 4K kosztują od 6500 do 20000 zł, a nadal nie mają paneli dotykowych).

Jednakże gdybyśmy nawet złożyli tańszy zestaw o wyższej wydajności, nie będzie on nigdy tym samym, czym jest Surface Studio 2. Nie da tych samych wrażeń z użytkowania, nie zapewni tych samych unikalnych możliwości, wynikających z kombinacji pięknego wzornictwa, przemyślanego projektu i wielkiego, dotykowego ekranu zawieszonego na zawiasie Zero Gravity.

To nie będzie to samo. Bo jak przyjrzeć się krajobrazowi rynku, Surface Studio 2 tak naprawdę… nie ma konkurencji.

Nie licząc nadchodzącego Lenovo Yoga A940, który jest po prostu wariacją na temat Surface Studio w wykonaniu Lenovo, nie ma komputera o porównywalnych cechach.

Ktoś powie, że konkurentem Studio 2 jest iMac, ale czy naprawdę tak jest? iMac Pro jest od Studio 2 droższy (od 1500 do kilkunastu tys. zł) i bardziej wydajny, bo został stworzony do innych zastosowań. iMac 5K jest od Studio 2 mniej wydajny w większości konfiguracji, choć jest też od niego w większości konfiguracji znacznie tańszy.

Żaden iMac nie oferuje jednak dotykowego, pochylanego wyświetlacza, na którym można byłoby szkicować. Żaden nie nadaje się w najmniejszym stopniu do gier. Żaden nie jest Surface’em.

Zresztą, na cenę Surface Studio 2 będą narzekać ci, którzy tak czy inaczej by go nie kupili. Osoby faktycznie zainteresowane nabyciem tego niezwykłego urządzenia prawdopodobnie nie przejmą się ani kosztem zakupu, ani relatywnie przestarzałymi podzespołami, ani brakiem możliwości samodzielnej rozbudowy.

Co prowadzi mnie do najważniejszego pytania:

Dla kogo w zasadzie jest Surface Studio 2?

To pytanie nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać. W pierwszym odruchu wydawać by się mogło, że Studio 2 został zaprojektowany do pracy w studiach muzycznych czy dźwiękowych, studiach projektowych, biurach architektonicznych czy pracowniach artystycznych, gdzie tworzy się animacje.

Tylko że… w takich instytucjach stosuje się urządzenia o znacznie wyższej wydajności, rysuje się na tabletach Wacoma, a indywidualne PC nierzadko są wspierane przez potężne szafy serwerowe, przyspieszające proces dystrybucji danych czy renderowania projektów.

Dla kogo więc jest Surface Studio 2? Dla indywidualistów. Dla ludzi kreatywnych, którzy tworzą w domowym zaciszu lub małym prywatnym studiu i nie potrzebują zaplecza produkcyjnego niczym największe wytwórnie.

Surface Studio 2 jest też bez wątpienia skierowany do biznesów, dla których postawienie takiego sprzętu w recepcji czy na biurku prezesa jest swoistym symbolem statusu. Bo umówmy się – komputer o tak pięknym wzornictwie pełni rolę nie tylko użytkową, ale także wizerunkową.

Po największy z komputerów Microsoftu sięgną też ci, którzy po prostu chcąc mieć na biurku coś wyjątkowego. Coś, czego nie ma nikt inny.

„Wyjątkowy” to najlepsze słowo do opisania Surface Studio 2.

Unikalna kombinacja minimalistycznego wzornictwa, geniuszu projektowego i funkcjonalności sprawiają, że obok Surface Studio 2 nie sposób przejść obojętnie.

Nie mam wątpliwości, że gdy 7 lutego komputery Microsoftu trafią (początkowo) do 11 sklepów stacjonarnych w Polsce, będą przyciągać gapiów jak żaden inny komputer na wystawie.

Surface Studio 2 jest czymś tak wyjątkowym, tak innym w swoim kształcie od typowego komputera osobistego, że każdy będzie chciał przekonać się na własne oczy, z czym to się je.

Żałuję, że miałem tylko tyle czasu.

Dwa dni to dość czasu, by wyrobić sobie opinię o sprzęcie i dość dobrze poznać jego potencjał, ale stanowczo za mało, by jednoznacznie go ocenić. Dlatego też ten tekst nie jest recenzją, a raczej próbą odpowiedzi na postawione wcześniej pytanie: dla kogo jest Surface Studio 2.

Czysto subiektywnie żałuję, że nie mogłem spędzić z tą niezwykłą maszyną większej ilości czasu, żeby przekonać się, jak spisuje się na dłuższą metę. Może kiedyś nadarzy się jeszcze okazja.

Uczciwie przyznam, że Surface Studio 2 prawdopodobnie nie jest maszyną dla mnie. Odrobinę zbyt słabe podzespoły (na tle tego, czym dysponuję na co dzień), brak pokrycia gamutu Adobe RGB oraz ciutkę zbyt błyszczący ekran (refleksy świetlne przyprawiają mnie o bóle migrenowe) najpewniej wykluczyłyby tę maszynę z codziennego użycia.

Nie ukrywam jednak, że bardzo będzie mi brakowało tej nieuchwytnej wyjątkowości. Tego „czegoś”, co sprawia, że Surface Studio 2 nie jest po prostu kolejnym komputerem, lecz doświadczeniem nieporównywalnym z czymkolwiek.

To były bardzo przyjemne dwa dni. I szczerze zazdroszczę tym, którzy – nabywszy Surface Studio 2 – będą mogli cieszyć się wyjątkowością tej maszyny na co dzień.