Przemysław Pająk / 02.10.2018

Wspaniały smartfon, ale zdecydowanie nie dla wszystkich. iPhone XS Max – recenzja

16 interakcji Przejdź do dyskusji

Rewolucją, której pokłosie wciąż widzimy na rynku, był iPhone X. iPhone XS jest tylko, a może aż, modelem przejściowym. Model XS Max z kolei to jeden z najdziwniejszych iPhone’ów w całej długiej historii marki Apple.

Gdy Apple wydawał na rynek iPhone’a X mówił, że „pokazuje przyszłość smartfonów”. W wywiadach, które przedstawiciele Apple’a z rozmysłem rozdawali wybranym przez siebie redakcjom, sugerowano, że model X wydany został wręcz przedwcześnie, że mocno starano się go dowieźć na rynek, mimo iż nie wszystko dało się dopracować w nim na na tip top.

Rezultat był dokładnie taki, jak przewidział Apple. iPhone X tchnął nowe życie w skostniałą kategorię smartfonów, a rynek konkurentów – no, może z wyjątkiem Samsunga – rzucił się do kopiowania rozwiązań, które przyniósł X. Jednak mimo wielu prób jak na dłoni widać, że wciąż się to nie udało.

Z 4 najważniejszych nowości iPhone’a X, przynajmniej w 3 przypadkach, a już na sto procent w 2, konkurencja wciąż nie znalazła odpowiedzi. Są to: Face ID i system obsługi telefonu wyłącznie gestami (to te dwie, które wciąż nie mają realnych konkurentów), konstrukcja bryły smartfonu łączącego stal ze szkłem w sposób niezwykle precyzyjny i atrakcyjny, wybitnie premium (to ta 3 cecha, w której dopuszczam, że ktoś może mieć odmienne zdanie; ja po prostu uważam, że żaden inny producent nie pokazał bryły równie atrakcyjnej) oraz notch.

Mając to na względzie Apple wiedział, że nie musi pokazywać smartfona, który będzie przynosił kolejne rewolucyjne zmiany. Ba, jeśli mnie intuicja nie myli, także przyszłoroczny model będzie raczej kontynuacją rozwoju iPhone’a X aniżeli czymś zupełnie nowym. Smartfony to dojrzała dziś kategoria sprzętu komputerowego. Tu rozwój ograniczany jest postępem technologicznym. Apple (i inni) muszą czekać na szybszy rozwój technologii wspierającej smartfony – sztuczną inteligencję, poszerzoną rzeczywistość, 5G. Apple widzi, że wciąż ma wielką przewagę nad konkurentami i wprowadzi istotne funkcjonalne nowości do iPhone’a wtedy, gdy już inni będą na podobnym poziomie, co w modelu X.

Narysowałem ten kontekst po to, by łatwiej było zrozumieć, czym są iPhone’y XS i XS Max

To z jednej strony typowe iPhone’y z linii S, czyli poprawiające niedociągnięcia poprzednika, wykorzystujące nowy szybszy procesor, a z drugiej strony szczególnie model XS Max jest wycieczką Apple’a w nowe rejony rynku smartfonów, w których do tej pory Amerykanów nie było.

Trudno bowiem nazywać iPhone’a XS Max spadkobiercą modeli Plus (np. iPhone 6S Plus, czy iPhone 7 Plus). Linia Plus różniła się znacznie od linii nie-Plus. Plusy miały nie tylko większy ekran, ale także pojemniejszy akumulator i znacznie lepszy tylny aparat, co stanowiło ich marketingowy wyróżnik. To z kolei oznaczało, że jeśli klient chciał topowy model iPhone’a musiał brać iPhone’a Plus. iPhone’y nie-Plus były nieco słabsze.

W przypadku iPhone’a XS Max jest inaczej. Jest to praktycznie taki sam model, o dokładnie tych samych parametrach, co iPhone XS – mają ten sam procesor A12 Bionic, te same kamery, ten sam ekran OLED o zagęszczeniu 458 pikseli na cal. Jedyna różnica to nieco większy akumulator w modelu XS Max, choć wygląda na to, że nie będzie on miał przełożenia na dłuższy czas pracy na jednym ładowaniu. Większy akumulator służy po prostu do obsługi większego ekranu.

iphone xs xs max opinie czy warto

Byłem użytkownikiem iPhone’ów Plus – modeli 6 Plus, 6S Plus, 7 Plus – i zapewniam was – doznania z korzystania z modelu XS Max są zupełnie inne. Dzięki konstrukcji wypełniającej cały ekran, po prostu nie czuje się tej pustej przestrzeni, która była w ramkowych Plusach. To jest jedna wielka, ogromna wręcz tafla szkła. Niezwykle atrakcyjnie zaokrąglone rogi (ten moment przejścia szkła w stal jest obłędnie dopracowany) dodają tej tafli ekranu – jakby to powiedział Lord Kruszwil – prestiżu.

 

Warto przy okazji zaznaczyć, że iPhone XS Max ma zaledwie 7,7 mm grubości. To najmniej ze wszystkich aktualnie dostępnych dużych flagowców, włącznie z Samsungiem Galaxy Note 9. Co ciekawe ze 157,5 mm wysokości, iPhone XS Max jest także mniejszy od smartfonów z mniejszymi ekranami (np. Samsung Galaxy S9+, czy Google Pixel 2XL).

Jednak używanie, ba – trzymanie iPhone’a XS Max jedną ręką, jest wykluczone, nie czuję się z tym bezpieczny. Mam wrażenie, że jego wielki rozmiar oraz śliskość materiału wykończeniowego (stal, szkło, aluminium), może skończyć się tym, że zaraz mi spadnie i się rozbije. Ta bojaźń towarzyszy mi stale, co nie jest przyjemne. W ciągu tych kilku dni, które spędziłem z nowym smartfonem, musiałem się wręcz nauczyć nie tylko nowego sposobu obcowania z nim (musiałem zwalczać w sobie pokusę korzystania z niego jedną ręką), ale również przenoszenia go. Jest on tak ogromny, że trzymanie go np. w tylnej kieszeni spodni (tak lubiłem nosić smartofny) jest niebezpieczne. Nawet przenoszenie go w przednich kieszeniach spodni jest dziwne – niewygodne i naprawdę trzeba pamiętać o tym, by wyjmować go za każdym razem, gdy chcemy usiąść.

To są duże ograniczenia. Zrozumiem, jeśli dla kogoś okażą się dyskwalifikujące. Ja łapię się na tym, że muszę zmieniać styl pracy ze smartfonem. Teraz decyduję się na włączenie telefonu tylko wtedy, gdy mam pewność, że będę miał warunki do obsłużenia go dwoma rękami. Może to i lepiej, bo walczę w ten sposób ze swoim absolutnym uzależnieniem od telefonu, choć jest to zmiana wymuszona, nie woluntarna. Nie wszyscy muszą chcieć ją zaakceptować.

Ten wielki ekran ma jednak swoje zalety

Ostatnio oglądam mnóstwo treści wideo na smartfonie. Nie jest to nawet YouTube, lecz aplikacje streamingowe, głównie Netflix, ale także serwisy sportowe: Eleven Sports, TVP Sport, Ipla.

I te aplikacje na ekranie iPhone’a XS Max wyglądają obłędnie. To naprawdę zupełnie inne, nowe doznanie. Sama wielkość ekranu robi różnice, wiadomo – detale, większe elementy, lepszy ogląd na całość obrazu, ale także jakość kolorów, jasność, intensywność. Rozdzielczość 2688 x 1242 pikseli naprawdę daje radę, a muszę uczciwie przyznać, że nie jestem maniakiem technologii ekranowych. W tym przypadku jednak po prostu czuję taką naturalną frajdę z patrzenia na ten ekran.

Znakomicie prezentuje się także na tym ekranie systemowa klawiatura QuickType. Większy ekran oznacza szerszą software’ową klawiaturę. Jest teraz więcej miejsca pomiędzy klawiszami, przez co popełniam mniej błędów pisząc. I choć muszę swoje nawyki mięśniowe nieco korygować (na iPhonie X nieco inaczej się pisało), to akurat tę zmianę akceptuję bez mrugnięcia okiem. Wiem bowiem, że za tydzień, dwa mój skill w szybkim i poprawnym pisaniu na iPhonie XS Max będzie znacznie lepszy. To dla mnie ważne, bo ilość tekstu, którą codziennie wklepuję na ekranie telefonu jest bardzo, bardzo duża.

Ten wielki ekran ma jednak swoje wady

Więcej przewag software’owych tak wielkiego ekranu nie znajduję. Nie ma na przykład dodatkowego rzędu z ikonami aplikacji w modelu XS Max. Apple nie zdecydował się też wprowadzić kompatybilności z rysikiem Pencil, który przecież działa na niewiele większym ekranie iPada (9,7 cali). Wielka szkoda, bo przecież potężny 6,5-calowy ekran XS Max idealnie nadawałby się do tych bardziej kreatywnych zastosowań, które umożliwia Apple Pencil.

Niewiele aplikacji systemowych w ogóle zdaje się rozpoznawać, że ma do czynienia z największym ekranem iPhone’a w historii. W zasadzie tylko dwie aplikacje produkcji Apple’a: Kalendarz i Przypomnienia dają możliwość pracy na podzielonym ekranie w taki sposób, że można jednocześnie obsługiwać obie podzielone strony. Mail, Notatki i Pliki działają w wersji poziomej połowicznie – niby wyświetla się dodatkowa treść po lewej stronie, ale nie da się równocześnie zarządzać treściami po obu stronach ekranu. Gdy dotyka się jedną część, podgląd drugiej znika. Z kolei aplikacje: Dom, Zdrowie, iTunes Store, Apple Store w niezrozumiały dla mnie sposób nie mają trybu poziomego w ogóle.

Co więcej warto uczciwie zaznaczyć, że wiele aplikacji od innych dostawców nie wygląda dobrze na tym monstrualnym ekranie iPhone’a XS Max. Instagram na przykład – ostatnio chyba najczęściej odwiedzany przeze mnie serwis społecznościowy – wygląda na sztucznie rozciągnięty, przez co zachwiana jest równowaga zdjęć. Myślę jednak, że to jest chwilowy problem. Wkrótce twórcy aplikacji zaktualizują swoje programy, by odpowiednio traktowały ekran iPhone’a XS Max.

Face ID – szybciej i mniej zawodnie

O Face ID napisano już nie jeden internetowy doktorat. Oprócz notcha to najbardziej kontrowersyjny element nowych iPhone’ów (tych od modelu X). Ja zdecydowanie zaliczam się do tych, którzy uważają, że to przyszłość zabezpieczeń sprzętów technologii użytkowej oraz niestety przekleństwo przyszłej permanentnej inwigilacji (obejrzyjcie „Raport Mniejszości”, czy „BladeRunnera 2049”).

Po roku z Face ID wiem, że w moim przypadku nie ma już powrotu do Touch ID – gdy czasami muszę skorzystać z tego rodzaju odblokowywania telefonu w innych modelach (stare iPhony, smartfony z Androidem), mam wrażenie jakbym cofał się do ery kamienia łupanego. Face ID to nie jest li tylko lepszy rodzaj zabezpieczeń i odblokowywania smartfonu – to skok o kamień milowy w rozwoju technologii użytkowej.

Dlatego wiedząc o tym potrafiłem zaakceptować kilka niedoskonałości Face ID w iPhonie X. Jako okularnik miałem problemy z rozpoznaniem mnie przez telefon w łóżku i po przebudzeniu (spytajcie innych okularników – każdy ma ten problem), zdarzało się też tak, że patrząc na telefon pod kątem Face ID potrafiło nie zaskoczyć. Nie zawsze też Face ID dobrze działało w samochodzie, gdy telefon leżał odstawiony w uchwycie i niby patrzył na mnie frontowo (przyznam, że to były najbardziej frustrujące momenty).

Mam wrażenie, że w iPhonie XS Max Face ID działa lepiej. Widać zdecydowany jakościowy skok zarówno w szybkości odblokowywania (ten moment otwierania się kłódki na ekranie) oraz przede wszystkim właśnie w sytuacjach, w których wcześniej bywało różnie. Szczególnie w scenariuszu samochodowym zauważam znaczną poprawę – w iPhonie XS Max Face ID działa znacznie bardziej stabilnie i w większej liczbie przypadków.

Procesor i akumulator

W nowych iPhone’ach Apple zastosował nowy procesor A12 Bionic. W materiałach informacyjnych mowa o tym, że jest o 15 proc. szybszy od swojego poprzednika (A11 Bionic) i wydaje się, że w tym przypadku opis jest mocno precyzyjny. Czuć bowiem przyspieszenie, głównie w czasie włączania się aplikacji do pełnej kontroli nad nimi oraz w czasie ładowaniu się stron internetowych, ale nie jest to przeskok, który przyprawiałby o zawrót głowy. Patrząc jednak obiektywnie na to, w jaki sposób działają dziś iPhone’y, trudno w ogóle sobie wyobrazić sytuację, w której miałby działać jeszcze szybciej. No bo co by to miało niby być?

A12 wyposażony jest w nowy system Neural Engine, który może wykonywać do – uwaga – 5 bilionów operacji na sekundę, po tym jak poprzednik mógł obsługiwać ich „zaledwie” 600 miliardów. Szczerze mówiąc jednak te wielkie liczby nie mają żadnego znaczenia w codziennym użytkowaniu. Demonstracje możliwości AR (poszerzonej rzeczywistości) w nowych iPhone’ach nie robią na mnie żadnego wrażenia, bo nie mają w ogóle przełożenia na aplikacje, których używam, czy funkcje, które są mi na co dzień potrzebne. A12 mógłby więc obsługiwać i sekstylion operacji. Dla normalnego użytkownika iPhone’ów nie ma to znaczenia.

iphone xs xs max opinie czy warto

Apple nigdy nie podaje dokładnej pojemności akumulatorów w iPhone’ach, jednak od czego są niezależni specjaliści. Z dokumentów chińskiej agencji TENAA wynika, że pojemność akumulatorów w nowych iPhone’ach jest następująca: iPhone XS: 2658 mAh i iPhone XS Max: 3174 mAh. W zeszłym roku iPhone X dysponował akumulatorem o pojemności 2715 mAh, z kolei iPhone 8 Plus – 2691 mAh. Mamy więc całkiem przyjemny skok pojemności akumulatora w testowanym przeze mnie modelu XS Max. I to zdecydowanie czuć w codziennym użytkowaniu. Oczywiście może być tak, iż nowy iPhone dysponuje też nowym niesfatygowanym jeszcze akumulatorem i porównanie z rocznym modelem nie jest do końca uprawomocnione, jednak z moich obserwacji wynika, że komfort pracy na jednym ładowaniu jest znacznie wyższy.

W każdym z testowanych dni odłączałem od ładowania iPhone’a o 6:10, a gdy odstawiałem go do ładowania o 22:45 licznik rozładowania akumulatora pokazywał ok 35 – 40 proc. Z takimi smartfonowymi procentami nie kończyłem dnia nigdy wcześniej.

Kamera

Nie jestem dobrym testerem kamer w smartfonach. Fotografia to zupełnie nie mój konik. Moja ocena możliwości fotograficznych telefonów sprowadza się głównie do oceny zdjęć: ładne, nieładne. Jednak w przypadku kamer w iPhonie XS Max nawet ja dostrzegam różnice w stosunku do poprzednika, szczególnie jeśli chodzi o możliwości Smart HDR oraz efektu bokeh.

Zdjęcia w trybie portretowym z efektem rozmytego tła wyglądają teraz znacznie lepiej, profesjonalniej można by rzec, niż w iPhonie X. Co więcej, dostajemy nową funkcję kontroli głębi ostrości, co pozwala na zmianę stopnia rozmycia tła nawet po wykonaniu zdjęcia. I niby jest tak, że przednia kamera jest dokładnie taka sama jak w iPhonie X: 7-megapikselowy sensor z obiektywem szerokokątnym o jasności f/2,2, który wykorzystuje informację z TrueDepth, ale dzięki nowym narzędziom software’owym zauważam znaczący wzrost jakości tego, co możemy łącznie z tego systemu uzyskać.

Z kolei tylna kamera, z której oczywiście będziemy korzystać znacznie częściej, niż z przedniej, obsługuje teraz nową funkcję Smart HDR. To coś podobnego do tego, co Google zrobił w Pixelu 2 – iPhone XS wykonuje serię zdjęć w różnej ekspozycji i łączy je w jedno końcowe zdjęcie na podstawie analizy sztucznej inteligencji napędzanej nowym procesorem A12 Bionic.

Już dziś w sieci można przeczytać krytykę tej funkcji, która skutkuje „nienaturalnym upiększaniem” zdjęć – wygładzaniem twarzy i powierzchni, agresywnym doświetleniem. Mnie to akurat w ogóle nie przeszkadza. Od dawna jest tak, że zdjęcia robione smartfonem podlegają zaawansowanemu procesowi „fotografii obliczeniowej”. Samsung od lat stosuje algorytmy podbijania nasycenia kolorów, Huawei robi to od dłuższego czasu przy pomocy AI, a teraz robi to również Apple. Dziś jest tak, że zdjęcia wykonane smartfonem wyglądają naprawdę dobrze tylko i wyłącznie na danym smartfonie. Mi to lekkie oszukiwanie samego siebie – że się jest lepszym fotografem, niż w rzeczywistości oraz że jest się ładniejszym, bardziej atrakcyjnym, niż w rzeczywistości – całkiem pasuje.

 

Kilka mniejszych rzeczy

W nowych iPhone’ach Apple znacznie poprawił jakość głośników – o ile kogoś interesuje słuchanie muzyki z wbudowanych w smartfon naturalnie słabych głośników. Mnie nie, ale zaznaczam to, bo wiem, że są fani takich rozwiązań. Dla mnie istotniejsza jest inna nowość związana z audio – procesor A12 Bionic lepiej rozwiązuje separację stereo podczas słuchania na słuchawkach. Ja to słyszę jako nieco głośniejszy dźwięk w słuchawkach, za co jestem mocno wdzięczny, bo bardzo mnie irytuje fakt, iż od lat producenci nausznego sprzętu audio wprowadzają systemowe ograniczenia głośności.

W iPhonie XS Max wciąż działa 3D Touch, funkcja, która według wcześniejszych plotek miała zniknąć w nowych dużych smartfonach Apple’a. Co ciekawe używam tej funkcji znacznie częściej, niż na iPhonie X. To ze względu na monstrualnie wielki ekran XS Max i brak możliwości obsługi go jedną ręką (szczególnie lewą, jak w 90 proc. czynię to ja). 3D Touch pozwala szybciej, mniej problemowo dla gimnastyki ręcznej i bezpieczniej dostać się do opcji poszczególnych aplikacji. Nawet to fajne. Czuję, jakby to była nowość, mimo iż de facto nie jest.

Nie sposób nie wspomnieć także o nowościach w iOS 12, szczególnie o tych, które pozwalają na kontrolę czasu spędzanego z nosem utkwionym w ekranie. Z funkcji „czas przed ekranem” korzystam codziennie. Wprawdzie nie nałożyłem na siebie żadnych limitów czasu korzystania z danych aplikacji, ale szczegółowe informacje nt. najczęściej używanych aplikacji dają mi do myślenia. Na ich podstawie zmieniam swoje przyzwyczajenia. A przynajmniej tak mi się wydaje.

Nazwa i cena

Oceniając iPhone’a XS Max nie sposób nie napomknąć o dwóch bardzo istotnych kwestiach z nim związanych: nazwie i cenie.

Nazwę tego modelu już krytykowałem w moim podsumowaniu ostatniego keynote Apple’a:

iPhone Xs Max brzmi fatalnie. Nie dość, że czytane szybko może brzmieć jak „Christmas”, co – przyznamy wszyscy – jest idiotyczne, to na dodatek wygląda i brzmi jak… próba sklonowania nazewnictwa Xiaomi. To o tyle absurdalne, że to przecież Xiaomi słynie z tego, że raczej podbiera od Apple’a większość pomysłów na dizajn i marketing. W fatalnym stylu Apple odwraca sytuację. To żenujące. Nie boję się napisać: Steve Jobs nigdy nie zaakceptowałby takiej nazwy!

Zdania nie zmieniam. Nazwa jest fatalna, zdecydowanie trudna w wymowie i najważniejsze – nie wygląda i nie brzmi apple’owo.

Ceny z kolei są takie…, jakie każdy widzi. Wcześniej pisałem:

Ceny nowych iPhone’ów powoli robią się mocno absurdalne. Model, który mnie interesuje, czyli iPhone Xs Max 256GB będzie w Polsce kosztował 6229 zł. Coraz trudniej jest mi uzasadniać przed samym sobą takie wydatki. Jestem fanem, przyznaję. Jako szef dużego serwisu technologicznego muszę wręcz testować, no i kupować, nowe produkty, które wyznaczają standardy rynkowe – a nikt mi nie wmówi, że Apple z iPhone’em tego nie robi – jednak powoli granica między rozsądkiem a jego brakiem się zaciera. Na dziś nie wiem jeszcze co zrobię. Po raz pierwszy w historii marki iPhone mam taki dylemat.

Dylemat – mimo iż iPhone’a XS Max w wersji 256GB jednak kupiłem – wciąż mam.

Ktoś mógłby więc zapytać: to po co kupowałeś? No cóż, uważam, że Spider’s Web jest na tyle ważnym medium na polskiej scenie mediów technologicznym, że nieprzetestowanie, niezdobycie tego telefonu w dniu jego polskiej premiery, byłoby po prostu złe dla naszej marki, dla naszej pozycji. Spider’s Web zawsze jest tam, gdzie dzieją się ważne rzeczy, ważne premiery, zawsze też testuje najważniejsze gadżety jako pierwszy, lub jeden z pierwszych na rynku. A że Apple nie udostępnia polskim mediom sprzętu do testów? Cóż, trzeba sobie radzić samemu.

Wciąż nie wiem, czy zostawię iPhone’a XS Max u siebie do premiery kolejnego modelu smartfonu Apple’a w przyszłym roku. Istnieje duża szansa, że wymienię go na model iPhone XR, który na dziś wydaje mi się znacznie bardziej skrojony pod moje aktualne potrzeby.

Dla kogo

Jeśli przeczytaliście wszystko to, co powyżej, musi się wam cisnąć na usta – no dobra panie Pająk, to dla kogo jest ten telefon, skoro tak wiele krytyki żeś pan na niego spuścił? Otóż mimo wszystko ja nie mam wątpliwości – iPhone XS Max to wspaniały smartfon i genialny ekran, takie swoiste state-of-art współczesnej technologii użytkowej.

Myślę, że dla samego Apple’a iPhone XS Max jawi się jako model reprezentacyjny, flagowy – taki, który pokazuje aktualne wyśrubowane możliwości, ale którego lepiej odstawić do gabloty i wzdychać do niego z rozrzewnieniem, aniżeli używać na co dzień do zwyczajnych codziennych rzeczy. Pewnie lepszym wyborem będzie mniejszy, a jednak bardzo podobny iPhone XS, a może najlepszym tańszy i lepiej przygotowany do codziennych biurowo-osobistych znojów iPhone XR, który pojawi się pod koniec października.

Jeśli jednak jesteś gotowy na wyrzeczenia, na codzienną bojaźń o to, by go nie stłuc i na horrendalnie wysoki „podatek Apple’a”, to iPhone XS Max odwdzięczy się kapitalnymi doznaniami.

* zdjęcia: Marcin Połowianiuk

Advertisement