Piotr Barycki / 06.10.2017

Wymykałem się z pracy i zarwałem weekend tylko po to, żeby pojeździć tym samochodem

58 interakcji Przejdź do dyskusji

Sobota, wczesny ranek, ledwie dzień po powrocie z wyjazdu. Telefon, powiadomienie i prośba: czy nie przejechałbym ponad 600 km w zupełnie absurdalnej sprawie. Nie wahałem się ani chwili.

Tak, ta sytuacja wydarzyła się naprawdę. Szymon Radzewicz uznał, że koniecznie chce mieć nowego iPhone’a. Złotego. Ale w Katowicach, gdzie mieszka, takiej wersji akurat nie było. Znalazł ją za to w Krakowie, ot, godzinkę albo i mniej jazdy od siebie. Zamiast jednak po męsku wsiąść w pociąg albo w busa, napisał do mnie, mieszkającego we Wrocławiu, czy bym go nie podwiózł.

I ja się zgodziłem.

Na co dzień prawdopodobnie bym odmówił i przy okazji zwyzywał za durne pomysły, ale tym razem miałem wyjątkową motywację w postaci jednego z najpiękniejszych samochodów, jakie obecnie poruszają się po drogach – BMW 640d xDrive Grand Coupe.

Tak, nie jest to zupełnie nowy model – czterodrzwiowa wersja największego coupe w ofercie BMW trafiła na rynek w 2012, 3 lata później doczekała się odświeżenia, które nie zmieniło zbyt wiele, a teraz, cóż, czeka na kres swoich dni. Bezpośredniego następcy 6 Grand Coupe raczej nie będzie. Co nie ma jednak żadnego znaczenia.

Nawet po 5 latach od debiutu ten gigantyczny drogowy jacht wygląda fenomenalnie i będę bronić swojego zdania, że prezentuje się nawet lepiej niż jego wersja dwudrzwiowa. Idealne proporcje, zadziorne, dynamiczne, ale i eleganckie kształty, bezramkowe okna, niesamowicie długa maska, cudowny profil i do tego – w testowanym egzemplarzu – przykuwający wzrok, nieoczywisty brązowo-wiśniowy lakier w parze z wielkimi, 20-calowymi felgami.

BMW 6 Grand Coupe zawsze kusi do jazdy. Nie tylko swoimi kształtami i detalami.

Jeśli coś opisywanego jako coupe (nawet jeśli faktycznie nim nie jest) ma budzić emocje i uwielbienie, to BMW idealnie dopięło w tym modelu swego. Kiedy nie miałem czasu, żeby zabrać 6-tkę na przejażdżkę, wychodziłem z domu tylko po to, żeby na nie popatrzeć. Gdybym miał ją na stałe, prawdopodobnie przeniósłbym moje domowe biuro tak, żeby jego okna wychodziły prosto na parking.

W wyglądzie 6 Grand Coupe jest przy tym jeszcze coś, co potem odnajdziemy też podczas jazdy tym autem – dwoista natura, ze świetnym balansem pomiędzy każdym z obliczy. Jeśli mamy akurat taki nastrój, 6 GC wygląda wręcz chuligańsko. Jeśli mamy spokojniejszy dzień, jawi nam się bardziej jako luksusowa limuzyna.

Jedno tylko nie zmienia się nigdy:

Tym autem zawsze chce się jeździć.

A co najmniej chce się w nim siedzieć. Szeroko otwierające się, spore drzwi zapraszają do obszernego – przynajmniej z przodu – wnętrza. Nie wyjmując kluczyka z kieszeni zasiadamy na wielkich, regulowanych niemal w każdej płaszczyźnie (opcja za ponad 10 tys. zł), umocowanych wręcz szokująco nisko foteli i zerkamy jeszcze przed odjazdem na to, co nas otacza.

I jest na co popatrzyć. Testowany egzemplarz wyposażony został w niemal wszystkie możliwe dodatki (z wyjątkiem kamery ułatwiającej jazdę w nocy) i elementy upiększające. Biała, perforowana skóra idealnie komponuje się z czarnym obszyciem deski rozdzielczej, wstawkami z aluminium, lakierowanymi na czarno plastikami i panelami z włókna szklanego. Mimo 5 lat od premiery formy i kształty, z jakich składa się przestrzeń dla kierowcy i pasażera wciąż wyglądają dobrze, świeżo, luksusowo. Do tego – bez faktycznej kradzieży przestrzeni – sprawiają wrażenie, jakby ściśle otulały kierowcę, oddzielając go przy tym od pasażera potężnym tunelem środkowym.

Niestety spory tunel między fotelami z przodu zwiastuje problemy z tyłu i tak faktycznie jest. Rzut oka na tylne miejsca od razu pokazuje, że choć BMW twierdzi, że 6 Grand Coupe jest autem 5-osobowym, z tyłu na środku nikt nie będzie chciał jechać. Centralne siedzisko jest podniesione, co przy gwałtownie opadającej linii dachu jest złym znakiem, a do tego szeroki tunel powoduje, że trzeba będzie szeroko rozłożyć nogi w trakcie podróży i miejsce na stopy podkradać od dwóch pozostałych pasażerów.

Ci zresztą przesadnego bogactwa przestrzeni również nie doświadczą. Nisko zamocowane przednie fotele sprawiają, że miejsca na stopy nie ma przesadnie dużo. Przestrzeń na kolana wprawdzie jest, ale istnieje szansa, że będziemy musieli prosić o jej powiększenie przez przesunięcie fotela osoby siedzącej przed nami (ewentualnie możemy to zrobić sami odpowiednim przyciskiem). Niska linia dachu z kolei oznacza, że jeśli jesteśmy ponadprzeciętnego wzrostu, może nam po prostu zabraknąć miejsca na głowę.

Pociesza natomiast fakt, że drzwi z tyłu otwierają się dosyć szeroko i z wsiadaniem na tyle miejsca nie powinno być problemu.

A także fakt, że dzisiaj my będziemy siedzieć wyłącznie na fotelu kierowcy, który jest niesamowicie przyjemnym miejscem do przebywania.

Koniec tego oglądania, czas ruszać.

Niestety uruchomieniu tego egzemplarza 6 Grand Coupe (cena bazowa 640d xDrive Grand Coupe – 440 tys. zł) nie towarzyszy ryk z wydechu. To wersja, przynajmniej na pierwszy rzut oka, rozsądna – napędzana 3-litrowym, sześciocylindrowym, doładowanym silnikiem Diesla, przekazującym 313 KM i 630 Nm (dostępne od 1500 obrotów!) na wszystkie cztery koła.

LED-owe reflektory nie tylko wyglądają dobrze – doskonale też oświetlają drogę w nocy.

I w trybie Eco-Pro, Comfort+ i Comfort faktycznie możemy uznać, że to rozsądny wybór. Samochód z łatwością, choć trochę leniwie, rozpędza się z dowolnej prędkości do dowolnej zadanej przez nas, bez przesadnego pomiatania pasażerami. Układ kierowniczy jest precyzyjny, ale obrót kierownicą nie wymaga od nas większego wysiłku. Dźwięk R6-tki zasilanej ropą nie drażni przy tym nawet na dłuższych trasach, a spalanie udaje się zachować poniżej 8 l na każde 100 km. Automatyczna, 8-stopniowa przekładnia umiejętnie zarządza biegami, bez nawet najmniejszych szarpnięć. Utrzymując się w granicach przepisowych prędkości nie musimy się też obawiać o przesadny szum wiatru (nawet w wersji ze szklanym dachem) – jest go wprawdzie ciut więcej, niż można oczekiwać po limuzynie, ale nie wpływa to negatywnie na komfort.

Jedyne zastrzeżenia można mieć do opcjonalnych, 20-calowych obręczy obutych w niskoprofilowe opony. Wyglądają świetnie, na dłuższej trasie i przy wyższych prędkościach zawieszenie pomimo ich obecności radzi sobie z nierównościami, ale w mieście, pełnym studzienek i krótkich, poprzecznych nierówności, robi się dużo mniej przyjemnie. Każde najechanie na studzienkę generuje nieprzyjemnie głośny huk i wstrząs w kabinie. Lepiej więc po prostu je omijać.

Czyli 6 Grand Coupe tylko wygląda dynamicznie, a poza tym jest spokojną limuzyną?

A skąd. Przestawiamy przełącznik trybów jazdy w Sport (zostaje nam jeszcze Sport+) i do naszej dyspozycji zostaje oddane w zasadzie zupełnie inne auto.

Reakcja na gaz staje się nagle natychmiastowa. Samochód szarpie i rwie się do przodu. Gigantyczny moment obrotowy jest dostępny błyskawicznie, na każde wciśnięcie pedału gazu, wpychając nas przy gwałtownych przyspieszeniach w fotel. Na autostradach czy drogach szybkiego ruchu nie trzeba planować manewrów z większym wyprzedzeniem – wypatrujemy punkt, w którym chcemy się znaleźć, wciskamy gaz i po mrugnięciu okiem już tam jesteśmy. 5,2 do setki robi wrażenie, ale większe robi elastyczność tego silnika.

Układ kierowniczy i zawieszenie usztywniają się (choć niestety kierownicę nadal obraca się dość lekko), pozwalając jeszcze lepiej wczuć się w jazdę i czerpać z niej jeszcze więcej przyjemności. Sam silnik dochodzi też do głosu, wypełniając całą kabinę pięknym rykiem.

Rykiem tam pięknym, że zorientowałem się po 500 km, że… nie włączyłem radia.

Tak, większość z liczących w sumie ponad 1000 km podróży odbyłem z całkowicie wyłączonym radiem i włączonym trybem Sport, choć byłem przekonany, że do mojego stylu jazdy odpowiedni będzie Comfort albo Comfort+. Cóż, dla tego auta warto było styl jazdy zmienić.

I nie tylko dlatego, że dźwięk silnika potrafi być lepszy od większości utworów, które obecnie puszcza się radiu. BMW 6 Grand Coupe, mimo ponad 5 metrów długości i około 2 ton masy, jest samochodem, który popycha kierowcę do jazdy dużo bardziej angażującej, niż zwykłe toczenie się po drodze. W naprawdę ostrych i ciasnych zakrętach nie da się ukryć tej masy i rozmiarów, ale w pozostałych przypadkach możemy poważnie się zdziwić, z jaką gracją i z jakim przyklejeniem do drogi 6-tka przewiozła nas przez kolejne serpentyny.

Dwie kamery z przodu auta – przydało mi się wielokrotnie podczas wyjazdu z małych uliczek.

W efekcie 6 Grand Coupe różni się zdecydowanie efektem końcowym od klasycznych limuzyn. Z tych drugich po 500 km jazdy wysiadamy po prostu zrelaksowani, wypoczęci, jakbyśmy w ogóle nigdzie nie jechali. Z 6-tki człowiek wysiada pełen energii, gotowy do dalszego działania. Przy czym z 6 GC wysiada prawdopodobniej chwilę później, bo na powrót do domu, celowo, wybrał dużo dłuższą trasę. Ot tak, dla przyjemności.

I ta cała zabawa w trybie Sport przy spalaniu, które nie przekroczyło w moim przypadku 10 l na 100 km w jeździe głównie po autostradach i drogach szybkiego ruchu. Niewielka cena za taką przyjemność, a przy tym nie trzeba się zbyt często zatrzymywać na stacjach – spory bak powinien przy takiej jeździe wystarczyć na około 700-800 km nieprzerwanej podróży.

Co do trybów Comfort i Comfort+… cóż, można z nich korzystać. Ale podczas mojego tygodnia z BMW 640d xDrive włączałem je tylko wtedy, kiedy musiałem kogoś wieźć ze sobą. Przewieziony w trybie Sport Szymon Radzewicz stwierdził bowiem, że czuje się “jak wywrócony na lewą stronę”.

Zachwyty zachwytami, ale…

O BMW 6 Grand Coupe można pisać dużo i to nawet nie tyle dobrze, co w czystym zachwycie. Wygląda pięknie, ma całkiem spory bagażnik i praktyczne wnętrze (poza malutkimi i wąskimi kieszeniami w drzwiach). Za kierownicą siedzi się w sportowym stylu, ale w komforcie godnym limuzyny (choć nie bez pewnych kompromisów). Silnik w wersji 40d rozpieszcza osiągami i dźwiękiem, nie rujnując jednocześnie portfela na stacjach, a radość z jazdy jest, cóż, taka jak w sloganach BMW. Chyba że wolimy komfort z jazdy – wtedy taka opcja również istnieje.

Całkiem spory bagażnik – na dłuższą wyprawę w 2 osoby powinno wystarczyć.

Wady? Są, ale większość z nich można przeboleć albo są kwestią konfiguracji. Przykładowo 20-calowe koła są jedynie opcją, podczas gdy w standardzie montuje się obręcze… 17 calowe. Nieprzesadnie dużo miejsca z tyłu to rzecz prosta do przewidzenia, tak samo jak dyskomfort nawigowania takim statkiem po mieście (choć tutaj bardzo przydają się dwie przednie kamery i system kamer 360 stopni). Niektóre plastiki (np. te przy przyciskach od okien) mogłyby też po prostu wyglądać ładniej. Cyfrowe zegary natomiast wyglądają świetnie, ale już cyfrowe wskaźniki np. paliwa są wkomponowane w nie-cyfrową ramkę, co prezentuje się przeciętnie.

Zrozumiałem też, dlaczego kierowcy BMW niezbyt często dziękują za wpuszczenie do kolejki na drodze – przycisk świateł awaryjnych jakoś zawsze był kawałek poza zasięgiem moich palców, mimo że reszta przełączników była pod ręką.

Meh…

Szkoda też, że 6-tka nie załapała się na Android Auto i CarPlaya. iDrive w obecnej na pokładzie wersji jest wprawdzie jednym z najlepszych systemów na rynku, a dotykowa powierzchnia touchpada i świetny, kolorowy HUD wystarcza w kwestii gadżeciarstwa, ale do współpracy z telefonem i tak najlepsze będą systemy od producentów telefonów. Koniec i kropka. Cieszy natomiast to, że duży ekran nawigacji nadal wygląda dobrze.

Zabrakło też – z racji wieku – systemów częściowo zautomatyzowanej jazdy obecnych chociażby w nowej generacji serii 5. Nie mogę jednak z czystym sumieniem napisać, że mi tego brakowało – wręcz przeciwnie, nawet z tempomatu nie skorzystałem ani razu. Aż żal byłoby oddawać kontrolę nad takim samochodem komputerowi.

Swoją drogą, BMW 6 Grand Coupe trafiło do nas w dość ciekawych okolicznościach. Podczas jednego z ostatnich wyjazdów otrzymałem prosty wybór – mogę z Warszawy do Wrocławia wracać albo samolotem, na który musiałbym kilka godzin poczekać, albo mogę wrócić 6-tką.

Wybrałem wtedy 6-tkę i w domu byłem dużo wcześniej, niż gdybym leciał samolotem. I gdybym jeszcze kiedykolwiek stanął przed takim właśnie wyborem – lecieć samolotem czy jechać 6 Grand Coupe, niezależnie jak daleko, nie wahałbym się ani chwili.

Samolot z 6 Grand Coupe nie ma żadnych szans.

Advertisement