Łukasz Kotkowski / 30.11.2017

Najbardziej niedoceniony smartfon 2017 roku. LG V30 – recenzja

46 interakcji Przejdź do dyskusji

2017 jest oficjalnie rokiem kapitalnych smartfonów. Na rynku ukazało się tak wiele świetnych urządzeń, że w zasadzie nie sposób jest kupić prawdziwie zły telefon. Nie jest też łatwo wybrać ten ulubiony.

Mój osobisty faworyt długo kazał na siebie czekać. LG V30 pokazany był we wrześniu na targach IFA 2017 w Berlinie, jednak jego oficjalna przedsprzedaż w Polsce wystartowała dopiero w listopadzie. Nim trafi do klientów, minie kolejny miesiąc. Jednak jeśli spóźniać się na imprezę, to w wielkim stylu – LG V30 ma mnóstwo argumentów, by przekonać do siebie użytkowników. Mnie przekonał.

Pomówmy o wadach

Jak możecie się domyślić przeczytawszy wstęp, to będzie pozytywna recenzja. Spędziłem z LG V30 kilka tygodni i naprawdę lubię ten telefon. Dlatego też w większości będę mówił o jego plusach, gdzieniegdzie wplatając drobny minusik. Najnowszy flagowiec LG ma jednak trzy kardynalne problemy, o których chcę napisać już teraz.

Problem nr 1 – cena

LG V30 jest, niestety, za drogi. Tak jak LG G6 trafił na rynek w bardzo rozsądnej jak na flagowca cenie, tak cena LG V30 jest kompletnie nierozsądna. Kosztuje 3799 zł, a nie oferuje tak wiele, jak tylko niewiele droższy Note 8. Nie jest też tak potężny i uniwersalny, jak kosztujący 300 zł mniej Huawei Mate 10 Pro. Nie ma za sobą rzeszy wyznawców, jak kosztujący minimalnie więcej iPhone 8 Plus.

Nie wątpię, że V30 szybko potanieje, bo rynek błyskawicznie zweryfikuje podaż popytem (czy raczej – jego brakiem). Na ten moment cena nowego telefonu LG jest po prostu nie do przyjęcia.

Problem nr 2 – przedni aparat

Przekonacie się w późniejszej części tego tekstu, że LG V30 to jeden z najlepszych fotograficznych smartfonów na rynku. Absolutna, ścisła czołówka. A jednak za nic w świecie nie mogę w tej chwili polecić go vlogerom czy osobom, które po prostu lubią strzelać sobie selfie.

Więcej na ten temat przeczytacie w sekcji dotyczącej aparatu, ale dość powiedzieć, że tak jak jakość głównych sensorów LG V30 jest fenomenalna, tak przednia kamerka to poziom średniaka sprzed dwóch lat. Słabo, LG, słabo.

Problem nr 3 – data premiery

Tak, LG V30 ma wiele argumentów, by przekonać nabywców. Tak, spokojnie może walczyć z najlepszymi. Ale nie, to nie jest dobry moment na zakup nowego telefonu!

LG V30 pojawił się na polskim rynku w najgorszym możliwym momencie. Wszyscy rywale dawno już zadomowili się na sklepowych półkach. Klienci, którzy byli skłonni wydać tak niebotyczną sumę na telefon, już ją wydali – na produkt konkurencji. Ci, którzy dopiero zastanawiają się nad wyborem smartfona z najwyższej półki, z pewnością nie zrobią tego w tej chwili, skoro tuż za rogiem jest nowy rok, targi CES i premiery nowych flagowców, w tym nowych Galaxy S9.

Tylko dwie rzeczy ratują LG V30 w pierwszym okresie sprzedaży – fantastyczne słuchawki BeoPlay H4 dorzucane w gratisie do preorderu i szał przedświątecznych zakupów. Obawiam się jednak, że nawet to nie pomoże V-trzydziestce wykręcić zadowalającego wyniku sprzedażowego.

Ale cóż, kto późno przychodzi…

Skoro największe wady mamy z głowy, pomówmy o pozytywach. A jest o czym mówić.

Zacznijmy od tego, co widać na pierwszy rzut oka. Od wyglądu i jakości wykonania.

Seria V przeszła długą drogę. LG V10 wyglądał jak plastikowa zabawka ulepiona z kilku niepasujących do siebie rodzajów tworzywa. LG V20 miał swój urok, o ile ktoś lubi wielkie aluminiowe bryły pasujące estetyką raczej do munduru polowego niż garnituru. LG V30 jest po prostu piękny.

Szklano-aluminiowa kanapka może i zbiera odciski palców od samego patrzenia, ale kiedy jest czysta, robi piorunujące wrażenie. Do tego ta jakość wykonania! LG V30 ma zaledwie 158 g masy, czyli jak na swoje gabaryty jest zaskakująco lekki, a mimo to nadal czuć, że obcujemy z produktem premium. Konstrukcja jest dopieszczona w każdym calu i jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to tylko do minimalnie wystającej obudowy obiektywów.

LG zapewnia też, że V30 będzie w stanie wiele znieść. Telefon jest nie tylko wodo- i pyłoszczelny, czym spełnia normę IP68, ale też odporny na wtrząsy i upadki, według wojskowego standardu MIL-STD-810G.

Piękny wygląd okupiono jednak brakiem elementu, który dotąd wyróżniał serię V – dodatkowego ekranu. Popularny ticker nad ekranem głównym zniknął, ale raczej nikt nie będzie po nim płakać. To samo, co dodatkowy wyświetlacz, potrafi teraz tryb ambient display na wygaszonym ekranie.

A przy włączonym ekranie możemy zyskać dostęp do dodatkowych funkcji ukrytych w pływającym po krawędziach „bąbelku”.

Wisienką na torcie jest czytnik linii papilarnych umieszczony na pleckach – działa błyskawicznie i znajduje się w bardzo wygodnym miejscu. A jeśli chcemy szybko podejrzeć lub odblokować telefon, gdy ten leży na blacie, wcale nie musimy go podnosić – LG pozwala ustawić jako kod zabezpieczeń tzw. Knock-code, czyli szyfr, który dosłownie wystukujemy na ekranie puknięciami w odpowiednich miejscach.

A skoro mowa o ekranie – ten w LG V30 jest wspaniały. Z jednym małym „ale”.

6-calowy panel P-OLED o proporcjach 18:9 i rozdzielczości 2880 na 1440 pikseli w LG V30 jest rewelacyjny. Ok, może nie aż tak rewelacyjny, jak w Samsungach Galaxy S8 i Note 8 czy nowym iPhonie X, ale bardzo, bardzo blisko.

Od ideału dzieli go właśnie to wspomniane wcześniej „ale” – tzw. color shifting, czyli zmiana barwy wyświetlacza zależnie od kąta patrzenia. Każdy wyświetlacz OLED cierpi na tę przypadłość. Niektórzy producenci radzą sobie z tym lepiej, inni gorzej, ale w każdym przypadku OLED oglądany pod ekstremalnym kątem nieco się zafarbuje, na zielono, niebiesko lub czerwono.

W LG V30 ten problem jest widoczny ponadprzeciętnie. Odchylając ekran w pionie zobaczymy czerwony zafarb, a w poziomie zielonkawo-niebieski. Pewnie nie zwróciłbym na to większej uwagi, gdyby nie fakt, że LG dedykuje V-trzydziestkę domorosłym fotografom i wideografom, a tej grupie akurat zależy na wiernym odwzorowaniu barw. Pod każdym kątem, nie tylko patrząc idealnie wprost na wyświetlacz.

Wspaniały w LG V30 jest też dźwięk.

Rozpisałem się na ten temat w osobnym tekście, więc do niego was odsyłam:

Czytaj również: LG V30 to nowy król smartfonowego audio

Powiedzieć, że przez słuchawki LG V30 gra rewelacyjnie, to nic nie powiedzieć. To najlepszy muzyczny smartfon dostępny aktualnie na polskim rynku, bez dwóch zdań.

Tak jak wspominałem w podlinkowanym wyżej tekście, nie rozciąga się to niestety na Bluetooth.

LG V30 w połączeniu ze słuchawkami bezprzewodowymi gra… normalnie. Niczym się nie wyróżnia. Podłączając więc do niego nawet takie słuchawki, jak BeoPlay H4, możemy oczekiwać rezultatów jak na każdym innym telefonie z najwyższej półki. Co innego, gdy podłączyć słuchawki przewodem – wtedy LG V30 zjada konkurencję.

Miłym bonusem są też dołączone do zestawu słuchawki, strojone przez B&O. Jak na pchełki dołączone do smartfona, grają naprawdę miodnie.

Konkurencja za to zjada LG V30 jeśli chodzi o głośnik. Dlaczego w telefonie za prawie 4000 zł, dedykowanym do konsumpcji i tworzenia multimediów, nie ma głośników stereo? Czy ktoś może mi to wytłumaczyć?

Przetwornik u dołu obudowy gra dość głośno i całkiem przyzwoicie, ale obok głośników w nowych iPhone’ach wypada po prostu śmiesznie. A szkoda.

Nieco śmieszne jest też oprogramowanie LG V30. Drogie LG… jest dobrze, ale może być dużo lepiej.

LG jest jakieś 2 lata za Samsungiem, jeśli chodzi o normalizację swojej nakładki systemowej na Androida. Pamiętacie, jak wyglądał TouchWiz kilka lat temu? Tona niepotrzebnych funkcji, cukierkowe ikony i dramatycznie powolne działanie, nawet na sprzęcie z najmocniejszą specyfikacją. Dziś samsungowa wizja Androida jest jedną z najlepszych.

Tymczasem LG nadal tkwi w przeszłości. Oprogramowanie jest skrajnie przeładowane funkcjami, menu bardzo nielogicznie poukładane, a ikony tak brzydkie, że czym prędzej wgrałem Nova Launcher, by ich tylko nie oglądać.

Na szczęście brzydota i przeładowanie funkcjami interfejsu nie przekłada się na wolną pracę urządzenia. LG V30 to wciąż demon prędkości.

Pod maską znajdziemy procesor Qualcomm Snapdragon 835, 4 GB RAM-u i 64 GB pamięci na dane (rozszerzalnej o kartę microSD do 2 TB). To zestaw, który nie ma prawa działać źle. Tym niemniej tutaj też muszę ponarzekać – za 3799 zł chciałbym otrzymać 6, nie 4 GB RAM-u, tak jak otrzymuję w Galaxy Note 8 czy Mate 10 Pro. O nowym OnePlus 5T przez przyzwoitość nie będę wspominał, bo ten chiński maluch wymierza policzek wszystkim flagowcom gigantów, jeśli chodzi o specyfikację.

Tyle narzekania. W codziennym użytkowaniu narzekać nie ma bowiem na co. Wszystko działa szybko, płynnie, bezproblemowo. Nie licząc paskudnej nakładki, nie doświadczyłem najmniejszych problemów z działaniem LG V30.

LG V30 będzie w stanie nam towarzyszyć przez cały dzień

Na papierze ogniwo akumulatora LG V30 nie wygląda imponująco. Patrzymy tu na „tylko” 3300 mAh, co jak na dzisiejsze standardy nie jest wartością rewelacyjną. Na duchu nie podnosi nawet obecność Quick Charge 3.0 i ładowania bezprzewodowego. Patrząc na korelację podzespołów, rozdzielczości ekranu i akumulatora łatwo dojść do wniosku, że ten telefon będziemy ładować bardzo często.

Tymczasem, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, V30 radzi sobie bardzo dobrze. Nadal nie jest to smartfon, którego możemy używać przez dwa dni z dala od gniazdka, ale już jeden długi, intensywny dzień nie stanowi dla V-trzydziestki problemu.

Zazwyczaj, podłączając V30 do ładowania po blisko 18-godzinnym dniu, miałem jeszcze co najmniej 30 proc. energii. To wszystko przy nieco ponad 5 godzinach aktywnego ekranu i dość normalnym wykorzystaniu – trochę nawigacji, mnóstwo odtwarzania muzyki przez Bluetooth, sparowany smartwatch, około dwóch godzin rozmów telefonicznych, trochę zdjęć.

Sytuacja nieco się zmienia, gdy często używamy super-mocy audio LG V30, czyli Quad DAC-a. Układ ten potrzebuje sporo energii i zauważyłem, że w ciągu godziny słuchania muzyki poziom naładowania potrafił spaść nawet o 10-15 proc.

Dodam jednak, że cały czas mówię tu o wykorzystaniu telefonu w natywnej rozdzielczości. A tę LG V30 ma ustawioną na… najwyższą wartość. Tak, ponad 5 godzin SoT ten telefon wyciąga przy rozdzielczości 2800 na 1440. Gdy opuściłem w ustawieniach rozdzielczość do 2160 na 1080 pikseli, regularnie kończyłem dni mając co najmniej 40-50 proc. zapasu energii. Ostatecznie przez większość czasu używałem telefonu w natywnej rozdzielczości. Nie było potrzeby się ograniczać.

Pomówmy o aparacie

Możliwości fotograficzno-wideograficzne LG V30 są tak obszerne, że zasługują na osobny tekst, który zresztą niebawem poczynię. Tam też skupię się bardziej na możliwościach wideo, a tutaj pokrótce porozmawiajmy o możliwościach fotograficznych.

Jedyną istotną wadą V-trzydziestki w tym zakresie jest wspomniana we wstępie przednia kamera. Spójrzcie tylko, czy takich rezultatów oczekujemy od fotograficznego smartfona za 3799 zł?

Podpowiem – nie. Takie efekty są ledwo zadowalające w średniakach za połowę tej kwoty (i wcale nie chodzi tu o urodę modela). Przedni sensor w LG V30 jest po prostu kiepski. Zarówno w fotografii, jak i wideo.

Za to główne sensory… rewelacja.

Standardowy kąt
Szeroki kąt

LG V30 wyposażono w dwa główne aparaty. Pierwszy z nich ma obiektyw o standardowym kącie widzenia, jasności f/1.6 i matrycę 16 Mpix. Drugi zaś to sensor 13-megapikselowy z obiektywem super-szerokokątnym o jasności f/1.9. Obydwoma można złapać fenomenalne kadry.

Standardowy kąt
Szeroki kąt

Producent przyłożył się do tego, aby szeroki kąt nie prezentował nadmiernej „beczki” ani innych artefaktów optycznych. Fotografując tym aparatem nie musimy się martwić, że poświęcamy jakość zdjęcia na rzecz artystycznej wizji. Nie licząc sytuacji, kiedy nie mamy zbyt wiele światła, szeroki obiektyw prezentuje równie imponujące efekty, co ten standardowy.

Standardowy kąt
Szeroki kąt

LG udostępnia też w aplikacji bodajże najbardziej rozbudowany tryb manualny, jaki widziałem w smartfonie.

Nie możemy tu chyba tylko przymknąć przysłony (jak w każdym smartfonie). Poza tym mamy zatrzęsienie filtrów, presetów, trybów i innych ułatwiaczy życia, które mają sprawić, że zdjęcia zrobione w trybie automatycznym będą wyglądały równie wspaniale, co w trybie manualnym.

Wiele osób pytało mnie, jak LG V30 wypada w porównaniu z moim prywatnym Galaxy S8. Cóż, muszę powiedzieć, że jeśli chodzi stricte o jakość optyczną, to Samsung nadal przoduje. Zdecydowanie lepiej radzi sobie z zachowaniem detali w cieniach, a algorytmy obrabiające zdjęcie robią to po prostu… ładniej. LG V30 prosto z pudełka łapie może nieco bardziej naturalne kolory, ale to obrazek z S8 bez żadnej obróbki jest ciut przyjemniejszy dla oka.

Standardowy kąt
Szeroki kąt. Tutaj widać, że szeroki kąt miewa problemy z flarą przy niskim świetle. Ale który smartfon ich nie ma?

LG V30 wygrywa za to szybkością i dokładnością autofocusu. Laserowy AF działa bezbłędnie, zawsze ostrząc tam, gdzie powinien, a w wideo twardo trzymając się śledzonego obiektu. Jasne, AF w Galaxy też jest szybki i dokładny, ale nie aż tak dokładny.

To wszystko jednak kompletnie nieważne, bo najbardziej liczy się dla mnie to, że Galaxy S8 nigdy nie sprawił, że chciałem fotografować. LG V30 za to skłaniał mnie do strzelania fotek na prawo i lewo. LG stosuje też jakąś magię przy swojej kompresji JPEG-ów. Nie widziałem jeszcze smartfona, w którym tak wiele można wycisnąć ze zdjęć przestawiając suwaczki w Lightroomie bez straty jakości w formacie JPEG, a nie RAW.

Standardowy kąt
Szeroki kąt

Zasadniczo nie lubię fotografować smartfonem.

Z racji nieulubionej ogniskowej w większości telefonów nie idzie mi to za dobrze. Wychodzę też z założenia, że na świecie dość już jest marnej fotografii, a nie mam na tyle umiejętności, by ze smartfona wycisnąć równie dobre kadry, co z lustrzanki.

Standardowy kąt
Szeroki kąt

Mając w kieszeni LG V30 w ogóle się tym nie przejmowałem. CHCIAŁO MI SIĘ robić zdjęcia. Co więcej – dobrze się bawiłem, fotografując. Nie wiem, czy to efekt zręcznego PR-u czy faktycznej fajności dwóch obiektywów, ale flagowiec LG coś we mnie odblokował.

O wideo porozmawiamy przy innej okazji, bo jest zbyt wiele do omówienia, by zmieścić to w tekście o przyswajalnej dla internetu długości. Powiem tylko, że na ogromny plus trzeba zaliczyć mnogość nastaw manualnych, tryb śledzenia obiektu przy jednoczesnym przybliżaniu i samą jakość obrazka, a także tryb LOG, który pozwala na późniejszy color-grading nagranego wideo.

Na minus – dziwi fakt, że LG nie zastosowało w V30 nowszego kodeka H.265. Rejestrowane nim filmy nadal zapisują się przy użyciu kodeka H.264, co skutkuje znacznie obszerniejszymi plikami. Lepiej od razu zaopatrzyć się w sporej pojemności kartę pamięci, jeśli planujecie sporo filmować.

Z żadnego telefonu nie korzystało mi się w tym roku tak przyjemnie, jak z LG V30.

Tak, LG V30 nie jest telefonem idealnym. Jest za drogi, ma skazy, pojawił się na rynku w fatalnym momencie. Dla mnie jednak przez ostatnie tygodnie nie miało to większego znaczenia, bo świetnie się bawiłem.

LG V30 nie zawiódł mnie w praktycznie żadnym obszarze. Rozmiar? Dokładnie w sam raz. Lubię duże telefony, a jeszcze bardziej lubię duże telefony, które oferują wielki wyświetlacz w poręcznym opakowaniu. V-trzydziestka leżała mi w dłoni doskonale.

Polubiłem ten telefon. Polubiłem to, jak wiele mogę z nim zrobić. A przede wszystkim to, że w pokrętny sposób zachęca mnie do tworzenia, a nie tylko konsumpcji treści. Pewnie, cieszę się, że mogłem oglądać Netflixa w 4K i HDR na pięknym, dużym ekranie, ale jeszcze bardziej cieszę się z każdego zdjęcia, które wykonałem LG V30. Z każdego tekstu, który wystukałem na wygodnie rozstrzelonej klawiaturze ekranowej.

Nie zdarzyła się też ani jedna sytuacja (z wyjątkiem kilku prób zrobienia sobie selfie z czarnym kotem), kiedy czegokolwiek by mi w tym telefonie brakowało. LG stworzyło smartfon kompletny. Godnego rywala dla najbardziej zaawansowanej konkurencji.

Szkoda tylko, że przez źle wymierzoną datę premiery i niezbyt ochoczy marketing o tym telefonie usłyszy tak niewiele osób. Jasne, seria V zawsze była skierowana do stosunkowo wąskiej niszy świadomych klientów, ale aż się prosi, by o V-trzydziestce było głośno.

Bo to naprawdę rewelacyjny telefon. Jeden z najlepszych, jakie ukazały się na rynku w 2017 roku. A już z całą pewnością – LG V30 to najbardziej niedoceniony smartfon, jaki ukazał się na rynku w 2017 roku.

Advertisement