Mniej makabrycznego gore, więcej wybuchów i cudowna główna bohaterka. Resident Evil 3 – recenzja

Recenzja/Gry 31.03.2020
Mniej makabrycznego gore, więcej wybuchów i cudowna główna bohaterka. Resident Evil 3 – recenzja

Mniej makabrycznego gore, więcej wybuchów i cudowna główna bohaterka. Resident Evil 3 – recenzja

Resident Evil 3 nie zbiera tak dobrych recenzji jak Resident Evil 2. Nie dziwi mnie to, ponieważ gra jest odczuwalnie krótsza i prostsza strukturalnie. Nie mam za to żadnych wątpliwości, że wciąż mówimy o świetnej produkcji, która nie zasługuje na tak negatywną prasę. Będę adwokatem diabła.

Spada embargo na recenzje. Chwilę później dostaję wiadomość od znajomego: – Czyli jednak nie kupuję RE3 na premierę. Poczekam na jakieś promocje. – chociaż doskonale rozumiem podejście kolegi widzącego te wszystkie 7/10 w zachodniej prasie, poczułem ukłucie niesprawiedliwości. Sam również mam już za sobą kampanię Resident Evil 3 i nie uważam, aby tytuł zasługiwał na zaledwie dobre oceny.

Mam wrażenie, że część recenzentów zapomniała, jak wyglądało kultowe Resident Evil 3.

Klasyk survival horroru powstawał w rekordowym tempie, na fali popularności RE2. Capcom planował zarobić na sukcesie kapitalnej Dwójki, jednocześnie chcąc wydać nowy tytuł przed premierą PlayStation 2. W ten sposób pełnoprawna kontynuacja została skasowana, a odpowiedzialny za nią zespół rozpoczął prace nad RE4. W tym samym czasie tworzony przez zaledwie 20 osób spin-off RE2 został ochrzczony jako RE3.

To była gonitwa. Główny scenarzysta nie miał pojęcia o historii uniwersum, dlatego fabułę pisał, grając jednocześnie w Resident Evil 2. Trójka dostała tylko jedną bohaterkę, w porównaniu do dwóch protagonistów z poprzedniej części. Patrząc na zaledwie jedną płytę CD w pudełku z Nemesisem, gdy Resident Evil 2 mieściło się na dwóch krążkach i oferowało dwie kampanie (a teoretycznie nawet cztery), można było odnieść wrażenie, że coś poszło nie tak. Te wrażenie jedynie potęgował rekordowo krótki czas potrzebny na przejście Resident Evil 3.

Capcom miał gigantyczne szczęście, że w jego zespole znaleźli się tacy wizjonerzy jak Shinji Mikami oraz Kazuhiro Aoyama. To oni, zainspirowani niepowstrzymanym T-1000 z filmowego Terminatora 2, wprowadzili do gry postać Nemesisa. Bestia ścigała gracza, łamiąc wszelkie zasady wcześniejszych produkcji: wykazywała inteligencję, otwierała drzwi, potrafiła biegać, a nawet korzystała z broni palnej. Nemesis w połączeniu z pięknymi tłami 2D ukazującymi Raccoon City robił tę grę. Dzięki bestii wielu fanów wybaczyło krótki czas potrzebny na przejście RE3, kiepskie zagadki i średnio udany mechanizm uniku.

Nowe Resident Evil 3 również powstawało jako dodatek. Później zamieniło się w pełną grę.

Jednak tym razem Nemesis nie dokonał cudu. Nie pociągnął całego tytułu, zdobywając zlęknione serca graczy. Monstrum zostało świetnie wykreowane i kapitalnie przedstawione, co do tego nie mam wątpliwości. Jednak gdy Nemmy pojawiał się na scenie, ani na moment nie czułem strachu bądź przerażenia. Prędzej ciekawość. Już ciężko stąpający Tyrant X z posterunku policji w Resident Evil 2 bardziej podnosił mi ciśnienie.

Chciałbym, żeby to dobrze wybrzmiało: Nemesis wciąż jest główną atrakcją podczas przedstawienia. Jednak tym razem czujemy się jak widz na bezpiecznej trybunie, podczas gdy w 1999 r. wypchnięto nas na środek sceny, rzucając prosto w objęcia lwa. Nowy Nemesis jest bezlitosny. Jest wytrzymały. Jest uparty. Jest potężny. Nie jest jednak straszny. Niestety. Co na szczęście nie zmienia faktu, że każda okazja, aby mu dowalić, okazuje się cholernie przyjemna.

Nie mogę za to wybaczyć twórcom, że nowy Nemesis stał się nieśmiertelny.

W oryginalnej produkcji odpowiednia siła ognia potrafiła permanentnie powalić bestię. Nemesis rozkładał się jak długi, a my podnosiliśmy z jego cielska elementy broni bądź przydatne narzędzia. W ten sposób Capcom nagradzał graczy, którzy woleli stanąć do nierównej walki, zamiast uciekać przed przerażającym łowcą. Nagrodą była także chwila wytchnienia i możliwość spokojnego eksplorowania lokacji, która wcześniej była rewirem polowań Nemesisa.

W nowym Resident Evil 3 z bestii wciąż wypadają przedmioty, ale Nemesisa nie można permanentnie pokonać. Zastosowano ten sam, bardzo prosty (wręcz prostacki) mechanizm, co w przypadku Resident Evil 2 i Tyranta X. Jeśli wpakujemy w monstrum odpowiednio wiele ołowiu, klęka na jedno kolano i rozpoczyna regenerację. Nie możemy mu wtedy nic zrobić, a każdy nabój wystrzelony w bezbronne cielsko będzie zmarnowany. Różnica polega na tym, że w przeciwieństwie do pana X Nemmy odpoczywa odczuwalnie dłużej.

Szkoda. Wielka szkoda. Walki z Nemesisem powinny być czymś niesamowitym. Gdyby tylko spece z Capcomu przysiedli odpowiednio długo nad tym elementem rozgrywki, mogliby stworzyć coś wyjątkowego. Niestety, producenci wykorzystali prosty mechanizm z poprzedniej odsłony, który już wtedy był krytykowany przez fanów. Zamiast go udoskonalić, deweloperzy poszli po linii najmniejszego oporu. Wybrali łatwy, szybki wariant. W ten sposób Resident Evil 3 z 2020 r. jest krokiem wstecz względem odsłony sprzed dwóch dekad.

Jestem za to absolutnie zachwycony główną bohaterką. W Jill można się zakochać.

Co prawda wzdychanie do ikon popkultury mam już dawno za sobą, ale Jill potrafi oczarować każdego. Wszystko ze względu na masę pracy, jaką Capcom włożył w animacje, mimikę oraz detale głównej bohaterki. Panna Valentine jest tak przekonująca, że mogłaby istnieć naprawdę. Sceny przerywnikowe z jej udziałem to prawdziwa uczta, z reżyserią na poziomie hollywoodzkiego filmu. Niesamowita robota. Niesamowita! Tego nie da się opowiedzieć, to trzeba doświadczyć samemu. Jill to jedna z najlepszych, najbardziej autentycznych protagonistek w całej historii gier wideo.

Inni bohaterowie również spisują się kapitalnie. Carlosa Oliveirę nie da się nie lubić. Facet z bujną czupryną i karabinem automatycznym od razu wzbudza sympatię. Do Mikhaila Victora czujemy naturalny respekt, z kolei Nikolai Zinoviev jest bardzo przekonującym typem spod ciemnej gwiazdy. Aż szkoda, że w grze nie ma częstszych interakcji między tymi postaciami. RE Engine kapitalnie uwypukla bohaterów, ich emocje oraz ich mimikę. Capcom na w rękach cudowne narzędzie do gier cRPG.

Będę też bronił przesunięcia suwaka w kierunku wybuchowej gry akcji.

Nowe Resident Evil 3 stawia na więcej walki, więcej strzelania oraz więcej zombie. Ale przecież dokładnie taki sam był oryginał sprzed lat. Tym razem mechanizm uników działa całkiem nieźle i nie tylko weterani będą z niego nagminnie korzystać. Bolą tylko te czerwone wybuchające beczki rozstawione na każdej ulicy i przy każdym sklepie. Od razu widać, którędy będzie się później przechadzał Nemesis. Trochę pogarda dla inteligencji gracza.

Po tym, jak walczyliśmy o każdy metr komisariatu policji w Resident Evil 2, bardziej otwarte, szybsze Resident Evil 3 to ciekawa zmiana. Twórcy wciskają ci do rąk karabin automatyczny i mówią: – Masz, wyżyj się. Wiemy, że wcześniej nie mogłeś. Teraz nie musisz już oszczędzać amunicji. – W niektórych rozdziałach nie pilnujesz stanu magazynka, ale nie sprawia to, że RE3 staje się łatwe. Na średnim poziomie trudności gadzi Hunter wciąż potrafi zabić jednym ciosem. Nawet wtedy, gdy gracz posiada pełen pasek życia! Przy pierwszym przejściu gry zginąłem siedem razy.

Trudno za to bronić długości gry. Resident Evil 3 to przygoda na trzy długie wieczory.

Pierwsze przejście tytułu na średnim poziomie trudności zajęło mi 7 godzin i 6 minut. Dodam, że wcale nie gnałem na złamanie karku. Wręcz przeciwnie: starałem się zajrzeć pod każdym kamień i w każde ciemne miejsce. Podczas swojej przygody zebrałem 15 na 20 figurek, zdobyłem 8 na 10 dodatkowych części do broni, a także odnalazłem i przeczytałem 53 z 56 dokumentów. Bawiłem się przy tym doskonale i szczerze mówiąc, nie poczułem, żeby gra była zbyt krótka. Dochodzimy tutaj do ciekawego zagadnienia.

Jest jakiś pierwiastek prawdy w tym, że im człowiek starszy, tym chce krótszych gier. Dla mnie kampania w RE3 była w sam raz. Doskonale rozumiem jednak tych, którzy nie chcą zapłacić ponad 200 zł za przygodę dla jednego gracza rozpisaną na siedem godzin. Dlatego nie mam żadnego zamiaru przekonywać was, że trzeba biec do sklepu i kupować grę Capcomu już tutaj i teraz. Chcę jednak, abyście wiedzieli, iż Resident Evil 3 to cholernie dobra gra. O wiele lepsza, niż rysuje to wielu zachodnich dziennikarzy.

Największe zalety:

  • Bardzo mocny, ciekawy, intrygujący początek
  • Więcej akcji, więcej walki to dobra odmiana
  • Kapitalne nawiązania do remake Resident Evil 2
  • Więcej Umbrelli, spisków i geopolityki
  • Jill <3
  • Carlos <3

Największe wady:

  • Nemesis fascynuje, ale nie straszy
  • Bestii nie można pokonać, lenistwo deweloperów
  • Sieciowe Resident Evil Resistance jest okropne
  • Mniej gore, grzeczniejsze i bardziej wygładzone niż RE2

Te 7 na 10 można sobie włożyć w paszczę Nemesisa.

Dołącz do dyskusji

Advertisement