Krzysztof Basel / 15.12.2018

Czy warto było tyle czekać? Nikon Z6 – recenzja

38 interakcji Przejdź do dyskusji

Czy Nikon Z6 przekona do siebie fanów lustrzanek? Czy ustrzegł się problemów typowych dla pierwszego modelu? I czy jest warty swojej ceny? Zabrałem aparat do Izraela, aby to sprawdzić. 

Niedawno fotografowałem Nikonem Z6 w trakcie warsztatów fotograficznych w Izraelu, gdzie robiliśmy zdjęcia zarówno na starych ulicach Jerozolimy, jak i nad Morzem Martwym. Oprócz tego miałem też ten aparat nieco wcześniej w rękach we Wrocławiu, gdzie sprawdziłem go na koncercie, przy portretach czy codziennych zdjęciach.

Nikon Z6 test
Pierwszy dzień testów w Jerozolimie był deszczowy. Aparat był cały mokry, ale przetrwał bez problemu.

Nikon zaprezentował modele Z6 i Z7 mniej więcej dziesięć lat po premierze pierwszego bezlusterkowca.

Przez ten czas rynek mocno się zmienił, a bezlusterkowce zaczęły powoli podjadać rynek lustrzanek, który Nikon dzieli wraz z Canonem. Nic więc dziwnego, że obu firmom nie było śpieszno do prezentowania swoich aparatów bez lustra. Szczególnie, że jest to ogromna inwestycja – nie tylko w nowe korpusy, ale chyba przede wszystkim w nowy bagnet i cały system obiektywów. To zabawa na lata. Kiedy jednak Nikon wszedł na rynek to zrobił to z naprawdę solidnym produktem.

Nikon Z6 to udany aparat, który oferuje bardzo wiele, a w dodatku jest rozsądnie wyceniony, chociaż ma też szereg błędów wieku dziecięcego. Jest ich jednak mniej niż się spodziewałem, co może cieszyć i nastrajać optymistycznie na kolejne wersje aparatu. Nawet z tymi wadami, Nikon Z6 to chyba najbardziej uniwersalny pełnoklatkowy bezlusterkowiec na rynku.

Solidne wykonanie i przemyślana ergonomia.

Pierwsze bezlusterkowce z serii Sony A7 były toporne i źle zaprojektowane pod względem ergonomii. Tak naprawdę dopiero trzecia generacja tych aparatów jest dopracowana i można nimi fotografować z przyjemnością, chociażby dlatego, że korpusy mają joysticki do ustawiania punktów AF. Nikon tego błędu nie popełnił w swoim pierwszym pełnoklatkowym bezlusterkowcu i od razu zadbał o przemyślany, i dobrze dopasowany układ przycisków, pokręteł, solidny grip oraz nieduży, czarno-biały ekran OLED u góry.

Nikon Z6 test

Ważący ok. 675 g (z akumulatorem oraz kartą pamięci) Nikon Z6 bardzo dobrze leży w dłoni. Grip jest głęboki, dobrze wyprofilowany, przyjemny w dotyku. Miałem okazję zrobić jeden pełny koncert tym bezlusterkowcem z teleobiektywem 70-200 mm f/2.8 podpiętym przez adapter. Nawet z tak dużym i ciężkim szkłem nie odczuwałem dyskomfortu, chociaż korpus zdecydowanie lepiej współgra z mniejszymi szkłami, jak systemowy 50 mm f/1.8.

Nikon Z6 - test

Przydatnym dodatkiem jest ekran OLED u góry aparatu, na którym można sprawdzić wszystkie podstawowe ustawienia. Mocnym punktem jest również precyzyjny joystick do ustawiania punktów AF, ale także dobrze ulokowane przyciski z możliwością personalizacji ich funkcji. Do tego mamy też przejrzyste menu oraz świetnie działającą funkcję dotyku. To wszystko sprawia, że Nikon Z6 to jeden z lepiej zaprojektowanych oraz wykonanych bezlusterkowców na rynku. Jego ocena nieco idzie jednak w dół, jeśli porównamy go z profesjonalnymi lustrzankami, jak Nikon D500 i D5. Nowemu Z6 jeszcze daleko do tego poziomu ergonomii oraz wykonania.

Nikon Z6 test

Producent twierdzi, że oba aparaty z serii Nikon Z są dobrze uszczelnione. W czasie wyjazdu do Izraela miałem okazje sprawdzić to osobiście. Pierwszy dzień w Jerozolimie był bardzo deszczowy, a ja byłem kompletnie przemoczony. Aparat został wystawiony na deszcz, a czasami wręcz na ulewę. Uszczelnienia nie zawiodły, a sprzęt nie sprawiał żadnych problemów. Sprawdzałem bagnet, gniazdo karty pamięci, komorę akumulatora – wszędzie uszczelki skutecznie zatrzymały wilgoć. Korpus był sprawny następnego dnia, kiedy dla odmiany fotografowaliśmy w okolicach Morza Martwego, przy pełnym słońcu i 25 stopniach Celsjusza.

Elektroniczny wizjer zachwyca.

Celownik elektroniczny OLED o rozdzielczości 3.69 mln punktów, powiększeniu 0,8x i 100-procentowym pokryciu kadru to jeden z najlepszych wizjerów na rynku. Jest duży, przejrzysty, jasny, ma wysoki poziom odświeżania, przez co nie widać opóźnienia ani smużenia. Umożliwia też wyświetlanie podglądu wykonanych zdjęć, menu czy najważniejszych funkcji.

Nikon Z6 test
1/80 s, f/4, ISO 640

Wizjer dobrze współpracuje z 3,2-calowym, odchylanym i dotykowym wyświetlaczem. Ekran jest jasny, gwarantuje solidny podgląd wykonanych zdjęć pod różnymi kątami, a funkcja dotyku działa wzorowo. W odróżnieniu od aparatów Sony, w Nikonie Z6 nie ma ograniczeń działania dotyku – możemy swobodnie przeglądać zdjęcia, kontrolować ustawienia w menu, stosować gesty.

Nikon Z6 test

Połączenie ze smartfonem rozwiązano wzorowo.

SnapBridge to coś więcej niż zwykła łączność bezprzewodowa w aparatach. Aplikacja wykorzystuje technologię Bluetooth low energy, która pozwala na nieprzerwane, automatyczne i natychmiastowe przesyłanie zdjęć z aparatu do urządzenia mobilnego tuż po tym jak zostało wykonane. System zachowuje niski pobór mocy na obu urządzeniach i nie ogranicza transmisji danych na smartfonie w czasie transferu zdjęć z aparatu.

Nikon Z6 test
1/60 s, f/4, ISO 320

W praktyce wystarczy się raz połączyć, a zdjęcia będą się same zgrywać na smartfona. Później można je przeglądać i selekcjonować na smartfonie czy obrobić w VSCO lub Snapseedzie, i udostępnić na Instagramie. W czasie wyjazdu do Izraela SnapBridge sprawdził się koncertowo. Wszystkie zdjęcia miałem od razu na smarfonie, wrzucałem do relacji na Instagramie, miałem też ich backup. Po przyjeździe oczywiście zgrałem wszystkie klatki na dysk komputera i zacząłem ich selekcję do tego materiału oraz obróbkę plików RAW. Nie musiałem natomiast martwić się o bieżący transfer zdjęć na smartfona. SnapBridge to funkcja na miarę współczesnego świata, która pomaga wykorzystać potęgę jakości zdjęć Nikona Z6 w mediach społecznościowych.

Wysoka wydajność, mały bufor.

Oficjalnie Nikon Z6 jest w stanie wykonać 310 zdjęć na jednym akumulatorze, czyli o 20 mniej, niż model Z7. W praktyce bywa bardzo różnie. Już pierwszego dnia byłem w stanie wykonać nim ponad 1500 zdjęć w czasie koncertu, chociaż fotografowałem szybkimi seriami. Z drugiej strony w czasie sesji produktowych z lampami błyskowymi, wyzwalanymi przez nadajnik radiowy, nie przekraczałem ok. 400 zdjęć. W czasie podróży do Izraela robiłem w czasie jednego dnia ok. 550 zdjęć bez serii, a aparat działał cały dzień. To dobre wyniki, jak na bezlusterkowca, chociaż gorsze niż w Sony A7 III i dalekie od możliwości lustrzanek.

Nikon Z6 test
1/25 s, f/6.3, ISO 1600

Nikon Z6 oferuje też wysoką prędkość zdjęć seryjnych aż 12 kl./s. Niestety bufor nie jest wybitny, przez co aparat obniża prędkość zdjęć po ok. 36 klatkach (3 sekundy). Dobra wiadomość jest taka, że w czasie zapisu korpus jest w pełni funkcjonalny.

Matryca o rozdzielczości 24,5 Mpix oferuje genialną jakość obrazu i dobrą stabilizację.

Piękna plastyka, naturalne barwy, świetne oddanie detali – to cechy charakterystyczne pełnoklatkowej matrycy BSI zastosowanej w Nikonie Z6. Największe wrażenie robi natomiast zachowanie sensora na wysokich czułościach. Trzeba się nieźle przyjrzeć, aby dostrzec różnicę pomiędzy zdjęciami wykonanymi z czułością ISO 100 i 1600. Większe szumy są zauważalne dopiero przy ISO 12800, chociaż to nadal akceptowalna jakość. W dodatku matryca ma system stabilizacji obrazu, który oferuje skuteczność na poziomie ok. 4 EV.

Nikon Z6 test
ISO 100
Nikon Z6 test
ISO 200
Nikon Z6 test
ISO 400
Nikon Z6 test
ISO 800
Nikon Z6 test
ISO 1600
Nikon Z6 test
ISO 3200
Nikon Z6 test
ISO 6400
Nikon Z6 test
ISO 12800
Nikon Z6 test
ISO 25600
Nikon Z6 test
ISO 51200
Nikon Z6 test
ISO H0.3 (64508)
Nikon Z6 test
ISO H0.7 (81275)
Nikon Z6 test
ISO H1 (102400)
Nikon Z6 test
ISO H2 (204800)

Dobrze współpracuje z adapterem i wieloma świetnymi obiektywami.

Wybierając odpowiedni zestaw, adapter FTZ można dostać za kilkaset złotych. A jeśli w torbie mamy już kilka jasnych szkieł na bagnecie Nikon F to z pewnością taka inwestycja ma sens.

Nikon Z6 test

Przede wszystkim to najtańsza, a w wielu wypadkach po prostu jedyna możliwość, aby mieć dostęp do wielu dobrych obiektywów. W systemie Nikon Z są obecnie zaledwie 3 szkła. Przez adapter fotografowie otrzymują dostęp do dziesiątek obiektywów systemu Nikon F, które otrzymają dodatkową wartość, ponieważ Z6 ma wydajny system stabilizacji matrycy.

Nikon Z6 testNikon Z6 + adapter FTZ + AF-S Nikkor 70-200mm f/2.8E FL ED VR

Adapter działa zazwyczaj bardzo dobrze, chociaż oczywiście wiele zależy od zamontowanego obiektywu. W czasie testów miałem do dyspozycji teleobiektyw Nikkor F 70-200 mm f/2.8 oraz stałkę Nikkor 35 mm f/1.4. Pierwszym szkłem fotografowałem przez 1,5 godziny koncert klubowy ze zmiennym światłem. Zestaw sprawował się bardzo dobrze. Nie czułem, że mam podłączony teleobiektyw z innego systemu. W przypadku szkła 35 mm f/1.4 było już dużo gorzej – obiektyw ostrzył powoli, często błędnie, a czasami po prostu nie potrafił w danych warunkach ustawić ostrości.

Adapter ma też swoje wady. Przede wszystkim pogrubia i wydłuża całą konstrukcję. Po drugie, nie współpracuje z starszymi obiektywami działającymi na tzw. śrubokręt, czyli konstrukcjami, które nie są wyposażone we własny silnik AF. Odpada zatem wiele starszych, tanich szkieł.

Filmy 4K 30p na wysokim poziomie.

Mimo że to Nikon D90 był pierwszą lustrzanką cyfrową rejestrującą filmy, to jednak aparaty tej marki nigdy nie słynęły z dużych możliwości filmowych. Nikon Z6 jest na dobrej drodze, aby to zmienić.

Nikon Z6 oferuje filmy 4K UHD (3840 x 2160) przy prędkości 30p, 25p lub 24p. Filmowcom spodoba się fakt, że czysty sygnał 4K można zapisywać w płaskim profilu N-Log przy 10-bitach, choć tylko na zewnętrzną nagrywarkę. Do wyboru mamy jeszcze filmy Full HD 1920 x 1080 px w prędkości 120 kl./s. 24-megapikselowa matryca stosuje nadpróbkowanie do jakości 6K, co umożliwia nagrywanie materiałów w jakości 4K o niezwykłej precyzji. Filmy są rejestrowane bez cropa, pełną powierzchnią sensora. Autofokus radzi sobie dobrze, ostrzy szybko, przejścia są płynne. Jest też śledzenie obiektów, ale aparat nie zawsze potrafi utrzymać ostrość na wybranym punkcie.

Mniej zaawansowany AF, który radzi sobie… lepiej.

Miałem okazję wcześniej testować Nikona Z7, który ma bardziej zaawansowany system ustawiania ostrości z aż 498 punktami AF. 273 pola AF w Nikonie Z6 na papierze wyglądają znacznie gorzej.  Punktów oczywiście jest mniej, chociaż i tak na tyle dużo, aby ustawiać miejsce ostrzenia precyzyjnie na 90% powierzchni kadru.

Nikon Z6
Nikon Z6 ma 273 pola AF, które pokrywają 90% kadru.

W praktyce, ku mojemu zdziwieniu, autofokus w Nikonie Z6 radzi sobie nawet lepiej, niż jego odpowiednik w Z7. Różnica nie jest wielka, ale wystarczająca, aby ją odczuć.

Nikon Z6 test

Nikon Z6 test
1/640 s, f/1.8, ISO 100

AF w Nikonie Z6 sprawia wrażenie odrobinę szybszego, niż w Z7, rzadziej się gubi przy śledzeniu. Mimo to i tak na tle swojego głównego rywala Sony A7 III wypada wyraźnie słabiej. Co nie znaczy, że źle.

Aparat w dobrych warunkach oświetleniowych ustawia ostrość szybko i precyzyjnie przy statycznych obiektach. Nie ma problemów z rozpoznawaniem twarzy, chociaż funkcja ta działa tylko w trybie automatycznego wyboru punktów ostrzenia. W kiepskich warunkach oświetleniowych jest już gorzej, ale wciąż dobrze.

W czym Nikon Z6 nie dopisuje? Jest kilka rzeczy, na które można narzekać.

Największą bolączką jest chyba praca bardziej zaawansowanych trybów autofokusa. Tryb śledzący czy wykrywanie twarzy nie radzą sobie tak dobrze, jak w innych czołowych bezlusterkowcach, a wykrywania oczu nawet nie ma.

Próby śledzenia obiektów różnie się kończą. Przy dobrym, dziennym świetle i precyzyjnym wyborze punkt śledzenia jest nieźle, chociaż aparat i tak potrafi się pogubić nawet przy delikatnym ruchu. W nocy czy na koncercie klubowym gubienie obiektu jest niestety normą. Sam proces wyboru punktu śledzenia jest przekombinowany.

Nikon Z6 test
1/800 s, f/8, ISO 200

Trzeba wejść w tryb automatycznego AF, joystickiem wybrać odpowiedni punkt, aktywować śledzenie przyciskiem OK, a kiedy już skończymy zdjęcia (albo aparat zgubi obiekt) to ponownie trzeba wcisnąć OK. Zanim to wszystko ogarniemy, obiekt może zdążyć uciec z kadru. O ile prościej i szybciej byłoby, gdyby aparat sam sugerował punkt śledzenia lub byłby on wybierany joystickiem i potwierdzany wciśnięciem spustu do połowy.

To jednak nie koniec. Dawno nie widziałem tak wielkiej fali hejtu w branży fotograficznej, jak na pojedynczy slot na karty pamięci. Japoński producent dolał przysłowiowej oliwy do ognia wzburzonych fotografów, informując, że ten jeden slot to slot na karty XQD. O ile z wyborem formatu kart jeszcze można polemizować, o tyle brak drugiego slotu jest bezwzględnym minusem. Minusem, który bardzo trudno będzie zaakceptować.

Niektórzy zarzucają japońskiej firmie, że popełniła błąd wchodząc na rynek z tak ubogim systemem szkieł i aparatem, który ma jeden slot na karty czy niedopracowany system AF.

Moim zdaniem to bardzo przemyślany krok, który wyjdzie Nikonowi na dobre. Serią Z firma wyraźnie wysyła jasny przekaz swoim fanom i klientom: nie trzeba spoglądać w stronę aparatów Sony czy Fujifilm. Zmieniamy się, mamy nowoczesne bezlusterkowce już teraz, a niebawem będzie jeszcze lepiej. Obiektywów za wielu nie mamy, ale jest na co czekać, bo nowy bagnet daje ogromne (dosłownie i w przenośni) możliwości podpięcia szkieł z jasnością do f/0.65. A tymczasem można podłączyć starsze szkła przez adapter i zbierać na dedykowane szkła. Pod tym względem akurat czas działa na korzyść fotografów, bo zapowiadane jasne obiektywy Nikkor S, jak ten ze światłem f/0,95, zapewne będą kosztować fortunę. I liczę, że będą tej fortuny warte.

Nikon Z6 test
1/60 s, f/1.8, ISO 9000

Im dłużej fotografowałem Nikonem Z6, tym bardziej przekonywałem się, że to jest aparat stworzony przede wszystkim dla obecnych klientów marki.

Nikonem Z6 mogą być w pierwszej kolejności zainteresowani fotografowie, którzy mają leciwe już lustrzanki w swojej torbie, ale zarazem także kilka fajnych szkieł. Właśnie takich fotografów mocno podgryza firma Sony, zachęcając ich nie tylko coraz lepszymi produktami, ale też atrakcyjnymi cenami na korpusy i wieloma specjalnymi ofertami. Czy Nikon Z6 ma szansę ten trend odwrócić? Zdecydowanie tak. Albo przynajmniej zatrzymać.

Nikon Z6 test
1/4000 s, f/4, ISO 100

Nikon Z6 to po prostu dobry, nowoczesny aparat, który oferuje wiele w rozsądnej (jak na nasze czasy) cenie ok. 9500 zł. Przechodząc na nowy system trzeba liczyć się jeszcze z wydatkiem na nowe obiektywy, a te mogą kosztować nawet więcej, niż sam korpus. W przypadku fotografów robiących zdjęcia lustrzankami Nikona, ten problem odpada. Wystarczy podpiąć adapter i w większości wypadków mamy naprawdę dobry zestaw. A w przyszłości można liczyć na zaawansowane optycznie, jasne, dedykowane obiektywy. Nikon pokazuje, że ma wiele do zaoferowania miłośnikom aparatów bez lustra, ale też poważnie kusi posiadaczy lustrzanek. Gdybym sam jeszcze miał aparat z lustrem to z pewnością bym się zastanowił nad modelem Nikon Z6.

_______

Wszystkie zdjęcia przykładowe można pobrać w pełnej rozdzielczości TUTAJ.

Zdjęcie otwierające: Tomasz Zienkiewicz