Na tym sprzęcie wirtualny świat wygląda po prostu lepiej. Recenzja monitora Asus ROG Swift PG27UQ

Recenzja/Gry 12.03.2020
Na tym sprzęcie wirtualny świat wygląda po prostu lepiej. Recenzja monitora Asus ROG Swift PG27UQ

Na tym sprzęcie wirtualny świat wygląda po prostu lepiej. Recenzja monitora Asus ROG Swift PG27UQ

Przez ostatni miesiąc pracowałem na monitorze dla graczy kosztującym blisko 9 tys. zł. Co potrafi Asus ROG Swift PG27UQ i dlaczego jego cena jest tak wysoka?

Nie robi kawy. Nie posprząta za ciebie mieszkania. Nie wstawi za ciebie prania. Sprawi jednak, że każda sekunda spędzona przy komputerze – czy to na pracy, czy na rozrywce – będzie znacznie przyjemniejsza niż zwykle.

Tak mogę podsumować mój miesiąc z monitorem Asus ROG Swift PG27UQ. Na tym sprzęcie wirtualny świat wygląda po prostu lepiej.

Asus ROG Swift PG27UQ to monitor przede wszystkim do gier.

27–calowy panel o rozdzielczości 4K (3840 x 2160 px) najwięcej ma do zaoferowania graczom. Szczególnie tym, którzy mają dostatecznie potężne pecety, by wykorzystać jego potencjał.

Panel odświeżany jest w 144 Hz (natywnie w 120 Hz) i obsługuje technologię G–Sync HDR, czyli dynamiczne dostosowywanie odświeżania do liczby klatek na sekundę przy jednoczesnej obsłudze wyświetlania HDR.

Naturalnie w ustawieniach monitora znajdziemy tryby dedykowane różnym gatunkom gier i – jak na monitor dla graczy przystało – mamy też podświetlenie podstawy, rzucające na blat biurka logo Asus ROG w różnych kolorach oraz… rzutnik u szczytu podstawki, którym możemy wyświetlać logo ROG na ścianie.

Nie sądzę, bym musiał kogokolwiek przekonywać, że ten monitor w grach spisuje się rewelacyjnie. Przyznaję jednakże, że nie było mi dane doświadczyć pełni jego potencjału, bo mogłem grać albo w 4K, albo w 144 Hz. Nie dysponuję aż tak potężnym komputerem, by obydwie te cechy połączyć.

Zarówno w jednym, jak i drugim scenariuszu monitor Asusa spisywał się fenomenalnie, jak można by było oczekiwać po sprzęcie za takie pieniądze.

Tylko… no właśnie. Czy tego samego nie można powiedzieć o monitorach ze znacznie niższej półki cenowej?

Można. Niewiele jest jednak monitorów gamingowych, które obok bajerów i udogodnień dla graczy oferują tak rewelacyjny obrazek, jak Asus ROG Swift PG27UQ.

Piękniejszy obrazek widziałem tylko na monitorach graficznych.

I też nie na wszystkich, i nie w każdej sytuacji. Są monitory, które lepiej sprawują się przy obróbce zdjeć – jak mój BenQ SW320. Ale jeśli chodzi o montaż wideo czy obróbkę grafiki do sieci – gamingowy monitor Asusa może rywalizować z najlepszymi.

Zacznijmy od tego, że Asus stosuje w tym monitorze technologię kwantowej kropki z dynamicznym ściemnianiem obszarów. Podświetlenie LED sterowane jest w aż 384 strefach, co pozwala dostrzec więcej detali w ciemnych obszarach bez utraty ogólnej jakości wyświetlanego obrazu.

Monitor wspiera też HDR. I to nie byle jaki HDR, a prawdziwy HDR, spełniając certyfikat DisplayHDR 1000. Tak, ten monitor może zaświecić z jasnością 1000 nitów, więc jeśli tylko uruchomimy na nim kompatybilną treść, lepiej podłożyć miseczkę pod gałki oczne, bo jest duża szansa, że wypłyną z oczodołów z wrażenia.

Szkoda tylko, że 1000 nitów jest szczytową wartością, a nie stałą – uniemożliwia to pracę przy tworzeniu tego typu treści HDR, gdzie najwyższa możliwa jasność monitora to podstawa.

Muszę jednak powiedzieć, że nie licząc braku „prawdziwego” HDR–u, niczego mi od strony tworzenia nie brakowało.

Asus ROG Swift PG27UQ wspiera pokrywa pełny zakres palety barw DCI–P3 i ponad 100 proc. palety sRGB, więc idealnie nadawał się do obróbki zdjęć do sieci i montażu wideo.

Jest też rewelacyjnie podświetlony. Jeśli w tym panelu występują jakiekolwiek nierównomierności, to nie są dostrzegalne gołym okiem, nawet na krawędziach.

Ponadto ten monitor ma też wbudowany czujnik oświetlenia, więc sam dostosuje jasność do warunków otoczenia.

Do kategorii „mała rzecz, a cieszy” mogę też zaliczyć zagęszczenie pikseli.

Na co dzień pracuję na monitorze o rozdzielczości 4K, ale przekątnej 32”. Kocham ten sprzęt i nie zapomnę go nigdy, ale przy tak dużej przekątnej tekst nie jest już tak ostry jak np. na wyświetlaczu laptopa.

Tutaj z kolei mamy rozdzielczość 4K UHD przy przekątnej 27”, co daje bardzo przyjemne zagęszczenie na poziomie 164 PPI. Tekst jest ostry, Windows 10 nie miał najmniejszych problemów ze skalowaniem i wszystko wygląda naprawdę przepięknie.

Od strony tego, na co patrzyłem, nie znalazłem absolutnie nic, do czego mógłbym się przyczepić. Asus ROG Swift PG27UQ to uczta dla oczu. Zarówno w grach, jak i w pracy z kolorem.

Nie oznacza to jednak, że Asus ROG Swift PG27UQ jest pozbawiony wad.

O ile od strony „obrazkowej” ten monitor jest wzorowy, tak od strony użytkowej ma dokładnie te same wady, co większość monitorów.

Przede wszystkim, jego jakość wykonania absolutnie nie przystoi cenie. Za 9–10 tys. możemy kupić monitor graficzny Eizo lub NEC–a. Monitor, który pomimo plastikowej obudowy będzie doskonale spasowany, „gęsty”, a jego podstawa będzie stawiała należyty opór przy regulacji wysokości i pochylenia.

Monitor Asusa jest… cóż, plastikowy. Zwyczajny. Gdyby nie zdobienia wytłoczone w plastiku, nie odróżniłbym go pewnie od monitorów kosztujących czterokrotnie mniej.

Tragicznie źle wypada też obsługa menu. Przyciski są ukryte z tyłu po prawej stronie monitora i za każdym razem, gdy je wciskałem, miałem wrażenie, że za chwilę coś połamię.

Są delikatne i wydają bardzo nieprzyjemne dźwięki przy naciskaniu. Samo menu również woła o pomstę do nieba; jest nielogicznie ułożone, a przeklikanie się od opcji do opcji zajmuje stanowczo zbyt dużo czasu, nie mówiąc już o odnalezieniu właściwej opcji (bite 5 minut szukałem wyłącznika podświetlenia).

Mieszane uczucia mam co do podstawki. Z jednej strony jest należycie stabilna i oferuje szeroki zakres regulacji.

Z drugiej jednak jej nietypowa konstrukcja sprawia, że monitor stoi prawie 20 cm od ściany i nie sposób go bardziej odsunąć.

Jeśli jesteśmy posiadaczami płytkiego biurka, do kompletu z monitorem trzeba będzie kupić od razu uchwyt z mocowaniem VESA, żeby zastąpić nim fabryczną podstawkę.

Ostatnim minusem, który nieco daje się we znaki, jest brak zintegrowanego zasilacza. Ten jest zewnętrzny i przypomina te, które Asus dodaje do swoich laptopów. Z perspektywy opanowania kablowego bałaganu pod biurkiem: niczego nie ułatwia. Zamiast bowiem znaleźć miejsce na sam przewód od monitora, musimy jeszcze znaleźć miejsce na sporych gabarytów zasilacz.

Pozostaje tylko jedno pytanie – dla kogo w zasadzie jest ten monitor?

I na dobrą sprawę nie mam na to pytanie dobrej odpowiedzi prócz „dla tych, których stać”.

Przy cenie wynoszącej blisko 10 tys. zł Asus ROG Swift PG27UQ nie skusi ani oszczędzających pieniądze graczy, ani wymagających grafików, chcących się czasem rozerwać przy ulubionej grze.

Jest zbyt drogi dla jednej grupy docelowej i – paradoksalnie – zbyt ubogi w funkcje dla drugiej.

Komu więc może się spodobać? Przede wszystkim graczom z zasobnym portfelem, którzy chcą mieć na biurku monitor najlepszy z najlepszych. Bo nie licząc wersji ultrawide podobnego panelu, ze świecą szukać lepszego monitora gamingowego niż Asus ROG Swift PG27UQ.

Mam jednak wrażenie, że ten monitor to bardziej pokaz siły Asusa. Demonstracja tego, co marka ROG może zaoferować graczom.

I jeśli Asus chciał tym monitorem wysłać czytelny sygnał, z pewnością się udało. Obok takiego sprzętu nie sposób przejść obojętnie.

Dołącz do dyskusji