5G jeszcze dobrze nie ruszyło, a już jest bałagan. Czym się różni 5Ge od 5G i 5G+?

Artykuł/Technologie 22.05.2020
5G jeszcze dobrze nie ruszyło, a już jest bałagan. Czym się różni 5Ge od 5G i 5G+?

5G jeszcze dobrze nie ruszyło, a już jest bałagan. Czym się różni 5Ge od 5G i 5G+?

Amerykański gigant telekomunikacyjny AT&T rezygnuje z oznaczenia „5G E”, które wprowadzało klientów w błąd. Tymczasem Google zapowiada wprowadzenie tego nazewnictwa do Androida 11.

Sieć 5G sama z siebie budzi potężne emocje, ale oliwy do ognia dolewają sami operatorzy. Pojawiają się oznaczenia, które wprowadzają użytkowników w błąd. Tym samym podziały tworzą się nawet wśród entuzjastów sieci 5G.

Sieć 5G jest dostępna w Polsce dopiero od niedawna, choć może się wydawać inaczej.

Plus jest pierwszym operatorem, który uruchomił w Polsce ogólnodostępną sieć 5G. Sieć ruszyła w maju tego roku, dosłownie kilkanaście dni temu. Obecnie jest ona dostępna dla nielicznych, bo działa tylko w siedmiu miastach, a do tego wymaga korzystania ze sprzętu obsługującego łączność 5G. Smartfony i routery 5G nadal są rzadkością na rynku, ale z czasem będzie się to zmieniać.

Sieć 5G wymaga unowocześnienia obecnej infrastruktury, a do tego dalszej rozbudowy, bowiem maszty będą musiały stać gęściej. To kolejny czynnik który sprawia, że do rozpowszechnienia standardu 5G jest jeszcze długa droga.

Mimo to nie ma wątpliwości, że technologia 5G jest przyszłością, a pierwszy duży krok w kierunku popularyzacji tej sieci został już zrobiony. Wielu użytkowników uważa jednak, że 5G istniało w Polsce wcześniej.

Operatorzy kuszą hasłami 5G Ready i 5Ge. Tylko co to właściwie znaczy?

Jakiś czas temu szerokim echem odbiła się kampania operatora Play, który promował swoje rozwiazanie o nazwie „5G Ready”. Była to de facto sieć LTE-A, która została przygotowana pod nadejście technologii 5G w przyszłości. Ten standard nie miał więc nic wspólnego z obecnością sieci 5G.

„5G Ready” nie jest jedynym zapisem, który mógł wprowadzać klientów w błąd. Niedawno dowiedzieliśmy się, że nadchodzący Android 11 będzie stosował nazwę „5G E”, która również ma niewiele wspólnego z faktycznym standardem 5G. Dopisek „E” otrzymają sieci LTE, które będą wykorzystywać agregację kilku różnych pasm.

Android 11 będzie wykorzystywał aż pięć oznaczeń dla dwóch generacji sieci. Są to: LTE, LTE+, 5G E, 5G oraz 5G+. W istocie różnica między LTE+ a 5G E będzie praktycznie niezauważalna.

Tym samym historia zatacza koło. W 2010 r. również byliśmy świadkami naginania nazewnictwa, kiedy to sieci 3G HSPA+ były określane mianem „4G”, oczywiście mocno na wyrost.

Nie ma zgody na „5G E” w Stanach Zjednoczonych.

Oznaczenie „5G E” zaczęło się pojawiać już pod koniec ubiegłego roku, początkowo w amerykańskiej sieci AT&T. Odbiło się to szerokim echem, ponieważ operator określał w ten sposób istniejącą sieć 4G. Dopisek „E” oznaczał w tym wypadku „Evolution”.

AT&T porzuci stosowanie nazwy „5G E”. Taka decyzja zapadła na skutek nacisku organizacji Better Business Bureau monitorującej rynek reklamowy. Organizacja zrzesza 106 podmiotów w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Według Better Business Bureau, AT&T wprowadza swoich klientów w błąd. Operator nie zgadza się z taką opinią, ale mimo to postanawia porzucić stosowanie takiego nazewnictwa.

Skoro operator się ugina, dlaczego Google chce wspierać dezinformację?

W świetle ostatnich wydarzeń związanych z AT&T, decyzja Google’a o wprowadzeniu do Androida 11 oznaczenia „5G E” wygląda wyjątkowo niefortunnie. Do premiery nowego systemu zostały już tylko dwa tygodnie, ale trafi on na smartfony użytkowników dopiero w trzecim kwartale 2020 r. Mam nadzieję, że do tego czasu Google wycofa się z nazewnictwa, które wprowadza klientów w błąd.

Sieć 5G ma wystarczająco dużo własnych problemów. Z jednej strony mamy środowiska pseudonaukowe, które boją się nowych technologii. Z drugiej mamy przeszkody i wyzwania techniczne. Dokładanie do tego mylącego nazewnictwa nie jest nikomu potrzebne.

Dołącz do dyskusji