Karol Kopańko / 26.06.2018

Medycyna łączy się z technologią w Polsce. Albo Kamil znajdzie lekarstwo na raka, albo znowu przepali miliony

160 interakcji Przejdź do dyskusji

Kamil Adamczyk chce leczyć raka wszczepiając elektryczno-ultradźwiękowe implanty pod czaszkę. To piąty z jego rewolucyjnych pomysłów na styku medycyny i technologii. Żaden z wcześniejszych nie został jeszcze zrealizowany. Opaska do snu polifazowego Neuroon nie obsługiwała snu polifazowego, a jej kolejna wersja sprzedana na Kickstarterze może nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Czy tym razem warto mu jednak dać szansę?

Jeszcze w 2015 r. Elizabeth Holmes była guru Doliny Krzemowej. Od zera zbudowała firmę wartą 9 mld dol. w szczytowym okresie, której produkt miał zrewolucjonizować medycynę. Glamour nazwał ją Kobietą Roku, a Time jedną z najbardziej wpływowych osób na świecie. Dziś jej Theranos chyli się ku upadkowi. Okazało się, że pomysł automatycznego przeprowadzania dziesiątek badań po pobraniu kilku kropli krwi z palca nie ma naukowego sensu, jest zmyślony. Kiedy tajemnica Holmes wyszła na jaw, testy jej firmy można było kupić w amerykańskich aptekach, a lekarze przepisywali je swoim pacjentom. Kobieta owinęła wokół palca nie tylko firmy farmaceutyczne, ale też wielkich inwestorów branżowych, którzy podbijali niebotyczną wycenę jej firmy. Dziś jest jasne, że finansowe i naukowe oszustwa mogą zaprowadzić startupową wizjonerkę za kratki.

Polacy też mają podobnych marzycieli

Jednym z najbardziej znanych jest Kamil Adamczyk, którego najnowszy projekt – Cardio Technology – na papierze wygląda tak cudownie jak Theranos. Twórcy określają jego potencjał na poziomie polskiego sztucznego serca czy niebieskiego lasera. Osoby z bezpośredniego otoczenia firmy nie są jednak aż tak entuzjastyczne:

– Cardio Technology pracuje nad futurologicznymi, high-techowymi, ultradźwiękowo-prądowymi implantami, które tak naprawdę są prymitywne. Biorąc pod uwagę to, jak niewiele wiemy o mózgu, przypominają próbę naprawienia MacBooka młotkiem i śrubokrętem – mówi Michał, naukowiec obserwujący rozwój Cardio Technology z bliska, który pragnie zachować anonimowość.

Kamil Adamczyk. Zdjęcie z finału Global Impact Challenge 2018

Jaka jest prawda? Czy Adamczyk i spółka naprawdę mają szansę leczyć raka? A może są tylko marzycielami i hochsztaplerami podobnymi do Elizabeth Holmes z Theranosa? 

Po raz pierwszy o Cardio Technology można było usłyszeć pod koniec maja, kiedy firma wygrała polską edycję konkursu SingularityU Global Impact Challenge. Jury, na czele ze znanym startupowym inwestorem Sebastianem Kulczykiem, wyłoniło dwa zwycięskie projekty z ponad 100 konkursowych aplikacji. Nie liczył się jednak dopracowany, końcowy projekt lub zadowoleni klienci, a piękny pomysł.

Singularity University (…) szuka przede wszystkim pięknych umysłów (aczkolwiek twardo stąpających po ziemi), a dopiero potem biznesmenów i przedsiębiorców. Członkom Singularity University zależy bowiem na pokierowaniu tymi umysłami i zainspirowaniu ich do dalszej pracy nad przełomowymi projektami, a nie na przejęciu udziałów w ich spółkach. (…) Istotą GIC jest (..) śmiałe patrzenie w przyszłość i chęć pomocy ludziom. I tego Kamilowi jury nie mogło odmówić – mówi nam Jowita Michalska, założycielka Fundacji Digital University.

Fundacja była świadoma wcześniejszego nieudanego przedsięwzięcia Kamila, ale postanowiła dać jego nowej firmie szansę na rozwój, mimo iż produkt Cardio Technology nie wyszedł jeszcze z fazy komputerowych symulacji.

Zdjęcie z finału Global Impact Challenge 2018. Po lewej zespół Kamila Adamczyka.

Podczaszkowe implanty elektryczno-ultradźwiękowe made in Poland

Autorski pomysł Kamila Adamczyka polega na wykorzystaniu dwóch technologii, które wspólnie mają pomagać w leczeniu nowotworów złośliwych ośrodkowego układu nerwowego. Pierwsza z nich polega na leczeniu guzów mózgu prądem. W 2007 roku izraelska firma Novocure zgłosiła właśnie taki patent, gdy okazało się, że prąd zmienny płynący przez komórki sprawia, iż przestają się dzielić. Izraelczycy chcieli w ten sposób leczyć raka. Wychodzili z przekonania, że mózg dorosłego człowieka jest w pełni rozwinięty i jego neurony już się nie dzielą. Dlatego przepuszczenie prądu przez mózg nie wywoływałoby efektów ubocznych, a jedynie uderzyło w komórki nowotworowe, które przestałyby się namnażać.

Niestety badania kliniczne Novocure nie zakończyły się spektakularnym sukcesem. Między mózgiem a światem zewnętrznym jest bowiem czaszka, która działa jak izolator prądu. Dlatego umieszczając elektrodę na skórze trudno było osiągnąć pożądane natężenie prądu bez oparzeń. W testach izraelskiego projektu 45 proc. pacjentów doznało oparzeń a 1 proc. oparzeń dotkliwych.

Tym niemniej badanie pokazało, że połączenie terapii Novocure z lekiem przeciwnowotworowym (Temozolomid) ma większą skuteczność, niż stosowanie samego leku. Polski projekt Cardio Technology wyszedł więc z przekonania, że po włożeniu elektrody pod czaszkę będzie można przyłożyć większe natężenie prądu, co naturalnie wywoła większe pole elektromagnetyczne i finalnie da jeszcze lepszy efekt. Nie byłoby to wielce spektakularne rozwiązanie, gdyby nie połączenie prądu z ultradźwiękami. Na końcu elektrody można bowiem umieścić urządzenie wytwarzające ultradźwięki. 

Dlaczego akurat ultradźwięki? Lekom antynowotworowym bardzo trudno jest przekroczyć barierę krew-mózg. Nie można zaś podnieść stężenia leku w osoczu, bo jest toksyczny, więc negatywnie odbiłoby się to na działanie całego organizmu. Ultradźwięki z kolei służą zwiększeniu przepuszczalności bariery krew-mózg, co może w znaczący sposób podnieść wyleczalność nowotworów mózgu. Ich skuteczność została już przetestowana na ludziach.

– Technologia jest bezpieczna i dobrze tolerowana przez pacjentów z nawracającym glejakami wielopostaciowymi (złośliwymi guzami mózgu). Ma potencjał do optymalizacji dostarczania chemioterapii do mózgu – podkreśla Grzegorz Żmijewski, szef Cardio Technology.

Rodzi się jednak następujące pytanie:

Jak taki hybrydowy implant wszczepić w mózg?

Akurat ta część pomysłu Cardio Technology jest prostsza niż się wydaje, przynajmniej na papierze. Firma chce bowiem skorzystać z istniejącej już procedury wycięcia guza mózgu. Jednak do tego, aby chorzy z glejakiem mózgu leczyli się ultradźwiękami i zmiennym polem elektrycznym jest jeszcze daleka droga. Cardio Technology czekają bowiem badania in vitro, jak również in vivo, a jeszcze wcześniej przeniesienie produktu symulacji komputerowych do postaci pierwszego prototypu.

Czy hybrydowa stymulacja mózgu ma sens?

O komentarz prosiłem najlepszych specjalistów w kraju: dr n. med. Mariusza Głowackiego, dr n. med. Katarzynę Dyttus- Cebulok i dr hab. n. med. Adama Kobayashiego. Nikt z tej trójki specjalistów nie czuł się na siłach, aby ocenić projekt Cardio Technology. 

– Jest milion rzeczy, które mogą nie wyjść, a szansa powodzenia jest tak naprawdę niewielka. Jeśli się jednak uda, to Adamczyk i spółka mogą popchnąć światową naukę do przodu – mówi Michał, cytowany na początku naukowiec. – To, że dwie niezależne metody zostały przebadane, wcale nie znaczy, że w połączeniu zachowają się tak, jakbyśmy się tego spodziewali. Ludzki mózg jest bowiem tak zaawansowany, że do dziś nie rozumiemy go w pełni, a Cardio Technology podchodzi do niego z bardzo prymitywnym urządzeniem – dodaje.

Najciekawsze w projekcie jest jednak właśnie to, że Polacy dopiero biorą się za testowanie pewnych naukowych hipotez.

Jeśli im się uda, mogą wyznaczyć kierunek badań największym firmom na świecie.

Na przykład firmie Neuralink Elona Muska, która już teraz pracuje nad komunikacją na linii komputer – człowiek. Mają ją umożliwić wszczepiane do mózgu elektrody, które czytają jego aktywność Neuralink testowany jest na razie tylko na szczurach.

– Jeśli w przypadku Cardio Technology mówimy o jednej lub kilku elektrodach (firma nie zdradza tej informacji – przyp. red.), to firma Muska zakłada całą ich siatkę w liczbie idącej w tysiące, jeśli nie setki tysięcy elektrod na cm2. W tej chwili siatki implantuje się do czytania z rozdzielczością pojedynczego neuronu i testuje stymulację na tym samym poziomie, ale postęp następuje tu prawie z dnia na dzień – zauważa Michał.

Na ten moment Neuralink koncentruje się na analizie aktywności mózgu, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby ten proces odwrócić. Gdyby polska firma dowiodła skuteczności swojego implantu, to Amerykanie zechcieliby pewnie skorzystać z polskiego patentu, aby spróbować odwrócić działanie swojej siatki.

– Zamiast młotka, czyli walenia prądem po całym mózgu mielibyśmy wówczas dokładnie sterowane impulsy, które uderzają, gdzie chcemy z wielką precyzją – opisuje Michał.

Cardio Technology ucieka do przodu.

Sprzedaż pomysłu i patentu większemu graczowi jest oczywiście możliwym rozwiązaniem. W ten sposób polska firma brałaby na siebie jedynie udowodnienie skuteczności implantu, a odpowiedzialność za jego ostateczną wersję przekazywała bardziej doświadczonym naukowcom. Za takim scenariuszem przemawia kilka argumentów.

Po pierwsze Cardio Technology to mała firma, zatrudniająca sześć osób, z których czynnie przy projekcie pracują tylko dwie: lekarz, czyli Kamil Adamczyk i doktorant fizyki, Jan Mąka, specjalizujący się w analizie sygnałów bioelektrycznych. Warto też zauważyć, że Adamczyk jest zatrudniony również w warszawskim szpitalu.

Po drugie, choć stworzyć prototyp można stosunkowo tanio, to jego miniaturyzacja i późniejsze badania pochłoną nieporównywalnie większe środki. Tymczasem firma nie ma za sobą wsparcia wielkich funduszy inwestycyjnych. Dotychczas wzięła udział w dwóch unijnych programach:

– 38 tys. zł dotacji z programu pilotażowego ScaleUP (program PARP),

– 200 tys. zł inwestycji i 800 tys. zł grantu z programu Bridge Alfa (program NCBR – Narodowe Centrum Badań i Rozwoju),

Dodatkowo połowę akcji Cardio Technology posiada Manassa Investments, wehikuł inwestycyjny Sylwestra Biernackiego (Biernacki to były prezes ATM, lokalnego giganta na rynku centrów danych).

Po trzecie, high-tech w Polsce praktycznie nie istnieje. Uniwersytety mają swoje laboratoria, ale nie słyszeliśmy dotychczas o jakimkolwiek rozwiązaniu, które swoją innowacyjnością przebiłoby się poza granice kraju. Smutna prawda jest taka, że zaawansowane technologicznie urządzenia, które produkuje się w Polsce można policzyć na palcach jednej ręki. To np.: XTPL, CreoTech czy Saule Technologies. Nawet innowacyjne ośrodki medyczne, jak Światowe Centrum Słuchu w Kajetanach, zajmują się raczej nowatorskimi metodami wykorzystania zachodnich technologii, niż tworzeniem własnych.

Pojawia się wiele znaków zapytania, bo technologia Cardio Technology nie jest jeszcze w pełni znana. Firma pracuje dopiero nad komputerowym modelem implantu, ale się nim nie dzieli, zasłaniając się tajemnicą patentową.

Czy ta historia czegoś nie przypomina? 

Zapowiedzi brzmią bardzo podobnie do wcześniejszego projektu, w który zaangażowani byli Kamil Adamczyk, Grzegorz Żmijewski i Janusz Frączek (wspólnik w Cardio Technology). Mimo patentów, ogromnego zainteresowania i przekraczającego milion złotych finansowania, maska Neuroon nie zrealizowała obiecanych celów i pokładanych w niej nadziei. Okazała się totalną klapą.

Przypomnijmy – w grudniu 2013 roku Intelclinic (wtedy jeszcze bez „i” w nazwie, co sugerowało związek z producentem procesorów, Intelem) rozbiło kickstarterowy bank zbierając 438 tys. dol. Internautów z całego świata zafascynował polifazowy sen przez zaledwie 2 godziny dziennie. Pierwsze maski miały być gotowe już w połowie kolejnego roku, czyli w 2014 r. Do ponad tysiąca wspierających trafiły jednak dopiero w maju 2016 roku i już nie wspierały snu polifazowego. Zamiast tego skupiono się na analityce snu, którą wykorzystano do minimalizowania jet-lagu i planowania efektywnych drzemek. Niestety nawet w tym przypadku musieliśmy wierzyć Neuroonowi na słowo, że maska rzeczywiście naładuje nas energią. Firma nie zbadała bowiem efektywności oferowanych usług.

Do samego końca maska reklamowana była jednak sloganem „near-medical-device” (co konkretnie ta bliskość miała znaczyć – nie wiadomo). Niezależny badacz – Paweł Ngei postanowił porównać analitykę snu oferowaną przez Neuroona z urządzeniami medycznymi w szpitalnym laboratorium. 

– Neuroon jest lepszy niż rzut monetą – pisze Paweł. – Poprawność w wykrywaniu fazy snu wynosi 65 proc. Niestety największym problemem jest wykorzystanie maski jako budzika, ponieważ w co trzecim przypadku budzi nas w najgorszym momencie.

Co ciekawe, w zeszłym roku Intelclinic postanowił spróbować szczęścia na Kickstarterze jeszcze raz. 

Tym razem z Neuroon Open i…. ponownie rozbił bank. Niezrażeni wcześniejszymi doświadczeniami drobni inwestorzy wyłożyli w sumie 357 tys. dol. W centrum uwagi znalazły się tym razem medytacja i świadome śnienie. W teorii miały one podnieść produktywność ludzi, ale w praktyce…, no właśnie. Maski miały trafić do klientów pod koniec zeszłego roku. Niestety wciąż ich nie ma.

Lektura komentarzy pod akcją crowdfundingową, czy na zamkniętej grupie na Facebooku, pokazuje jak wielkie jest niezadowolenie wspierających. Większość z nich pragnie zwrotu pieniędzy, bo na horyzoncie wciąż nie widać daty ukończenia projektu. Zmiany fabryki, projektu samego urządzenia, wymiana kadr – to wszystko nie wróży projektowi Neuroon dobrze. 

W połowie maja Kamil Adamczyk mówił w materiale wideo wysłanym inwestującym w projekt na Kickstarterze:

– Jesteśmy zaawansowani w procesie przygotowania produkcji. Ulepszymy komunikację. Będę przeprowadzał streamy wideo częściej. Spróbujemy odpowiedzieć na wszystkie wasze pytania.

Tymczasem kilka dni temu Grzegorz Żmijewski pisał mi w mailu:

– Kamil Adamczyk, od 31.05.2018, jak wynika bezpośrednio z umowy z Cardio Technology, jest zatrudniony jedynie w CT oraz w szpitalu – nie wolno mu łączyć stosunku pracy z naszą spółką z innymi formami zatrudnienia. (…) Projekt, nad którym pracujemy to nie gadżet, ale walka o ludzkie życie i jako zespół ustaliliśmy, że Kamil nie będzie angażować się w inne projekty by nie tracić focusa na naszych celach.

Która informacja jest prawdziwa? Czy ta z zaangażowaniem Kamila Adamczyka w dostarczenie Neuroon Open na rynek, czy ta z jego stuprocentową koncentracją na pracy w Cardio Technology?

Znaków zapytania jest więcej – co z 7-milionowym grantem unijnym Inteliclinic?

W marcu 2017 roku Dagna Frydrych zajmująca się marketingiem w Inteliclinic przesłała do redakcji Spider’s Web informację o grancie przyznanym jej firmie. 7 milionów złotych miało zostać przeznaczone na stworzenie urządzenia do diagnostyki bezdechu sennego. Twórcy dawali sobie na to dwa lata, po których mieli zaprezentować wyniki badań klinicznych. Na jakim stopniu zaawansowania jest projekt? Czy jego rezultaty zostaną zaprezentowane przed 31 maja 2019 roku, kiedy upływa termin? Nie wiadomo.

Od października 2017 roku Dagna nie pracuje już w Inteliclinic. Automatyczny e-mail wysłany przez jej skrzynkę sugeruje kontakt z Grzegorzem Żmijewskim lub Kamilem Adamczykiem. Obaj panowie nie udzielili nam komentarza. Pierwszy z nich zasugerował zwrócenie się do szefującego projektowi Janusza Frączka. Wszelkie próby kontaktu z nim nie przyniosły skutku. Być może dlatego, że zastępując Kamila musi stawić czoła finansowym kłopotom.

Inteliclinic bowiem… upada. 19 grudnia 2017 otwarto przyspieszone postępowanie restrukturyzacyjne.

Firma nie sprzedaje, a musi płacić odsetki od długu wynoszącego ponad 5 mln zł. 26 kwietnia Inteliclinic zawnioskowało o umorzenie odsetek i przekonwertowanie długu na akcje firmy. W ten sposób wierzyciele nie dostaną swoich należności, ale staną się właścicielami Inteliclinic chroniąc firmę przed upadkiem. Tak może się skończyć historia firmy, która pod koniec 2013 roku na słynnej paryskiej konferencji LeWeb została nazwana najlepszym startupem.

Co z 800-tysięcznym dofinansowaniem Cardio Technology?

Cardio Technology formalnie działa w Lublinie, a warszawska część firmy to jedynie oddział. Dlatego spółka mogła ubiegać się o dofinansowanie w programie Rozwój startupów w Polsce Wschodniej Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości w wysokości blisko 800 tys. zł.

Wniosek został zaakceptowany we wrześniu zeszłego roku i zgodnie z jego brzmieniem: Cardio Technology ma stworzyć telemedyczny system wczesnego ostrzegania o zagrożeniu zdrowia osób starszych i urządzenie monitorujące zaburzenia rytmu serca. Nad urządzeniem dla seniorów pracuje połowa firmy, czyli ekspert ds. algorytmów i dwóch inżynierów mechatroniki. Wszyscy oni zapewne wcześniej pracowali wcześniej w Inteliclinic. Linkedin pokazuje bowiem, że przynajmniej cztery osoby w tym samym czasie (przełom 2017 i 2018 roku) przerwały pracę w Inteliclinic i znalazły zatrudnienie w Cardio Technology (1, 2, 3, 4).

Podsumujmy

W Cardio Technology pracuje aktualnie zaledwie sześć osób. Lubelska część firmy zajmuje się urządzeniem monitorującym zdrowie starszych osób. Warszawska część tworzy zaś podczaszkowy implant wspomagający leczenie raka ultradźwiękami i prądem. 

Inteliclinic z kolei zmaga się z falą negatywnych komentarzy niezadowolonych klientów z Kickstartera. Nie wiadomo, kiedy i czy w ogóle Neuroon Open będzie gotowy. Nie wiadomo również, czy firmie uda się wprowadzić na rynek urządzenie do monitorowania bezdechu sennego.

Fakty są takie, że w ciągu pięciu lat Kamil Adamczyk obiecał wiele innowacyjnych produktów. Deklarował coś, co okazało się niemożliwe do zrobienia, jak słynna maska do snu polifazowego. Firmował swoją twarzą jej kolejną wersję dla fanów medytacji i świadomego śnienia, aby po dwóch tygodniach wymiksować się do pracy nad innym projektu. 

Tym razem jednak stawka jest o wiele wyższa. Nie chodzi bowiem o gadżet dla fascynatów nowych technologii, którą fundusz zapisze po stronie nieudanych inwestycji, a użytkownik Kickstartera zapamięta jako pieniądze wyrzucone w błoto. Tym razem na szali są ludzkie życia. Pacjenci z niezwykle groźną odmianą raka, glejakiem, mogą za bujanie w obłokach polskiego wynalazcy zapłacić śmiercią. 

Oby nie okazało się wkrótce, że Kamil Adamczyk to polska wersja Elizabeth Holmes. W przypadku sukcesu jej firmy Theranos długo nikt nie mówił „sprawdzam”. Firma zbierała kolejne miliony dolarów z rynku a Holmes stała się najjaśniejszą gwiazdą wśród amerykańskich startupowców zarabiającą miliony dolarów. Dziś spada na dno, bo okazało się, że jej medyczny produkt jest totalną wydmuszką.

Z drugiej jednak strony wciąż narzekamy na stan polskiej myśli technologicznej, który sprawia, że dla zachodnich koncernów możemy być co najwyżej montownią zasilaną tanią siłą roboczą. Kto wie, może nie zauważamy tego, że wyjście z pułapki zacofania jest możliwe tylko dzięki śmiałym i ryzykownym pomysłom, takim jak Cardio Technology.

Mogę trzymać kciuki za powodzenie duetu Adamczyk-Mąka, choć umysł podpowiada mi, że większe szanse na sukces miałbym grając w lotka. Pragnę być dumny z Polaków, którzy stworzyli implant do walki z rakiem, tak samo jak chciałbym spać jedynie 2 godziny, czy śnić świadomie na zawołanie. Jestem jednak realistą i wolę sprawdzać fakty zanim kilkuosobowemu startupowi pozwolę gmerać w swoim mózgu. 

Właśnie dlatego swoje śledztwo zacząłem na stronie Cardio Technology, gdzie zamiast szczegółów projektu znalazłem łacińskie sentencje, które wstawia się jako zapchaj-dziura przy projektowaniu stron intertnetowych. Oby takim Lorem ipsum świata medycyny i unijnych grantów nie był antynowotworowy implant z Polski.

* współpraca Przemysław Pająk

Advertisement