Łukasz Kotkowski / 11.12.2017

Japońska sztuka kompromisu. Sprawdziliśmy nową Hondę Civic

10 interakcji Przejdź do dyskusji

Ostatni tydzień spędziłem z nowym wcieleniem legendarnego kompaktu – dziesiątą już generacją Hondy Civic. I choć temu autu daleko do ideału, to zaczynam rozumieć, co sprawia, że nadal wielu kierowców wybiera go zamiast Golfa.

Testowany przez nas egzemplarz to model w najwyższej wersji wyposażenia Executive z najmocniejszym dostępnym silnikiem 1.5 182 KM sprzężonym z bezstopniową skrzynią CVT. Cena? Uwzględniając dostępny aktualnie rabat, około 113 tys. zł.

Wydawać by się mogło, że 113 tys. zł za auto kompaktowe to sporo, jednak gdy spojrzymy na listę wyposażenia i osiągi auta, od razu widać pierwszy argument, który skłania do spojrzenia na Civica zamiast na Volkswagena Golfa czy nawet Skodę Octavię. Chcąc kupić porównywalnie wyposażony egzemplarz tej drugiej, musimy liczyć się z wydatkiem około 120 tys. zł. Patrząc na porównywalnego Golfa, musimy doliczyć do tej ceny kolejne 10 tys. zł.

Honda obiecuje więc bardzo dużo za relatywnie niewielkie pieniądze. Ale czy wywiązuje się z tych obietnic? Cóż… spędziwszy tydzień z tym autem i przejechawszy ok. 1500 km muszę powiedzieć, że Japończycy nadal wysoce cenią sobie sztukę kompromisu.

Kompromis nr 1 – wygląd kontra funkcjonalność

Zamawiając Hondę Civic na testy celowo poprosiłem o wersję 4-drzwiową, czy jak kto woli, o sedana. Osobiście uważam, że hatchback X gen. wygląda odrobinkę za bardzo jak auto domorosłego tunera. Z kolei sedan w końcu wygląda naprawdę konkretnie, w przeciwieństwie do poprzednich odsłon, które z wyglądu były raczej… dziadkowozami.

Na żywo Civic sedan wygląda jeszcze lepiej, niż na zdjęciach. Linia nadwozia przywodzi na myśl bardziej coupe niż limuzynę, ale całości nie brak elegancji ze sportowym zacięciem.

Auto osadzone jest nisko, wygląda agresywnie, ale jednocześnie dostatecznie stylowo, by nie wzbudzać prześmiewczych uwag. Jeśli chodzi o wygląd, Honda Civic może się podobać.

Ta sportowo-elegancka sylwetka i bardzo niska linia nadwozia powodują jednak sporo problemów w codziennym użytkowaniu. Po pierwsze – wsiadanie i wysiadanie z tego wozu może być wyzwaniem, szczególnie dla osób starszych. Po drugie – choć miejsca na nogi nie brakuje, to już miejsca nad głową jest niewiele.

Problemem jest też widoczność, we wszystkie strony. Przyznam szczerze, że żadnym autem klasy C nie manewrowało mi się tak trudno, jak tą Hondą. Zza kierownicy nie widać rogów pojazdu, trudno ocenić, ile naprawdę mamy przestrzeni, a widoczność do tyłu… cóż, sami spójrzcie:

Sytuacji nie poprawia też ani trochę kamera cofania, bo ta jest… praktycznie bezużyteczna. Pomimo tego, że ma wysoką rozdzielczość i dynamicznie pokazuje tor jazdy, nic na niej nie widać. Zwłaszcza teraz, kiedy na zmianę pada deszcz i śnieg. Kamera umiejscowiona jest tak, że woda momentalnie zakrywa sensor. A nawet w dobrą pogodę trudno na niej polegać – jej obiektyw jest tak szerokokątny i zniekształcony, że nie sposób realnie ocenić odległości od przeszkody.

Wszystko wydaje się być bliżej, niż jest w rzeczywistości.

Kompromis nr 2 – bajery kontra praktyczność

Honda Civic w wersji Executive wyposażona jest w niemal wszystko, co możemy upakować dziś do nowoczesnego auta. Mamy tu zaawansowane systemy bezpieczeństwa, aktywny tempomat, LED-owe światła, podgrzewanie skórzanych foteli z przodu i z tyłu… długo by wymieniać.

O ile każdy z tych dodatków dobrze jest mieć, tak w zalewie bajerów Honda zapomniała odrobinę o aspekcie praktycznym.

Jasne, Honda nigdy nie była simply clever, ale projektanci mogli się bardziej postarać. Jedyny as w rękawie od strony praktyczności to przesuwany podłokietnik w tunelu środkowym:

Mamy tam podwójny uchwyt na napoje, po przesunięciu którego zyskujemy bardzo głęboki schowek, mogący pomieścić dużą butelkę wody czy np. termos. Tylko że… to jedyne miejsce na dużą butelkę wody. Nie wejdzie ona ani do schowka w drzwiach, ani do tego przed pasażerem.

Podobnie rzecz się ma z bagażnikiem. Ten jest bardzo pojemny, jak na sedana (519 l), ale brakuje w nim jakichkolwiek praktycznych dodatków. Nie ma nawet haczyka do powieszenia siatki z zakupami!

Przykładem zmarnowanego potencjału jest też półka na smartfona i system aranżacji kabli. To drugie każdy producent samochodów powinien bezczelnie zerżnąć od Hondy, bo to kapitalne rozwiązanie – gniazda schowane są pod konsolą środkową (więc nie plączą się na widoku) i wyprowadzane na zewnątrz przez specjalne uchwyty, wychodzące na półkę na smartfona połączoną z ładowarką bezprzewodową.

Sęk w tym, że… półka jest stanowczo za mała. Mój Galaxy S8 mieścił się na niej, ale tylko wtedy, gdy ładowałem go bezprzewodowo. Gdy chciałem podłączyć telefon przewodem, musiał leżeć w poprzek, przez co ześlizgiwał się z półki podczas manewrowania. Jeśli posiadasz iPhone’a 8 Plus lub Galaxy S8+ i chciałbyś je ładować bezprzewodowo w Hondzie Civic, nie masz szczęścia.

Na szczęście nie sposób czegokolwiek Civicowi zarzucić od strony jakości wykonania. Plastiki są może miejscami nieco za twarde (znacznie twardsze niż w Golfie), ale za to doskonale spasowane. Testowy egzemplarz miał na liczniku blisko 30 tys. km, ale z wnętrza nie dobiegło mnie ani jedno skrzypnięcie i nie znalazłem też żadnego miejsca, w którym mógłbym obiektywnie powiedzieć, że Honda Civic odstaje od konkurencji.

To typowa Honda Civic – auto wykonane tak, by znieść lata użytkowania i wyjść z tego bez szwanku.

Kompromis nr 3 – komfort jazdy kontra… komfort jazdy

Komfort jazdy w Hondzie Civic sedan to iście kuriozalna sytuacja. Z jednej strony kierowca naprawdę może się wspaniale usadowić. Fotel kierowcy jest szalenie wygodny i chociaż regulowany jest manualnie, nie elektrycznie, można przybrać w nim idealną pozycję i bezwysiłkowo przejechać wiele kilometrów.

Na pochwałę zasługuje też zawieszenie, które jest na tyle sztywne, by zwinnie pokonywać zakręty, ale też na tyle miękkie, by świetnie tłumić nierówności. Również hałas w kabinie jest w pełni akceptowalny, to spokojnie poziom Golfa.

Nieco gorzej ma pasażer z przodu, którego fotel pozbawiono regulacji na wysokość. W efekcie pasażer siedzi tak nisko, że chcąc usiąść jakkolwiek wygodnie musi mocno odsunąć fotel, by wyprostować nogi (w innym razie siedzi w dziwacznym półprzysiadzie). A z kolei odsunięcie fotela zabiera miejsce na nogi pasażerom z tyłu.

A pasażerowie z tyłu, o ile miejsca na nogi mają całkiem sporo, to już miejsca nad głową mają niewiele. Do tego podłokietnik między fotelami rozkłada się tak nisko, że aby się o niego oprzeć, trzeba siedzieć w pozycji półleżącej. Istne kuriozum.

W tym miejscu muszę też dodać, że chociaż miło jest mieć podgrzewanie foteli z tyłu i z przodu, to nagrzewają się one tak wolno, że niejeden raz zdążałem dojechać do miejsca docelowego, zanim poczułem jakiekolwiek ciepło pod zadkiem.

Kompromis nr 4 – technologiczne aspiracje kontra ich realizacja

Na pierwszy rzut oka Honda Civic to samochód naszpikowany technologią. Spójrzcie tylko, jak wyglądają zegary! Coś pięknego:

System infotainment również zasługuje na pochwałę, bo jest bardzo responsywny i prosty w obsłudze, a chociaż interfejs ma design typowo… japoński, to spisuje się on całkiem nieźle w codziennym użytkowaniu.

Sęk w tym, że nie wszystko się udało. Weźmy na przykład Android Auto. Tak, ta aplikacja Google’a nie jest jeszcze dostępna w Polsce, więc może czepiam się bezpodstawnie, ale jednak skoro taka opcja jest oferowana w polskiej wersji Hondy Civic, a nawet promowana w sklepie z aplikacjami Hondy wewnątrz systemu infotainment, to mam pełne prawo chcieć pobrać plik .apk i z niego korzystać.

Tyle że… Android Auto w Hondzie Civic działa jak chce. Do samochodu podłączałem trzy różne smartfony. Dwóch z nich auto w ogóle nie rozpoznało, a w trzecim Android Auto działał, ale tylko przez jakiś czas. Średnio co 15-20 minut na ekranie wyświetlał się komunikat o błędzie komunikacji i konieczności ponownego podłączenia telefonu.

Nawigację… przemilczę, bo jest równie zła jak w większości samochodów. Mamy 2017 rok, a nawigacja w Hondzie Civic nadal nie rozpoznaje autostrady A1! I wielu innych dróg zresztą też.

Nie mogę jednak przemilczeć kardynalnego błędu Hondy, który skutecznie uprzykrzał mi życie przez cały tydzień – dźwięku przez Bluetooth.

W standardzie Honda Civic ma naprawdę nieźle grający system audio. Gdy podłączałem telefon przewodem albo słuchałem radia, dźwięk wydawał mi się jednym z lepszych w tej klasie, wyprzedzany może tylko przez Denona w Peugeot 308.

Jednak gdy podłączyłem telefon przez Bluetooth, po prostu mnie zatkało. Początkowo myślałem, że to wina telefonu, więc sprawdziłem sytuację na jednym, drugim, trzecim urządzeniu i problem wciąż się pojawiał – audio przez Bluetooth brzmi fatalnie.

Nie mam pojęcia, z czego wynika problem. Czy winny jest moduł Bluetooth na pokładzie, może to kwestia konkretnego egzemplarza samochodu, może jakiegoś błędu oprogramowania (które na wszelki wypadek zaktualizowałem) – nie wiem. Wiem tylko tyle, że sam nie byłem w stanie znieść brzmienia audio transmitowanego bezprzewodowo ze smartfona. Jakość była po prostu dramatycznie zła. Czułem się jakby ktoś cofnął mnie do ery tanich odtwarzaczy mp3 i słuchawek za 15 zł.

Jak wyżej: być może problem dotyczy tylko mojego egzemplarza, ale jeśli nie, to bardzo poważna wada i coś, co warto sprawdzić jeszcze w salonie przed zakupem samochodu.

Honda Civic wynagradza te wszystkie kompromisy bezkompromisową jazdą.

Jest jeden obszar, w którym Honda Civic absolutnie nie bierze jeńców i zjada dowolną konkurencję w swojej klasie – wrażenia z jazdy. Civic X-gen. prowadzi się wybornie. Jeszcze lepiej, niż dotychczas wzorowy Ford Focus.

Układ kierowniczy jest bardzo bezpośredni, koła momentalnie reagują na polecenie kierowcy. Brakuje odrobinkę lepszej informacji zwrotnej z kierownicy, ale któreż auto dziś nie ma tego problemu? Tak czy inaczej Honda Civic to takie auto, którym chce się jechać jak najdłużej i jak najbardziej krętą trasą. Gdy zdarzało mi się zboczyć z głównej drogi, uśmiech nie znikał mi z twarzy.

Pozycja za kierownicą jest doskonała, a samochód pozostaje niemal idealnie płaski w zakrętach, nawet gdy pokonujemy je z alarmującą prędkością. Przy tym wszystkim, jak już wspomniałem, Honda Civic nigdy nie jest za sztywna i za twarda. Japończykom udało się znaleźć idealny balans między komfortem a wrażeniami z jazdy.

Drugą częścią tej historii jest silnik i skrzynia biegów. Na papierze VTEC 1.5 182 KM nie imponuje. 8,2s do setki? Ze 182 KM? Do tego z CVT? To nie może być dobre!

A jednak. Inżynierowie Hondy stanęli na wysokości zadania. Owszem, do hot-hatcha może Civicowi daleko, ale nigdy nie czułem, by brakowało mi mocy pod stopą. Auto zawsze jest chętne do wyprzedzania, a od świateł zrywa się tak żwawo, jakby miało pod maską co najmniej dwa razy więcej koni.

Ogromnie zaskoczyła mnie też skrzynia CVT. W niczym nie przypomina gumowych układów z poprzednich lat o kulturze pracy kosiarki spalinowej. Hondzie udało się stworzyć przekładnię, która w normalnym trybie działa bardzo płynnie i dostosowuje obroty w nieodczuwalny dla kierowcy sposób, zaś w trybie sportowym fantastycznie emuluje skrzynię stopniowaną. Mamy tu nawet łopatki do zmiany biegów!

Tak, chociaż w innych obszarach Honda Civic jest mocno kompromisowa, to pod względem wrażeń z jazdy dosłownie pożera Golfa czy Octavię.

Drobny minus mogę przyznać tylko za spalanie. I to też może nie za samą konsumpcję benzyny, co za zasięg. Honda Civic sedan oferuje bak o pojemności 46 litrów i spala między 7,5 a 8,5l na setkę, niezależnie od stylu jazdy. Jak na 182 KM i takie gabaryty to całkiem akceptowalny wynik. Nieakceptowalny dla mnie jest jednak zasięg tego auta. Na pełnym baku, na trasie Warszawa-Słupsk (przy spalaniu ok. 8l na autostradzie) udało mi się przejechać… 400 km.

Drugi pełny bak zużyłem przez tydzień poruszając się po drogach krajowych i w mieście. Tym razem benzyny starczyło na około 420 km.

Honda Civic nie wydrenuje więc naszego portfela spalaniem, ale z pewnością zmusi do częstszych postojów na stacjach, niżbyśmy sobie tego życzyli.

To nie jest kolejny, nudny kompakt

Pomimo rozlicznych kompromisów i jednej krytycznej wady, bardzo polubiłem to auto. Bo to nie jest kolejny nudny kompakt, robiący wszystko względnie poprawnie, za to niezbudzający absolutnie żadnych emocji. Jest dokładnie na odwrót.

Kupując Hondę Civic decydujemy się na wiele kompromisów, z którymi nie będziemy musieli się borykać decydując się na auto grupy Volkswagena, czy nawet Renault Megane lub Forda Focusa. W zamian dostajemy jednak świetnie wyposażony samochód, który wygląda i prowadzi się jak żaden inny kompakt na rynku w tej cenie.

Jeśli należysz do tego grona kierowców, którzy wolą się często uśmiechać na widok swojego auta i prowadząc je, zamiast jeździć praktycznym, ale nudnym wozidłem – Honda Civic jest dla ciebie.

Advertisement