Messenger i WhatsApp przeżywają oblężenie, ale Facebook nie cieszy się z tych gwałtownych wzrostów

News/Social media 25.03.2020
Messenger i WhatsApp przeżywają oblężenie, ale Facebook nie cieszy się z tych gwałtownych wzrostów

Messenger i WhatsApp przeżywają oblężenie, ale Facebook nie cieszy się z tych gwałtownych wzrostów

Jednym ze skutków ubocznych pandemii koronawirusa jest wzrost ruchu sieciowego. Facebook podał, jak bardzo wzrosła liczba wiadomości wysyłanych za pośrednictwem Messengera i WhatsAppa.

Kilka dni temu na apel Unii Europejskiej odpowiedzieli dostawcy platform streamingowych i wideo. Początkowo jakość wideo obniżono w Europie, ale szybko okazało się, że to nie wystarczy i podobne kroki zostały podjęte globalnie. Również Sony dostosowuje się do realiów pandemii. Tym samym zmniejsza się szybkość pobierania gier w PlayStation Network.

Facebook tłumaczy, w jakich obszarach nastąpił gwałtowny wzrost ruchu.

Przedstawiciele największego serwisu społecznościowego świata podają, że znaczna część wzrostu ruchu dotyczy usług przesyłania wiadomości. W krajach najbardziej dotkniętych przez epidemię koronawirusa liczba przesyłanych wiadomości wzrosła o 50 proc. w ciągu miesiąca. W tych obszarach wzrosła również dwukrotnie liczba połączeń głosowych i wideo realizowanych przez Messengera i WhatsAppa.

Firma uwzględnia wzrosty w kraju najbardziej dotkniętym przez wirusa, czyli we Włoszech. Użytkownicy spędzili o 70 proc. więcej czasu w aplikacjach Facebooka od momentu wybuchu kryzysu. Liczba wyświetleń na Instagramie i w relacjach na żywo na Facebooku podwoiła się w ciągu tygodnia.

Zauważyliśmy także wzrost wiadomości o ponad 50 proc., a czas połączeń grupowych (połączenia z trzema lub więcej użytkownikami) o ponad 1000 proc. w ciągu ostatniego miesiąca – informuje Facebook.

Wykres wzrostu w przypadku połączeń grupowych wygląda następująco:

Facebook przyznaje otwarcie: tego typu wzrosty nie są dobrą wiadomością serwisu.

Wydawać się może, że wzrosty ruchu, które notują media elektroniczne na całym świecie to wymarzona sytuacja. Facebook twierdzi inaczej.

Nie zarabiamy na wielu usługach, w których obserwujemy wzrost zaangażowania i obserwujemy osłabienie naszej działalności reklamowej w krajach, które podejmują agresywne działania w celu ograniczenia rozprzestrzeniania się COVID-19 – czytamy w komunikacie.

Firma jednocześnie przyznaje, że jego usługi są, co do zasady przygotowane na wzrosty ruchu, które notuje się np. w czasie olimpiady czy Sylwestra. Obecna sytuacja związana z pandemią jest jednak niespotykana. Serwis tłumaczy, że ruch jest rekordowy, a nowe rekordy notowane są prawie codziennie.

Utrzymanie stabilności podczas tych skoków jest trudniejsze niż zwykle, ponieważ większość naszych pracowników pracuje w domu – czytamy.

Co robi Facebook, by poradzić sobie z gwałtownymi wzrostami ruchu?

Uważnie monitorujemy wzorce użytkowania, zwiększając wydajność naszych systemów i pojemność zgodnie z wymaganiami. Żeby złagodzić potencjalne przeciążenie sieci w niektórych regionach tymczasowo zmniejszamy jakość filmów w serwisach Facebooka i na Instagramie. Ponadto przeprowadzamy testy i prowadzimy dalsze przygotowania, abyśmy mogli szybko reagować na wszelkie problemy, które mogą pojawić się w związku z naszymi usługami – informuje firma.

Dołącz do dyskusji