Byłem w sklepie. Ludzie wkładali co popadnie do ust, kichali i wycierali smarki w wózek

Felieton/Koronawirus 01.04.2020
Byłem w sklepie. Ludzie wkładali co popadnie do ust, kichali i wycierali smarki w wózek

Byłem w sklepie. Ludzie wkładali co popadnie do ust, kichali i wycierali smarki w wózek

Nadszedł ten moment, że na obiad można było zrobić już tylko makaron z ryżem, a w ramach kwarantannowej rozrywki zbudować igloo z rolek papieru toaletowego. To oznaczało, że trzeba pojechać na zakupy.

W akcie desperacji chciałem zrobić zakupy w sklepie osiedlowym, ale kolejka do niego kończyła się niemal pod drzwiami mojego mieszkania. A mieszkam na trzecim piętrze. Dlatego pojechałem sobie do Lidla, bo to największy sklep w miarę blisko mnie.

Opowiem wam, co tam widziałem

Pierwszym, na co zwróciłem uwagę, był fakt, że pod sklepem zaparkowano niewiele samochodów. Zinterpretowałem to jako potwierdzenie, że ludzie rzeczywiście zostali w domu, a do sklepu wychodzą tylko wtedy, gdy jest to konieczne. Zakupy zdecydowanie przestały być rozrywką i czymś, co Polacy robią dla zabicia czasu.

Drugim spostrzeżeniem było odkrycie, że niemal wszyscy klienci korzystają z rękawiczek. A byłem w sklepie jeszcze zanim wprowadzono obowiązek robienia zakupów w rękawiczkach. Część klientów korzystała z darmowych rękawiczek, o których dostępność zadbał sklep, ale na moje oko blisko połowa klientów przyszła z własnymi rękawiczkami.

Trzecim zjawiskiem, na jakie zwróciłem uwagę, była zwiększona popularność masek zasłaniających nos i usta. Myślę, że co czwarty klient był w maseczce, a parę osób zakrywało twarz szalikami lub czymś podobnym.

To były te dość pozytywne obserwacje. Jednak po tym, jak spędziłem w sklepie trochę więcej czasu, zobaczyłem rzeczy, przez które miałem ochotę złapać się za głowę. I zrobiłbym to, gdyby nie zakaz dotykania twarzy.

Trzej sklepowi jeźdźcy apokalipsy

Pierwszy raz zatęskniłem za facepalmem, gdy zobaczyłem jegomościa w różowych rękawiczkach. Takich do zmywania. Trzymał przez nie listę zakupów zrobioną na kartce. Gdy podszedł do sekcji z pomidorami, zaczął pakować je do woreczka. Lista zakupów bardzo mu jednak przeszkadzała, więc wsadził ją sobie do ust. W ten sposób uwolnił ręce i jednocześnie cały syf z rękawiczek i kartki wprowadził prosto do buzi. Niezły agent.

Następnie zwróciłem uwagę na parę. Ona miała rękawiczki i kolorową maseczkę na twarzy. Taką w kwiatki. On miał tylko rękawiczki. Gdy się do nich zbliżałem, on kichnął w dłoń, przetarł oplutą i osmarkaną twarz rękawiczką, po czym chwycił nią za wózek. No grubo. Udałem, że tego nie widziałem i ustawiłem się w kolejce do kasy. Zachowując 2 m odległości oczywiście.

Po wyjściu ze sklepu pakowałem zakupy do bagażnika. Zauważyłem wtedy, że wyszła również kobieta, która miała założone rękawiczki. Dotykała nimi produktów, wózka, itd. Odwiązała pieska, wyciągnęła papierosy, wymacała jednego i włożyła sobie do ust. Pomyślałem tylko jprdl i odjechałem.

Najbardziej szokujący w tym wszystkim jest fakt, że te trzy osoby, które przyłapałem na robieniu głupot podczas moich szybkich zakupów, były przygotowane do wyjścia do sklepu przez zaopatrzenie się we własne rękawiczki. Można pomysleć, że były wręcz zapobiegliwe, przewrażliwione i rozsądne.

Rozczarowanie.

Dołącz do dyskusji

Advertisement