Tomasz Domański / 20.12.2017

Wszystko, co musisz wiedzieć o koreańskiej hybrydzie. Hyundai Ioniq Hybrid – recenzja

4 interakcje Przejdź do dyskusji

Ioniq to bezpośrednia odpowiedź Hyundaia na Toyotę Prius. Po tygodniu jazdy klasyczną hybrydą z Korei Południowej poznałem jej mocne i słabe strony. Oto one.

Porównanie do japońskiej hybrydy nasuwa się samo. Wystarczy zaparkować Ioniqa obok poprzedniej generacji Priusa, żeby dostrzec dość wyraźne podobieństwo. W obu przypadkach dostajemy nadwozie typu liftback z bardzo dobrą aerodynamiką. Chociaż trzeba przyznać, że Ioniq wygląda trochę bardziej klasycznie, co na pewno docenią motoryzacyjni konserwatyści. O ile w ogóle zaczną rozważać przesiadkę do hybrydy.

Jeśli o mnie chodzi, to nie ukrywam, że wygląd samochodu trafił w moje gusta. Szczególnie z przodu. Kanciaste, nieco sportowe linie sugerują, że po mocniejszym wciśnięciu pedału gazu Ioniq wcale nie musi być nudną hybrydą, w której chodzi tylko o to, żeby spalić jak najmniej benzyny.

Jazda

Czy sugestia ta jest prawdziwa? Cóż, Ioniq z całą pewnością nie jest samochodem sportowym, ale tego chyba nikt się po nim nie spodziewa. Pod jego maską znajduje się benzynowy silnik GDI o mocy 105 KM, wspomagany przez 43,5-konną jednostkę elektryczną. Kombinacja ta jest dość elastyczna. Jeśli chcemy, to przy odrobinie wprawy w operowaniu pedałem gazu, Ioniq może być bardzo oszczędnym autem.

Najlepszy wynik, jaki udało mi się osiągnąć w zimie, podczas jazdy po zatłoczonym mieście to 4,1 l/100 km. Powiem wam jednak, że ten styl jazdy nie sprawia człowiekowi zbyt dużej przyjemności. Potrafi nawet zirytować kierowców jadących za nami na tyle, że kilku z nich pozwoliło sobie skomentować klaksonem moje tempo ruszania spod świateł.

hyundai ioniq hybrid test

No i mam wrażenie, że Hyundai mógł trochę lepiej zestroić ze sobą obie jednostki napędowe. Ekonomiczna jazda byłaby o wiele przyjemniejsza, gdyby elektronika odpowiedzialna za dołączanie silnika spalinowego czekała z reakcją na trochę głębsze wciśnięcie pedału gazu. Żeby pozostać w trybie w pełni elektrycznym człowiek musi ograniczyć się do jego najdelikatniejszych muśnięć. Co prędzej czy później staje się trochę irytujące.

Dlatego lepiej w ogóle się tym nie przejmować i nieco zwiększyć swoją dynamikę jazdy, dostosowując się tym samym do stylu innych kierowców. I tutaj Hyundai radzi sobie bardzo dobrze. GDI i dwusprzęgłowa skrzynia o sześciu przełożeniach współpracują ze sobą całkiem nieźle. Chociaż nie obraziłbym się, gdyby Ioniq nauczył się trochę szybszej zmiany biegów. Czasami trzeba było dać mu chwilę, żeby zorientował się, że wcisnąłem pedał gazu.

hyundai ioniq hybrid test

Ta niedogodność przestaje dokuczać po przełączeniu się na tryb sportowy, w którym silnik elektryczny wykorzystywany jest tylko i wyłącznie jako dodatkowe źródło mocy. Na wrażenia rodem z Formuły 1 nie ma co liczyć, ale te ponad 140 KM sprawiają, że Ioniq – jak na swój rozmiar – jest dość żwawym autem. W trybie sportowym doceniłem też najbardziej jego zawieszenie. Szybsza jazda w zakrętach nie sprawia temu modelowi żadnego problemu. Nawet przy nieco większej masie hybrydy Ioniq radzi sobie w tych sytuacjach bardzo dobrze. Bycie sztywnym na zakrętach nie przeszkadza też w zapewnieniu odpowiedniego komfortu podczas jazdy po nierównościach. Jednym słowem: koreańską hybrydę prowadzi się na tyle dobrze, że jazda nią potrafi sprawić przyjemność. O ile człowiek nie przesadza z ekonomiczną jazdą.

Wnętrze: wygodne, przemyślane, nudne

Ioniq w środku prezentuje się nienajgorzej, chociaż tej prezencji brakuje jakiegokolwiek charakteru. Są wnętrza stylowe, futurystyczne, luksusowe – w przypadku Ioniqa jedynym określeniem, jakie przychodzi mi do głowy jest “szare”. Na szczęście brak stylu nadrabiany jest tutaj funkcjonalnością.  Szczególnie w wersji z elektrycznie sterowanym fotelem kierowcy, podgrzewanymi siedzeniami z przodu i podgrzewaną kierownicą. Szkoda tylko, że regulacja kierownicy w dwóch płaszczyznach jest ręczna i nijak nie da się przypisać jej ustawienia do jednego z dwóch profili, które zapamiętują ustawienia kierowcy. Ale to nie ten segment, żebym mógł na to narzekać. Za to bardzo chwaliłem sobie samą pozycję za kółkiem, która pomimo długiej maski zapewniała dobrą widoczność podczas jazdy.

hyundai ioniq hybrid test

Środek jest też bardzo przestronny i całkiem nieźle przemyślany. No, może z wyjątkiem absolutnie bezsensownie umieszczonej popielniczki w środkowym tunelu. Ja rozumiem, że mamy 2017 r. i producenci samochodów zakładają, że wszyscy kierowcy rzucili palenie, ale w takim razie po co w ogóle ją tam instalować? Dodatkowy uchwyt na kubek byłby chyba lepszym pomysłem. Niemniej jednak był to prawdopodobnie jedyny mankament, jaki udało mi się znaleźć w środku.

Chociaż przyznam, że od samochodu o długości 4,47 m oczekiwałem nieco więcej przestrzeni dla pasażerów siedzących z tyłu. Ioniq jest o ok. pół metra dłuższy od typowych, miejskich samochodów – siedząc na tylnej kanapie bardzo łatwo się o tym zapomina.

hyundai ioniq hybrid test

Porównując Ioniqa do Priusa zauważycie też, że hybryda Hyundaia ma blisko o 50 l mniejszy bagażnik (420 l), który do tego nie jest zbyt głęboki. Pakując się na rodzinne wakacje może się okazać, że część bagaży trzeba będzie upchnąć razem z pasażerami na tylnej kanapie. W bagażniku znalazło się za to miejsce na koło zapasowe. Coś za coś.

Powyższe problemy w ogóle nie występują, jeśli najczęściej jeździcie w pojedynkę, albo z jednym pasażerem. Za to jeśli ktoś szuka rodzinnego samochodu, którym w 5 osób można wygodnie pojechać na wakacje, to… można wybrać lepiej.

Gadżety

Ten akapit chciałbym zacząć od bardzo przemyślanego drobiazgu. Kiedy zbliżamy się do samochodu na odległość kilku metrów, jego światła zapalają się automatycznie. Niby nic, a jednak człowiekowi robi się jakoś przyjemniej, kiedy samochód sam podświetla klamki i miejsca, na których kierowca i pasażerowie muszą stanąć, żeby do niego wsiąść.

hyundai ioniq hybrid test

Kolejną miłą rzeczą jest 8-calowy, zamontowany centralnie wyświetlacz LCD, który może nie obsługuje wielodotyku, za to bez żadnych problemów reagował na wszystkie polecenia, które wydawałem mu za pomocą pojedynczego palca. Wbudowana nawigacja jest za to tak bardzo beznadziejna, że zamiast zdenerwować, potrafi człowieka całkiem skutecznie rozśmieszyć. Nie mam pojęcia, w którym roku Hyundai postanowił przestać ją aktualizować, ale od tego czasu w Polsce przynajmniej raz zmienił się prezydent.

hyundai ioniq hybrid test

Na szczęście Ioniq bez problemu potrafi współpracować z Android Auto, więc z wbudowanej nawigacji raczej nikt korzystać nie będzie. Z innych rzeczy, dotyczących smartfonów: na półce w tunelu środkowym znajduje się mata do bezprzewodowego ładowania smartfona (o ile obsługuje on standard Qi).

hyundai ioniq hybrid test

Oczywiście najważniejszymi bajerami z punktu widzenia kierowcy są adaptacyjny tempomat i system utrzymywania auta na pasie ruchu. Nie powiem, oba radzą sobie bardzo dobrze i jadąc w dłuższą trasę, na dobrze oznakowanych odcinkach dróg kierowca nie ma zbyt wiele do roboty. No chyba, że z jakiegoś powodu będzie musiał zwolnić poniżej 10 km/h. Wtedy o tempomacie można zapomnieć.

Spodziewałem się jednak, że tempomat zamontowany w hybrydzie będzie nieco oszczędniej korzystał z silnika spalinowego. Niestety, okazuje się, że miał on z tym większe problemy niż ja.

Hyundai Ioniq: czy warto?

Ceny koreańskiej hybrydy zaczynają się od 99 900 zł, jednak w miarę możliwości warto pomyśleć o najbogatszej opcji wyposażenia kosztującej 118 900 zł. Nie jest to przesadnie wygórowana kwota, jak na hybrydę o takich rozmiarach i z takim wyposażeniem.

Jeśli chodzi o samą jazdę, Ioniq jest bardzo elastyczny. Jeśli ktoś chce nim jeździć bardzo oszczędnie, to spokojnie zejdzie poniżej 5 l/100 km. Kierowcy, którzy preferują bardziej dynamiczny styl jazdy również nie powinni być nim rozczarowani. Szczególnie po przełączeniu się w tryb sportowy.

Ioniq ma świetnie zestrojone zawieszenie, czego nie można powiedzieć o dwusprzęgłowym automacie 6DCT. Skrzynia jest moim zdaniem odrobinę za wolna. Z kolei elektronika decydująca o wykorzystaniu silnika elektrycznego trochę za szybko włącza silnik spalinowy. Ekstremalnie ekonomiczna jazda wymaga przez to najdelikatniejszego na świecie muskania pedału gazu.

Z tyłu – i chodzi mi tu zarówno o bagażnik, jak i o tylną kanapę – mogłoby być trochę więcej miejsca. Nie podobała mi się też dzielona szyba, przez którą widać niewiele, kiedy człowiek patrzy w środkowe lusterko. No, ale od czego jest kamera cofania?

Hyundai Ioniq wydaje się być bardzo uniwersalnym i wygodnym samochodem, z przemyślanym wnętrzem. No i – jak przystało na hybrydę – jest bardzo oszczędny, co przy cenie benzyny, która ponownie zbliża się do magicznej granicy 5 zł/l, jest niewątpliwie jego ogromną zaletą.

Advertisement