Piotr Barycki / 16.07.2018

Razer Chroma i Hue nie sprawią, że będziesz lepszym graczem, ale grać się będzie zdecydowanie lepiej

4 interakcje Przejdź do dyskusji

Jeszcze nie tak dawno temu miałem najzwyczajniejsze w świecie, całkowicie nudne biurko. Ot, komputer, myszka, klawiatura – koniec. A potem zmieniło się wszystko. Albo inaczej – wszystko nabrało kolorów. 

Nie będę się z tym krył – uwielbiam wielobarwne oświetlenie. Czy to we własnym domu – który już niedługo będzie rozświetlał się milionem kolorów, kiedy tylko będę miał na to ochotę, czy to w samochodach, w których zawsze znajdę chwilę, żeby ustawić podświetlenie ambientowe na kolor, który akurat odpowiada mojemu nastrojowi.

Nigdy jednak nie przyszło mi do głowy, żeby spróbować rozświetlić w podobny sposób moje miejsce pracy i rozrywki. Przy pracy w końcu nie przyda mi się przesadnie, natomiast podczas rozrywki będzie mnie tylko rozpraszać.

Ach, jak bardzo się myliłem.

Ale żeby się o tym przekonać, musiałem drastycznie przemeblować swoje biurko…

I tak, wprawne oko zauważy bez problemu, że coś jest tutaj nie tak (i nie mówię o platformie testowej). Że część z tych dodatków teoretycznie w ogóle do siebie nie pasuje – są od dwóch różnych producentów, pełnią inne funkcje i – przynajmniej teoretycznie – nie ma między nimi żadnego punktu wspólnego, żadnego łącznika. Część z nich natomiast już dawno testowaliśmy na Spider’s Web. O co więc chodzi?

Już tłumaczę.

Po pierwsze wypadałoby odpowiedzieć na pytanie, co tutaj do czego (w teorii) nie pasuje. A nie pasuje fakt, że ten ogromny zestaw gadżetów, który trafił na moje biurko, pochodzi od różnych firm.

Przytłaczająca większość urządzeń to produkty Razera – klawiatura Blackwidow Chroma V2, myszka Basilisk, monstrualna podkładka Goliathus Extended Chroma, a także Chroma HDK w komplecie z czterema taśmami LED. Każdy wie, co mają wspólnego te produkty, a jeśli nie, to podpowiadam – pozwalają stworzyć niesamowity świetlny spektakl.

Pozornie oderwane od tego zestawu są dwa elementy, które spoczęły w rogach mojego biurka – dwie lampki Philips Hue w wersji Go. Owszem, podobnie jak sprzęty Razera mają one dostarczyć wrażeń kolorystycznych, ale jeszcze nie tak dawno temu funkcjonowały jako byty zupełnie oderwane od ekosystemu Razera. Gdybym kilka miesięcy temu spróbował takiego połączenia, prawdopodobnie uznałbym, że nie ma ono najmniejszego sensu. Ot, Chroma świeci, Hue świeci, nic do siebie nie pasuje, chyba że mocno przekopiemy się przez ustawienia i spróbujemy to jakoś sensownie zestawić ręcznie.

Na szczęście od stycznia tego roku wszystko się zmieniło, a od lipca zmieniło się też moje podejście do światełek przy komputerze.

Już pierwszy kontakt z integracją Hue z ekosystemem Razera zasługuje na pochwałę. Połączenie sprzętów pochodzących z dwóch zupełnie różnych światów jest tak proste, że prostsze już chyba być nie może.

Z poziomu aplikacji Hue tworzymy po prostu strefę rozrywkową, do której dodajemy wybrane przez nas źródła oświetlenia od Philipsa. Czy są to zwykłe kolorowe żarówki, kompletne lampy czy lampki przenośne jak w moim przypadku – nie ma znaczenia. Zresztą, jeśli korzystamy z Hue w pokoju komputerowym, to pewnie i tak mamy to już za sobą.

Potem wystarczy zainstalować aplikację Razer Synapse 3 na komputerze, zarejestrować się i zalogować (jeśli nie robiliśmy tego wcześniej), doinstalować moduł Hue, połączyć się z mostkiem (zajmuje to minutę, z czego pół minuty trzeba poświecić na podejście do mostka i kliknięcie przycisku parowania) i… już. Koniec. Dokonaliśmy pełnej synchronizacji i od tej pory – o ile nie chcemy przesadnie kombinować – nie musimy robić już nic. Hue połączyło się z Chromą i będzie wykorzystywać pełnię możliwości tego systemu. Automatycznie.

Uwielbiam takie proste operacje.

Ważne: Z integracji Hue z Razerem możemy skorzystać nawet wtedy, kiedy… nie mamy żadnego urządzenia Razera. Serio. Wystarczy aplikacja Synapse 3.

Grzechem byłoby jednak pozostawienie tego wszystkiego automatowi, tym bardziej, że jednym z największych atutów Chromy jest właśnie personalizacja. I tu mam dobrą wiadomość – jeśli połączycie Hue z Chromą, możecie robić z nim wszystko, czego tylko dusza zapragnie.

Każda z żarówek lub lampek Hue staje się bowiem od momentu synchronizacji elementem systemu Chroma. Dla każdej z nich możemy w menedżerze Chromy ustalić inną lokalizację, inny efekt, inne zachowanie w konkretnych sytuacjach czy inne makra albo zapisane konfiguracje.

Tak, to nie jest integracja z gatunku „my sobie, oni sobie, coś tam świeci, ale w sumie głównie chodziło o to, żeby się pochwalić znaczkiem Hue na pudełku”. Połączenie tych dwóch systemów jest na tyle kompletne, że równie dobrze Razer mógłby się dogadać z Philipsem i sprzedawać Hue pod swoja marką (oczywiście wtedy lampy miałyby dodatkowe pięć pasów LED na całej obudowie, ale to już inna kwestia).

I znów muszę się do czegoś przyznać – o ile spodziewałem się, że sprzęty od Razera będą ze sobą elegancko współpracować i nie zrobiło to na mnie większego wrażenia, o tyle po podłączeniu świateł Hue przez dobrą godzinę siedziałem w pokoju z zasłoniętymi roletami i podziwiałem efekty, jakie takie połączenie jest w stanie zapewnić. Tak, klikałem na kolejne opcje, łączyłem je w pary i większe kombinacje, zmieniałem kolory i zakresy barw. Dopiero po godzinie udało mi się pozbierać szczękę z podłogi i to tylko po to, żeby zacząć się zastanawiać, gdzie jeszcze mógłbym postawić albo wkręcić Hue, żeby efekt był jeszcze bardziej porywający.

Współpraca z Hue jest strzałem w dziesiątkę.

Przyznaję się po raz kolejny – do tej pory światełka Razera zbywałem wzruszeniem ramion. Powód? Świecące myszki, klawiatury i taśmy LED wydawały mi się zdecydowanie zbyt skupione w jednym miejscu, żeby były w stanie robić odpowiednie wrażenie. Niby można było taśmami oświetlić przestrzeń dookoła komputera (choć przewody, w tym te przedłużające, raczej nie pozwalały na zbyt wiele), ale to wciąż było za mało. Wciąż nie wychodziło się wystarczająco daleko poza monitor. 

Teraz, z Hue, jest inaczej. Zachowano pełną synchronizację efektów świetlnych, ale dodano też wolność rozmieszczenia punktów świetlnych. Lampki na biurku? Żaden problem. Lampa przy biurku? Prosta sprawa. Oświetlenie główne? Oczywiście. Dodatkowe taśmy LED? Jasne. Warunek jest jeden – to musi być sprzęt markowany przez Hue. Poza tym nie ma żadnych ograniczeń, a nasza jaskinia do gier zyskuje niczym nieograniczone możliwości barwne.

Z których zdecydowanie warto skorzystać, bo jeśli jest jakiś sposób, żeby podczas grania zapomnieć o całym bożym świecie, to zarządza się nim właśnie z poziomu Synapse 3.

No dobrze, a jak to jest z tymi grami?

I to jest najważniejsze pytanie, bo samo miganie światełkami według zadanych przez nas parametrów jest świetną zabawą, ale raczej nie usprawiedliwia sporego wydatku, jaki czeka nas, jeśli chcemy pobawić się Hue w połączeniu z Chromą.

A odpowiedź na to pytanie brzmi niestety: to skomplikowane. Tak samo ocena połączenia Chromy z Hue na ten moment brzmi: to zależy.

Zależy głównie od tego, w co gramy, o czym najpewniej przekonały się osoby, które miały styczność z Chromą (której integracja z Hue jest po prostu kolejnym elementem). Po pierwsze trzeba pamiętać, że z Chromą nie współpracują wszystkie gry na rynku i nie ma jednego uniwersalnego rozwiązania, które pozwoliłoby chociaż na podstawowym poziomie zsynchronizować Chromę z niewspieranymi grami (z kolei Hue ma np. taką aplikacje do synchronizacji z muzyką czy filmami).

Szczęśliwie lista obsługiwanych gier jest dosyć spora. Mamy na niej m.in. ostatnie hity, takie jak Overwatch czy Fortnite, a także chociażby Quake Champions, Diablo III, Doom, Elder Scrolls Online, Rise of Tomb Rider, Deus Ex: Mankind Divided, Call of Duty: Black Ops III, Unreal Tornament czy H1Z1. Lista ta zresztą stale się powiększa, a Razer jest otwarty na dodatkowe rozwiązania – i tak np. DOTA2 czy CS:GO oferują integrację z Chromę z wykorzystaniem zewnętrznych aplikacji.

Niestety sama obecność danej gry na liście Razera to wciąż mało. Jeśli bowiem zajrzeć w szczegóły integracji, w zależności od tytułu możemy dostać albo bardzo dużo, albo bardzo mało, przy czym nie zawsze wiadomo, co naprawdę otrzymamy, zanim nie uruchomimy gry i nie pogramy w nią dłuższy czas.

Przykładowo integracja w Overwatchu jest niemal wzorcowa. Światła na klawiaturze i lampki Hue rwą się do pracy praktycznie od samego uruchomienia gry, zapewniając nam absolutnie ponadstandardową możliwość zatopienia się w jej świecie (o żadnych opóźnieniach czy przeskokach nie ma mowy). Nic dziwnego, że Overwatch jest pierwszy na liście obsługiwanych tytułów.

Jeśli nie macie dedykowanej jaskini gier, lampki Hue Go mogą być ciekawym rozwiązaniem. Wbudowane akumulatory pozwalają im świecić kilka godzin bez podłączenia do kabla, więc po skończonej zabawie można je gdzieś schować albo odłożyć na półkę.

Kolejny po nim jest popularny Fortnite, ale w jego przypadku już aż tak wybitnie dobrze nie jest. Owszem, lampki Hue włączają się po uruchomieniu gry, nadpisując standardowe ustawienia, ale miałem problem, żeby wychwycić, co robią poza tym. Szybki rzut oka na szczegóły i już wszystko było jasne. Oświetlenie dostosowuje się do pory dnia, a poza tym robi się tym bardziej fioletowe, im głębiej wejdziemy w burzę. Kiedy zaczniemy z niej uciekać, będą one wracać do swojego standardowego koloru.

I tak, z jednej strony cała ta gra świateł potrafi budować dodatkowe napięcie, potrafi jeszcze głębiem wepchnąć w wirtualny świat. Nawet tak z pozoru niewielka integracja dodaje do gry niespotykanego wcześniej klimatu. Ale momentami jest jej odrobinę zbyt mało. Aż chciałoby się, żeby było jej jeszcze więcej. Może nie na tyle, żeby dostać ataku padaczki, ale jednak pozostaje niedosyt. Na szczęście producent zapewnia, że w przyszłości dodany zostanie szereg nowych opcji.

Jakich? Tego jeszcze nie ujawniono.

W niektórych tytułach natomiast integracja Chromy i Hue jest w najlepszym przypadku… podstawowa, choć i to potrafi dać naprawdę niezłe efekty. Przykładowo w Factorio (nigdy nie pomyślałbym, że ta gra może zyskać dzięki oświetleniu) zadaniem Hue jest głównie świecenie stałą barwą. Dużo? Mało? Początkowo byłem trochę rozczarowany, znając potencjał zestawu, ale z biegiem rozgrywki zacząłem to doceniać. Pokój wypełniony przytłumionym, pomarańczowym blaskiem idealnie współgrał z tym, co działo się na ekranie, mimo że trudno mówić tu o jakichkolwiek efektach specjalnych. Za to jeśli chodzi o poziom klimatu i radości z tak ubarwionej rozrywki – mogę wystawić tutaj naprawdę wysokie noty.

I to właściwie tyczy się każdego tytułu, który ogrywamy uzbrojeni nie tylko w Chromę, ale i w Hue.

Wyniesienie kolorów daleko, daleko poza monitor i szczelne zasunięcie rolet w oknach powoduje, że nawet w tytuły, które do tej pory znaliśmy, gra się zupełnie inaczej. Po zakończonej rozgrywce, gdy rolety zostały podniesione, a ja wychodziłem z mojej jaskini gier, czułem się tak, jakbym faktycznie przebywał w pełni w wirtualnym świecie, a wyłączenie kolorowych światełek oznaczało powrót do rzeczywistości. Nijak się to ma do tego, co do tej pory pojmowałem za granie, czyli leżenie z padem w ręce przed telewizorem.

I chyba trudno będzie mi do tego wrócić.

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że Hue nie zawsze ślepo naśladują to, co dzieje się na klawiaturze. Czasem pulsują dokładnie tak, jak klawiatura i myszka, a czasem otrzymują zupełnie inne zadania. I nie, wbrew moim obawom nie powoduje to oczopląsu i nie rozprasza w trakcie zabawy. Wręcz przeciwnie – co podkreślę po raz kolejny – jeszcze bardziej pozwala nam się w ten świat gry zatopić.

A kiedy wyłączymy komputer…

Wszystko wraca do normy. Synapse oddaje kontrolę nad Hue aplikacji Hue i w żaden sposób nie narusza np. naszych harmonogramów czy programów automatyzacji. Nie musimy się więc obawiać, że kiedy czujnik ruchu od Philipsa wykryje w nocy nasz ruch i ruchomi światła, zostaniemy zalani wielobarwnym potokiem. Nie, zgodnie z naszymi ustawieniami uruchomi się np. lekko przyciemnione, żółtawe światło.

Synapse przejmuje natomiast kontrolę nad Hue wtedy, kiedy komputer jest włączony. Jeśli w trakcie grania uruchomimy aplikację Hue, nie będziemy mogli za jej pomocą zdalnie sterować strefą oddaną Razerowi. To znaczy będziemy mogli, ale będziemy musieli zerwać połączenie Synapse z Hue, co – na szczęście – możemy zrobić w wyjątkowych sytuacjach z poziomu telefonu.

I to jest właśnie piękne. Wchodzimy do pokoju, gdzie Hue – według ustawień Hue – zapala normalne światła. Włączamy nasz komputer do gier i nagle przeciętny, niczym nie wyróżniający się pokój staje się centrum gier. Statkiem kosmicznym. Niesamowite.

A jestem prawie pewien, że potencjał Chromy jest nie do końca wykorzystany.

Mam z połączeniem Hue i Razera tylko dwa problemy.

Pomijam już cenę, bo trudno jest ustalić, ile taki komplet musiałby kosztować. Ze strony Razera mamy sporą dowolność w doborze, podobnie jak ze strony Hue. Moja część Philipsa składała się z dwóch lampek Hue Go (ok. 300 zł za sztukę) i mostka (ok. 240 zł), co już daje nam kwotę sporo powyżej 800 zł.

A po posmakowaniu tego, jak dobrze gra się z dwoma lampkami, bez trudu wyobrażam sobie, że sięgam głębiej do portfela i dokupuje jeszcze 2-3 taśmy LED i 3-4 kolorowe żarówki Hue, żeby absolutnie cały pokój synchronizował się z grą. Wolę nawet nie liczyć, ile by to kosztowało, choć gdybym sprawił sobie taki zestaw, raczej nie żałowałbym ani przez chwilę. Może tego, że czasem jednak trzeba z jaskini wyjść i pokazać się światu.

Moim podstawowym problemem jest to, że – mimo sporego nakładu finansowego – decydując się na Chromę i Hue nie nacieszymy się nimi w pełni w każdej grze. Możemy wprawdzie próbować kombinować samodzielnie, ale i tak w ostatecznym rozrachunku skazani jesteśmy na to, co w tej kwestii przygotuje nam autor gry. I w zależności od tego możemy być albo rozczarowani, albo zachwyceni. Pocieszające jest jednak, że lista wspieranych tytułów rozszerza się naprawdę szybko, choć raczej na zapas całego osprzętu bym nie kupował.

Ważne: chwilowo Synapse 3 (i to w wersji beta) dostępne jest jedynie w wersji na Windowsa. Zapytaliśmy o wersję na macOS i na razie wygląda na to, że producent skupia się na dopracowaniu wydania na system Microsoftu.

Drugi, mniejszy już zarzut, dotyczy czytelności opisu integracji Chromy i Hue na kartach poszczególnych gier. Wolałbym unikać sytuacji, kiedy nie wiem, czego się spodziewać i muszę zgadywać w trakcie zabawy.

Choć to prawdopodobnie i tak nie ma większego znaczenia.

Te wady są istotne w przypadku takiej osoby jak ja – która dopiero zaczyna przygodę z Razer Chroma i dopiero wraca do grania na komputerze. Jeśli natomiast ktoś od miesięcy gra w Overwatcha albo Fortnite’a, dodanie jakichkolwiek efektów świetlnych nie tylko zauważy błyskawicznie, ale też doceni jako kolejne rozwinięcie jego ulubionej gry.

W jego przypadku pojawi się tylko pytanie – czy warto dopłacać i inwestować w Hue? Z moich kilkutygodniowych doświadczeń mogę powiedzieć tylko jedno: tak, zdecydowanie warto. Integracją z Chromą jest świetna, natomiast efekt końcowy jest niesamowity. A jeśli takie granie nie przypadnie nam do gustu, zawsze możemy po prostu zacząć budować smart dom.

I to też muszę potraktować jako sporą zaletę. Jeśli obkupimy się świecącym sprzętem Razera i Hue, a takie połączenie nam się nie spodoba, nie zostajemy z masą nieprzydanych gratów. Zostajemy ze świetnym sprzętem do grania i bardzo dobrym oświetleniem domowym, które możemy później wykorzystać np. w sypialni, kuchni albo salonie. Ryzyko pudła jest więc niewielkie.

To samo tyczy się sytuacji, kiedy już mamy Hue w domu, ale chcemy dokupić świecący sprzęt do grania. Nawet jeśli nie zostaniemy fanami takiej zabawy, to zachowamy nasze smart-oświetlenie, a do tego wzbogacimy o się bardzo dobrą myszkę czy klawiaturę do zabawy.

A teraz przepraszam, ale idę zastanowić się, który komputer do grania wybrać. Bo chyba moja przygoda z konsolami właśnie dobiegła końca. Tak, przez światełka.

Zalety:

  • wzorowa integracja Chromy z Hue – od samego początku, do samego końca
  • Hue można ustawić w dowolnym miejscu w pokoju – koniec z grą świateł wyłącznie przy biurku
  • świetne połączenie Hue z Chromą w wybranych grach (np. Overwatch)
  • niemal nieograniczone możliwości personalizacji
  • niesamowite efekty w grach i poza nimi – zupełnie inny poziom zabawy
  • stabilne połączenie, brak opóźnień w komunikacji

Wady:

  • ciągle mam wrażenie, że potencjał tej integracji nie jest do końca wykorzystany i wiele przed nami
  • funkcjonalnie nie da nam raczej wielkiej przewagi nad graczami, którzy z tego systemu nie korzystają
  • Hue Go przy szybkiej zmianie koloru potrafią być trochę skokowe – wolniejsze przejścia są idealnie płynne
  • jeśli nie mamy nic z takiego zestawu – tanio nie będzie
  • jeśli nie zasłonicie okien na czas grania, to pewnie staniecie się bohaterami memów
  • liczba gier wspierających Chromę w pełnej opcji jest na razie ograniczona
  • opisy wsparcia dla Chromy (i Hue w szczególności) mogłyby być lepsze