Nauczyciele udają, że ogarniają e-szkołę. Uczniowie są zawaleni robotą. Psycholog patrzy na to z przerażeniem

Artykuł/Koronawirus 26.03.2020
Nauczyciele udają, że ogarniają e-szkołę. Uczniowie są zawaleni robotą. Psycholog patrzy na to z przerażeniem

Nauczyciele udają, że ogarniają e-szkołę. Uczniowie są zawaleni robotą. Psycholog patrzy na to z przerażeniem

Mamy dość! Nauka i kontakt z nauczycielami przez Internet od 8 do 23? Sto zadań pracy domowej („żebyście się nie nudzili”) z dnia na dzień? Przez Internet? Frustrujące i chaotyczne próby organizowania wideoczatów? To nie jest normalna nauka. Nie jesteśmy robotami – apelują uczniowie po tygodniu nauczania zdalnego.

Apel uczennicy: „nie mam na nic czasu”

Otrzymaliśmy maila od uczennicy 3 klasy technikum, który przytaczamy za zgodą autorki:

Piszę z bezradności. Chcę zawiadomić o tragicznej sytuacji uczniów w kraju i nakłonić osoby odpowiedzialne za to do  zmiany.

Obecnie uczęszczam do 3 klasy technikum. W mediach przez dwa tygodnie pisano, że nauczyciele mają nas jedynie zachęcać do nauki i wysyłać materiały do powtórki. Prawda była zupełnie inna. Każdego dnia dostawaliśmy zadania domowe z krótkim terminem do wykonania. Ja i wiele moich znajomych siedzieliśmy po nocach i wstawaliśmy wcześnie rano żeby zdążyć zrobić zadanie na kolejny dzień o ustalonej godzinie. Nauczyciel potrafił zostawić w wiadomości dopisek taki jak „brak zadania = banieczka :-)”. Moja przyjaciółka musiała nagrywać filmiki z treningami dla nauczyciela w-f. Teraz w mojej szkole wprowadzono obowiązek konsultacji przez rozmowę wideo.

Ilość zadawanej pracy domowej to tylko jeden z problemów. Brak możliwości realizacji lekcji w ramach standardowego planu lekcji sprawił, że przed komputerem uczniowie spędzają teraz cały dzień. Jeden nauczyciel oczekuje obecności na wideokonferencji o 8 rano, inny odzywa się z zadaniami o godzinie 23. W ten sposób, zamknięci w domu uczniowie mają wrażenie, że cały dzień spędzają pod nadzorem nauczyciela. Zniknął ten punkt dnia, w którym szkoła się kończy i uczeń idzie do domu. To kolejny istotny czynnik stresujący (jakby już ich było mało).

Dziś o 23 nauczyciel napisał do nas, że o 8 rano zaczyna lekcje. Większość uczniów się buntuje. Sen to nasz jedyny moment odpoczynku, nie zamierzamy go skracać.

Moje życie od dwóch tygodni składa się z odrabiania zadań domowych. Nie mam czasu na nic. Nie mam czasu dla rodziny, nie mam czasu na odpoczynek, czasem nie mam czasu spokojnie zjeść. To jest jak szkoła 24/7. A przypominam, że wyjścia z domu są niemal całkowicie ograniczone. To jest dla nas, młodych ludzi, jak więzienie. Cały dzień musimy spędzać na komputerach lub telefonach bo niektórzy nie mają komputerów. Ktokolwiek kto to zaplanował nie myśli logicznie. Nie ma zielonego pojęcia, jak to wpływa na psychikę, a nawet stan fizyczny. Od tygodnia bez przerwy boli mnie głowa, łzawią oczy. Moich kolegów, koleżanki tak samo.

Przyznam szczerze, że ton wypowiedzi autorki przywołuje moje niedawne doświadczenia jako rodzica uczennicy ósmej klasy, sytuacji, w której też nikt do końca nie panował ani nad realizacją materiału, ani nad przygotowaniem do tajemniczych egzaminów ósmych klas. Swój list uczennica kończy dramatycznym apelem do nauczycieli:

Apeluje by ktoś zareagował na dramat który rozgrywa się wśród uczniów. Mamy w tej chwili wiele stresu związanego z sytuacją oraz nauką i zero odpoczynku. Nie jesteśmy robotami. Jesteśmy ludźmi. Mamy swoje rodziny o które się martwimy. Moja mama jest teraz w Niemczech. Nie wiem kiedy będę mogła ją zobaczyć. Wiele osób w Polsce jest w podobnej sytuacji. Najważniejsze teraz jest to czy zdołamy przetrwać. Czy nasze rodziny będą zdrowe. A nie to by robić dziesiątki zadań każdego dnia bez chwili odpoczynku, żeby nadążyć z programem. Chcemy doprowadzić ten rok szkolny do końca, ale nie w taki sposób. Tak nie da się żyć

Zawieszenie lekcji

Od 16 marca br. oficjalnie zawieszone są zajęcia we wszystkich szkołach w Polsce. Z uwagi na rozszerzającą się pandemię zarażeń koronawirusem prowadzącym do choroby COVID-19 Ministerstwo Edukacji Narodowej podjęło decyzję o zamknięciu szkół i przejściu na nauczanie zdalne. Nigdy wcześniej polska szkoła nie interesowała się prowadzeniem zajęć z tak dużym wykorzystaniem Internetu, a teraz musiała przejść na nie niemal z dnia na dzień. Uczniowie, rodzice i nauczyciele stanęli przed zupełnie nowymi wyzwaniami.

Uczniowie potwierdzają

List naszej czytelniczki nie jest odosobnionym głosem. Z każdej strony otrzymujemy informacje o tym, co się działo w szkołach przez ostatni tydzień. Anna, uczennica 1. klasy liceum ogólnokształcącego w jednej z poznańskich szkół informuje, że ubiegły poniedziałek zaczął się mailem od matematyka, który po prostu na kolejny dzień nakazał wykonanie 60 zadań. We wtorek uczniowie dostali kolejnych 40 zadań. Pozbawieni standardowych narzędzi nauczania nauczyciele zastępują zajęcia normalnie realizowane w szkole, dziesiątkami zadań do zrealizowania w domu. Często jednak liczba zadań do samodzielnego wykonania nijak się nie ma do tego, ile zadań faktycznie uczniowie realizują w trakcie godziny lekcyjnej.

Sytuacja taka prowadzi do absurdu. Uczniowie, którzy zmuszeni są przez kwarantannę do siedzenia w domu, od rana do nocy starają się wykonać kolejne zadania domowe, aby móc je odesłać na czas.

Nauczyciele między młotem a kowadłem

O to jak wygląda sytuacja z drugiej strony pytam nauczycielkę z jednej z podpoznańskich kilkudziesięciotysięcznych miejscowości.

Pracuję uczciwie z każdą klasą zgodnie z planem, ale nie wiem, którzy uczniowie faktycznie robią to, o co ich proszę. Lekcje online to czysta fikcja, przynajmniej w dużych klasach. Z tego co wiem, żaden darmowy program nie jest w stanie tego udźwignąć. Co ważniejsze, część uczniów nie ma w domu komputerów. Część mówi, że nie ma, aby nic nie robić – przecież nikt nie pójdzie do ucznia faktycznie sprawdzić, czy nie ma komputera. Dyrekcja szkoły zostawia nauczycielom wolną rękę co do wyboru narzędzi, a to gwarantuje całkowity chaos w szkole. Próby prowadzenia lekcji na żywo póki co spełzły na niczym.

Co więcej, sami nauczyciele też odczuwają presję z góry. Nauczyciel biologii z jednego z techników opisując obecną sytuację mówi o swego rodzaju dysonansie.

Dyrekcja zwraca nauczycielom uwagę, aby nie przesadzali z materiałem, ale z drugiej strony naciska, aby wszystko dokumentować, żeby potem nikt nie powiedział, że robiliśmy za mało. Chaos informacyjny też niczemu nie służy. Otrzymujemy informację, że możemy korzystać z portalu epodreczniki.pl, ale okazuje się, że system ten nie jest zintegrowany z naszym dziennikiem, więc większość zawartych w nim opcji jest dla nas bezużyteczna. Godzinę później jako propozycję otrzymujemy instrukcję do portalu whereby.com – ale tam z kolei czat wideo ograniczony jest do 4 osób. To wygląda na szukanie rozwiązań całkowicie po omacku. Każdy próbuje coś wykombinować na własną rękę. Część nauczycieli swobodnie posługuje się komputerem, ale wielu jest takich, którzy komputer znają średnio lub słabo. Nawet jeżeli ktoś im teraz napisze instrukcję do prowadzenia lekcji przez komputer, będą mieli ogromne problemy.

Nauczyciele boją się, że robią za mało, więc zadają za dużo

Wbrew pozorom także nauczyciele są świadomi tego, jaki wpływ mają na swoich uczniów. Ze ich strony jednak sytuacja wygląda nieco inaczej. Choć doskonale zdają sobie sprawę z obciążenia swoich uczniów, to muszą także spełniać wymagania dyrekcji, kuratoriów i ministerstwa. Nauczyciele boją się o swoje posady i o to czy ktoś ich nie posądzi o to, że zrobili za mało materiału, postawili za mało ocen. Wszak z góry przychodzi polecenie powrotu do realizacji podstawy programowej, niezależnie od możliwości technicznych. I to właśnie z realizacji tego polecenia nauczyciel jest potem rozliczany.

Słyszymy też głosy od rodziców, którzy widzą, że ich dzieci są zasypywane zadaniami. W szkołach powstało jakieś błędne pojęcie uczenia zdalnego. Nauczyciele zadają za dużo z obawy o to, że ktoś na górze stwierdzi, że robią za mało. Powoli zaczyna brakować w tym wszystkim rozsądku.

Nie można udawać, że można normalnie prowadzić zajęcia jak miesiąc temu. Stan epidemii zmienił sytuację wielu uczniów, ale  też nauczycieli. Znajoma nauczycielka ma w domu teraz własne dzieci w wieku 2 i 5 lat. Opiekunki do nich nie zawoła w obecnej sytuacji, a więc zajmując się dziećmi musi obok na komputerze prowadzić lekcje z wykorzystaniem oprogramowania, którego nie zna. Jeżeli taka nauczycielka ma dzieci w wieku szkolnym, to one potrzebują komputera (każde swojego) do uczestniczenia w lekcjach, a ona potrzebuje swojego do prowadzenia lekcji w swojej klasie. Każda z tych osób powinna mieć osobny komputer i osobny pokój, aby jakoś sobie poradzić. W ilu domach jest to możliwe? Nie mówiąc już o dzieciach z obszarów wiejskich, gdzie łącza internetowe mogą być bardzo słabej jakości.

Psycholog: zostaliśmy więźniami, mamy prawo się bać

Na powyższych przykładach wyraźnie widać, że wszystkie strony zaangażowane w proces edukacji: uczniowie, rodzice i nauczyciele, znalazły się w zupełnie nowej sytuacji, którą nikt nie zarządza. Uczniowie dostają irracjonalne zadania od zdezorientowanych nauczycieli, którzy z jednej strony nie dostają żadnego wsparcia od przełożonych, przez co sami muszą wymyślić sposoby na zdalne przekazywanie wiedzy, a z drugiej muszą jednak coś robić, coś zadawać, aby nikt ich nie posądził o bezczynność. Taka sytuacja to jedna wielka kumulacja stresu na wielu różnych poziomach. O ocenę tej sytuacji poprosiłem psycholog Annę Bochenek, która od 25 lat zajmuje się pracą z dziećmi, młodzieżą i rodzicami.

Zostaliśmy „więźniami” naszych domów. Jest to coś zupełnie nowego dla dorosłych, którzy mierzą się każdego dnia ze swymi lękami, swoją złością i bezsilnością. A co dopiero mówić o dzieciach i młodzieży, które rozwojowo mają wpisane – bycie wśród rówieśników. Teraz natomiast są zamknięte w domach bez możliwości pogrania z kolegami w piłkę, bez możliwości wyjścia do kina. Siedzą i słuchają … o liczbie zarażonych….o  liczbie zgonów. Wszyscy możemy czuć się przerażeni. Wszyscy mamy prawo bać się o własne życie i życie swoich bliskich.

Bazując na swoim doświadczeniu, psycholog wyraźnie stwierdza, że w obecnej sytuacji w kraju, realizacja programu nauczania jest praktycznie niemożliwa. Obawy o zdrowie i życie, zmiana trybu nauczania, brak przygotowania nauczycieli i uczniów do nauki przez Internet, liczne problemy ze sprzętem, łączem komputerowym – to wszystko są czynniki powodujące ogrom stresu uniemożliwiającego jakąkolwiek skuteczną naukę.

Psycholog: taki stres obniża odporność

Według mnie nie ma tu miejsca na „normalną” naukę, na realizowanie podstawy programowej, nie komentując już oceniania wykonywanych zadań.  To, co się dzieje w temacie szkoły to EKSPERYMENT. Nauczyciele, poddani presji instytucji nadrzędnych (Kuratoria, MEN), prześcigają się w przesyłaniu materiału do zrealizowania. Uczniowie siedzący całymi dniami nad tymi zadaniami, albo nierealizujący materiału w ogóle (bo tacy też są). Nikt nie zastanawiał się nad sprawami technicznymi, które nie są wcale sprawą bagatelną, ani nad organizacją życia wszystkich domowników (liczba pokoi do rozdysponowania wśród członków rodziny,  liczba komputerów, rodzice zdalnie pracujący i dojeżdżający do niej, obecne w domu rodzeństwo). A już na pewno nikt się nie zastanawiał nad możliwościami wyjaśniania przez rodziców zawiłości związanych z nowymi wiadomościami z podstawy programowej. Rodzice bowiem nie są nauczycielami i nie jest to ich rolą.

Mam wrażenie, że to błędne koło spowodowane jest LĘKIEM. Wszyscy boją się konsekwencji niewykonania wyznaczonych im zadań. A długotrwały lęk zaprowadzi nas do długotrwałego stresu. Boję się myśleć, do czego doprowadzi nas ten stres, co w obecnej sytuacji może być dodatkowym czynnikiem obniżenia odporności.

Wszystkie powyższe informacje pozwalają stwierdzić to, co intuicyjnie czujemy chyba wszyscy. Obecna sytuacja nie jest normalna. Wręcz przeciwnie, to najbardziej bezprecedensowy okres w ostatnich kilku dekadach. Nie można udawać, że stres związany z niepewnością co do przyszłości naszego życia i zdrowia nie wpływa na nas wszystkich, w tym także na młodzież. Nie da się stwierdzić „epidemię zostawcie dorosłym, a sami wracajcie do nauki”. Jeżeli dorzucimy do tego przejście szkoły z budynków do Internetu, bez żadnego przygotowania, to zrozumiemy w jakiej sytuacji znaleźli się uczniowie.

Być może warto byłoby spojrzeć na sytuację realistycznie i uznać, że bez przygotowania przez Internet można zrobić naprawdę niewiele. U uczniów należy utrzymać ich obecny stan wiedzy, zorganizować trochę powtórek, zająć im czas, polecić im książki czy filmy, które w tym czasie mogą sobie obejrzeć, a realizację standardowej podstawy programowej odłożyć na czas kiedy wszystko wróci do normy.

Dołącz do dyskusji