Rafał Gdak / 26.12.2017

Największa ambona świata, czyli jak polski Kościół katolicki radzi sobie w Internecie

205 interakcji Przejdź do dyskusji

Na to pytanie niełatwo odpowiedzieć, bo jego działalność w sieci nie jest jednotorowa.

Ma on w sieci ma wiele twarzy i stara się oddziaływać na różne sposoby. Opowiedzą o tym duchowni i świeccy, którzy współtworzą w Polsce katolickie media w Internecie.

W Ewangelii według świętego Marka znajduje się zdanie, które teologowie określają mianem nakazu misyjnego:

“Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!”

– to zarazem jedno z ostatnich zdań wypowiedzianych przez Jezusa w tej Ewangelii.

Gdyby zapytać duchownych o sens tworzenia mediów katolickich, wielu z nich przywoła jako uzasadnienie powyższy cytat. Śmiało można powiedzieć, że Kościół w ostatnim stuleciu potrafił korzystać z mediów. Również w Polsce.

Media katolickie w języku polskim mają długą historię.

2 lutego 1931 r. papież Pius XI zainaugurował działalność Radia Watykańskiego. Miało to miejsce w obecności i z pomocą Guglielme Marconiego – fizyka, noblisty i pioniera radia. Orędzie papieża zostało powtórzone tego dnia również po polsku. Kilka lat później, w listopadzie 1938 r., powstała w Rzymie polska sekcja Radia Watykańskiego.

Radio nie było oczywiście jedynym medium prowadzonym przez Kościół katolicki. 70 lat wcześniej ukazał się pierwszy numer watykańskiej gazety L’Osservatore Romano. Ta doczekała się w 1980 r. także polskiej edycji. Należy przy tym pamiętać, że na ziemiach polskich już w 1729 r. zakon pijarów wydawał Kurjer WarszawskiUprzywilejowane Wiadomości z Cudzych Krajów, przejęte kilka lat później przez jezuitów.

O prawdziwym rozkwicie można mówić w dwudziestoleciu międzywojennym. Obecny prezes Katolickiej Agencji Informacyjnej Marcin Przeciszewski, w artykule opublikowanym na łamach miesięcznika Posłaniecprzywołuje bardzo interesujące statystyki.

W Polsce, według Informatora Kościoła Katolickiego 1936/37, wydawano wówczas 199 czasopism katolickich o łącznym nakładzie 2,4 mln egzemplarzy. Stanowiło to niemal 27% polskiego czasopiśmiennictwa. Tak więc co czwarta sprzedawana w kiosku gazeta była w tym okresie gazetą katolicką.

W tym kontekście nie można nie wspomnieć o Maksymilianie Marii Kolbe – franciszkaninie konwentualnym, znanym dziś w wielu zakątkach globu. Pod koniec lipca 1941 r. zakonnik zgłosił się na śmierć głodową, ratując tym samym współwięźnia z obozu Auschwitz, Franciszka Gajowniczka. Zmarł dwa tygodnie później, uśmiercony przez Niemców zastrzykiem z trucizną. Beatyfikował go Paweł VI, a kanonizował Jan Paweł II.

Kilkadziesiąt lat wcześniej, w 1922 r., Maksymilian Kolbe zaczął wydawać miesięcznik Rycerz Niepokalanej. Tuż przed II wojną światową nakład tego pisma sięgał 800 tys. egzemplarzy. Już na początku lat 30. XX wieku franciszkanin podjął próby uruchomienia stacji radiowej. Ciekawe jest to, co napisał podczas pobytu w Japonii do jednego ze współbraci w lipcu 1931 r.

Słowo drukowane, czy przesłane przez fale radiowe, albo obrazy czy drukiem, czy przez telewizję radiową przesłane, czy kino lub inne środki to dużo, ale jeszcze nie wszystko, by nauczyć wszystkich i każdego z osobna kim jest Niepokalana i zagrzać do miłości ku Niej (…)

Maksymilian Kolbe przez lata starał się o stosowne zezwolenia i środki finansowe na uruchomienie stacji radiowej. Udało się to w grudniu 1938 r., gdy z Niepokalanowa wybrzmiała pierwsza audycja. Z jego pism i działań można wnioskować, że miał dalekosiężną wizję stworzenia mediów różnych typów. Powołał do życia kilka tytułów prasowych, uruchomił radio, marzył o zbudowaniu telewizji. Wszystko w latach 20. i 30. XX w.

Etap dynamicznego rozwoju mediów, nie tylko katolickich, zakończyła na ziemiach polskich II wojna światowa. Po niej zaś nastąpił trudny okres dla twórców tych ostatnich. Z inicjatywy metropolity krakowskiego kardynała Adama Stefana Sapiehy w 1945 r. powstał w Krakowie Tygodnik Powszechny. Osiem lat później gazeta została zamknięta z powodu odmowy wydrukowania nekrologu Józefa Stalina.

Przy okazji zamknięcia pisma komuniści zastosowali sprytny wybieg. Tytuł został przejęty przez współpracujące z władzą Stowarzyszenie Pax. Tygodnik w pierwotnym składzie powrócił 3 lata później w grudniu 1956 r., czyli tuż po tzw. październikowej odwilży, jak historycy nazywają okres po przejęciu władzy przez Władysława Gomułkę.

W okresie PRL-u wydawany był też m.in. tygodnik katolicki Niedziela. To gazeta, której historia sięga 1926 r., gdy została powołana przez biskupa częstochowskiego Teodora Kubinę. Ten duchowny był wcześniej redaktorem naczelnym innego pisma – założonego w 1923 r. Gościa Niedzielnego. Ukazuje się ono do dziś. Wspomniana Niedziela musiała zawiesić działalność w 1953 r., a reaktywowano ją w 1981 r.

W okresie PRL-u z lepszym lub gorszym skutkiem udawało się tworzyć drukowaną prasę katolicką. W 1973 r. dominikanie zaczęli wydawać miesięcznik W drodze. Jezuici z kolei prowadzili Przegląd Powszechny – periodyk, którego historia sięga końca XIX w. Reaktywowany po wojnie, przestał być wydawany w 1953 r., by wznowić działalność w latach 80.

W tym krótkim streszczeniu historii prasy katolickiej w Polsce nie może zabraknąć Znaku. Wystarczy wymienić kilka nazwisk osób, które publikowały na jego łamach, by pokazać siłę oddziaływania intelektualnego. Byli to m.in.: Karol Wojtyła, Czesław Miłosz, Józef Tischner, Ryszard Kapuściński, Leszek Kołakowski, Jan Parandowski, Paweł Jasienica, Zbigniew Herbert, Gustaw Herling-Grudziński, Tadeusz Różewicz czy Jan Józef Szczepański. Pod koniec lat 50. powstał z kolei w Warszawie miesięcznik Więź. Jego pierwszym redaktorem naczelnym był późniejszy premier Tadeusz Mazowiecki.

Historię prasy wydawanej w PRL-u przez Kościół katolicki lub środowiska z nim związane znaczyła przede wszystkim walka o przetrwanie. Wiele tytułów musiało zawiesić działalność (zwłaszcza w latach 50.) Wracały po okresie odwilży czy w latach 80.

Po 1989 r. zniknęły bariery, które uniemożliwiały lub utrudniały działalność. Jak grzyby po deszczu powstawały nie tylko lokalne tytuły wydawane przez Kościół, ale również stacje radiowe.

Najbardziej znaną, Radio Maryja, założył w 1991 r. Tadeusz Rydzyk. Powstała 26 lat temu rozgłośnia, a później również telewizja Trwam, od początku budziły kontrowersje. Słynny był list kard. Józefa Glempa z 1997 r., adresowany do prowincjała redemptorystów. Prymas Polski apelował w nim bezskutecznie o roztoczenie opieki “nad składem personalnym kierownictwa Radia Maryja” i zarzucał stacji m.in. upolitycznienie.

Na tle tak zarysowanych zasad sytuacja wytworzona wokół Radia “Maryja”, Ojca Rydzyka a także wiele osób z “Rodziny Radia Maryja”, budzi poważne zastrzeżenia. Dotyczą one przede wszystkim metodycznych uchybień współpracy kościelnego Radia “Maryja” z hierarchią Kościoła, w tym także z własnymi przełożonymi, i posługiwanie się hałaśliwą metodą walki. – pisał prymas.

Radio Maryja nie było jedyną stacją radiową, która powstała w Polsce po 1989 r. Swoje rozgłośnie zakładały diecezje. Działa też chociażby wspomniane na początku Radio Niepokalanów, założone przez Maksymiliana Kolbe. W połowie lat 90. duchowi spadkobiercy męczennika uruchomili też Telewizję Niepokalanów. Na początku XXI wieku na jej bazie powstała Telewizja Puls. Od 2007 do 2015 r. działała również należąca do Grupy ITI stacja Religia.TV. Jej szefem był ks. Kazimierz Sowa.

Internet otwiera nowe możliwości.

Za najstarszy polski katolicki serwis internetowy uchodzi Mateusz.pl. Powstał ponad 20 lat temu, w 1996 r., czyli w podobnym czasie, co OptimusNet, znany później powszechnie jako Onet.pl.

Dziś Mateusz.pl nie różni się znacząco od tego, co oferował u swoich początków. To serwis, który bardziej należałoby nazwać czytelnią, niż nowoczesnym medium internetowym. Nie uświadczymy tu zatem komentarzy internautów, a w zasadzie jedyną formą kontaktu jest skrzynka intencji modlitewnych. To wszystko przekłada się również na wyniki. Według similarweb.com, serwisu szacującego zasięgi witryn, Mateusz miał w ostatnim półroczu 2017 r. 981,9 tys. wizyt, co daje średnio 163,6 tys. wizyt w miesiącu.

Drugim serwisem, który powstał u zarania mediów internetowych w Polsce, jest Opoka. W 1997 r. zorganizowano dwa seminaria „Internet w służbie Kościołowi”. Rozpoczęły się wówczas próby skoordynowanych działań polskiego Kościoła w Internecie. Serwis Opoka.org.pl rozpoczął działalność w marcu 1999 r., po uzyskaniu aprobaty Konferencji Episkopatu Polski i Stolicy Apostolskiej. W jego radzie nadzorczej zasiada obecnie czterech biskupów, w tym prymas Polski, abp Wojciech Polak. Partnerem strategicznym Opoki jest Bank Pekao SA.

Opoka.org.pl

Jeżeli zajmujemy się archeologią katolickich serwisów internetowych w Polsce, musimy też wspomnieć o portalu Wiara.pl. Założył go w 2001 r. ks. Artur Stopka. „Ideę przyświecającą przed laty założeniu wiara.pl realizujemy w trzech wymiarach: informowania, formowania i bycia miejscem spotkania” – czytamy na stronie.

W przeciwieństwie do wymienionych wyżej serwisów internetowych, Wiara.pl postawiła na element społecznościowy, nie ograniczając się do jednokierunkowego przekazu i spełniania funkcji czytelni tekstów poświęconych religii. Dziś znajdziemy tam zatem forum, skrzynkę intencji, możliwość komentowania artykułów, ale również prowadzenia bloga.

wiara.pl

W dobie Facebooka i Twittera taki zestaw wydaje się już nieco archaiczny, ale należy wspomnieć o nim, by pokazać istotną różnice w podejściu do odbiorców.

Facebook zmienił oblicze mediów, również katolickich.

Działalności polskiego Kościoła w Internecie nie można oczywiście sprowadzić do trzech wyżej wymienionych serwisów, mimo iż nadal funkcjonują w sieci, a jeden z nich, Opoka, jest oficjalnym głosem hierarchii. Gdy na globalnej scenie pojawiły się media społecznościowe, dotychczasowy jednokierunkowy model działania stał się anachroniczny. Dzisiejsze media umożliwiają więc interakcję, wychodzą do ludzi i nie ograniczają się wyłącznie do informowania.

Przykładem zrozumienia tej ewolucji mediów jest prowadzony przez jezuitów DEON.pl. Redaktorem naczelnym tego założonego w 2009 r. serwisu jest obecnie Piotr Żyłka. W październiku bieżącego roku DEON-a odwiedziło 1,34 mln użytkowników. Zanotował 6,2 mln odsłon. To bardzo dobry wynik.

DEON.pl jest portalem, który ma służyć całemu Kościołowi, ale w jezuickim stylu. Jezuickim, czyli opartym na tzw. rozeznawaniu.

Nie odgradzamy się murem od świata, nie bronimy Kościoła przed żadnymi atakami, ale staramy się zrozumieć współczesny świat, wsłuchać w człowieka, wyzwania, jakie przed nim stoją, problemy, z którymi musi się na co dzień mierzyć i przygotowywać takie treści, które będę dla naszych czytelników jakąś podpowiedzią. Drugim jezuickim akcentem, który jest dla nas bardzo ważny jest tzw. wychodzenie na granice, czyli poruszanie trudnych tematów, których z różnych powodów inni nie chcą poruszać.

W tym kontekście ważne jest dla nas dotykanie tematów ludzi wykluczonych, dialogu z niewierzącymi, wyznawcami innych religii i ekumenizm. Mówiąc krótko staramy się odpowiedzieć na wezwanie jezuickiego papieża Franciszka, który mówi, żeby wyjść na peryferia i szukać tych, którzy w Kościele nie czują się zbyt dobrze albo w ogóle go jeszcze nie znają.

I działać tak, żeby ich zaciekawić, zainspirować, pokazać, że w Kościele dzieje się wiele dobrych, ciekawych rzeczy. Że Kościół to nie tylko zimne instytucje, ale też tacy ludzie jak papież, abp Ryś, ks. Kaczkowski, s. Chmielewska, Szymon Hołownia i wielu innych – mówi Żyłka.

Naczelny serwisu zauważa również, że media społecznościowe są głównym kanałem dotarcia do czytelników. Na facebookowej stronie DEON-a znajdziemy chociażby cotygodniowy cykl #wiaraLive, w ramach którego duchowni i świeccy prowadzą dyskusje w formie relacji na żywo.

Użytkownicy mogą komentować i zadawać pytania prowadzącym. Podobną inicjatywą jest #wieczornyPaciorek czy #medytacjaOnline sprowadzające się do wspólnej modlitwy ze społecznością przy użyciu narzędzi, które oferuje Facebook.

Chcemy budować społeczność wokół portalu, skracać dystans z naszymi użytkownikami, zapraszać ich do współtworzenia tego projektu. Dlatego takie inicjatywy jak #wiaraLive są dla nas bardzo ważne. Mówiąc symbolicznie – to jest takie zejście z ambony. Nie mówimy do ludzi z wyższej pozycji nie oczekując w ogóle na odpowiedź. Wręcz przeciwnie. Chcemy być z nimi w kontakcie na żywo, wchodzić z nimi w interakcje, dowiadywać się bezpośrednio od nich, co ich interesuje. I w ten sposób budować z nimi więź.

Pytany o to, jaką rolę odgrywają statystyki odwiedzin przyznaje, że serwis korzysta z narzędzi analitycznych.

Odsłony nie są najważniejsze, bo DEON.pl jest portalem misyjnym i przede wszystkim chcemy ewangelizować w sieci, ale nieprawdą by było, gdybym powiedział, że nie mają znaczenia. Chcemy jak najskuteczniej docierać z treściami do szerokiego grona czytelników, ciągle szukać nowych odbiorców, a nie pisać dla małego grona przekonanych już ludzi – dodaje naczelny Deonu.

DEON.pl

Prowadzony przez jezuitów serwis nie jest jedynym nowoczesnym medium katolickim działającym w polskim Internecie. Polską edycją ma założona w 2013 r. Aleteia. To globalny portal, który w maju tego roku zanotował 15 mln unikalnych użytkowników. Jego nadwiślańska odsłona może pochwalić się średnio 680 tys. użytkowników miesięcznie i blisko 2 mln odsłon według Google Analytics.

Redaktor naczelna polskiej Aletei, Anna Sosnowska podkreśla, że jest to projekt ewangelizacyjny, ale oparty na solidnych podstawach biznesowych. Dlatego szef każdej z ośmiu edycji krajowych ma wyznaczone cele do zrealizowania. Aleteia z założenia nie jest jednak serwisem informacyjnym.

Określenie “głos Kościoła w Internecie” może być różnie rozumiane. Jeśli rozumiemy je jako platformę do przekazywania kościelnych newsów czy prowadzenia wewnątrzkościelnych debat, to takie określenie nie pasuje do Aleteia.pl. Natomiast jesteśmy głosem Kościoła w Internecie w tym sensie, że chcemy naszych użytkowników – zgodnie z misją Aletei i w naszym aleteiowym stylu – przyciągać do Boga, do wiary, do Kościoła.

Staramy się im pokazywać, że chrześcijański styl życia może być czymś atrakcyjnym, czymś, co w gruncie rzeczy odpowiada na najgłębsze ludzkie potrzeby i w końcu czymś, co rozciąga się na wszystkie dziedziny życia (stąd tak wiele u nas choćby treści lifestylowych). Co ważne, nie robimy tego w klimacie “musisz”, ale raczej “warto”; nie narzucamy niczego naszym czytelnikom, ale raczej mówimy im: Wybierz tę drogę, a znajdziesz w życiu spełnienie. – mówi Sosnowska.

Aleteia jest medium, którego założeniem jest zgodność z nauczaniem Kościoła katolickiego. Redaktor naczelna zwraca uwagę, że gwarantem tego jest obecność w gronie redakcji kilku teologów.

Po drugie najbardziej wymagającymi i jednocześnie najsprawniejszymi recenzentami naszych tekstów są czytelnicy (wśród których znajdują się także księża biskupi, duszpasterze parafii czy wspólnot). Gdyby coś budziło ich wątpliwość, bardzo szybko się o tym dowiemy” – mówi.

YouTube największą amboną świata?

Wielu przedstawicieli Kościoła zdaje sobie sprawę ze znaczenia YouTube’a w dzisiejszym Internecie. Doskonałym przykładem wykorzystania potencjału tego medium jest działalność dominikanina o. Adama Szustaka OP. Jego kanał Langusta na palmie subskrybuje 260 tys. osób. Filmy zamieszczone na kanale notują po kilkaset tysięcy odtworzeń. Wspólna modlitwa różańcowa zyskała ponad 2 mln odtworzeń.

O. Szustak to również sprawny organizator. W serwisie Patronite udało mu się przekonać do swojego projektu ponad 3 tys. patronów, którzy zadeklarowali wpłaty rzędu 53 tys. zł miesięcznie. Do tej pory zbiórka przyniosła łącznie 236 485 zł i jest rekordowa. O skali sukcesu świadczy fakt, iż dominikanin wyprzedził najpopularniejszych twórców korzystających z Patronite’a – Grupę Filmową Darwin i Krzysztofa Gonciarza. Na kanale duchownego pojawiały się w grudniu dwa nowe filmy dziennie.

Z Internetu do realu

Gdy o. Adam Szustak OP rozpoczął akcję zbierania środków na Patronite, jednym z celów, jakie postawił była organizacja wspólnych spotkań. “YouTube YouTubem, ale nic przecież nie zastąpi spotkań w realu” – tłumaczył zakonnik. Tym samym zdefiniował też w pewnym sensie istotę działalności Kościoła w Sieci.

W podobnym tonie wypowiada się o. Piotr Kropisz, jezuita, wieloletni duszpasterz akademicki, rekolekcjonista.

Teza, że ludzie są w Internecie, że żyją w nim, nie jest kontrowersyjna. Jeżeli tam ludzie są, to tam też chcemy spotykać się z nimi w miarę możliwości. Pamiętać trzeba tylko, że nic nie zastąpi osobistego spotkania – mówi o. Kropisz.

Zdaniem jezuity kontakt z ludźmi w Internecie ma nie tylko sens, ale może przynieść pozytywne skutki.

Czasami mnie zaskakuje, że ktoś pisze do mnie długi elaborat. Często to człowiek, którego osobiście nie znam. Zazwyczaj odpisuję mu krótko, bo więcej nie jestem w stanie odpowiedzieć na podstawie pobieżnego kontaktu. I czasami ten ktoś mi później dziękuje i pisze, że to co napisałem otworzyło mu oczy.

Powyższy przykład dowodzi, że wierni szukają kontaktu z duszpasterzami również w sieci. O. Kropisz wspomina też o osobach, które pytały o możliwość korzystania z kierownictwa duchowego za pośrednictwem Skype’a.

Odmawiam, ale wiem, że inni nie odmawiają. Mimo wszystko wierzę w żywe spotkanie. Kontakt internetowy to dla mnie punkt wyjścia, nadanie kierunku, a nie cel. Przez Internet danej osoby nie widzę. Tracę trzy czwarte tego, co jest narzędziem kierownika duchowego w spotkaniu z drugą osobą, kiedy obserwuję też komunikaty pozawerbalne” – dodaje zakonnik.

Na pytanie po co mu Internet, proboszcz parafii Najświętszego Serca Jezusa w Opolu o. Grzegorz Kramer SJ odpowiada, że pierwsza powinna być ambona.

Internet wydaje jednak dobre owoce, bo prowadzi do spotkań w realu. Widzę po kilku miesiącach w Opolu, że ludzie przychodzą, bo między innymi widzieli moją twarz, słyszeli nauczanie w Sieci i chcą sprawdzić w realu. Część zostaje. Po drugie, Internet potrzebny jest do komunikacji, bo dziś ludzie szukają informacji i opinii, więc uważam, że trzeba im to dać na dobrym poziomie. Nie chodzi o reklamę, ale prezentację tego, co realnie ma się do zaoferowania. – dodaje o. Kramer

O. Piotr Kropisz od niedawna pełni funkcję delegata prowincjała jezuitów ds. mediów. Pytany o działalność swojego zakonu w Internecie, odpowiada, że jest ona czymś, z czego Towarzystwo Jezusowe – bo taką nazwę oficjalnie nosi jego zgromadzenie – może być dumne. Podkreśla też, że będzie ona wielokierunkowa, bo “każdy z zakonników ma różne czucie i różne talenty”.

Na razie nasza działalność bywa spontaniczna. Mam jednak przekonanie, że bardziej prowadzimy do Pana Boga, niż od niego odciągamy. Szanujemy indywidualność i nie chcemy zgasić inicjatywy. Dopuszczamy bardzo dużą różnorodność. To, co ostatecznie chcemy dawać innym, to duchowość ignacjańska.

Mówiąc o duchowości ignacjańskiej jezuita ma na myśli spuściznę, jaką pozostawił założyciel zakonu św. Ignacy Loyola w swoich Ćwiczeniach duchownych. To niewielka ksiażka napisana przez późniejszego świętego w latach 20. XVI w. Do dziś stanowi fundament zamkniętych rekolekcji w milczeniu, z których mogą skorzystać duchowni i świeccy w licznych jezuickich ośrodkach. Miesięczne rekolekcje ignacjańskie odprawiają na początku drogi zakonnej wszyscy młodzi jezuici. Każdy członek zakonu założonego przez Ignacego Loyolę odprawia też kilkudniowe rekolekcje tego typu raz w roku. Mają być one fundamentem codziennego życia i posługi jezuitów.

Jakie wyzwania stoją przed Kościołem katolickim w Internecie? O. Grzegorz Kramer odpowiada bardzo dobitnie.

Najprościej? Żeby spora cześć Kościoła przestała bać się Internetu i zobaczyła, że to już nie jest tylko narzędzie, ale miejsce życia wielu ludzi.

Czy w przyszłości duchowni zamienią parafie na Internet?

Duchowni są zgodni, że taki scenariusz nie jest prawdopodobny. Korzystanie z sakramentów, które Kościół katolicki nazywa fundamentami życia chrześcijańskiego, możliwe jest wyłącznie podczas kontaktu osobistego duchownego z wiernym. Dlatego jeszcze długo, o ile w ogóle, nie powinniśmy spodziewać się choćby spowiedzi odbywanej przez Internet.

Jeżeli Internet zastąpi w przyszłości kontakt duchownego z wiernym, to będzie znaczyło, że jedni i drudzy stracili wiarę w Kościół. On jest spotkaniem realnych ludzi. Internet – jak najbardziej – może służyć realnemu spotkaniu, ale nie może go zastąpić – mówi o. Kramer.

Skala działalności duchownych w sieci będzie jednak rosła. O. Kropisz twierdzi, że wyobraża sobie, że w przyszłości jezuici będą oddelegowani przez prowincjała do zadań prowadzonych w Sieci. Pytanie brzmi tylko kiedy to nastąpi?

Będzie to działalność, którą już prowadzimy, tylko w większym wymiarze – blogowanie, prowadzenie profili w mediach społecznościowych, kontakt przez e-mail czy komunikatory. Profesjonalizując naszą działalność w Internecie możemy dowiedzieć się, jak jest, a nie domyślać się tego. – mówi jezuita.

Jego zakonny współbrat o. Kramer zdradza, że już dziś jezuici sporo pracują przed komputerem.

Trzeba uważać, by nie stracić sprzed oczu realnego człowieka. Ewangelia nie jest do opowiedzenia przez Internet. Ona potrzebuje świadectwa w realu” – twierdzi proboszcz z Opola.

Sam w sobie Internet nie może być dla duchownego celem, a jedynie środkiem do celu. O. Kropisz podkreśla, że zdaje sobie sprawę, że media społecznościowe są ważną częścią dzisiejszego świata i będą jeszcze ważniejszą.

Jednocześnie dla mnie nie jest to całe życie. Zamykając Facebooka nie czuję niepokoju, nie zastanawiam się, co tam się dzieje” – puentuje.

Facebook nie zastąpi zatem murów kościoła, ani tym bardziej kontaktu duchownego z wiernymi. Może je jednak uzupełniać. Wykorzystują to młodzi jezuici studiujący teologię w Warszawie. Budowaną przez siebie społeczność nazywają mobilną wspólnotą. Ich projekt nazywa się Pogłębiarka.

Dołącz do naszej WSPÓLNOTY! 🙂

Kilka słów o nas 🙂 Jeśli chcesz, dołącz do naszej WSPÓLNOTY 🙂

Julkaissut Pogłębiarka 24. lokakuuta 2017

 

Każdy katolik znajdzie coś dla siebie w polskim Internecie.

Wymienione wyżej przejawy aktywności duchownych i świeckich w Internecie to oczywiście tylko przykłady. W polskiej Sieci znajdziemy ich o wiele więcej. Salwatorianie prowadzą od kilkunastu lat serwis Katolik.pl, a salezjanie zarządzają witryną Bosko.pl. Dominikanie mają z kolei serwis związany ze spotkaniami młodych w Lednicy (Lednica2000.pl) czy z miesięcznikiem W drodze (wdrodze.pl). Własne witryny prowadzi większość zakonów i zgromadzeń męskich i żeńskich.

Swoją reprezentację mają wierzący o różnych poglądach na Kościół, ale też politykę. Nie wszystkie tego typu serwisy można nazwać jednak katolickimi w znaczeniu, jakie nadaje temu słowu prawo kanoniczne. Osoby o poglądach bardziej prawicowych, by nie powiedzieć integrystycznych, czytają serwis Polonia Christiana (pch24.pl). Jego twórcy twierdzą, że powstał on po to, by walczyć ze “stugłową hydrą rewolucji”. Podobne poglądy reprezentuje portal Fronda.pl.

Serwisy internetowe prowadzą też wspomniane już media katolickie: Gość Niedzielny, Niedziela, Tygodnik Powszechny, Radio Maryja, itp. W Sieci znajdziemy też serwis papieski Franciszkańska 3 czy ewangelizacyjny portal multimedialny Stacja7.

Spektrum religijnych serwisów internetowych w polskim Internecie jest na tyle szerokie, że coś dla siebie znajdą wierni identyfikujący się zarówno z pojęciem Kościoła otwartego, ale też konserwatyści. Niektóre serwisy kreślą bardzo wyraźną linię polityczną. Inne nie podejmują w ogóle tematów tego typu i skupiają się na ewangelizacji czy modlitwie.

Advertisement