Polka uruchomiła platformę zDziecmi.pl, żeby rodzice mogli pracować. Korpo ustawia się w kolejce

Artykuł/Biznes 13.05.2020
Polka uruchomiła platformę zDziecmi.pl, żeby rodzice mogli pracować. Korpo ustawia się w kolejce

Polka uruchomiła platformę zDziecmi.pl, żeby rodzice mogli pracować. Korpo ustawia się w kolejce

„Dzwoniłam do różnych ludzi i pytałam – może potrzebujecie nowych komputerów albo dodatkowego ubezpieczenia. Wszyscy mówili: najgorszy problem jest z dziećmi, bo jak pracować, jak dziecko ci nad głową jęczy” – mówi nam Victoria Iwanowska, która miała dobrze prosperujące biuro podróży i agencję eventową. Jej biznes został jednak zatrzymany przez pandemię. Iwanowska błyskawicznie zareagowała na kryzys i dzisiaj jej firma – za pomocą platformy zDziecmi.pl – zajmuje się dziećmi pracowników banków, firm ubezpieczeniowych i dużych korporacji.

Do 12 marca prowadziłam nieźle prosperującą agencję eventową oraz biuro podróży. W tym roku, za miesiąc, mieliśmy obchodzić osiemnastkę ich istnienia – opowiada Spider’s Web Victoria Iwanowska, CEO firmy Vi. Osiemnastka się nie odbyła, zamiast tego przyszła pandemia, której fatalne skutki branża eventowa i turystyczna odczuły niemal natychmiast.

Victoria Iwanowska - założycielka platformy zDziecmi.pl
Victoria Iwanowska, CEO Vi, założycielka platformy zDziecmi.pl

Matylda Grodecka: Kiedy rozpoznała pani nadciągające zagrożenie?

Victoria Iwanowska, CEO Vi: Pierwsze dwa miesiące tego roku były bardzo obiecujące, szykowaliśmy się wręcz na najlepszy rok do tej pory, ale nagle zaczęły do nas docierać z dalekich krain informacje o koronawirusie. Jako eventowiec zawsze robię plany B, C i D i zastanawiam się, co może się wydarzyć najgorszego. Zaczęłam oglądać zagraniczne media. Śledziłam non-stop w internecie rozwój sytuacji – czytałam amerykańskie portale w nocy, europejskie w dzień. Z każdym dniem sytuacja malowała się w coraz czarniejszych barwach.

Kiedy zaczęła pani działać?

12 marca zebrałam swoich ludzi i powiedziałam im, żeby zabrali ze sobą do domu laptopy i niezbędne dokumenty, bo być może będziemy musieli pracować zdalnie i chcę, żeby byli na to przygotowani. Klienci i część pracowników cały czas jeszcze rozmawiała o jakimś wygranym przetargu, podpisywanych umowach, sukcesach, które należało świętować – większość świata jeszcze żyła tym, że wirus niby jest, ale to tylko chwilowe. Ja miałam już świadomość tego, że tak nie będzie. 13 marca, w piątek, żeby dodać sprawie dramaturgii, powiedziałam ludziom – słuchajcie, prawdopodobnie będziemy sprzedawać coś innego. Oczywiście zapytali co, a ja przyznałam, że jeszcze nie wiem, ale obiecałam, że odpowiem na to pytanie po weekendzie.

Przez weekend zaczęłam się zastanawiać, co by tu zrobić. Dzwoniłam do różnych ludzi i szukałam nowych możliwości. Pytałam – może potrzebujecie nowych komputerów, może dodatkowego ubezpieczenia, może pomocy w przeprowadzce. Ktoś przy okazji rzucił – z tymi komputerami to my sobie poradzimy, ale najgorszy problem jest z dziećmi, bo jak pracować, jak dziecko ci nad głową jęczy, a ty musisz się skupić na robocie. Tak powiedziała jedna osoba, potem druga – rozmawiałam z właścicielami firm, prezesami korporacji i pracownikami, wątek dzieci pojawiał się wszędzie. Stwierdziłam, OK, jeśli to jest największy problem, to trzeba go rozwiązać.

Nie bała się pani, że to zupełnie co innego niż wasza dotychczasowa działalność?

W ramach eventów i pikników organizowaliśmy też zajęcia dla dzieci, więc na tym polu mieliśmy doświadczenie. Wprawdzie nie organizowaliśmy zajęć w internecie, ale w sieci umiemy robić inne rzeczy. Połączyłam jedno z drugim. Taki szalony plan powstał w weekend.

W poniedziałek, na spotkaniu online naszego zespołu, ogłosiłam to wszystkim, poprosiłam o zaufanie i o wdrożenie projektu. W środę mieliśmy już pierwszego dużego klienta.

Co konkretnie oferujecie?

Pomoc zapracowanym rodzicom. Najpierw mieliśmy tylko odrabianie lekcji, a potem okazało się, że uczniowie chcą też pogadać i dlatego zrobiliśmy kanały tematyczne, w ramach których dzieci łączą się ze sobą w obrębie swoich zainteresowań i rozmawiają ze sobą i z prowadzącym. W Escape Roomie wspólnie rozwiązują zagadki, w pokoju o piłce nożnej rozmawiają o ciekawostkach związanych z różnymi piłkarzami, w szachowym uczą się gry. Do pięćdziesięciu dzieci może wejść na raz na nasz czat i powiedzieć, że potrzebuje pomocy z takiego czy innego przedmiotu. Dzieci są wtedy odprowadzane do prywatnego pokoju, w którym czeka już na nich nauczyciel. Jak w szkole.

Widziałam, że w ofercie macie też nianię, jak taka usługa wygląda?

Bardzo podobnie do zwykłej niani. Gdy przychodzi do domu opiekunka do dzieci, to siada z dzieckiem, czytają razem książeczkę, rysują. U nas jest dokładnie tak samo. Różnica polega na tym, że rodzic odpala nianię dziecku w komputerze.

Trudno było przekonać do pomysłu klientów?

Powiedzieliśmy klientom otwarcie, że nigdy wcześniej tego nie robiliśmy. Ja powiedziałam, że w ten projekt wierzę. Że on się uda, choć z pewnością będą też rzeczy, które nie wyjdą, bo dopiero się tego uczymy. Jeśli klient jest gotów uczyć się razem z nami, to my zapraszamy. Pojawiły się pierwsze odważne firmy. Kolejni przybyli, gdy już zobaczyli wystawione nam referencje i dostali potwierdzenie, że to działa i to działa świetnie.

Kim są wasi klienci?

Wśród naszych klientów są dwa banki, trzy firmy ubezpieczeniowe w tym Nationale-Nederlanden, są duże korporacje, jak Grupa Żywiec. Mój szalony pomysł, żeby przenieść to wszystko do internetu, wypalił. W ciągu 48 godzin powstała oferta na zajęcia online zDziecmi.pl, którą natychmiast wdrożyliśmy.

Naszym atutem było to, że byliśmy pierwsi i mamy doświadczenie we wdrożeniach technologicznych, więc bardzo szybko byliśmy w stanie napisać oprogramowanie do odrabiania lekcji, czat dla uczniów i programy do zapisów na zajęcia. Teraz korporacja, która ma 20 tys. pracowników, musi wysłać do nich tylko jednego maila, a oni u nas na stronie zalogują się i dostaną wszelkie informacje, instrukcje, film instruktażowy, a jeśli będą tego potrzebować, telefon do infolinii technicznej. Pracownicy mogą się skupić, dzieciaki mają fajne zajęcia, a firma ma pracowników do dyspozycji.

Ale wasza oferta nie jest tylko kierowana do korporacji i dużych firm

Nie, osoby, które słyszały o naszym pomyśle, namawiały nas, żebyśmy zrobili także wersję dla klientów indywidualnych. Tłumaczyliśmy, że to się nie opłaca, ale oni nalegali, więc zrobiliśmy to. Nie bardzo jest to dochodowe, ale mamy poczucie, że ci ludzie po prostu tego potrzebują, a my tę pomoc dajemy.

Z jednej strony stoję twardo w biznesie, z drugiej uważam, że należy robić rzeczy pro bono. Ci, którzy są bogaci, dają pieniądze, my jesteśmy trochę mniej bogaci, więc dajemy swój czas, swoje zaangażowanie i swoje pomysły.

Jak duże muszą być dzieci, żeby brać udział w zajęciach?

Mogą być to nawet trzylatki, choć my mówimy bardzo otwarcie, że one przyjdą na 15 minut, potem pójdą, a potem znów przyjdą. Na początku wahaliśmy się, czy to etyczne wprowadzać zajęcia poniżej 5 roku życia, jeżeli te dzieci usiedzą tylko kwadrans, ale rodzice nas przekonali, mówiąc, że 15 minut to z ich perspektywy czas, w którym mogą zrobić już coś konkretnego. Stwierdziliśmy, że jeśli i dzieci i rodzice są szczęśliwi, to warto.

A jaka jest górna granica?

15 lat, czyli końcówka podstawówki, ale mamy informacje, że potrzebne są także zajęcia dla starszych nastolatków. Mamy więc takie plany, ale najpierw musimy jeszcze bardziej zająć się młodszymi. Teraz rozszerzyliśmy ofertę dla klientów indywidulanych i wprowadzamy dodatkowe zajęcia na wyłączność, w tym szachy, zajęcia komputerowe itd.

Teraz, gdy przedszkola zaczynają się otwierać, nie boi się Pani, że klienci znikną?

Wielu rodziców nie chce jeszcze posyłać dzieci do przedszkola.

Jeszcze nie, ale za miesiąc mogą już zacząć.

Mam pełną świadomość tego, że za miesiąc część naszych usług już nie będzie istniała, dlatego rozwijamy te, które będą nadal potrzebne. Idziemy jeszcze bardziej w rozwój korepetycji, bo o ile po uruchomieniu szkół, firmy nie będą wykupywały już pokojów z odrabianiem lekcji na wyłączność, to usługa korepetycji nadal będzie potrzebna, tak samo jak zajęcia tematyczne. Te przydadzą się także w trakcie wakacji, ponieważ w tym roku wiele obozów się nie odbędzie. Aby dzieciaki się nie nudziły, zgodnie z prośbami szykujemy na wakacje obozy tematyczne online.

A co dalej?

Mam już plan na to, co będziemy robili do końca roku, zanim nasz stary biznes będzie ponownie rentowny. Mamy dalsze plany rozwoju platformy zDziecmi.pl na rynku edukacyjnym. Jej częścią będzie aplikacja, której prototyp wygrał nagrodę w hackathonie przeprowadzonym już w trakcie pandemii. Doceniono nie tylko merytoryczną pomoc, jaką oferuje platforma, ale też fakt, że dziecko może za jej pośrednictwem porozmawiać ze wspierającą osobą w tym trudnym czasie. W dalszej perspektywie planujemy jej rozwój, co umożliwi płatne korepetycje z wybranym nauczycielem, jej zaletą będzie możliwość skorzystania z korepetycji online w modelu „na żądanie”, od ręki.

Liczymy, że to da nam przychody w kolejnych miesiącach, zanim ponownie ruszy sprzedaż w biurze podróży i agencji Vi.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider’s Web w Google News.

Dołącz do dyskusji