To medialny transfer roku. Spotify za 100 mln dol. kupił sobie Joe Rogana na wyłączność

Artykuł/Technologie 20.05.2020
To medialny transfer roku. Spotify za 100 mln dol. kupił sobie Joe Rogana na wyłączność

To medialny transfer roku. Spotify za 100 mln dol. kupił sobie Joe Rogana na wyłączność

Największa gwiazda światowego podcastingu przenosi się do Spotify. To genialny ruch biznesowy, ale przy okazji srogi kopniak w tyłek dla fanów.

100 mln. dol. Na taką kwotę opiewa kontrakt, w myśl którego najpopularniejszy podcast świata trafi 1 września na Spotify, a od 1 stycznia 2021 r. będzie dostępny wyłącznie tam przez co najmniej kilka lat.

Joe Rogana można nie lubić. Można się z nim nie zgadzać, zwłaszcza w kwestiach pro-ekologicznych, takich jak podejście do polowania czy weganizmu. Nie sposób jednak odmówić komikowi i komentatorowi UFC, że zbudował niesamowite imperium medialne, choć nie stoi za nim żadna wielka grupa wydawnicza.

Podcast Joe Rogan Experience jest słuchany co miesiąc przez ok. 190 mln ludzi z całego świata. Kanał PowerfulJRE na YouTubie, gdzie Rogan wrzuca odcinki podcastów w całości w formie wideo, subskrybuje blisko 8,5 mln ludzi, zaś kanał z urywkami z podcastu, JRE Clips, prawie 4,5 mln ludzi.

Rogan to niekwestionowany król świata podcastingu

Na przestrzeni ostatnich 10 lat przepytał znane i mniej znane postaci z bodajże każdego kręgu zainteresowań pod słońcem. To u niego „trawkę” zapalił na wizji Elon Musk, to u niego Robert Downey Jr. opowiadał o życiu po Avengersach. U Rogana pojawiali się kandydaci na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Był tam Edward Snowden. Był Neil deGrasse Tyson, James Hetfield czy Mike Tyson.

W chwili pisania tego tekstu na kanale Joe Rogana i w platformach agregujących podcasty można przesłuchać 1476 odcinków, nierzadko długich na 3-4 godziny. Rogan może sprawiać wrażenie buca, ale prowadząc rozmowy z gośćmi z przeróżnych ścieżek życia potrafi jednocześnie z kulturą chłonąć, co mają do powiedzenia, jak i zadawać celne pytania. W pełni zasłużył na dzisiejszą popularność i status.

Joe Rogan na Spotify na wyłączność – świetny biznes, wielka strata

Gdybym miał przyrównać posunięcie Spotify do innego transferu w cyfrowym świecie, mogę przytoczyć chyba tylko przejście streamera Ninja na platformę Mixer, należącą do Microsoftu. Święcący tryumfy na Twitchu gracz przeszedł do niepopularnej, rozwijającej się dopiero platformy i zainkasował za to – nieoficjalnie – między 20 a 30 mln dol.

Efekt transferu Tylera „Ninja” Blevinsa był natychmiastowy: Mixer momentalnie zaczął przyciągać fanów streamera, a za nim także inne gwiazdy.

Na ten sam efekt liczy zapewne Spotify, która to platforma od chwili udostępnienia podcastów musi stale walczyć o uwagę z platformą Apple’a i Google’a, nie mówiąc już o innych miejscach, gdzie można posłuchać podcastów.

Ściągając do siebie Joe Rogana Spotify ma nadzieję przyciągnąć większość aktywnych słuchaczy Joe Rogan Experience, a przypomnijmy, mówimy o grupie prawie 200 mln ludzi miesięcznie. Przejście tak dużego gracza do Spotify może też przekonać innych podcasterów i sieci partnerskie, że warto być obecnym na tej platformie.

Niestety biznesowy geniusz Spotify to także solidny kopniak w tyłek dla fanów Joe Rogana, który przez wiele lat wielokrotnie podkreślał, że jego podcast ma być dostępny dla wszystkich, na każdej platformie, bezkosztowo.

Sądząc po komentarzach pod wideo informującym o transferze, fani podzielili się na dwa obozy: jedni uważają, że Rogan zdradził ich zaufanie, zaś inni, że po 10 latach udostępniania audycji wszędzie i za darmo w pełni należy mu się tak znacząca kompensacja.

Osobiście jestem gdzieś pośrodku tych dwóch argumentów. Z jednej strony fani mają prawo czuć się zawiedzeni, ale z drugiej… taka okazja nie zdarza się codziennie, więc nie dziwię się, iż Rogan z niej skorzystał.

Martwi mnie tylko, że wraz z wyłącznością dla Spotify znikną odcinki w formacie wideo, udostępniane w całości na YouTubie. Bardzo często można było w nich zobaczyć dodatkowe zdjęcia, grafiki i ilustracje do tematów, które Joe omawiał z gośćmi. Od stycznia na YouTubie udostępniane będą jedynie urywki, zaś pełne odcinki będą dostępne wyłącznie na Spotify, wyłącznie w formacie audio.

Wojna na wyłączności zamienia nowe media w stare media

Zdaję sobie sprawę, że z biznesowego punktu widzenia taka wyłączność jest bardzo korzystna dla rozwoju platformy. Przyjrzyjmy się tylko, w jaki sposób rywalizują ze sobą serwisy VOD – walka nie toczy się o to, kto będzie miał najbogatszy katalog, tylko kto będzie miał w tym katalogu najmocniejsze pozycje i najlepsze treści oryginalne.

Tak samo od lat rywalizują ze sobą zresztą stare media, szczególnie stacje telewizyjne. Fox wygrywa, mając w garści Archiwum X. TVP wygrywa, mając w garści Koronę Królów. National Geographic zmiata rywali doskonałą selekcją dokumentów. I tak dalej, i tak dalej.

Szkoda tylko, że ta „wojna na exclusive’y” zawsze uderza rykosztem w odbiorców, którzy muszą ciągle wybierać, na którą platformę się decydować.

Pięknem medium takiego jak podcasty jest to, że wybierać nie trzeba. Każdy może słuchać audycji tak, jak tego chce i gdzie tego chce, a twórca nie ponosi z tego tytułu żadnych strat.

Ograniczenie dostępu do audycji do jednej platformy nie ma nic wspólnego z pięknem i dostępnością. To wyrachowana zagrywka, mająca na celu zwiększenie liczby aktywnych użytkowników i – w następstwie – płacących subskrybentów.

Jeśli ktoś, dajmy na to, korzysta dziś z Apple Music i Podcastów Apple’a i jest wielkim fanem Joe Rogan Experience, to od nowego roku – chcąc nie chcąc – będzie musiał zacząć korzystać z platformy, której do tej pory do niczego nie potrzebował.

I kto wie? Może za kilka lat, gdy deal ze Spotify dobiegnie końca, taka sytuacja będzie miała miejsce w drugą stronę? Rogan przeniesie się na platformę Apple’a, a słuchacze znów będą musieli zmienić przyzwyczajenia.

Szkoda. Gdy Internet jeszcze raczkował i zaczynały się w nim pojawiać pierwsze treści, jego największą siłą i mocą była dostępność wszystkiego dla wszystkich. Brak skostniałych reguł starych mediów.

Dziś okazuje się, że na dłuższą metę tak się nie da. Biznes jest biznes. Kto nie walczy, już przegrał.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider’s Web w Google News.

Dołącz do dyskusji