Karol Kopańko / 25.07.2018

Molestowanie, awans za seks i niegospodarność właścicieli, czyli co się dzieje w polskim Itmagination

948 interakcji Przejdź do dyskusji

Na początku 2018 roku internet stanął w ich obronie przed państwowym gigantem. Nikt nie wiedział, że w środku działy się wtedy wydarzenia rodem z Wilka z Wall Street. Oto nieznana historia Itmagination.

Itmagination nie jest marką, którą kojarzyłby przeciętny Polak. Co innego ich aplikacja JustDrive, która na początku 2018 roku miała wprowadzić stacje benzynowe w XXI wiek. Jej koncept był prosty – umożliwiała płacenie za paliwo z poziomu telefonu i kusiła oszczędnością kilku groszy na litrze.

JustDrive zaliczył falstart

Po kilku dniach od premiery aplikację wycofano ze sklepów. Główny partner Itmagination, państwowy gigant paliwowy Orlen, postanowił odłączyć ją od swojej infrastruktury. Największy sprzedawca paliw w Polsce zorientował się, że nie dość, że sprzedaje paliwo w cenie hurtowej, to jeszcze pozbywa się dodatkowych przychodów z tytułu zakupów przy kasie. Wygoda dla klienta oznaczała straty dla Orlenu.

Konflikt poniósł się po całej Polsce. Itmagination przedstawiło go jako znęcanie się bezdusznej korporacji nad innowacyjnym startupem. Ale czy rzeczywiście tak było? Czytając oświadczenie Orlenu można dojść do wniosku, że w tej sprawie chodzi o coś zupełnie innego. Jeśli wierzyć dostawcy paliw, aplikacja działała inaczej, niż zakładały ustalenia, a Itmagination nie tylko nie przestrzegało zapisów umowy, ale również zasad biznesowej etyki.

Wszystkie podjęte próby znalezienia porozumienia okazały się nieskuteczne – pisał Orlen.

Zupełnie przypadkowo w podobnym czasie na redakcyjną skrzynkę mailową spłynęła wiadomość od byłej pracownicy firmy, Małgorzaty:

Macie siłę przekazu i możecie obnażać patologiczne firmy, które często działają poza prawem i pozostają bezkarne – czytamy w wiadomości.

Ta wiadomość otworzyła prawdziwą puszkę Pandory. Umówiliśmy się na rozmowę.

Miłe złego początki

Itmagination nie zawsze takie było – zaczęła Małgorzata. Do firmy dołączyła przed trzema laty, kiedy ta zatrudniała 100 pracowników. Dziś spółka jest cztery razy większa. – Było kameralnie, żartowaliśmy ze sobą w kuchni i czuliśmy, że DDL-e mają plan na rozwój – dodaje.

DDL-e to Daniel (Arak), Dawid (Łaziński) i Łukasz (Kieloch), trzech założycieli Itamgination, którzy w krótkim czasie osiągnęli spektakularny sukces. W zeszłym roku ich firma znalazła się na prestiżowej liście tysiąca najszybciej rozwijających się firm w Europie wg Financial Timesa.

Czuliśmy, że sukces finansowy uderzył DDL-om do głowy, zaczynali tracić kontakt z rzeczywistością – mówi kobieta.

Jordan Belfort, czyli Wilk z Wall Street wzbogacił się na akcjach groszowych, cieszących się dużą popularnością wśród spekulantów. Polskie wilki z Itmagination zarobiły fortunę na o wiele czystszym biznesie – tworzeniu oprogramowania i outsource’owaniu pracowników. Chłonny krajowy rynek i wyjście z usługami na świat sprawiły, że przychody rosły w ponad pięćdziesięcioprocentowym tempie rok do roku. W 2016 r. osiągnęły aż 50 mln zł.

Itmagination stało się czempionem wśród młodych spółek IT. Deloitte umieścił firmę w pierwszej dziesiątce rankingu Fast 50, Forbes przyznał jej „Diament”, a Puls Biznesu „Gazelę Biznesu”. Żadna z trzech kapituł konkursowych nie zdawała sobie zapewne sprawy z tego, że za przynoszącą zyski fasadą właściciele ukrywają wątpliwej jakości fundamenty.

Slogany zapowiadały nową jakość

Pieniędzy było w bród, więc zza Oceanu ściągano firmy zajmujące się marketingiem, rebrandingiem i coachingiem. Wszystko miało lśnić na wysoki połysk – mówi Jerzy, były współpracownik Małgorzaty.

Doskonały PR młodego innowacyjnego software house’u miał sprawić, że klienci stawialiby firmę powyżej starej rynkowej gwardii, czyli Comarchu i Asseco. Itmagination miało składać się z konsultantów IT, nie tylko informatyków – wyrobników, więc nazwę firmy tłumaczono jako „imaginację wspólnej wartości na styku z klientem”. Hasłem stało się „Imagine it. Done” (Wyobraź to sobie. Zrobione), sugerujące doprowadzanie ambitnych projektów do szczęśliwego końca.

Zaraz za firmowym sloganem umieszczono trzy wartości: transparentność, profesjonalizm i partnerstwo, które miały pomóc w pozyskiwaniu nowych kontraktów. Pracowników przyciągano zaś zwrotem „innovator is in all of us” (innowator jest w każdym z nas) i popierano przykładem z życia firmy – działalnością wewnętrznego inkubatora.

W Innovation Labie zarząd szukał genialnych pomysłów na biznes na miarę iPhone’a czy Tesli – mówi Jerzy.

Projekt miał pobudzić przedsiębiorczość wśród pracowników, którzy mogli proponować swoje pomysły zarządowi i realizować je wewnątrz firmy. Tyle na papierze.

InLab szybko wygasł, stracił na znaczeniu – opisuje Jerzy. Głównym powodem miała być nieopłacalność. – Presja finansowa była ogromna, gdy okazało się, że firma zarabia o wiele mniej, niż zakładano – dodaje informator.

Seria turbulencji

2017 r. okazał się festiwalem niepowodzeń, choć na początku nic nie zwiastowało problemów – mówi Jerzy.

Przez długie lata motorem napędowym rozwoju Itmagination był wieloletni kontrakt z B., dużą firmą budowlaną ze skandynawskim rodowodem. Polacy sprzedali jej system zarządzania procesami począwszy od pozyskania klienta, przez księgowanie, dział floty i zarządzanie finansami, a później zajęli się jego utrzymaniem.

Niestety B. przeinwestowała na polskim rynku. Aby ratować płynność finansową, zapowiedziała zwolnienia grupowe i cięcia wydatków. – Zespół pracujący dla B. musiał się gwałtownie skurczyć. W jednej chwili musieliśmy szukać pracy dla 15 osób bez projektu – wspomina Jerzy, przekazując mi kontakt do Rafała, pracującego niegdyś w dziale rozwoju. Zgodnie z jego słowami miało to ogromny wpływ na firmę, która straciła połowę wartości jednego z największych kontraktów.

Perturbacje finansowe sprawiły, że zarząd miał podjąć decyzję o próbie monetyzacji systemu napisanego dla B. W przyszłości podobne rozwiązanie trzeba by pisać od zera dla każdego nowego klienta, więc Itmagination wpadło na pomysł, że będzie je sprzedawało jako usługę. Zatrudniono nowego człowieka, który miał sondować rynek.

Chodził od klienta do klienta i sprawdzał, czy są chętni. Skory do sprzedaży nie był jednak właściciel… – podkreśla Rafał. Itmagination chciało sprzedać coś, co nie było własnością firmy. – Na podstawie luźnych rozmów zarząd założył, że B. zechce podzielić się systemem, ale rzeczywistość okazała się inna – dodaje Rafał.

Itmagination notowało kolejną porażkę

Każdą z nich wybitnie źle znosił Daniel Arak, szef firmy.

Nikt z B. nie chciał się z nami spotkać, więc Daniel oskarżył mnie o konfabulację – mówi Rafał. – Jeśli klienci nie godzili się na współpracę, za zamkniętymi drzwiami Arak nazywał ich ludźmi bez wyobraźni, żyjącymi na kredyt, którzy nie są godni, aby z nim współpracować – dodaje.

Podobnie brzmiała naczelna zasada Wilka z Wall Street. Pracownicy jego firmy Stratton Oakmont mogli zakończyć rozmowę telefoniczną z klientem tylko wtedy, gdy ten zdecyduje się na współpracę lub umrze.

Ładnie wyglądasz, ale po co zakładałaś stanik?

Daniel Arak miał żyć w swoim własnym świecie. – Żartowaliśmy, że im dalej świat realny jest od jego wyobrażenia, tym gorzej dla świata – wspomina Rafał. Szybki rozwój Itmagination miał zaszczepić w Araku poczucie związku z największymi tuzami biznesu z Doliny Krzemowej, Elonem Muskiem czy Stevem Jobsem. – Oprócz tego, że ciągle rzucał cytatami z ich biografii, to miał z nimi jedną wspólną rzecz. Dla Itmagination był atomowym napędem. Niestety z czasem wyczerpało mu się paliwo – dodaje Rafał. Elektrownia zaczęła przynosić więcej problemów niż pożytku.

Mieliśmy toczący się projekt, ale Daniela bardziej absorbował już Just Drive, gdzie potrzebował ludzi. Bez zastanowienia przeniósł więc kluczowego człowieka do swojego startupu – mówi Rafał. Kiedy zapytał go o powody takiej decyzji, usłyszał w odpowiedzi: „cele klienta mam w głębokim poważaniu, liczą się moje priorytety”.

Itmagination było też typowo patriarchalną firmą, gdzie interesy i zdanie kobiet liczyły się o wiele mniej niż mężczyzn. Zupełnie jak w Stratton Oakmont (firma z filmu Wilk z Wall Street), gdzie podczas firmowych imprez pracownicom golono głowy na łyso, obiecując premie w wysokości 10 tys. dol.

Dominował klimat męskiej szatni w sposobie pracy i wypowiadania się o kobietach. Przy czym nikomu nie przeszkadzało, że były one w tym samym pomieszczeniu – opowiada Rafał.

Kobiety w Itmagination miały przede wszystkim ładnie wyglądać – od modelek na recepcji, po managerki, którym sugerowano, aby operacyjnie poprawiły to i owo. – „Ładnie wyglądasz, ale po co zakładałaś stanik?” – Dominika cytuje jedno z pytań, jakie usłyszała na korytarzu.

Od początku czuła się prześladowana przez grafika, który pracował z nią w zespole. Zdarzało się, że zajmował miejsce przy jej komputerze, gdy wychodziła do łazienki i zapominała o zablokowaniu systemu. Później w historii przeglądarki znajdowała strony pornograficzne. Czarę goryczy, wypełnioną niewybrednymi komentarzami, przelała jednak burza mózgów zorganizowana przy pracy nad jednym ze wspólnych projektów.

W pewnym momencie graficy zaczęli się głośno śmiać i unikać mojego wzroku. Kiedy wstałam, aby zobaczyć co jest powodem ich radości, zobaczyłam swoją twarz wrzuconą w kadr filmu porno, jak aktorka uprawia seks z dwoma mężczyznami – z odrazą w głosie opisuje Dominika, która natychmiast zgłosiła sytuację zarządowi.

Szefowie wyrazili oburzenie, zapewnili o zrozumieniu i wsparciu, ale na tym się skończyło. Prześladowca i ofiara wciąż musieli pracować nad wspólnym projektem, co z powodu kolejnych spięć zupełnie nie zdawało egzaminu. Dominika postanowiła złożyć rezygnację. – Nikt w Itmagination nie zrobił niczego, aby mi pomóc. Nikt nawet nie zainteresował się moją sytuacją – podsumowuje kobieta.

Po kilku miesiącach ten sam grafik awansował na lidera zespołu w Itmagination.

Propozycja: kierownicze stanowisko za seks

Podobna historia stała się udziałem Renaty. Na jednym z wyjazdów integracyjnych otrzymała ona propozycję intymnego związku od dyrektora regionalnego, który w zamian za seks obiecał jej przeniesienie do Krakowa i własny zespół do zarządzania.

Miał rodzinę i nie chciał nic poważnego, tylko seks. Wiedział, że zależało mi na awansie, więc w zamian za seks zaproponował kierownicze stanowisko – dodaje.

Renata odmówiła i zaczęła go unikać, propozycja pojawiła się jednak powtórnie. Odmówiła jeszcze raz. Wtedy niezaspokojony dyrektor postanowił się zemścić, korzystając ze swojej pozycji.

– Zarząd wezwał mnie na dywanik – opowiada Renata i dodaje, że zarzucono jej zawalenie ważnego projektu. W firmie rozpętała się bowiem duża afera, gdy zespół deweloperski miał rozpocząć projekt w banku, a umowy z pracownikami nie były podpisane. – Obwiniano mnie o rzeczy, za które nie byłam odpowiedzialna, więc wiedziałam, że coś jest nie tak – dodaje.

Renata wróciła do zarządu i wytłumaczyła, skąd jej zdaniem biorą się fałszywe oskarżenia. – Byłam przekonana, że dyrektor mści się na mnie za odrzucenie jego zapędów. Opowiedziałam o nich przełożonym – opisuje Renata. Członkowie zarządu dziwili się, dlaczego kobieta dopiero teraz odkrywa motywy dyrektora i pytali, jakich konsekwencji oczekuje. – Odpowiedziałam, że działania dyscyplinarnego. Natomiast miałam świadomość, że firma nie pozbędzie się „złotego chłopca”, który generuje kilkumilionowy przychód rocznie. W Itmagination liczyły się tylko pieniądze – dodaje. Renata zrozumiała, że znajduje się na przegranej pozycji i odpuściła.

Dyrektor wrócił do swoich obowiązków i dalej pracował w firmie.

Nowe asystentki przechodziły „test Łukasza”

Obraz Itmagination budowany przez informatorów pokazuje, że zamiatanie problemów pod dywan, mobbing i dyskryminacja kobiet należały do codzienności.

– Jakie były priorytety w rekrutacji? – Iza, koleżanka Renaty z biurka obok, zastanawia się na głos. – Liczył się wygląd – dodaje po zastanowieniu. Zarówno asystentki zarządu, jak i recepcjonistki musiały przejść tzw. test Łukasza, czyli rozmowę oko w oko z Łukaszem Kielochem.

– Niby rozmawiali o umiejętnościach i kwalifikacjach, ale Łukasz tego nie słuchał, a jedynie oceniał, czy dziewczyna jest wystarczająco ładna, aby u niego pracować – opowiada Iza, która dostała nawet reprymendę, kiedy chciała umówić na rozmowę mało urodziwego, choć renomowanego specjalistę. – Pracownik musiał być atrakcyjny, bo „w dobrych firmach pracują ładni ludzie” – dodaje Iza.

Wygląd miał się liczyć nawet w rekrutacji na wysokie stanowiska, gdzie przyjmowano młodsze osoby o atrakcyjnym wyglądzie, mimo że wśród rekrutowanych osób można było znaleźć takie, które miały lepsze kwalfikacje. Itmagination nie było bowiem po drodze z brzydszymi pracownikami. – W pewnym momencie dało się dojrzeć pewien trend, jeśli chodzi o zwolnienia. 80 proc. ludzi, których pozbywała się firma, miało jakąś „wadę”. Albo byli „przy kości”, albo „za starzy”. Granicą było często 35 – 40 lat – mówi Iza.

Zwalniano zbyt starych pracowników, a zatrudniano służących. Zajmowali się oni prywatnymi sprawami członków zarządu.

Woził samochody właścicieli do myjni i torby z ubraniami po siłowni, jechał po pralkę do sklepu i później wnosił ją na piętro. Kiedy trzeba było przywieźć obiad rodzinie Dawida, jechał do restauracji po racuchy i kompot. Biegał do kwiaciarni, kiedy trzeba było kupić bukiet którejś z żon założycieli – mówi Małgorzata.

Wkrótce jednak okazało się, że właściciele żyją ponad stan. Itmagination zaczęło się topić, bo przychody przestały wystarczać na pokrycie kosztów.

– Nie kontrolowano wydatków i efektywności na projektach. Sam zarząd był zaskoczony brakiem wydajności – zauważa Jerzy i dodaje, że pojawił się: gigantyczny problem z przepływem pieniędzy.

Itmagination wstrzymało wypłaty wynagrodzeń, przy czym ostatnie firmowe pieniądze szefostwo przeznaczyło na prywatny prezent.

– Choć firmie zablokowano konto bankowe za niepłacenie rachunków, to właściciele zlecili kupno biletów na prezent dla kogoś ze swojej rodziny. Dosłownie z ostatnich pieniędzy z konta – dodaje.

Pracownicy wygrywają w sądzie

– Znienacka wyłączono mi maila. Byłem out – wspomina Rafał

Był jedną z ofiar polityki ratowania płynności, czyli – innymi słowy – jak najszybszych zwolnień.

Z firmą pożegnał się przez „brak feelingu”. Innych powodów propozycji przedwczesnego rozwiązania rocznego kontraktu mu nie przedstawiono.

Pracownicy musieli też interweniować w sprawie otrzymania informacji o własnym zwolnieniu. Niektórzy przychodzili do firmy i godzinami czekali w gabinetach swoich szefów, bo inaczej nie mogli się z nimi skontaktować. – W końcu dostałem ultimatum: podpisuję rozwiązanie umowy i zrzekam się pensji, albo płacę 50 tys. zł kary za utratę zaufania – mówi Rafał.

Większość moich rozmówców piastowała wysokie stanowiska – od specjalistów, po menedżerów – i z firmą żegnała się w równie gwałtownych okolicznościach. Najbardziej przykre było jednak zwolnienie szefa IT.

Na korytarzu słychać było wrzaski – opowiada Iza. – Cały open space widział, jak Arak i szef IT wymachiwali rękoma, a potem o mały włos się nie pobili – dodaje.

Zwolnieni nie mogli też liczyć na wypłatę należnych wynagrodzeń.

– Dostałam wiadomość, że mam podpisać zerwanie umowy, oddać sprzęt i jak najszybciej opuścić budynek. Pieniędzy też miałam nigdy nie zobaczyć – opisuje Małgorzata. – Wypłaty wyglądały bowiem tak, że Arak przychodził do działu finansowego i wyliczał, komu robić przelew, a komu nie – dodaje kobieta.

Arak powiedział, że żadnych pieniędzy nikomu nie wypłaci, chyba, że zmusi go do tego sąd – wspomina Rafał.

W podobnej sytuacji znalazło się wielu wyrzuconych pracowników. Wobec braku jakiejkolwiek możliwości dialogu z Itmagination, zaczęli organizować się na forum Gowork, gdzie przestrzegali innych kandydatów przed dołączeniem do firmy. Dziś Itmagination ma tam bardzo niską ocenę – 2/6 (na podstawie ponad 1300 ocen).

Równolegle poszkodowani szukali sprawiedliwości w sądzie. W tym i zeszłym roku przed warszawskim sądem rejonowym toczyły się 4 sprawy, w których Itmagination było stroną. W każdej z nich firma występowała w charakterze pozwanego. Jest to informacja publiczna, możliwa do potwierdzenia przez kontakt z sądem i sprawdzenie następujących sygnatur:

  • 16gnc1489/18
  • 8gnc850/18
  • 16gnc9262/17
  • 16gnc9260/17

Spider’s Web udało się dotrzeć do jednego z wyroków nakazującego Itmagination zapłatę:

Gdy dowiedzieli się, że pracujemy nad tym tekstem, schowali głowy w piasek

Początki Itmagination były niesamowite. Można je streścić słowami: od zera do 80 mln zł przychodu i setek pracowników w całej Polsce. Niestety przez dekadę właściciele nie zdołali ułożyć trwałych fundamentów swojej organizacji. Bardziej zajmowało ich kreowanie medialnego wizerunku niż opinia pracowników. Choć ostatni kwartał, zgodnie z postem na Linkedinie Daniela Araka, przyniósł firmie 23 mln przychodu, to należy sobie zadać pytanie, czy jest to wyjście na prostą, czy chwilowe złapanie oddechu. Metody pracy pozostają bowiem takie same jak wcześniej.

– W ostatnich tygodniach służbowe komputery miały być nawet monitorowane pod kątem publikowania negatywnych postów o firmie w internecie. „Szambo nie ma prawa się wylać” – jak opisuje sytuację jeden z moich rozmówców. Niestety wyrażenie takie jak „negatywna opinia” zdaje się nie funkcjonować w słowniku Daniela Araka. Oto fragment maila, jaki rozesłał do swoich pracowników (pisownia oryginalna).:

Chciałbym przekazać Wam kilka słów nt. (…) autorów hejterskich wpisów.

 

Z końcem lutego zakończyliśmy proces transformacji ITMAGINATION (Arak zawsze pisze nazwę firmy kapitalikami-przyp.red). Tak jak pisał Przemek, mamy historycznie najlepsze wyniki za styczeń i luty oraz bardzo duży portfel zamówień. Z miesiąca na miesiąc zwiększa się udział projektów zagranicznych, co tym bardziej cieszy.

 

Ponownie jesteśmy lekka firma, która pomaga innym firmom w budowaniu przewagi poprzez innowacje.
To, co niektórzy z Was czytają w Internecie, to dno anonimowej ludzkiej podłości i upadku, do którego nie będziemy się zniżać i akceptować. Jeden z byłych współpracowników, autorów hejsterskich wpisów, ma toczące się postepowanie prokuratorskie (z art. 212 kk). Kolejne jest w drodze.

 

Życie to nie próba generalna. Tu trzeba dać z siebie wszystko.

Każdego miesiąca na skrzynki pracowników spływała propaganda sukcesu – niezależnie od tego, co działo się wewnątrz i na zewnątrz. Arak zachowywał się zupełnie jak Jordan Belfort, Wilk z Wall Street, który lubił stawać na środku open space’u i wykrzykiwać do mikrofonu, jak świetnym jest szefem i jak doskonale działa jego firma. Niestety – zgodnie ze słowami informatorów – kultura organizacji była PR-ową wydmuszką.

– Transparentność, profesjonalizm i partnerstwo? Nie można było wybrać śmieszniejszych wartości – komentuje Jerzy. – Transparentność polegała na tym, że ślepo wypełniało się polecenia zarządu albo wylatywało. Profesjonalizm to wybieranie gorzej wykwalifikowanych, ale ładniejszych pracowników. A partnerstwo, to zatrudnianie ich na cyrografy, bo umowy B2B dalekie były od równorzędnych – ocenia nasz informator.

Takie pole zakrzywiania rzeczywistości Daniela Araka dobrze sprzedawało się w mediach, ale w świecie realnym zetknęło się z barierą ludzkiej godności i szacunku dla drugiego człowieka, którą HR-owa filozofia Daniela Araka: „Nie podoba się? To wypierdalać!” roznosiła w drobny pył.

Sam Arak uwielbiał pławić się w PR-owym świetle genialnego przedsiębiorcy. Niestety tym razem postanowił nie odpowiadać na nasze wielokrotne prośby o komentarz. Od ściany odbijały się nasze maile i telefony. Głowę w piasek chowała również obsługująca go agencja PR Calling, z którą kontakt urwał się w momencie przesłania tematyki rozmowy. Przedstawicielka agencji odpowiedziała dopiero, kiedy przestała pracować dla Itmagination.

Zupełnie inną taktykę powzięli moi rozmówcy, którzy dziś już nie plują sobie w brodę, że uwierzyli w serdeczne intencje Itmagination. Piątka odważnych ludzi postanowiła pokazać, jak świat wokół nich nie ma prawa wyglądać. Kiedy każdy dzień w pracy polegał na unikaniu karcącego wzroku i wulgarnego słownictwa szefa, trudno o czerpanie satysfakcji z wykonywanych zadań.

Dziś firma powoli wychodzi na finansową prostą, ale dopiero najbliższe miesiące pokażą, czy jej fundamenty wytrzymają kryzys. Arak i spółka wciąż są w grze, a głosy z wewnątrz sugerują, że mogą przygotowywać się do sprzedaży Itmagination inwestorowi. Ten zapewne będzie zadowolony ze spółki, która w 2018 r. celuje w 100 mln zł przychodu. Świat widział już jednak fenomenalny, wyceniany na 70 mld dol. startup, który bardzo mocno ucierpiał przez wewnętrzne skandale.

To Uber. W zeszłym roku zarzucano mu dyskryminację płciową i ciche przyzwolenie na molestowanie. Do spółki przylgnęło miano fatalnego miejsca pracy, w miarę jak jej ówczesny szef, Travis Kalanick, dawał się poznać jako wybuchowy manager, który obraża własnych pracowników.

Mimo afer wycena Ubera rosła. Jednak ratowanie rozpadającego się startupu wymagało drastycznych kroków i diametralnej zmiany podejścia do pracowników i kierowców.

Może Itmagination jest bliżej do Ubera niż do Wilka z Wall Street?

*Z uwagi na delikatną materię opisywanej sprawy część imion została zmieniona.

Advertisement