Czym jest i jak się gra w Animal Crossing? Porównania do Harvest Moona i Stardew Valley nie są trafne

Artykuł/Gry 26.03.2020
Czym jest i jak się gra w Animal Crossing? Porównania do Harvest Moona i Stardew Valley nie są trafne

Czym jest i jak się gra w Animal Crossing? Porównania do Harvest Moona i Stardew Valley nie są trafne

Na konsoli Nintendo Switch można już grać w Animal Crossing: New Horizons. Tytuł sprzedaje się w rekordowym tempie. Grają w niego fani Nintendo, celebryci oraz świeżo upieczeni posiadacze przenośnej konsoli. O co chodzi w tym szaleństwie? Wbrew pozorom wcale nie o budowanie farmy w stylu Harvest Moona lub Stardew Valley.

Czytając o Animal Crossing w sieci, regularnie widzę porównania do Stardew Valley lub Harvest Moona. To wielki, wielki błąd mogący dać wielu osobom mylne wyobrażenie o serii. Bo chociaż w grach Nintendo również możemy zasadzić owoce i warzywa, w żadnym przypadku nie mamy do czynienia z symulatorem farmy. Czym więc jest Animal Crossing, na czym polegają gry z tej serii i gdzie tkwi ich fenomen? Śpieszę z odpowiedziami.

Najważniejszą cechą Animal Crossing jest światowy zegar.

Animal Crossing: New Horizons, jak również poprzednie odsłony serii, synchronizuje się z prawdziwymi zegarami. Gdy uruchamiamy grę, w wirtualnym świecie zawsze panuje ta sama pora dnia oraz ta sama godzina, co za oknem. Grając w dzień, cieszymy się promieniami słońca, z kolei grając w nocy, nasze działania oświetla księżyc wraz z gwiazdami. Pory dnia to jednak coś znacznie więcej niż tylko kosmetyka. Czas wyznacza bieg wydarzeń w Animal Crossing.

Przykładowo, sklepik jest otwarty tylko za dnia, od 8:00 do 20:00. Część NPC śpi w nocy, więc nie możemy z nimi porozmawiać. Niektóre gatunki owadów i ryb złapiemy tylko w nocy, podczas gdy inne pojawiają się wyłącznie za dnia. Dzienne i nocne misje dodatkowe wyglądają inaczej, a bohaterowie niezależni różnie się zachowują, w zależności od aktualnej godziny. Zmienny cykl dobowy definiuje nasze poczynania i możliwości, a także cały otaczający nas świat wraz z jego mieszkańcami.

Co kluczowe, zegara nie można w żaden sposób przyspieszyć.

Jeśli zasadzona w ogrodzie roślina ma kiełkować dwa dni, musimy czekać 48 prawdziwych godzin. Kiedy nowy NPC ma się pojawić na naszej wyspie, potrzebuje kilku godzin, aby dolecieć na miejsce. Rosnące na drzewach jabłka nie odrosną po kilku chwilach, jak w większości gier. Położenie się do łóżka nie przyspieszy również czasu, magicznie przenosząc nas w okolice kolejnego poranka.

Każdy kolejny dzień to szansa na przeżycie nowej przygody. Gdy logujemy się do gry, rozgrywka rozpoczyna się od apelu właściciela wyspy. Biznesmen Nook informuje o tym, co wydarzyło się w ostatnich godzinach, a także jakie atrakcje czekają nas w niedalekiej przyszłości. Grupowa impreza, święto wiosny, sąsiedzka wyprzedaż – wszystkie aktywności tego typu mają określone miejsce w kalendarzu. Jeśli je ominiesz, tracisz do nich dostęp. Czas nie stoi bowiem w miejscu. Zarówno w prawdziwym świecie, jak i w Animal Crossing.

Gracz staje się w pewnym sensie więźniem uzależnionym od produkcji Nintendo. Jeśli raz na jakiś czas nie pojawimy się na wyspie, nasz ogród zwiędnie, a także ominie nas ważna impreza. Animal Crossing zachęca do codziennego logowania się do gry. Co świetne, prawie za każdym razem pojawia się wtedy jakaś nowość – kolejny NPC, ciekawe wydarzenie lokalnej społeczności, nowa misja poboczna czy dopływ świeżych towarów do sklepu.

Z drugiej strony oparcie rozgrywki o prawdziwy zegar uniemożliwia prowadzenie niezdrowych maratonów z Animal Crossing. W ciągu jednego dnia możemy wykonać ograniczoną liczbę akcji, jak w prawdziwym życiu. Nie przyspieszymy tego, jak rosną warzywa w ogrodzie, ani tego, w jakim tempie nowe dostawy trafiają do sklepu. Gdy pozyskujemy zasoby naturalne, fauna i flora musi się zregenerować. Grając w Stradev Valley wystarczyło wskoczyć do łóżka i przyspieszyć czas. Tutaj tak to nie działa. No i bardzo dobrze, bo dzięki temu seria Nintendo staje się czymś naprawdę wyjątkowym.

Animal Crossing NIE JEST symulatorem farmy.

Chociaż możemy tworzyć ogrody i pola uprawne, życie farmera w Animal Crossing jest znacznie mniej rozbudowane niż w Stardew Valley czy Harvest Moonie. Nie ma znaczenia, w jakim układzie sadzimy rośliny ani jak dbamy wcześniej o glebę. Nie możemy mieć własnej trzody ani nie będziemy hodować bydła. Nie musimy także wypełniać wskaźnika głodu – nie grożą nam zatem pustki w spiżarni na zimę ani brak środków do przeżycia.

Rozgrywka w Animal Crossing jest bardzo prosta. Banalna wręcz. Nie możemy tutaj zginąć ani nie możemy tutaj przegrać. Nawet ukąszenie tarantuli wiąże się zaledwie z chwilowym omdleniem. Twórcom tej serii nie zależy i nigdy nie zależało na realistycznym podejściu do hodowli, do uprawy i do prowadzenia własnego gospodarstwa. Grzebanie w ziemi to tylko dodatek oraz zaledwie jedna z aktywności.

Równie ważne jest łapanie żywych okazów, takich jak owady czy ryby. Albo wykonywanie misji zleconych przez NPC. Animal Crossing do niczego nie zmusza ani nie definiuje żadnych zagrożeń. To tytuł, w który gra się tak, jak się chce, oraz podejmuje się tych aktywności, na które ma się ochotę. Nikt nie zmusi cię do uprawy sadu ani nikt nie zmusi cię do zostania mistrzem rybołówstwa. Możesz podejmować się tych czynności, ale to tylko środki do celu, nie cel sam w sobie.

O co więc chodzi w Animal Crossing? Jaki jest sens tej gry?

Gdybym miał zdefiniować sedno serii Animal Crossing, byłoby to zdobywanie nowej zawartości. Dzień po dniu odkrywamy nowe rzeczy. Poznajemy nowe projekty do wykonania przy warsztatowym stole. Najpierw proste i banalne – jak słomiany siennik, potem coraz bardziej skomplikowane – jak lampa, stół czy łóżko. Chodzi o rozwój. O ekspansję. New Horizons rozpoczynamy w prostym namiocie na bezludnej wyspie, ale nim się obejrzymy, będziemy stawiać ceglane domy oraz kłaść mosty nad rzekami.

Odzież, meble, dekoracje, narzędzia – w Animal Crossing znajduje się pokaźna lista przedmiotów, które możemy zdobyć lub tworzyć. Dzięki nim na stałe zmienimy oblicze wyspy, którą później mogą odwiedzić nasi znajomi. Ze znajomymi wiąże się dodatkowy aspekt rywalizacji: każdy chce posiadać najładniejszą, najciekawszą, najbardziej rozwiniętą wyspę. Trwa więc konkurencja między kolegami i koleżankami, a każdy dzień bez włączenia AC to dzień w plecy. W tym wyścigu nie można wrzucić na luz.

Światowy zegar pilnuje jednak, abyśmy nie zaszli zbyt daleko w ciągu jednego dnia i abyśmy zawsze czuli, że warto wrócić do programu następnym razem. Nie będę ukrywał: mechanizm działa i uzależnia. Animal Crossing: New Horizons kompletnie zdominowało mojego Switcha oraz mój czas wolny. Nawet DOOM Eternal poszedł w odstawkę. Jeśli jednak szukasz bardziej złożonej, bardziej kompleksowej rozgrywki w stylu Stardew Valley, to raczej nie jest tytuł dla ciebie.

Dołącz do dyskusji